RSS
niedziela, 26 lutego 2012
Relacja z łikendu.

Czasami jest tak, że jakkolwiek bym się nie starała i jak bardzo doskonały plan dnia układała, to w końcu braknie mi na coś czasu. Ostatnio brakuje go na Pasionek i dekupażowanie.

A w zamian za to (z czynności wartych uwagi):
- w ciągu ostatnich dwóch dni miałam dwa dyżury, z czego jeden mocno wyczerpujący, bo czytelnicy zdecydowali się mnie wykończyć. Dziwne, bo tylko ja tam byłam i gdyby im się udało, to nie miałby im kto udzielać informacji, wypisywać rewersów, przeczesywać katalogu, kartoteki zagadanieniowej, przygotowywać bibliografii, przynosić stosów książek, czasopism, itd.

- byliśmy na kociej wystawie, mimo że poprzednim razem (a było to kilka lat temu) stwierdziłam, że nie powinnam w ogóle na nie chodzić. Dlaczego? Bo pochłania mnie jakiś bliżej nieokreślony obłęd i irracjonalna chęć posiadania maine coona, ale również syberyjczyka, norwega, brytyjczyka... i tak dalej. Łażę więc za Baranem, robię "proszące owcze oczka", bo nagle ulatnia się cały mój zdrowy rozsądek. Wyprowadzić mnie stamtąd należy zanim totalnie mi się w głowie poprzestawia. ;)
Zdjęć nie robiliśmy, ale wiemy Kto (klik) robił. 

- odwiedziliśmy Puchatych Panów i ich Personel. :) Filemonek - na początku trochę onieśmielony - rozpoczął wczesnowieczorne szaleństwa, a Bazylek schował się do szafy, bo zobaczył Owcę, która przejawiała niecną chęć poczochrania mu futra. :) Personel w tym czasie usiłował się "narozmawiać" za wszystkie czasy. :)

- przygotowałam materiały na dwie (pracowe) wystawy i na lekcję o "Tajemniczej wyspie" Verne'a

- oraz obejrzałam - zżymając się na własną głupotę i tracąc prawie dwie godzinny (cennego) czasu - "Niebezpieczną metodę". Warty uwagi w tym filmie jest jedynie Viggo Mortensen w roli Freuda. Keira jest za to wysoce irytująca...

Oprócz tego, rzecz jasna, należało wykonać całą resztę ważnych "codziennych" rzeczy i usiłować jeszcze kiedyś odpocząć przed (zapowiadającym się równie intensywnie) nowym tygodniem. Na to ostatnie jak zwykle nie było czasu. ;)

Na dobranoc - piękne oczęta Lady Amber. :)



czwartek, 23 lutego 2012
Pierzaste rozwiązanie zagadki :)

Pomyślałam sobie wczoraj, że zagadka jest niezwykle trudna (i już powinnam wymyślić jakieś podpowiedzi). Haha. Nie była. :)
Moi ulubieni Czytacze Pasionkowi rozłożyli ją w krótkim podejściu. :)

Dziewiąty byt Pasionka, to kolejna kobieta. Mężczyźni są u nas nadal w mniejszości (dwóch), za to lobby kobiece rośnie w siłę (teraz jest nas siódemka).

Ma subtelny "makijaż", szarą "apaszkę" oraz czarne "rękawiczki". 
Jest odważna i mądra.
To Pani Glosterowa. :)

 

Jest u nas już od jakiegoś czasu, ale nie okazywaliśmy żadnych oznak chwalipięctwa (jak to Beatka napisała), bo przyjechała z hodowli chora (a prawdopodobnie ta sama choroba zabrała nam Stefana). Tym razem jednak Baraniasty cudem (jak zwykle...) odnalazł weta-specjalistę od ptaszków... 
I w tenże sposób Glosterek może cieszyć się towarzystwem żony. :)

Pani Glosterowa jest odważniejsza niż Gloster, szybko się wszystkiego uczy (on przez dwa dni patrzył na brokuła zanim w ogóle go skosztował, ona wrąbała swoją porcję w ciągu jednego dnia) i czasem ochrzania męża, jak robi jej bałagan w klatce. ;)

Jak większość pań kanarkowych - nie śpiewa, za to cicho skrzeczy, co z kolei bardzo się podoba śpiewającemu Glosterowi. :)

środa, 22 lutego 2012
Kocio, ale również zagadkowo.

Czekamy z kotami na wiosnę, zimy mając już powyżej uszu.
Szczególnie lodu zalanego wodą i wiecznie zmarzniętych dłoni.
Ale chyba nie należy zbytnio narzekać, tylko cieszyć się, że nie ma już temperatur subpolarnych.

Wypadałoby też napisać (choć to już prawie tydzień później), że w Dniu Kota podarowaliśmy kociambrom święty spokój (pojechaliśmy do biblioteki na spotkanie "z okazji"). Oprócz świętego spokoju dostały też (na kolację) surowego indyka oraz (Pierożek) biust z kuraka. Jaśniepanny okazały na tę okoliczność zadowolenie. :)

Dziś będzie zdjęcie zmrużonej Kolorowej Młodzieży:

oraz zagadka: nasza Pasionkowa Rodzina powiększyła się o jeden byt.
Jest nas teraz w domku dziewięcioro. 

Kim jest to dziewiąte jestestwo? :)

czwartek, 16 lutego 2012
Rabbit ;)

Dzisiaj na śniadanko był króliczek. Proszę się nie przerażać - był to króliczek puszkowy. ;)

Kociki uwielbiają gourmetowego królika w pasztecie, a Fil wręcz za nim przepada. Więc najadały się rano po wręgi. Po wyczyszczeniu wszystkich kuwet, widząc zadowolone i najedzone koty, przystąpiłam do przygotowywania własnego śniadania (w postaci kanapek).

Gdy owierałam opakowanie z wędliną, w kuchni stawił się PK (Prawie Komplet, czyli cztery Futrzaste) twierdząc [mało] przekonywująco, że ja tu się zamierzam objadać (co z tego, że dopiero w pracy), a one KOMPLETNIE NIC nie jadły... że o śniadaniu nie wspomną!
Obłędne są. :)

Poniżej - dwie z pięciu. 

Kawa z mlekiem

oraz Słodka Tri ;) 

 

środa, 15 lutego 2012
Luperkalia i owce.

Czyli dwa ściśle związane ze sobą tematy. ;)

W końcu luperkalia to święto poświęcone pasterskiemu bogu chroniącemu stada przed wilkami.
A przecież zdecydowanie ładniej (dla mnie) brzmi słowo Luperkalia niż Walentynki. ;)

Jeszcze będzie o owcach. W czasopiśmie, o którym pisałam w poprzedniej notce jest świetny artykuł o hodowli owiec. Jest w nim napisane o tym, że chów owiec był kiedyś bardzo opłacalny (współcześnie niestety zanika kultura związana z wypasem owiec) i skąd wzięły się określenia "czarna owca" i "owczy pęd". ;)
A czy wiedzieliście, że:

"Owce, ich hodowla wywarły na ludzkości nie tylko ogromny wpływ materialny, ale również duchowy. W wielu religiach owca odgrywa zaczną rolę, jako święte czy kultowe zwierzę."
artykuł "Kto ma owce, ten ma co chce" autorstwa Arkadiusza Szałata, "Przyroda Polska" 2/2012, dodatek "Biuletyn EKO-Edukacyjny", s. 4

Jakiś czas temu w SCC wystawiono galerię zdjęć nagrodzonych w GrandPressPhoto.
Mnie najbardziej spodobała się kategoria - "Przyroda". Jest tam piękne (czarno-białe) zdjęcie bacy, któremu puchata owca daje całusa w policzek. :)

Zdjęcia, z wiadomych względów nie wrzucę tutaj, ale podlinkuję żebyście mogli je sobie obejrzeć. 

Następnym razem już będzie o Puchatych Panienkach. ;) 

Tagi: Pasionek
23:32, ofczasta
Link Komentarze (7) »
niedziela, 12 lutego 2012
Czyścioch ;)

Ponieważ większą część łikendu zajęło mi pochłanianie pierwszego tomu "Tajemniczej wyspy" mistrza Verne'a (świetna książka) oraz lutowego numeru "Przyrody Polskiej" (doskonały periodyk), to dzisiaj będzie tylko tubka.

Tubka (wyczekana i wyproszona u NzM) z kąpiącym się Glosterkiem.
Mam nadzieję, że Wam się spodoba. :)

(niestety podkład muzyczny kończy się troche wcześniej niż kąpiel kanarka...)

wtorek, 07 lutego 2012
Naleśnik.

O tym, że Fil jest wyjątkowym kotem i że wolno jej tak naprawdę prawie wszystko - pisałam już kiedyś tutaj.

Jeśli ktoś jeszcze dziwi się tym obyczajom (jak można tak rozpieszczać kota?!), to niech spojrzy w te piękne oczy i od razu zrozumie, że MOŻNA, a nawet TRZEBA rozpieszczać Pierożka. ;)

To jest ulubiona poza Fil - na naleśnik. :) 

W ciągu kilku ostatnich dni udało mi się rozpieścić Pierożka jeszcze bardziej (jeśli to w ogóle możliwe... ). Fil jest bardzo zadowolona, że jestem w domu (gorzej będzie, jak wrócę do pracy...). 
A już idealnie (dla kocika)  jest gdy leżę/siedzę, w pokoju jest ciepło, można mnie udeptać, ugnieść, zrobić trzy zawijki na cześć Wielkiej Melitele, zwinąć się w kłębek i drzemać. Ja oczywiście muszę wtedy głaskać i zapewniać jakim jest słodkim i kochanym Pierożkiem. 
I wtedy naprawdę się sprawdzam jako Personel. Jednoosobowy, bo ktoś na łiskas musi przecież zarabiać! :) (gdy my się wylegujemy...) Baraniasty zyskuje w oczach Fil, gdy donosi do jej legowiska drobno pokrojoną szyneczkę. ;)) 
Gorzej jest, kiedy usiłuję wstać. O, to wtedy niezadowolenie Pierożka jest WIELKIE. I objawia się poprzez kaszel, kichanie, ewentualnie inne niewiadomoco - co tylko Fil wymyśli. A potem się obraża i idzie sobie na piec w kuchni (patrz zdjęcie). 

Dąsanie się trwa jednak tylko do momentu, kiedy Owca wejdzie znowu w tryb siedząco-leżący, a potem zaczyna się od nowa: udeptywanie, głaskanie... i tak dalej. ;)

 

22:19, ofczasta
Link Komentarze (10) »
niedziela, 05 lutego 2012
Wszystkie obecne.

Nawet ja, chociaż nie do końca w formie.
Uziemiło mnie i to pewnie jeszcze na trochę. Tryb "zombie" powoli mi się wyłącza, ale jeszcze nie jest oszałamiająco. :( 

Koty tymczasem zachwycone. Oczywiście nie tym, że jestem chora i snuję się po domu, ale tym, że w domu jest ciepło (bo NzM pali w kominku) i można się wylegiwać razem z Owcą. Kolejne warstwy kocyków, kołdra, o tak - to jest to, myślą sobie Futra - tak możemy przetrwać zimę.

Rozumiem je. Ja też lubię mieć ciepło (20 stopni), a nie 16. :)
Tymczasem z przerażeniem obserwuję słupek rtęci na termometrze zaokiennym... Mam wrażenie, że jak w końcu wyjdę z domu, to zmrozi mnie już w samych drzwiach i na tym się skończy...

Eksploracja przyniesionego drewna na opał. 

 

W komplecie! 

A tu już tylko wytrwałe Niuchaczki: Pierożek, Słodka Tri i Biisława Torbiasta. :)

 















Mała
(Indyczek, Królik, Pani Prezes)


Fil
(Pierożek)


Latte
(Kawa)


Amber
(Lady Amber Herbu Tricolor)


Bii
(Biisława, Szylkretka)


Ptaszki


Książki



Wojaże



Koty



Pasionek



Książki o kotach



Decoupage Owcy



Filmy



Krewni i znajomi



Autko



Jedzonko



Modele



Tubka









Licznik odwiedzin:



Gości na stronie:



free counters