RSS
piątek, 31 grudnia 2010
2010/2011

11:30, ofczasta
Link Komentarze (4) »
środa, 29 grudnia 2010
Czajniki.

Nasze koty uwielbiają się czaić. Znaczy się - herbacić. :)
Najchętniej wtedy, kiedy usiłujemy wyjść z domu i przeliczyć futra (czy wszystkie obecne, czy któraś gdz
ieś nie została zamknięta), albo kiedy szukamy konkretnej futrzastej panienki. Nie ma. Koty nagle się dematerializują!
Do historii Pasionka przeszła anegdota (wtedy nie było nam do śmiechu) kiedy okazało się, że Indyk wychodzi z kuchni, wchodzi do przedpokoju a potem... znika. Autentycznie nigdzie kota nie było. Chcieliśmy dzwonić po NASA żeby coś zrobili z tą czarną dziurą w naszym przedpokoju. 
Po dłuższej chwili Mała jednak wyszła z łazienki, więc doszliśmy do wniosku, że to po prostu zwykłe zakrzywienie czasoprzestrzeni (nie sprawiające kotom większej trudności). ;)

Królik - herbaci się za drukarką.

Fil - w ogóle się nie czai, ale to jest główny widok użytkownika laptopa. :)

Latte - herbacenie się na drapaku (w gondoli).

Amber - przyczajona tricolorka...

Bii - ukryta (na regale, między kartonami) szylkretka :)

poniedziałek, 27 grudnia 2010
Lektur ciąg dalszy.

Kocich głównie.
Bo oprócz "kocich" książek, które dostałam pod (wirtualną) choinkę, na półce stoją przecież te, których jeszcze nie opisałam.
A tak w ogóle to chłonę Pratchett'a. A że lubi on koty, to... nadal wszystko pozostaje w temacie. :)

Dzisiaj dwie pozycje, które czytałam dawno, dawno temu. Myślę jednak, że każdemu Kotolubowi mogą się spodobać.

"My mamy kota na punkcie kota - Najważniejsze wypisy z literatury przedmiotu". Anna Bańkowska. Wydawnictwo Znak

"Kolacja Niuni" Shirley Jackson

"Był chłodny wieczór, leżałam sobie na kanapie nakryta kocem i czytałam kryminał; mąż mój zaś siedział spokojnie w fotelu i przeglądał gazetę. (...) I wtedy właśnie z jadalni doszedł nas dziki, triumfalny wrzask naszej Niuni.

- Słuchaj - odezwałam się - błagam cie, jestem pewna, że ona znowu coś upolowała. Mysz albo coś podobnego. Idź i zmuś ją, żeby wyniosła to na dwór.

- Sama to zrobi.

- Ale najpierw będzie goniłą nieszczęsne stworzenie po całej jadalni, a potem zamorduje je - przełknęłam ślinę - i pożre. Uratuj je, póki czas.

- Nic podobnego - zaczął mąż, ale w tej samej chwili triumfalne piski Niuni zakończyły się tłumionym przekleństwem, a ona sama stanęła w drzwiach i spojrzała na mojego męża błagalnym wzrokiem.

_ Czy ty zawsze musisz żebrać o pomoc? - był wyraźnie zły. - Taka duża, silna kotka jak ty...

Wrzasnęłam.

Niunia uniosła głowę ruchem pełnym rezygnacji, jak gdyby chciała dać do zrozumienia, że oto sprawdził się jej najczarniejsze przeczucia; mój mąż syknął. Bo oto oczom naszym ukazała się kolacja kotki w postaci dużego i koszmarnie roztrzepotanego nietoperza, który kołował pod sufitem salonu.”


"Jak żyć z neurotycznym kotem" - Stephen Baker, il. Jackie Geyer. Wiedza i  życie

„Bóg stworzył puszysty kłębek, który z braku lepszego pomysłu nazwał Kotem. Przyjrzał się Swemu dziełu i pokręcił głową. To nie było dokładnie to, co zamyślił.

Uniósł stworzenie wysoko w powietrze, a ono zwisło bezwładnie z Jego dłoni. Wypuścił je z ręki, a ono plasnęło o ziemię i rozpłaszczyło się niczym naleśnik. Kiedy Bóg skrzyżował przednie łapy kota na jego piersiach, a tylne splótł w pozycję lotosu, stworzenie nawet nie drgnęło.

Zaciekawiony Bóg przewracał kota z boku na bok, rociągając jego ciało tak, że stało się prawie dwa razy dłuższe. Potem zwinął je w małą kulkę, skręcając, zginając i ugniatając. Stworzenie nawet nie otworzyło oczu.

Bóg podrapał się po brodzie z niedowierzaniem. Nie był pewien czy ma się śmiać, czy płakać. Wiedział, oczywiście, że to, co właśnie stworzył, trudno zaliczyć do cudów.

Ale nie miał już czasu na żadne zmiany - ostateczny termin siedmiu dni był tuż-tuż.

- No trudno. - Wzruszył ramionami. - Nie wszystko zawsze musi się udać.

Kot, nie poświęcając ani chwili uwagi swemu pojawieniu się na ziemi, zwinął się kłębek i znowu zasnął."

sobota, 25 grudnia 2010
Sweet laziness.

Jak w temacie. :)

22:09, ofczasta
Link Komentarze (2) »
czwartek, 23 grudnia 2010
Owcze pomysły.

Owca ma różne pomysły. Genialne, lub wręcz przeciwnie.
Jedne są wybitnie kretyńskie - jak na przykład pojechanie dwa dni temu do jednego z hipermarketów po dwie rzeczy i stanie w kolejce do kasy przez godzinę (przyszło mi do głowy, że ok. 11:00 rano będzie mniej ludzi niż mogłoby być na przykład po południu – no cóż, to był błąd). NzM okazał świętą cierpliwość (dla własnej żony i otoczenia), ja natomiast była blado-fioletowa ze złości.

Pozostałe [pomysły] są nawet całkiem niezłe. Nauczona corocznym doświadczeniem aby nie kupować prezentów świątecznych na ostatni moment, w tym roku… znowu kupowałam prezenty na ostatni moment. Nigdy się nie nauczę. Ale do rzeczy.

Uparłam się pojechać do Empiku. Wczoraj, wieczorem. Co gorsze – potrzebowałam konkretnej książki (gorsze, bo zazwyczaj jak człowiek DOKŁADNIE wie, czego chce, to tego czegoś nie znajdzie/nie kupi). Ponieważ nasz jest zaopatrzony skandalicznie (nie ma większości rzeczy dostępnych od ręki w innych sklepach tej sieci) wymyśliłam pojechanie do jednego z mniejszych salonów na Śląsku. I szczęka mi opadła. Nie dość, że kupiłam to, po co jechałam, to jeszcze nabyliśmy: poszukiwaną książkę dla babci, wypasioną książkę dla M. (i tak wie, bo do niej dzwoniłam), książkę dla Owcy, której szukałam od pół roku (podobno nie do sprowadzenia i nie do zdobycia) i inne drobiazgi. Mój szok spowodowany był jednak ilością książek zgromadzonych w tak stosunkowo niewielkim pomieszczeniu. Przypuszczam, że mają więcej towaru przed świętami (ludzie wszystko kupią), ale i tak. Nie wyobrażam sobie jednak jak oni robią codzienne zamówienie.

Kiedy pracowałam jeszcze w jednej z księgarń konkurencyjnej dla Empiku sieci, codziennie, po zakończeniu dnia sprzedaży, musieliśmy przejrzeć sprzedaż z danego dnia i przygotować zamówienie na dzień następny (żeby to, co się sprzedało, mogło znowu pojawić się na półkach). Najtrudniej było właśnie przed świętami (ale i w sezonie podręcznikowym). Nie wyobrażam sobie więc takiego zamówienia po jednym dniu przedświątecznym w Empiku. Może oni robią to jednak trochę inaczej?

Acha. Powaliły mnie półki z fantastyką polską i zagraniczną. NzM widząc mój dziki blask w oku, chciał mnie jak najszybciej stamtąd wyekspediować. Ale się okopałam. I kazałam (poprosiłam) kupić sobie „Morta”, a Baranowi kupiłam jedną z trylogii Pilipiuka. Tak, wiem. Kupujemy ogromne ilości książek. Przynajmniej jeszcze możemy zanim okaże się, że VAT na książki i czasopisma zabije polskie czytelnictwo już całkiem, a nam skutecznie wyczyści konta.

Prywata: Mysza, jeśli to czytasz, to wiedz, że nadszedł owczy czas na Pratchett’a. Przeczytałam „Dysk” (nie zachwycił mnie) i „Ciemną stronę słońca” (już trochę lepiej), czeka już „Kolor magii”, a Baran zachęcająco sypie mi cytatami z kolejnych tomów. Wiesz co to oznacza, prawda? :)

Podsumowując ten przydługawy opis: przypuszczam, że teraz już zawsze przed świętami będę nawiedzać tamten Empik. Bo najwidoczniej tylko wtedy uda mi się kupić to, na co czekam i czego nie potrafię zdobyć przez cały rok. :)

niedziela, 19 grudnia 2010
Jestem dumna :)

I to jak. To, że mam Najlepszego z Mężów - wiedziałam. Że wybrałam najbardziej baraniastego Barana na Pastwisku - też wiedziałam. Ale, że wygra dzisiejsze zawody - tego już nie.
Tym bardziej, że mówił mi ciągle, że "dostanę Owco, puchar z zapałek" (przyznawany zazwyczaj fajczarzowi, który zajmuje ostatnie miejsce).
Uśpił moją czujność. Ha.

Tak więc oświadczam wszem i wobec, że mój Baran zajął dzisiaj pierwsze miejsce w Pierwszym Świąteczno-Rocznicowym Turnieju Dwugramowym w Wolnym Paleniu Fajki.

Mężu - dumna jestem! :)
A jak już kiedyś będę BogatOwcą, to Ci kupię taką barano-fajkę:

A na spotkaniu (jak zwykle) było super. Z powodu zbyt małej loży "wyjściowej" opuściłyśmy (czasowo) naszych mężczyzn i udałyśmy się do własnej loży - żon fajczarzy. :) A co! Wspomagane (lub nie) odpowiednimi napojami rozpuściłyśmy jęzory i obgdałyśmy wszystkie najważniejsze problemy tego świata. Na resztę nie wystarczyło czasu. :)

Tagi: Pasionek
22:21, ofczasta
Link Komentarze (3) »
sobota, 18 grudnia 2010
Choinka vs. kociambry.

Przede wszystkim dlatego

nie będziemy mieć znowu w tym roku choinki. :)

 

 

 

piątek, 17 grudnia 2010
CiastkOwce - całe stado!

Dzisiejszy dzień był dosyć intensywny i sporo się działo, ale o tym będzie przy innej okazji.
Teraz tylko słowo o wieczornym pieczeniu owiec.
Towarzystwo Opieki nad Owcami pragnę z góry zapewnić, że chodzi oczywiście owce ciasteczkowe. :)

Przepis na ciastka z pomarańczą wzięliśmy od Szarlotki a ponieważ - jak nieśmiało wspomniałam w poprzednim poście - świąt nie lubimy, jasne było, że nie będzie reniferków, choineczek, bombeczek ani gwiazdek betlejemskich.
Gwiazdek takich, jak użyła Szarlotka nie udało mi się znaleźć, zresztą - to i tak musiały być przecież owce.

Na początku, zaraz po wycięciu z ciasta, wyglądały tak: (spotrzegawcze osoby znajdą na zdjęciu dwóch baranów, owcę z  długim ogonkiem i królową-owcę):

 

 

po upieczeniu tak:

 

 

a gdy Baran dostał w ręce torebkę z polewą - każda z owiec uzyskała swój własny deseń futra. Mnie najbardziej podoba się ta:

 

 

w roli głównej wystąpiła FormOwca, na zdjęciu - już po kąpieli:

 

 

Ciasteczka są pyszne, na razie jeszcze nie pożarliśmy wszystkich (głupio tak - całe stado na raz...), ale długo u nas nie zabawią. ;)

Przepis oczywiście gorąco polecam, a póki co, zastanawiamy się z Baranem nad sernikiem.

czwartek, 16 grudnia 2010
-12

A to dopiero początek, bo zima dopiero się rozkręca.
Kiedy Fordka stoi i marznie, ja "jestem wożona jak burżuj" jak to NzM ostatnio wspomniał. :)
Tym większa moja rozpacz, kiedy widzę jak na lakierze Zerrikanki pojawiają się kwiaty z soli, w różnych konstelacjach. Na moim niebieskim autku tak tego nie widać. :/

Tymczasem trzeba się jakoś rozgrzać. Futra szukają najcieplejszych miejsc w domu i uwalają się tam poKOTem, Owca dygocze w dwóch swetrach, a Baran rozważa włączenie pieca w swoim pokoju. ;)
Kiedy trzeba jednak gdzieś wyjść, dosyć konkretnie rozgrzewa to:

Dzisiaj w wersji średniej, bo też powrót do domu nastapi dopiero późnym wieczorem.

Czy wspominałam może, że oprócz zimy, nie znoszę też nadchodzących świąt?

niedziela, 12 grudnia 2010
Fiu fiu!

Na sobotę zaplanowałam dużo atrakcji, a przede wszystkim niespodziankę dla Barana.
Ponieważ obchodziliśmy z Baranem rocznicę (to dopiero 9 lat razem!) pomyślałam, że tak okrągłą rocznicę warto w jakiś oryginalny sposób uczucić. :) Nie do końca wszystko mi się poudawało, ale ta najważniejsza niespodzianka na szczęscie tak.

Dżipiesa ustawiłam w samochodzie i kazałam Baranowi podążać za jego zaleceniami. Po drodze miał wiele teorii na temat tego gdzie jedziemy, ale pewnie nie przypuszczał, że jedziemy na... wystawę ornitologiczną. Byliśmy na kilku kocich wystawach, bodajże na dwóch psich, ale na ptasich jeszcze nigdy.

Powitał nas śpiew około tysiąca kanarków. Niesamowite uczucie. Osobiście uważam, że hodowcy kanarków powinni organizować seanse muzykoterapii. Nic (oprócz kociego mruczenia) lepiej nie koi duszy niż wsłuchiwanie się w ptasie trele. :)

Były kanarki przeróżnych rodzajów, były papużki, były zeberki. Wszystko, co latające (oprócz jednej ararauny) przebywało w klatkach, co dosyć znacznie utrudniało focenie.
NzM poradził sobie jednak wyśmiecie, czego efekty możecie ogladać poniżej.
Inne (i zdecydowanie lepiej przygotowane) zdjęcia - w jego galerii.

Wszystkie foto: Foto'Ptah

Ptaszki prezentowały swoje piórka w przeróżnych kolorach. Nie znam fachowych nazw/ras, zdecydowanie jednak zachwycały mnie kanarki czerwone, czerwono-brunatne i czerwono-niewiadomojakie. :)

Kanarek biały wyglądał bardzo oryginalnie



podobnie jak czarny, a tak naprawdę srebrny (wyglądał jak taki trochę ekskluzywny wróbel) :D


Niesamowicie rozbawiły mnie kanarki "z grzywką". Te ptaszki wyglądają dokładnie tak jak ten pies pilnujący owiec. :)



Były oczywiście śpiewaki harceńskie



ptaszki zupełnie "nietradycyjne"



i lamparcie (w cętki).



Były też gołąbki



i papużki,





ptaszki egzotyczne



i gwiazda mistrzostw - niezwykle medialna (oswojona) ararauna



Ptaszki zostają w hali wystaw na noc (mistrzostwa trwają kilka dni), a mnie tylko dało do myślenia to, co powiedział NzM:
"Owco, wyobrażasz sobie jak tu musi być rano, jak one się wszystkie obudzą?".
Wyobraźnię mam dobrą (acz skrzywioną czasami), więc pomyślałam sobie tylko, że bardzo chciałabym się tam wtedy znaleźć.
Ustawiłabym sobie krzesełko na środku i słuchała. :)

 
1 , 2












Mała
(Indyczek, Królik, Pani Prezes)


Fil
(Pierożek)


Latte
(Kawa)


Amber
(Lady Amber Herbu Tricolor)


Bii
(Biisława, Szylkretka)


Ptaszki


Książki



Wojaże



Koty



Pasionek



Książki o kotach



Decoupage Owcy



Filmy



Krewni i znajomi



Autko



Jedzonko



Modele



Tubka









Licznik odwiedzin:



Gości na stronie: