RSS
niedziela, 30 stycznia 2011
Kanapka.

Kiedyś, w tym poście, pisałam o tym, jak pojawienie się Bii na Pasionku było spełnieniem modlitw Amber. Nareszcie pojawił się ktoś, z kimś można było się bawić i sobie podporządkować.

Tricolorka to silna osobowość. Toteż już na wstępie pokazała Bii kto tu rządzi.
To zdjęcie zrobiliśmy kilka dni po przybyciu Bii do naszego domu.

Tricolorka wymyśliła sobie też, że Szylkretka świetnie nadaje się do leżenia na.

Wałkowała więc swoim cielskiem tylko trochę młodszą (ale na pewno lżejszą) "siostrę", kiedy tylko była okazja.

Kiedy spały razem, zastanawialiśmy się z NzM jak to jest możliwe, że Bii bez szemrania takie wałkowanie wytrzymuje.

Często spały grzecznie do siebie przytulone, ale potem zaczynało się wzajemne mycie, a w konsekwencji...

...bicie się po twarzach.

Szylkretka wytrzymywała amberzycowe pomysły tak długo, jak to było możliwe.
Teraz już tak nie śpią. Nadal się razem bawią, podgryzają i szaleją, ale nie ma już spania "na kanapkę". Prawodpodobnie dlatego, że Bii wydoroślała i... zmądrzała, a także dlatego, że Amber waży już prawie 5 kilogramów...

Tagi: Amber Bii koty
22:13, ofczasta
Link Komentarze (5) »
środa, 26 stycznia 2011
Kawy?

Czyli Latte wieczorową porą...

Tagi: koty latte
22:14, ofczasta
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 stycznia 2011
Tricolorka.

Hamaki w organizerze wykorzystywane są przez koteńki najczęściej. Śpią w nich Fil, Bii i Latte.
Rynna należy do Amber (mimo, że przewidziana była dla Fil), tubę/makaron wszystkie ostentacynie ignorują (więc pełni funckję przechowalni na amberzycowe zabawki), a gondolą gardzą już koncertowo.

Tak więc hamaki. A ponieważ kotki to bardzo czyste stworzenia (ot, taka ironia, bo Latte na przykład się nie myje, więc jej hamak woła o pomstę do Wielkiej Melitele) i tylko dlatego, że w zimie bardzo szybko wszystko się kurzy - wzięliśmy się ostatnio za wielkie pranie części organizera.

Zdjęliśmy więc hamaki żeby je odkłaczyć i wrzucić do pralki. A jak zdjęliśmy materiał, to został stelaż. A jak został stelaż, to tricolorka poczuła się nim bardzo zainteresowana. Wdrapała się najwyżej jak potrafiła i się zaczęło.

Ahoj, tam w dole!



A ku ku!



Co tak będę bezczynnie siedzieć, złapię sobie ogon i umyję.



No mam. Zupełnie nie wiem o co tym psom chodzi.



Myju, myju.



Ej, Ty! Gdzie POSZŁEŚ?



Jeszcze kawałeczek... myju... myju..., w końcu jeden syjamski brudas w domu wystarczy.



No. To teraz mnie podziwiajcie.



Ale czy na pewno wszyscy widzą jaka jest wspaniała?



Na zdjęcia załapała się moja kolekcja niedźwiedzi (jeszcze z "panieńskich" czasów). Oświadczam, że nie odpowiadam na pytania czy koty nie zrzucają miśków z tych półek. ;)

A dzisiejszy post dedykuję Sylwii z N.
Bo tak. :))

piątek, 21 stycznia 2011
Zabawa w 4 rzeczy o mnie.

Ania rzuciła we mnie rękawicą :) więc... podnoszę i zakładam, bo jakoś zawsze marzną mi górne odnóża. :)
Acha, będą didaskalia, bo taka już ze mnie gadatliwa Owca. ;)

4 programy/ seriale, które oglądam:
Będą tylko seriale, które oglądałam lub oglądam. TYLKO, bo telewizji nie oglądam już od jakiejś dekady.

- House M.D. (uwielbiam, mocno przeżywam, połowy medycznego bełkotu nie rozumiem, ale Hugh jest tak boski, że można go jeść łyżkami ;) sam serial ma w sobie coś, co przyciąga mnie dziko i nie daje mi się oderwać)

- Friends (oglądam po kilka razy, od początku do końca, po kolei i wybiórczo... i od nowa, znam niektóre odcinki na pamięć, niektóre lubię tak, że oglądam je  częściej niż inne, płaczę, chichram się - dla mnie to serial wszechczasów)

- Stargate (ale tylko oryginalne "Gwiezdne wrota" + EWENTUALNIE Stargate Atlantis. I na tym zakończmy.)

- Buffy i Angel :) (a dlaczego nie?)

4 rzeczy, które mnie pasjonują:

- koty (tak po prostu)

- książki (bo to moja pasja, mój zawód, moje życie)

- fotografie (bo mimo wszelakich kursów i szkoleń w tej kwestii, nadal nie wiem jak to wszystko (technicznie) działa, bo fascynuje mnie ten sposób utrwalania rzeczywistości, bo układanie ich w albumach i wracanie do nich jest jedyną w swoim rodzaju podróżą w czasie, bo zatrzymane i utrwalone emocje wracają do mnie, bo zawsze pamiętam w jakich okolicznościach zdjęcie było robione, bo są częścią mnie, nas, naszej historii, bo chociaż nie umiem tak jakbym chciała umieć - ciągle mnie to fascynuje)

Tak, wiem, że są tylko trzy. I na razie będą właśnie trzy. Nie mam zamiaru wymyślać na siłę. :)

4 słowa/ sformułowania, które często mówię:

- Masakra. (nie umiem tego "kwiatka" w sobie zwalczyć)

- Bosko.

- muszę poszukać/sprawdzę to/to na pewno da się znaleźć

- Amber! (zejdź z tego/ zostaw to/nie wyżeraj jej/nie bij jej)

4 rzeczy, których nauczyłam się z przeszłości:

- tylko NzM jest przy mnie zawsze wtedy, kiedy tego potrzebuję i tylko jemu mogę bezgranicznie ufać i na niego liczyć

- ufność i wiara w to, że ludzie nie są z założenia źli jest bezsensowna (a jednak przekonania, że ludzie są dobrzy nie potrafię w sobie zwalczyć i za każdym  razem dostaję za to po zadku)

- razem poradzimy sobie ze wszystkim

- to, że ktoś mówi i obiecuje, że coś zrobi, wcale nie oznacza, że rzeczywiście to zrobi, a obietnice nigdy nie znaczą dla innych tego samego, co dla mnie

4 miejsca, do których chciałabym pojechać:

- Wrocław (jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz), Bieszczady (bo nigdy nie byłam), Gdańsk (bo byłam i chcę znowu), inne zakątki Polski, których jeszcze nie widziałam a powinnam, bo Polska z założenia jest piękna

- Paryż (przytulić się do Barana na ostatnim piętrze wieży Eiffla, pokazać mu w Luwrze gdzie jest schowany Święty Graal ;) i zjeść śniadanie w którejś z  paryskich kafejek)

- Barcelona (bo tak, jakkolwiek przereklamowana by nie była)

- Prowansja i Toskania (bo są dla mnie tak egzotyczne, że nawet nie potrafię tego uzasadnić)

4 rzeczy, które robiłam wczoraj:

- wypisywałam kartkę na dzień babci

- wkuwałam rozporządzenie MENu o nadzorze pedagogicznym

- karmiłam koty

- czytałam "Morta"

4 rzeczy, które kocham lubię w zimie:
Jest to chyba najtrudniejsze pytanie. Mogę wymienić bez wahania 15 rzeczy, których NIENAWIDZĘ w zimie, ale niech będzie...

- to, że można napalić w kominku, sprawdzić stan liczbowy kotów na drapaku z tej okazji, zakopać się jeszcze pod kocykiem i oglądać film z Baranem

- to, że hebrata dyniowa i migały w cynamonie smakują w Fanaberii zdecydowanie lepiej zimą

- to, że własnie w grudniu, ponad 9 lat temu Baran okazał się moim Baranem, a ja jego Owcą. :)

- puchate, zimowe futro Amber

4 rzeczy na mojej liście pragnień:
- nauczyć się asertywności (odmawiania kiedy czegoś nie chcę, wyrażania własnego zdania i robienia tego wszystkiego w taki sposób, żeby nikogo nie urazić, ale żeby mnie nikt nie tłamsił)

- zadbać, tak naprawdę, o swoje zdrowie (również psychiczne), mniej się denerwować - szczególnie rzeczami, na które nie mam wpływu, zminimalizować jakoś (jak?!) stres, który wpływa na mnie destrukcyjnie

- nauczyć się organizować sobie czas tak, żeby mieć go więcej dla Barana, kotów i siebie (chciałabym też móc czytać więcej)

- nauczyć się zapominania wyrządzonych krzywd (chociaż jakoś nie wróżę sobie powodzenia w tej kwestii), przestać "rozbijać wełnę na atomy" (czyli przestać analizować każde słowo, każdą rozmowę,  każdy gest, każde spotkanie, każde zdarzenie).

Uff. Ciężko było. :)

Do dalszej zabawy zapraszam Małgosię (fille), Dormezę (chociaż mam wątpliwości czy lubi takie zabawy), Szarlotkę (choć wiem, że ma blog kulinarny) i Anię z Sankowa. :)

Tagi: Pasionek
22:24, ofczasta
Link Komentarze (3) »
czwartek, 20 stycznia 2011
Niuchaczki.

Bardzo, BARDZO rzadko zdarza się tak, żeby kocice zgromadziły się RAZEM gdzieś indziej niż przy jedzeniu. Zresztą przy jedzeniu też jest różnie - Mała często jada osobno (nie spożywa pokarmów z pospólstwem...), a za Filemonem trzeba biegać z miską. Latte pożera swoją porcję w ciągu 20 sekund, a Amber wykrada z innych misek więc spaceruje w czasie jedzenia. Tylko Bii jak już wszystko zje, to grzecznie siedzi, owija łapki ogonkiem i czeka czy ktoś jeszcze jej coś zostawi. Więc takie to wspólne jedzenie.

Nadarzyła się jednak okazja. Baran przyniósł do domu pudełko (a konkretniej dwa pudełka i koszyk), które w oczach futer stało się PUDEŁKIEM. NzM opowiadał mi, że zdążył pójść po aparat, zrobić zdjęcia, a kocice nadal niuchały. Pudełko oczywiście nie było puste.

Co w nim było?

Polędwica wołowa? Ekskluzywna szynka? Chrupki? Inne kocie szmakosy?

Skondensowana kocimiętka? Kozłek lekarski? ... Stado myszy?

W pudełku były nasiona na kiełki. I nie wiem co tak naprawdę aż tak zaintrygowało kocice: kozieradka, por, jęczmień czy fasola adzuki. :)

wtorek, 18 stycznia 2011
Niedoczas.
Chroniczny. Cierpię. Na. I nie wiem jak to jest możliwe.
Kiedyś usłyszałam, że jak ktoś ciągle nie ma czasu, to znaczy, że nie potrafi sobie go dobrze zorganizować. Oburzyłam się wtedy strasznie i nadal się oburzam na samo wspomnienie.
Przy podobnej okazji dowiedziałam się, że jak nie mam dzieci, to nie mam pojęcia co to jest brak czasu. Oczywiście, że nie mam pojęcia (sarkazm), bo rodzina, dom i hobby (na które akurat nigdy nie mam czasu), to coś, co go w ogóle nie pochłania...
 
Już w niedzielę układam plan na cały tydzień. Plan zajęć oczywiście, bo nie jestem jednak moją babcią, która układała plan obiadów na cały tydzień (dla mnie kompletna abstrakcja...).
A potem się okazuje, że cały plan owce biorą, bo wyskoczy (jak zwykle!) coś nieprzewidzianego i wszystko się chromoli.
Potem się okazuje, że wracam z pracy, do pracy, bo to, czego nie zdążę zrobić tam, muszę zrobić już w domu. Chociaż jakoś jednak nikt mi za "pracę domową" nie płaci.
 
Kiedy siadam przed monitorem, po zrobieniu wszystkiego, co trzeba zrobić w domu po powrocie z pracy, jest po 20:00. Mój entuzjazm, energia i jakiekolwiek dobre pomysły chrapią już wtedy pod puchatą kołderką, a ja biorę się za robotę.
Wczoraj robiłam zdjęcia (które były na niedzielę). Przygotowanie setki zdjęć do wywołania zajęło mi 2,5 godziny. A przy przenoszeniu katalog znikł... Gdyby nie Baran, pewnie bym dostała szału na samą myśl, że szlag trafił moją pracę i czas jaki na nią poświęciłam... NzM znalazł, przeniósł, oznaczył, a ja mogłam już wyjąć spod powiek zapałki...
 
Śpię po 5 godzin, mimo że potrzebuję ich dwa razy więcej żeby jako-tako funkcjonować... Nie mam czasu na nic, robię tylko to, co niezbędnie potrzebne, albo czego już są gigantyczne zaległości.
Jak to jest możliwe?!
Tagi: Pasionek
11:17, ofczasta
Link Komentarze (9) »
sobota, 15 stycznia 2011
Day off.

Za każdym razem kiedy mam dzień wolny wydaje mi się, że ma on 48 godzin, a nie 24, z czego jakieś 6-8 trzeba przeznaczyć na sen. I za każdym razem planuję sobie, że zrobię całe mnóstwo rzeczy, po czym - już w nocy (po całym dniu działań), dopada mnie frustracja, że nie udało mi się zrobić wszystkiego.

Udało mi się wczoraj chociaż trochę odkopać spod zaleglości pracowych. Porażką jest branie urlopu, żeby zrobić rzeczy, których nie mam czasu zrobić w pracy, a zrobić je muszę. Gorszą porażką jest jednak ciągłe frustrowanie się,  że zaległości się gromadzą, a nie ma kiedy ich zrobić.

Drażni mnie to jednak. Wolałabym dokończyć czytanego Pratchetta, pobawić się z kotami, obejrzeć jakiś film, czy po prostu posiedzieć i "ponicnierobić". Jutro planuję porządek w zdjęciach. To jest akurat przyjemne i jest tego sporo,  bo rok się skończył, a ja go jeszcze "zdjęciowo" nie zarchiwizowałam. Bedzie więc foto-niedziela.

Dzisiaj odwiedziliśmy Kraków (w celach interesowo-prywatnych). Padało, więc tylko przebiegliśmy Traktem Królewskim do kebabowej jadłodajni, szybko do trafiki i jeszcze przystanek w Czekoladopijalni, po czym szybki (dzięki  bezkonkurencyjnej Zerrikance) powrót do domu zanim koty zdążyły się zirytować, że tak długo nas nie było. Ponieważ Miasto Królów odwiedzaliśmy dokładnie w samo południe - pomachał nam z wieży pan dzierżący trąbkę. A mnie zawsze, kiedy słyszę hejnał, przechodzą ciarki...

A takie (upiornie słodkie) lody Owca wchłonęła poprzednim razem w krakowskiej Czekoladopijalni. :)

Nazbierało się też trochę blogowych zalegości.
Nie wiem jakim cudem mi to umknęło, ale nie wspomniałam ani słowem o naszej wycieczce do zawierciańskiej Huty Szkła.
Zdjęcia są w galerii NzM - nie ma sensu ich powielać, a są naprawdę genialne. Ponieważ wybraliśmy dosyć oryginalny termin - na tydzień przed świętami (17 grudnia 2010 r.) - byliśmy tam jedynymi zwiedzającymi. Jednym słowem - wycieczka liczyła 2 osoby + pani przewodnik (konkretna i sympatycza osoba). Praca w hucie jest fascynująca. 
Oczywiście moim zdaniem, bo ktoś kto chodzi tam codziennie pewnie nie widzi w niej nic fascynującego. A już latem zwłaszcza (gorąco!). Panowie, którzy odcinali lejące się glutki szkła mnie zachwycili. A konretniej - zachwyciły mnie glutki wyglądające jak toffi, cięte nożyczkami, z których to glutków nagle powstaje wazon, szklany koszyczek, albo krucyfiks. Widzieliśmy całą halę pań grawerujących gotowe kryształy - w krzaczki, kwiatki i inne gwiazdki. Były też panie sprawdzające już efekt końcowy;  byliśmy też z wizytą w muzeum szkła. Zdecydowanie nam się podobało.

Fajczarze. Po ostatnim spotkaniu mnie natchnęło. Postanowiłam przestać tylko siedzieć (wywąchiwać dym tytoniowy i pić fanaberianą herbatę za herbatą) i wziąć się wreszcie za coś konkretnego. Będę więc robić kronikę Śląskiego Klubu Fajki. Cieszę się z tego faktu niepomiernie, ale zdecydowanie większa radość mnie rozpiera z faktu przyjęcia mnie "w poczet". Zostałam (niepalącą) członkinią Śląskiego Klubu Fajki. :) To już nie tylko dzielenie pasji z Baranem, to również fakt zaistnienia jako Owca. Przydatna do czegoś Owca. :)

poniedziałek, 10 stycznia 2011
Kwintesencja słodyczy.

Jak w tytule.

Tagi: fil koty
22:43, ofczasta
Link Komentarze (3) »
niedziela, 09 stycznia 2011
Bądź jak Ebenezer Scrooge po wizycie świątecznych duchów. :)

Pamiętajcie, dzisiaj finał na Śląsku. :)

obrazek jest pomniejszonym nagłówkiem ze strony wosp

Gdyby ktoś miał wątpliwości co do dzisiejszego wpisu - wyjaśniam: Owca jest istotą apolityczną. Politolog ze mnie żaden, nie opowiadam się murem za żadną z opcji politycznych i krótko mówiąc: na polityce kompletnie się nie znam. 

A o czerwone serduszko staram się każdego roku. :)

Tagi: Pasionek
12:09, ofczasta
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 stycznia 2011
Asertywność.

Trudne słowo.
Postawa dla mnie nie do zrealizowania, nie do osiągnięcia.
Chociaż bardzo bym chciała.
A czasami, gdy mi się uda - sama jestem z siebie dumna.
Czasami.

To tak na marginesie tylko...

Ryję zębami w klawiaturę po sobotnim "dniu gospodarczym". Ponieważ w tygodniu nie mam czasu na odkurzanie - w sobotę jestem w stanie z kłaków wyjętych z odkurzacza ulepić nowego kota. :/ I jeszcze mycie Fordki z soli i błota pośniegowego. W deszczu (bo dlaczego nie...). I zrobienie obiadu/ów, i sprzątanie, i pranie, i koty, i ptaszki, i Baran, i Owca, i...
A podobno łikend jest po to, żeby odpocząć.

Wykończona jestem jak koń po westernie. Toteż pójdę zaraz w ślady Szylkretki.

Tagi: Bii Pasionek
23:06, ofczasta
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2












Mała
(Indyczek, Królik, Pani Prezes)


Fil
(Pierożek)


Latte
(Kawa)


Amber
(Lady Amber Herbu Tricolor)


Bii
(Biisława, Szylkretka)


Ptaszki


Książki



Wojaże



Koty



Pasionek



Książki o kotach



Decoupage Owcy



Filmy



Krewni i znajomi



Autko



Jedzonko



Modele



Tubka









Licznik odwiedzin:



Gości na stronie: