RSS
piątek, 29 czerwca 2012
Read&watch

Ponieważ od nowego roku szkolnego wiele się zmieni, to nadchodzący czas muszę wykorzystać tak bardzo, jak tylko mogę.
Dzisiaj więc będzie o przeczytanych niedawno książkach i obejrzanych filmach.

Książki:
- T. Pratchett: Panowie i Damy. Jedna ze słabszych w cyklu, ale nie najgorsza. Głównie dlatego że tam, gdzie jest babcia Weatherwax, to zawsze "się dzieje". Nie można też nie wspomnieć o niani Ogg. I jej słynnej piosence o zwierzęciu kolczastym... Uwielbiam humor praczetowy. :)
NzT prowokuje mnie do czytania klasyki twierdząc, że na studiach (jeśli je zacznę - przyp. Owcy) takich rzeczy się nie czytuje (?). Nie pozostaje mi więc nic innego jak NACZYTAĆ się na zapas ;), a klasykę czytać wtedy, kiedy będzie to konieczne. :)
- Firmin (aut. Sam Savage) - książka, na którą strasznie się napaliłam przeczytawszy recenzję na jednym z blogów ksiązkowych. I co? I szału nie było, a nawet uważam, że straciłam czas - naprawdę nie musiałam tej książki czytać. Narratorem jest szczurek, który pożera ksiązki (najpierw dosłownie, potem już niekoniecznie). I nie, nie jest to książka dla dzieci. Niczego nie wniosła, niczego nie zmieniła w moim życiu (tak, wiem, nie każda książka to czyni), a moje podejście do tych gryzoni jakoś szczególnie się nie zmieniło (nawet jest pani Sumińska twierdzi, że to zwierzęta nadzwyczaj inteligentne). Można sobie odpuścić, albo przeczytać w czasach wielkiej nudy.
- ostatnia część cyklu o Eragonie (czyli Dziedzictwo t. 2, Ch. Paolini). I tutaj wypadałoby zamieścić elaborat na temat całego cyklu i moich przeżyć w trakcie czytania... Tymczasem napiszę jedynie: nareszcie koniec. I wrażenie potęguje sam młodociany autor, który przez karty swojego "dzieła" daje do zrozumienia, że chce wreszcie ten cykl skończyć. Podobno miał stworzyć trylogię - "wyszło" mu 5 tomów. Specjaliści od pijaru widać mieli decydujący głos. Cykl ma tyle uchybień logicznych, stylistycznych i składniowych że strach się bać. Może to wina tłumacza - może wina autora. Nie mnie osądzać. Polecać młodzieży będę - bo przed nimi jeszcze wiele innych (lepszych) lektur, a historia o Eragonie i jego niebieskiej Smoczycy jest zdecydowanie warta uwagi.
- Kobieta w lustrze Schmitta. Kolejne rozczarowanie. Czy E.E. stworzy jeszcze kiedyś coś, na miarę "Oskara...", "Przypadku Adolfa H." i innych? Bo ostatnie jego powieści wyglądają jak odcinanie kuponów od popularności. Przykre i irytujące, bo to kolejna książka, na którą dałam się nabrać (że bardzo chcę ją przeczytać).

Przeczesuję pamięć i nie mogę sobie przypomnieć chociaż jednej książki, która czytałam niedawno, a która wywarła na mnie na tyle pozytywne wrażenie, że żal było ją skończyć. Pratchetta czyta się świetnie, ale zawsze jest kolejny tom (przynajmniej na moim etapie czytania) i nie ma obaw, że szybko się skończy.
Ale książka wartościowa, taka, którą naprawdę żal było kończyć? Nie pamiętam.
Kilka dni temu odebrałam paczkę w Empiku (była promocja 25% ;) ) - są w niej dwie książki dla mnie i dwie dla Baraniastego. Jeśli żadna z tych dwóch, ani nowy King (który został na wakacje) nie wywoła we mnie pozytywnego wrażenia, to chyba wezmę sobie "Nędzników" i przeczytam jeszcze raz (!) żeby przeżyć prawdziwą ucztę  czytelniczą...


Filmy:
- do godnych uwagi zaliczyłabym Avengers - ze względu na świetne dialogi, zachęcenie mnie do obejrzenia "Iron Mana" oraz oczywiście na Thora, Lokiego i Hawkeye'a, rzecz jasna. ;) Scarlett J. (Black Widow) jedynie mi przeszkadzała - trudno ukryć, że w tym filmie najważniejsi są superbohaterowie. ;)
-  Faceci w czerni 3 to jakieś nieporozumienie. Nie wiem co mnie podkusiło żeby chcieć iść na to do kina. Na szczęście nie mieliśmy czasu i uniknęliśmy kolejnego rozczarowania. O ile zabawy z wehikułem czasu są często bardzo intrygujące, o tyle tutaj... nie było tak naprawdę na co patrzeć i czym się emocjonować. Może w 3d chociaż efekty "robiły robotę".
 - Fighter jedna wielka rewelacja - a rola Ch. Bale'a naprawdę powinna  przejść do historii kinematografii, chociaż w tym filmie niemal wszyscy są doskonali.
- Mission imposible: Ghost Protocol - możecie się śmiać, ale ja to (serię MI) naprawdę lubię. :) I jakkimkolwiek nawiedzonym wariatem (w życiu prywatnym) Tom C. by nie był - nie ma sobie równych biegając po Burdż Chalifie. No nie ma bata. Zabawa jest przednia. :)
- Służące - bardzo gorąco polecam. Film jest świetny, mądry, poruszający. Doskonały. Naprawdę trzeba go zobaczyć.
- a kiedy polegiwałam z Pierożkiem (bynajmniej nie z powodu niedyspozycji Fil...) wpadły mi w oko jeszcze: "Footloose" (znośne, ale poprzednia wersja bardziej mi się podobała) i "Jak ona to robi" (zdecydowanie wolę, żeby S. J. Parker została przy serialu SATC).
- ucztą filmową (kinową) miał być za to film Królewna Śnieżka i Łowca. I film naprawdę jest niezły - zupełnie niebajkowy, mroczny. Doskonałą rolę zagrała Ch. Theron (Królowa) - w większości scen jest tak piękna, że miałam ochotę zasłonić Baraniastemu oczy ;), Chris Hemsworth jest boski, ale tylko jako ozdoba ekranu, bo oglądający ma wrażenie, że temu panu zdecydowanie bardziej pasuje czerwona peleryna i zaczarowany młot. Natomiast o Krystynie S. można powiedzieć wiele, ale niestety niczego pochlebnego. Chciałam jej dać szansę, żeby nie kojarzyć dziewczyny tylko z cyklem o wampirach, ale nie ma takiej możliwości. Naprawdę przez dwie godziny nie widziałam, żeby zmieniła mimikę twarzy (ma wiecznie rozchylone usta!) i już po dłuższej chwili człowiek chce błagać, żeby podmienili aktorkę, bo tej nie da się zdzierżyć. ;) Całość jednak - raczej na plus, dzięki Królowej i Krasnoludom. :)

A na koniec najnowsza kartka postcrossingowa - bardzo mi się podoba. :)
Baraniasty stwierdził, że kiedyś tak będzie wyglądać nasze mieszkanie i my sami, jak Owca nie przestanie kupować książek "na reklamówki". A że nie przestanie.... ;)

Kartka o numerze 1436759, przyszła z Niemiec.

21:45, ofczasta
Link Komentarze (2) »
niedziela, 24 czerwca 2012
Niedziela, 27 stopni w cieniu.

Mam ochotę popełnić wpis na temat bezczelności, wredności i bezinteresownej złośliwości ludzkiej. Naprawdę. Ale dopóki nie wymyślę jak to zrobić żeby nie zniżać się to poziomu takich "ludzi", to temat sobie odpuszczę. Kiedyś jednak na pewno nastąpi taki moment, taki czas, kiedy Owca wybuchnie i "poleci" hurtem po tych wszystkich, którym wydaje się, że ich podłe czyny nie mają, lub nie będą miały żadnych konsekwencji...

Tymczasem mija kolejna upalna niedziela, koty znowu porozrzucane po domu (zniknęły po trzecim śniadaniu), kartki do Rosji idą już od 40 dni, w pracy stagnacja (pewnie jak to napiszę dzisiaj, to jutro będzie urwanie głowy), a wakacji jakoś na horyzoncie nie widać.

Wróćmy zatem do Futer. :) 

Biisława Torbiasta bardzo lubi spać "na wisząco". Idealnie jest, kiedy wisi jej głowa, ale noga też może być.

 

Nogę można oczywiście podciągnąć, ale nie dlatego, że Szylkretce jest niewygodnie, tylko dlatego, że Baraniasty przyszedł i się dziwi. 

 

A ponieważ jeszcze zawołał Owcę, która też się dziwi, to już w ogóle trzeba było ułożyć się jak normalny kot. ;)

 

Poniższe zdjęcie świetnie nadaje się na zagadkę w stylu: ile kotów widzisz na zdjęciu?
Ponieważ jednak nie do końca mi się udało i nie widać dokładnie tak, jakbym chciała, to od razu wyjaśniam, że na zdjęciu są dwa prawdziwe koty (i jeden naszyty na kocyku). 
Lady Amber widzicie, a tam, gdzie wskazuje strzałka (czyli pod kocykiem)...

 

siedzi sobie Kawa Syjamska. ;) 

 

niedziela, 17 czerwca 2012
Pieczonki.

Tak szaleńczego upału dawno nie było.
Usiłowałam dzisiaj - wzorem Pierożka - wysiedzieć (ona zazwyczaj leży) chwilę na słońcu. Wytrzymałam dokładnie pół godziny, po czym zaczęłam skwierczeć...  
Zarządziłam więc odwrót do domu.

Powiedzcie mi proszę jak kociaste wytrzymują takie temperatury? One leżą jak szmatki/chodniczki rozrzucone po całym domu, w plamach słońca! Nie - w chłodzie (są takie miejsca), ale właśnie tam, gdzie ciepło. Jak one to robią? 

Fil leżała dzisiaj na parapecie przez pół dnia, aż jej się uszki zaróżowiły. Chciałam ją zdjąć ze słońca, ale ostatnim razem jak to zrobiłam, to się gniewała na mnie przez dwa dni. Tym razem więc tego nie zrobiłam. To w końcu nie Latte - Pierożek rozumek ma (i go używa). :)

Przed nami upalny tydzień (nie lubię upałów - subtelne 24 zdecydowanie by wystarczyło), a dzisiaj część trzecia z cyklu: Parami.

Najdłuższa i najstarsza kocia przyjaźń na Pasionku. :) 

 

Fil: Owco, nie przeszkadzaj, bo Mała śpi.

 

Przepraszam, Pierożku. :)

 

niedziela, 10 czerwca 2012
Fauna i flora.

Parkowa oczywiście, bo udało nam się dzisiaj (przed deszczem) znowu pojechać do parku.

Pograliśmy w babinktona (tak, wiem że się mówi i pisze badminton, ale prędzej zacznę mówić kometka, niż odpuszczę posługiwanie się własnym neologizmem ;) ) i porzucaliśmy talerzem (skojarzenie z bronią w postaci zaostrzonych talerzy z Mrocznej Wieży Kinga aż się prosi...). 
A potem wsiedliśmy na rowery i wróciliśmy do domku. A potem lunęło. A przedtem zrobiliśmy jeszcze mnóstwo zdjęć.

Dzisiaj zrobiliśmy dziesięciotysięczne zdjęcie moim G9 - zastanawiam się czy mogę już zacząć lekko napomykać NzM, że niedługo mam urodziny (no dobra, za jakieś 3 miesiące) i może najwyższy czas na owczą lustrzankę? ;)

Kosaćce (irysy).



 

 

 

Nie mam pojęcia jakie kwiaty uwieczniliśmy na zdjęciach poniżej - są piękne, ale tym razem nie najważniejsze. Tym razem najważniejsze były objadające się... pszczoły. PSZCZOŁY! Hura! :) 

 



Biedroneczka.

 

A w sadzawce mieszkają już prawie żaby (ale jeszcze kijanki).



A jak sadzawka, to oczywiście wspaniałe nenufary. 

 

 

I zupełnie na koniec - złapana wcześniej (w czasie poprzedniej wycieczki) wiewióreczka (którą NzT ciągle podkarmia orzechami). :) 



Dzisiejsze zdjęcia są nasze wspólne, chociaż z całą pewnością mogę stwierdzić, że tam gdzie pszczoły, to zdjęcia Owcy, a wiewiórkę fotografował Baraniasty. :)

sobota, 02 czerwca 2012
Szaleństwa Panny Tri ;)

Ten wpis miał być o czymś zupełnie innym. Ponieważ jednak nie potrafię skupić myśli ("wzięłam się" za pokonywanie własnych słabości nie przypuszczając, że będzie to aż tak trudne...), dzisiaj znowu będzie o Futrzastych. A konkretniej o jednej - wiadomo której. :)

Czy wszystkie trikolorki mają takie charakterki? Nie zrozumcie mnie źle - Lady Amber to kociamber słodki i nieprzeciętny, ale jak ogarnia ją szaleństwo... i te jej pomysły... 

O tym, że Trójkolorowa wchodzi do koszyków, które przed chwilą opróżniliśmy z zakupów (chociaż niekoniecznie - bo całkiem fajnie jest, kiedy na dnie coś zostało i to coś można podeptać całą mocą pięciokilowego kota) - już chyba kiedyś pisałam. 
Żartujemy wtedy z Baraniastym, że znowu nam dorzucili do zakupów ten sam gratis.  ;) 

 

Lady Amber ma też inne pomysły.
Wiadro przyniesione z garażu po myciu samochodu też się nadaje na przyczółek obserwacyjny. ;)

 

Ostatnio jednak przeszła samą siebie: w pokoju stała klatka przygotowana do umycia (Glosterowscy przenieśli się do apartamentów). Była otwarta - logiczne, nie było w niej przecież ptaków. A że była otwarta...

 

Na koniec finał szaleństwa Amberzycy - najwyższy punkt drapaka. Po tym jak już się wyszaleje jak tornado, pobiega z Bii, upoluje szczurka i sterroryzuje Małą udaje się na drapak. W tym miejscu zazwyczaj szaleństwo się kończy. Zazwyczaj... ;) 

 













Mała
(Indyczek, Królik, Pani Prezes)


Fil
(Pierożek)


Latte
(Kawa)


Amber
(Lady Amber Herbu Tricolor)


Bii
(Biisława, Szylkretka)


Ptaszki


Książki



Wojaże



Koty



Pasionek



Książki o kotach



Decoupage Owcy



Filmy



Krewni i znajomi



Autko



Jedzonko



Modele



Tubka









Licznik odwiedzin:



Gości na stronie: