RSS
wtorek, 31 maja 2011
Burza.

Istne oberwanie chmury.

Oczyściło atmosferę - to prawda. Zapach wiosny - nieziemski. Tylko, że ja już nie lubię burzy...

Kiedyś byłam w stanie "przemoknąć" całą burzę, bo tylko wtedy deszcz pachnie tak, że można się nim odurzyć. Uwielbiałam, kiedy wraz z kolejnymi błyskawicami i grzmotami schodziło ze mnie całe napięcie, rozwidniała się przyszłość i powodzenie pewnych przedsięwzięć.

Zrezygnowałam z tych odczuć i nie lubię już burzy z bardzo prostego powodu - straszy Filemona.
Nie jestem w stanie spokojnie patrzeć kiedy mój kochany kocik (moja Babcia tak mówi na kotki) siedzi pod wanną, na zimnej i twardej podłodze, przez dwie godziny, bo tylko tam czuje się bezpiecznie.
I nie ważne, że wcześniej próbujemy we dwójkę siedzieć pod kołdrą, nie ważne, że tłumaczę i przekonuję, że nie pozwolę jej zrobić krzywdy, a burza jest tylko głośna, ale niegroźna kiedy jesteśmy w domu wszyscy razem. Pierożek wie swoje. :(

Na dobranoc dwie zadumane koteńki: Fil i Bii.

 

 

22:12, ofczasta
Link Komentarze (4) »
wtorek, 24 maja 2011
Miłość rodzicielska.

Tytuł notki jest nieco pokrętny, bo dla większości ludzi oznacza on coś innego niż dla nas. ;)

Zastanawiałam się kiedyś czy rodzice wychowujący więcej niż jedno dziecko (dwoje, troje i więcej) są w stanie kochać je wszystkie jednakowo.

Od kiedy mamy piątkę kotków znam odpowiedź na to pytanie.

A dzisiejszy wpis jest o moim kochanym Pierożku. Naszym rzecz jasna, ale Fil... wymościła sobie takie legowisko w moim sercu, jak chyba żadna z pozostałych kocic. :)
Wszystkie uwielbiam, wszystkie są ulubione, ale takiego charakteru jak Fil nie ma żaden ze znanych mi kotów. :)

Pierożkowi wolno wszystko,  na Pierożka się nie krzyczy, Pierożka się rozpieszcza. Filemonek rozkopuje żwirek na świeżo odkurzony przedpokój (bo może, a Owca nie może się złościć z tego powodu), Filemonek wprowadza dyscyplinę jak kotki są niegrzeczne, a gdy Filemonek odpoczywa i leży na człowieku, to człowiek czeka aż Filemonkowi się znudzi i sobie pójdzie, bo nie można kotka zganiać.
Kiedy Fil ma smuteczki należy kiciusia rozmruczeć, żeby smuteczki sobie poszły, kiedy Fil pokazuje różowy brzuszek nalezy niezwłocznie zacząć kosmać, a kiedy udeptuje na dzień dobry, to należy cierpliwie czekać aż całkowicie człowieka obślini.
No i wyjadać innym z misek - też może. Jeśli tylko ma na to ochotę.

Znacie bardziej rozpieszczonego kotka? :)

Nasza Puchata Kluska.

w pełnej (seniorkowatej) okazałości

filemonowe wibryski

a gdy Fil wygląda tak, jak na zdjęciu poniżej - to najlepiej w ogóle sie nie zbliżać, bo można oberwać :)

a czasami Pierożek ma wszystkich w nosie, odwraca się zadkiem i tylko widać różowe filemonowe uszki

22:09, ofczasta
Link Komentarze (8) »
niedziela, 22 maja 2011
Zezwierzęcenie :)

Mózg mi paruje, z uszu mi dymi. Trzy lata to kawał czasu...

Gdybym była lwem, a moje sprawozdanie tym czymś, w co się "kotek" wgryza, to wyglądałabym tak:

 

źródło podane jest na zdjęciu  

Tagi: koty Pasionek
20:56, ofczasta
Link Komentarze (2) »
czwartek, 19 maja 2011
Blachara, RPG-Owca i Piąta Jezdna Apokalipsy...

...a ponad to wszystko - nauczycielka na ścieżce awansu.
Ale niech będzie po kolei.

Tego, że jestem blacharą jakoś nigdy nie starałam się ukryć. :) Samochody lubię, lubię jeździć szybko (jako pasażerka NzM), lubię jeździć - chociaż sporo mi brakuje żeby nazywać się kierowcą. Jeżdżę od roku, prawo jazdy mam od ponad 8 lat. W tak zwanym międzyczasie jeździłam przez ponad rok bardzo intensywnie "maluchem" NzT, w każdych warunkach i dzięki temu najwięcej się na tym samochodzie nauczyłam (między innymi: jak jeździć i ruszyć na lodzie oraz jak zrobić żeby nie wkomponować się w przęsło mostu...).
Nic więc dziwnego, że wszystkie filmy z cyklu "Fast & Furious" zawsze mi się podobały. Tym bardziej nic dziwnego, że wczoraj jakimś cudem udało nam się iść do kina na piątą część serii.
Podobało mi się - przystojni panowie (jednego nawet wzięłam ze sobą do domu! i nie ważne, że też z nim przyszłam ;) ), ładne panie i... bardzo mało szybkich samochodów. Twórcy podeszli ambitnie do kolejnej części F&F i dodali tak zwaną OTOCZKĘ. Nie no, fajnie, ale przydałoby się więcej wyścigów, czyli tego, co w tego typu filmach najprzyjemniej się ogląda. Nie narzekam jednak - przyjemnie spędzony czas i kilka scen wartych zapamiętania (mnie najbardziej podobało się gdy najlepsi kierowcy F&F ścigali się radiowozami po ulicach Rio). Miodzio. :)

Trailer "Fast Five"

 Już jest. W pięknym opakowaniu, z jeszcze bardziej wypasiona zawartością. 20 zł tańszy, z kuponem za preorder, z mapką, instrukcją i ścieżką dźwiękową. Wiedźmin 2. :)
Do zagadnienia starałam się podejść rozsądnie - instalacja więc nie odbyła się na moim komputerze. Dlatego teraz zaglądam NzM przez ramię. I się zachwycam. I wysyłam go jutro po nową kartę graficzną. :)
A ja poczekam - zrobię co mam zrobić, napiszę co mam napisać, a potem pójdę z Geraltem tam, gdzie nas wypasiona grafika zaprowadzi.

Dzisiaj o 6:40 usłyszałam huk i łomot. Zamarłam ze szczoteczką w zębach. DOKŁADNIE wiedziałam co się stało, a ponieważ wiedziałam - bałam się wyjść z łazienki. Amber doszła do wniosku, że codziennie rozpoczynam dzień w zupełnie nieciekawy sposób - więc ona, genialna tricolorka, zorganizuje mi go  trochę bardziej interesująco.
Po wyjściu z łazienki (jednak się odważyłam) moim oczom ukazało się: pobojowisko z mokrej ziemi z dwóch kwiatków stojących na półce nad biurkiem, rozbite dwie duże doniczki w związku z tym oraz ogólny rozgardiasz z tym związany. Nie zapominajmy o rozbryzganym pawiu (made by Latte, z najwyższego hamaka drapaka).
Chciałam pokazać Amber czym są jeźdźcy apokalipsy, chciałam jej uświadomić, że mogę być piątą amazonką podążającą za tą czwórką, chciałam jej uświadomić ogrom strat, chciałam jej powiedzieć, że ma niewiarygodne szczęście, że mój monitor nie poległ w tym starciu, chciałam wiele rzeczy... ale żadna z nich nie miała sensu. Wzięłam więc odkurzacz, który po pół godzinie (spóźniłabym się do pracy kontynuując) przejął ode mnie obudzony Baran i tak sobie sprzątaliśmy. Obserwowani przez niepomiernie zdziwioną tricolorkę...

Zaczyna się. Uczestniczę (jako odpowiadający) w szybkich testach ustnych z prawa oświatowego, kseruję akty prawne, przekopuję antyczne Dzienniki Ustaw, przeglądam jakieś dokumenty, usiłuję ułożyć w głowie, coś, czego ogromu jeszcze nie ogarniam. Zaczyna się. I jestem przekonana, że jak jeszcze raz usłyszę (nie ma dla mnie nic bardziej demotywującego niż to) pytanie "A piszesz już sprawozdanie?" to eksploduję. Nie, nie piszę. Ale już niedługo zacznę.

niedziela, 15 maja 2011
Mała.

Czyli ciąg dalszy słonecznej sesji portretowej na balkonie (i nie tylko).

Leje u nas dzisiaj od samego rana, ale mimo niesprzyjającej aury składamy optymistyczne życzenia solenizantkom. Bo Zosie fajne są. :) 

 

 

(u góry, w zawieszonej na wsporniku klatce, kąpał się w baseniku Gloster, stąd zainteresowanie Indyka i jej nastroszone wąski)

 

A potem Małej znudziło się pozowanie.

I postanowiła pokazać swoją mniej szalchetną stronę. :)


piątek, 13 maja 2011
Bii.

Mało tekstu (jaka jest Bii - każdy przecież widzi :) ), za to garść portretów Szylkretki.

(to obok Bii, to nie słoik z ogórkami albo z konfiturą, tylko słoik ze słońcem w środku - zainteresowanych odsyłam do Toysów :) )

:P

 

22:46, ofczasta
Link Komentarze (5) »
wtorek, 10 maja 2011
Codzienność z tricolorką.

Oprócz codziennych mmsów, na których mogę podziwiać moje Puchate odpoczywające w różnych konstelacjach, kłębkach i tym podobnych - dostaję od NzM na przykład takie mejle:

"Mieszam żółtko dla kanarków. Przychodzi Amber.
- Mrrr-co masz?
- Żółtko dla ptaków z biszkoptem i wodą - odpowiadam.
- MNIAM - oblizuje się Amber.
- Chcesz trochę?
- Jeszcze się pytasz?
To dałem jej trochę żółtka z biszkoptem i wodą.
- MNIAM!
- Chcesz jeszcze?
- Bfe! Żółtko dla ptaków!"

czwartek, 05 maja 2011
6 pomysłów

Zainspirowały mnie "Charaktery", które z okazji swoich 15 "urodzin" ogłosiły na ten temat konkurs dla Czytelników, a także jeden z niedawnych komentarzy Szarlotki.

Zaczęłam sie zastanawiać i tak powstała poniższa notka. :)

6 rzeczy, które poprawiają mi humor:

1. NzM - nie jest rzeczą rzecz jasna. :) Ale tylko on jest w stanie mnie pocieszyć, uspokoić i zrobić tak, żeby było mi lepiej. Czasami wystarczy schowanie się w jego ramionach przed złem tego świata, czasami krótkie: "Owco, będzie lepiej, poradzimy sobie", a czasami długa rozmowa pozwalająca przedrzeć się przez zawiłości problemów, pomagająca rozwiązać wiele z nich, rozświetlić i ułożyć mi w głowie panujący tam wtedy totalny rozgardiasz.

2. Koty. Kiedy Fil zaczyna mnie ugniatać i uwala się na mnie puchatym cielskiem przytykając zimny i mokry nos do mojej brody, kiedy Mała robi bęcki i każe się drapać po pleckach robiąć z radości fikołki, kiedy Latte mruczy jak traktor gdy czochram jej brzuszek, kiedy Amber nieoczekiwanie przewraca się na środku pokoju i wywala do góry podwoziem żeby ją głaskać i kosmać, kiedy Bii piszczy jak szalona i wygina mizerny grzbiecik żeby pogłaskać, zająć się kotkiem, no natychmiast!... właśnie wtedy większość złych rzeczy przestaje mieć znaczenie. :)

3. książki, filmy, muzyka - czyli te wszystkie rzeczy, które otwierają wrota mojej wyobraźni i pozwalają na oderwanie się od tego wszystkiego, od czego chcę się oderwać w takich sytuacjach. Alternatywna rzeczywistość, która rozkwita wtedy w mojej głowie pozwala w sobie zatonąć i... nie być w sposób rzeczywisty (a więc nie mierzyć się z problemami, z których trzeba znaleźć jakieś rozwiązanie).

4. sprzątanie, które działa genialnie przede wszystkim na owczą złość. Baran zawsze powtarza (nie zawsze mając rację ;) ), że człowiek zmęczony nie ma siły sie złościć. W praktyce wygląda to tak: wpuszcza się wściekłą Owcę do danego pomieszczenia (dzisiaj była to łazienka), zostawia na dłuższy czas, po czym wychodzi Owca, zmęczona (dane pomieszczenie jest już czyste/wysprzątane), a czasami nawet zadowolona (z przeprowadzonych działań), bo poukładało jej się w głowie, albo znalazła jakieś genialne rozwiązanie (co wcześniej jej się nie udawało).

5. zakupy. Niestety. Nie wiem dlaczego. To chyba jakaś atawistyczna potrzeba gromadzenia nowych rzeczy, albo usiłowania zmiany rzeczywistości poprzez ich nabywanie.

6. taniec i śpiew. Czasami to jedyne wyjście, żeby się "wyładować" i chociaż w moim wykonaniu wygląda on jakoś tak, albo bardzo podobnie - to pomaga.
Podobnie jak śpiew, zawsze z i głośniej niż grające radio. W ŻADNEJ z tych sytuacji nie lubię być oglądana/słyszana. Dlatego taniec preferuję sama i w zamkniętym pomieszczeniu, a śpiewam (wrzeszczę) jadąc Fordką z pracy. :)

Nie traktujcie tego proszę jak irytujący łańcuszek, albo inne internetowe szaleństwo, bo wiem, że nie wszyscy to lubią. :) Jeśli jednak ktoś chciałby się uzewnętrznić - będzie mi bardzo miło.
Aniu z Fredem, Szarlotko, Katecoracius, Haniu od Darmozjadów, Sylwuś z N. i każdy kto tylko ma na to ochotę - napiszcie, jeśli chcecie - co Wam poprawia humor, albo u siebie na blogach (i tak
codziennie do Was zaglądam ;) ), albo u mnie w komentarzach. A potem zrobimy z tego Wielki Poradnik Życia. :)

Tagi: Pasionek
22:24, ofczasta
Link Komentarze (7) »
wtorek, 03 maja 2011
Amber i Bii.

To kłębowisko szylkretowo-trójkolorowego futra poniżej, to dokumentacja ulubionej zabawy Amber i Bii.

Ulubioną zabawą tej dwójki jest jak wiadomo: kopanie się po obliczach, podgryzanie sempiterny przyjaciółeczki i wyrywanie sobie nawzajem futra (najlepiej zaraz po tym, jak odkurzymy Pasionek).

Dokumentacja fotograficzna.

poniedziałek, 02 maja 2011
Pasionkowo.

Czas mi przecieka przez palce. Już maj...

W pracy - o dziwo - hossa. Tymczasowa, dlatego nie popadam w euforię, ale miła to jednak odmiana. I nieskromnie dodam, że moje kółko czytelnicze jest "wypaśne". A dzieciaki czytają i czytają. :)

Pasionkowo - niezmiennie, chociaż nabyliśmy ostatnio PORZĄDNĄ szczotkę do wyczesywania kłaków. Co po... niech pomyślę... ponad 8 latach posiadania kotów jest dosyć oryginalnym osiągnięciem. Jednocześnie stwierdzam, że wyrzucam wszystko, co do tej pory miało czelność nazywać się "narzędziem wyczesywawczym", bo nowa szczotka jest po prostu genialna.

Fil stwierdziła, że o niczym innym nie marzyła, tylko właśnie o szczotkowaniu (rozmruczał się Pierożek na kolankach i nadstawiał to wąsiki, to bródkę), Mała również nie miała nic przeciwko, Latte ogarnęło totalne przerażenie (szczotka, to Twój wróg!), Amber mnie ukąsiła, a Bii uciekła. Sprawiedliwie było by napisać, że tricolorka wróciła za jakiś czas... do Barana żeby ją wyszczotkował i zdjął niepotrzebne już kłaki. Pff! A podobno to ja sobie ją złapałam z ulicy... ;)
Jestem dobrej myśli. Może Bii też uda się zreformować, chociaż ona jedna ma chyba najmniej kłopotliwe futro.

na dachu Fordki siedzi Łatek

Mniej Pasionkowo, a bardziej Fordkowo - niedługo minie rok odkąd jeżdżę swoim własnym samochodem. Podsumowanie będzie w dzień rocznicy, teraz tylko stwierdzę, że żyjemy w kraju, w którym OC za jedenastoletni samochód jest warte pół mojej wypłaty. A to już nie jest zabawne.

Na dobranoc scenki rodzajowe:
Noc. NzM na moją prośbę zabiera suszarkę z praniem z balkonu. Koty jak na komendę wychodzą za nim. Baran przegania je z powrotem do domu.
Owca: "Zostaw, one idą [w nocy] polować!"
Baran: "Taak, na mech chyba."
Hm... nie miałam pojęcia, że mamy mech na balkonie.

W tym rzadkich momentach kiedy NzM nie pracuje, nasza aktywność koncentruje się w innych częściach Pasionka. I drzwi do pokoju NzM są zamknięte. Wszystkie koty są tym faktem niezwykle zdegustowane. Nie dość, że nie można zaczepiać Glostera, to jeszcze nie da się buszować w papierach i skakać po komputerze. Tak więc gdy drzwi się wreszcie otwierają...
Baran: "No tak! Całe wycieczki tu teraz pielgrzymują!"
Owca: "No pewnie, a Amber siedzi w drzwiach i sprzedaje bilety, żeby mieć na jedzenie".













Mała
(Indyczek, Królik, Pani Prezes)


Fil
(Pierożek)


Latte
(Kawa)


Amber
(Lady Amber Herbu Tricolor)


Bii
(Biisława, Szylkretka)


Ptaszki


Książki



Wojaże



Koty



Pasionek



Książki o kotach



Decoupage Owcy



Filmy



Krewni i znajomi



Autko



Jedzonko



Modele



Tubka









Licznik odwiedzin:



Gości na stronie: