RSS
niedziela, 29 lipca 2012
Owcza radość i zdjęcia z wycieczki.

Myślę, że najwyższy czas podzielić się publicznie ;) moją radością z prezentu urodzinowego.
Jak już wcześniej pisałam, dopiero za pięć tygodni będę obchodzić dwa do potęgi piątej, ale dla Baraniastego nie ma to najmniejszego znaczenia. W sensie - po co czekać [z prezentem urodzinowym] Owco. :))

I tym sposobem od ponad miesiąca uczę się się robić zdjęcia moją własną, piękną canonową lustrzanką.
Długa droga przede mną, ale entuzjazm mi nie gaśnie. Przez jakiś czas moją podstawową lekturą była instrukcja obsługi tego cudnego aparatu, a jak co do czego przyszło, to praktyka wcale nie okazała się taka prosta, jak moje "to wiem, a to nawet pamiętam" przy samym czytaniu manual guide'a. ;)

Ostatnio znajomy mi powiedział rzecz ważną, którą (znowu) teoretycznie już wiedziałam wcześniej.
Że zdjęcia mam robić sercem, a nie nakręcać się jak sprężynka, żeby mi wyszło "jak najlepiej". :)
No cóż, to nie zawsze jest takie proste, ale się staram. :) 
Póki co zależy mi na tym, żeby fotki, które robię podobały się NzM i mnie. I żeby były na tyle ładne/dobre, żebym mogła je pokazać też komuś innemu. Nie zawsze więc (nawet jak już się nauczę) będą idealne pod względem technicznym.

Tymczasem - miałam ograniczyć ilość posiadanych hobby, a tu się szykuje rozbudowanie jednego z nich. :)

To tytułem wstępu.

A teraz kilka słów o wycieczce.
Na początku lipca (6.07.2012 r.) pojechaliśmy z Baraniastym do Parku Miniatur w Inwałdzie. Zwiedziliśmy tam też Warownię.
O samym Parku dużo informacji można znaleźć na ich stronie internetowej, a ja od siebie dodam jedynie, że gorąco polecam taką wycieczkę. Miniatury piękne, dużo zieleni i oczek wodnych (jak również ocienionych miejsc, gdzie można odpocząć).
Na miejscu byliśmy zaraz po otwarciu Parku i to był dobry pomysł, ponieważ upał w tym dniu osiągnął apogeum. Nie wiem czy było 60 stopni w słońcu czy jeszcze więcej. Słońce prażyło niemiłosiernie i gdyby nie nasze wcześniejsze rowerowanie, to z pewnością dostalibyśmy udaru. Ale na szczęście zahartowani słonecznie wcześniej, chodziliśmy przez jakieś 5 godzin po otwartym terenie pstrykając fotki i zachwycając się miniaturami. :)

 

Efekty mojego pstrykania możecie zobaczyć tutaj -> Galeria Pasionkowa.
W obróbce zdjęć pomógł mi program PicMonkey.  

czwartek, 26 lipca 2012
25 lipca 2010...

był dokładnie dwa lata i jeden dzień temu.
Wpis okolicznościowy zaplanowałam na wczoraj, bo chciałam napisać, że dwa lata Pasionkowania (czyli prowadzenia przez Owcę blogu) uczciliśmy z Baraniastym ucztą wizualną w postaci "Prometeusza".

Tymczasem musiałam ochłonąć, żeby w miarę sensownie opisać przeżycia po projekcji.
A napisać muszę, bo bardzo, BARDZO się nastawiałam na ten film. Lubię serię o "Obcych" i oglądam co jakiś czas cały czteropak. Brakowało mi tylko "Prometeusza".
Dlatego właśnie moje rozczarowanie było wielkie. :(

Uprzedzam! Poniższe uwagi zawierają dużo spoilerów. Jeśli ktoś filmu nie widział - proponuję sobie odpuścić czytanie mojej recenzji, bo nie chcę komuś zepsuć oglądania. Naprawdę. Piszę o treści filmu, łącznie ze scenami końcowymi. Nie pozwólcie żebym zepsuła Wam oglądanie filmu, który może Wam się spodobać. :)

Moje zarzuty:
- mniej-więcej do połowy filmu było w porządku - pomyślałam sobie, że może klimat nie dokładnie taki sam, jak w pierwszym Alienie, ale jest nieźle. A potem... Ech.

- bohaterka robi sobie autooperację - jasne, czemu nie. Gdybym tylko NIE WIEDZIAŁA jak się czuje kobieta po przecięciu powłok brzusznych i jak długo dochodzi potem do siebie, to ok. Ale niestety wiem (wystarczy wspomnieć, że po takim rozcięciu mięśni człowiek mniej-więcej staje prosto dopiero na jakiś trzeci dzień po operacji...). Ale jej, naszej superbohaterki, to nie dotyczy! Ona biega z brzuchem zszytym zszywkami i ratuje nasz świat! (udając bez powodzenia E. Ripley, której i tak nie dorasta do pięt). A potem spuszcza w dół na lince faceta dwa razy od niej cięższego. Kurcze - najwidoczniej "mój" chirurg przegiął nie pozwalając mi podnosić własnych kotów jeszcze pół roku po krojeniu, ale co on tam wie! ;)

- wygląda na to, że nawet w przyszłości kobiety mają przerąbane - wypasiona kapsuła medyczna robiąca operacje rozpoznaje jedynie mężczyzn ;) (babeczki, zapamiętajcie na przyszłość - aby wyjąć sobie aliena z macicy należy ustawić machinie kryteria: mężczyzna -> ekstrakcja piłki futbolowej z podbrzusza) :D

- gdyby ta blond lalunia mojego faceta potraktowała miotaczem płomieni, to rozwaliłabym jej łeb przy najbliższej okazji (a w filmie było ich dużo), nawet jeśli "należało to zrobić, bo już się przemieniał" (chociaż tu akurat Baraniasty mi wytłumaczył, że nie mogła, bo scenariusz zakładał, że to spadający statek blondynę przygniecie ;) )

- bohaterka ucieka przed wszystkimi, którzą chcą ją zamknąć, zamrozić jako inkubator obcego, robi sobie cesarskie cięcie w poprzek, a potem grzecznie ubiera się w uniform i idzie z nimi (którzy nagle już niczego od niej nie chcą) zwiedzać, a na sam koniec leci statkiem na planetę obcych, którzy chcą zgładzić wszystkich ludzi, razem ze wspomnianym androidem, którego podejrzewa o zabicie własnego faceta... no trzymajcie mnie...

- kapitan - najpierw sprawia niejasne wrażenie, że ma wszystko (całą wyprawę) gdzieś i że interesuje go jedynie zmrożona piękność, po to żeby na końcu zginąć bohatersko, bo jakaś rozczochrana dziewoja mu powiedziała, że tak trzeba?

- pierwsza scena filmu - kompletnie tego nie ogarniam. Rozumiem, że to był jeden ze stwórców (inżynierów). Po co on wypił i zainfekował obcym swój organizm (skoro w założniu miała to być trucizna dla ludzi)? Czyj to był statek - ten w górze?

- no i mój hit - drabina czekająca grzecznie od tysięcy lat w jaskini, żeby robot mógł na nią wejść i otworzyć drzwi :D

- (i na końcu) one naprawdę stoją i czekają aż mi ten statek na głowy spadnie?!
 
Zalety:
- specjaliści od FX i grafiki komputerowej zrobili kawał dobrej roboty - jest na co patrzeć; scena we wnętrzu statku stwórców, kiedy planety sobie latają wkoło - och, tu już dziki zachwyt; no i te fajne czerwone czujniko-kamerki - genialne!

- aktorzy: M. Fassbender, Ch. Theron i znany mi z Borgiów - S. Harris - są naprawdę świetni. Główna bohaterka mnie niestety nie przekonuje i uważam, że została fatalnie dobrana do tej roli.

- ostatnia scena - już wiemy przynajmniej skąd to cholerstwo się wzięło. ;)

- ogólnie - nawiązania do Alienów - na duży plus.

Cały film też ogólnie oceniam na plus. To moja wina, że spodziewałam się niewiadomo czego. A to po prostu dobrze zrobione SF z (niestety) sporą ilością nielogiczności. Ja wiem, że obok tego science stoi jeszcze fiction, ale jakieś podstawowe zasady logiki chyba obowiązują  t a k i e g o  reżysera?

Pozytywne uczucia pewnie byłyby jeszcze większe, gdyby nie fakt, że po pół godzinie miałam ochotę uciec z kina. Ja wszystko rozumiem - wypasione nagłośnienie, efekty i dolby surround. Tyle, że po dłuższej chwili zaczęłam się zastanawiać ile jeszcze wytrzymają moje bębenki i czy już mi uszy krwawią, a resztę filmu oglądałam z zatkanymi uszami - świetna zabawa. :/ Czy teraz wszystkie filmy (ostatnio tak "świetnie" bawiłam się na Transformersach 3) są robione dla ludzi niepełnosprawnych słuchowo? Czy idąc do kina w założeniu mam kupić sobie zatyczki do uszu?
Do dzisiaj szumi mi w czaszce od tego hałasu, nie wspominając już o otumanieniu. :(
To jakby siedzieć przez dwie godziny w bliskim sąsiedztwie jakiegoś startującego wahadłowca na Cape Canaveral.

Podsumowując - uważam, że film trzeba zobaczyć, żeby mieć własne zdanie. :)
Można jednak poczekać na wersję płytową, bo szkoda funduszy na seans w kinie, a już na pewno nie w 3D.

13:26, ofczasta
Link Komentarze (4) »
niedziela, 22 lipca 2012
Trójkolorowy pięciopak :)

Jedna z Fanek ;) Amberzycy przypomniała mi niedawno, że jakoś mało ostatnio Słodkiej Tri na Pasionku.

W takim razie już uzupełniam tę lukę. ;) 

Lady Amber stanowcza: "Tak ma być i miau!"  

 

Czy Słodka Tri się nudzi? 

 

A gdzie tam! Ona tylko ogląda telewizję. Program ornitologiczny oczywiście.

 

A przy okazji pozuje Owcy. :)

 

Po czym, zmęczona, udaje się w objęcia kociego Morfeusza. 

 

W zeszłym tygodniu wysłałam wreszcie do Hani od Darmozjadów przesyłkę z nagrodą za Ptasi Konkurs Pasionkowy.

 

Strasznie długo musiała na nią (zamówioną podkładkę z Glosterkiem) czekać i między innymi dlatego dołączyłam do przesyłki zakładkę z wyluzowanym kotem.

 

Koniecznie zajrzyjcie do Darmozjadów, do Boleczka, Tosi, Figi, Leyi oraz pozostałych "działkowych" Futer.
U nich codziennie dzieje się coś nowego. :)

wtorek, 17 lipca 2012
W czasie deszczu...

... koty się nudzą.

Prawie widzę taki komiksowy obłoczek nad głową Amberzycy z napisem: "Owco, mnie się nudzi!" 

Gdy jest upał, to można leżeć w słońcu jak ścierka i w ten sposób "zużywać" energię.
A jak co piętnaście minut jest urwanie chmury, to co kiciusie mają robić?

Mogą:
narzekać, że są głodne, a już minęło pół godziny od poprzedniego posiłku (!), demolować mieszkanie, w którym przez przypadek Dwunożni też egzystują i co dziwniejsze - chcą to robić nadal, nudzić się, ze zdziwieniem patrzeć jak Owca sprząta pozostawione przez kiciusie zgliszcza, nudzić się, pobawić się papierkiem, upominać o jedzenie, wrzucić papierek do miski z wodą, patrzeć jak Owca wymienia wodę w misce, upominać się o wyjście na balkon, uciekać z balkonu z obrzydzeniem, na mokrych łapach robiąc wszędzie mokre tupty, nudzić się, pogonić Syjama, wpakować pięciokilowe cielsko na półkę u Baranka - tam gdzie nie wolno - i dziwić się, że śrubki tak ładnie spadają a dysk leży na krawędzi i jeszcze spaść nie chce, usiąść na środku kuchni i piszczeć bez powodu, usiłować zrzucić Baranka z fotela, bo przecież to kot musi tam siedzieć (a nie Baraniasty pracować), przy każdej wizycie w kuchni żebrać o jedzenie, nawet jeśli Personel tylko pomidora kroi, nudzić się, obgryzać trawę, wypawiować trawę, obserwować dziwną reakcję Dwunożnych na to, jak wdeptują w pawia z trawy, żebrać o chrupki, przyjść się czochrać, nudzić się...

Jakim cudem te puchate stworzenia - mając tyle zajęć - jeszcze się nudzą? :)

Dzisiaj w sepii, bo lubię. :)

Fil. 

 

Mała.

 

poniedziałek, 16 lipca 2012
H, jak Helena ;)

Zanim zapanuję nad stosami zdjęć, które udało nam się zrobić w czasie wakacyjnych wycieczek, to należałoby wspomnieć o tym, co działo się przed urlopem.

Jakiś czas temu pojechaliśmy w odwiedziny do Małgosi i Pana P. Oprócz ich dwojga przywitała nas też - Helenka oraz Tyran. Fiszbin udawał, że nas nie ma. ;) Jeśli chodzi o Tyrcia to jeśli istniałaby encyklopedia kotów z hasłem: kot totalnie wyluzowany, to na pewno obok definicji byłoby jego zdjęcie. :)

Zaś jeśli chodzi o Pannę HP, to dziewoja jest urocza (tak długo, jak nie płacze, bo jak zaczyna, to mam ochotę jej oddać płuco, żeby tylko przestała) i myślę, że dałabym radę zabawiać Nieletnią nawet przez całe popołudnie. O ile tylko jej mamusia i tatuś będą w pobliżu, bo trzymiesięczne dziecko ma jednak za dużo rąk i nóg. ;D

Zawiozłam Małgosi dawno obiecane podkładki z kotami

 

 

a Helenka dostała ozdobną literkę z krasnalami :)

 

 

Oto i sama  Panna HP

A jeśli ktoś życzyłby sobie zobaczyć więcej zdjęć Helenki (bo poczytać o niej może oczywiście tutaj) oraz eleganckiego kota jakim jest Tyran, to zapraszam do oglądania

Galeria Pasionkowa (klik). 

niedziela, 15 lipca 2012
Miazga.

Macie tak czasami, że po lekturze naprawdę świetnej książki nie potraficie przez jakiś czas dojść do siebie?

Pisałam ostatnio, że dawno nie czytałam książki, która poruszyłaby mnie dogłębnie, która pozostawiłaby po sobie żal, że już się skończyła.
No i się doczekałam. Sama chciałam.
Książka mnie nie poruszła, nie zaskoczyła mnie, o nie. Ona mnie zmiażdżyła. 

Przez dwa dni dochodziłam do siebie i nie byłam w stanie sięgnąć po następną, bo jakakolwiek inna wzięta do ręki książka nie była w stanie zmienić tego, że poprzednia się skończyła.

I tak naprawdę wcale nie chodzi o motyw przewodni, bo historia Stanów Zjednoczonych nigdy mnie nie fascynowała. Nie chodzi również o podróże w czasie, bo te bywają skomplikowane, a ciąg przyczynowo-skutkowy nie zawsze jest zrozumiały i logiczny.
Chodzi o dwoje głównych bohaterów. Chodzi o to, że on jest nauczycielem, a ona jest bibliotekarką...

A potem jest już tak, jak zawsze: czasami bardzo krwawo i przerażająco, ale od początku do ostatniej - 850 strony - jest fascynująco. 
Napisana jest idealnie, dokładnie tak, jak lubię - zdania w głowie układają się właśnie tak, jak powinny. Przy kolejnych stronach miałam coraz większe wrażenie, że autor pisze tak, jak ja myślę, więc i zakończenie nie będzie dla mnie zaskoczeniem.
I jak zwykle - bardzo, bardzo się pomyliłam.

Dobrze, że epilog czytałam późną nocą, bo nikt (nawet śpiący NzM i koty) nie widział wstrząśniętej Owcy...

Nie jest tak dobra jak poprzednia, ale jest genialna. 
Jest doskonała, bo jest moja (nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć, ani użyć innego słowa).
JEST i trzeba ją przeczytać.
"Dallas '63" Stephena Kinga. 

Tagi: książki
21:05, ofczasta
Link Komentarze (5) »
niedziela, 08 lipca 2012
Seniorki versus upał :)

Upały w wersji kociej to żadne upały. :)

Ofutrzone kule zdają się patrzeć na nas, łysych (w większości) dwunożnych, litościwie tolerując złorzeczenie na upiorne gorąco.

Bo po kociemu odpoczywa się tak:

 

i tak (pokazując rudo-białe kłaczki na Indyczkowym brzuszku):

 

Pierożku, nie jest Ci za ciepło?

 

Fil: Ani troszkę, Owco!

sobota, 07 lipca 2012
Zmiany.

Nie zawsze  wszystko układa się dokładnie tak, jakbyśmy chcieli. Nie wszystkie plany daje się zrealizować, nie wszystkie zrealizowane przynoszą oczekiwane efekty. :)

Likwiduję blog Decoupage Owcy. Nie udało mi się osiągnąć tego, co zaplanowałam, a uzyskane doświadczenie pozwoliło mi stwierdzić, że najbardziej lubię dekupażować dla bliskich i znajomych.  Nie porzucę mojego rękodzieła oczywiście, może jedynie mocno ograniczę. :)

Nachodzące i istniejące zmiany w naszym życiu w większym lub mniejszym stopniu wpłyną na dotychczasowe działania. Żeby wystarczyło mi czasu na wszystko - muszę ograniczyć chociaż jedno moje hobby. :)

Dekupaż Owcy będzie pojawiał się co jakiś czas (nadal mam kilka rzeczy, które chciałabym pokazać, a które powędrowały już do swoich Właścicieli), ale znajdzie on swoje miejsce na Pasionku. :) Blog na wordpressie będzie za to pełnił funkcję zupełnie inną, ale o tym innym razem.

Przy okazji - bardzo dziękuję Małgosi, Ani, Beatce i Basi za podlinkowanie do blogu, wsparcie i komentowanie moich wytworów. :)

 

Ten wpis będzie zawierał to wszystko, co pojawiło się na blogu Decoupage Owcy.
Wasze komentarze pojawią się w komentarzach do tego wpisu - odpowiednio ponumerowane będą odnosiły się do poszczególnych produktów. :) 

1. Morskie pudełko

 

 

2. Nenufarowy kubek na ołówki 

 

 

 

 3. Podstawek z nenufarem

 

4. Kocie zakładki

 

 

5.  Oliwkowa świeczka

 

6.  Leśne pudełko

 

 

7.  Smocza świeczka

 

8.  Kocia świeczka

 

9. Podkładka pod kubek – z kotami


10. Podkładka pod kubek i świeczka – z motywem kocim 

 

11. Podkładka pod kubek – z nenufarem

 

12.  Wiśniowy dzbanek

 

 

13. Kocia taca

 

 

 

 

 

 

14. Zakładki

 

 

15. Świeczka z bratkami

 

16.  Pudełeczko z wzorkiem

 

 

17.  Pudełeczko ze śpiącym kotkiem

 

18. Świąteczne pudełko z misiem

 

 

19.  Świeczka – obrażone koty

 

20.  Podkładki świąteczne – z kotami

 

 

21.  Zakładka do książki z rudym kotem

 

22.  Herbaciarka z 25 kotami

 

 

 

23.  Podkładki z miechunką rozdętą - czarno-czerwone

 

24.  Chustecznik z kotami

 

 

 

 

25. Chustecznik wenecki

 

 

 

 

26.  Chustecznik z dużymi kotami

 

 

 

 

 

 

27.  Czarno-biały kubek z kotem

 

28. Podkładka z szafirkami

 

29.  Owca na patyku

 

30.  Zakładki

 

 

 

31.  Świeczka z kotem Zen

 

32. Lawendowe pudełko

 

 

  

wtorek, 03 lipca 2012
Dwustronna obserwacja ;)

Jakiś (dłuższy) czas temu trafił do nas gołąbek (Baraniasty pisał o tym tutaj). Dzień później pojawił się drugi - może szukał brata i ucieszył się, że znalazł, bo jak wylądował na parapecie, tak został. Trzymanie - bądź co bądź - dzikich ptaków przy kanarkach hodowlanych było nie do końca dobrym pomysłem. 
Duże ptaszydła przejęła więc NzT, odkarmiła i jak już nieopierzeńce podrosły, to wypuściła (łaskawie odleciały bez najmniejszego dziękuję). :)

To tak tytułem wstępu - żeby naświetlić atrakcyjność naszego parapetu. ;)
Bo jakiś czas później pojawiły się znowu dwa gagatki - tyle, że już dorosłe.

Na balkonie natychmiast zwiększyła się ilość futra:

 

 
Ty, Stefan widziałeś kiedyś takiego kota w kolorowe ciapki?
A w życiu, Zygmunt!



Amber: Którego wolisz?
Bii: Nie ważne, upoluję i pożrę oba!  

poniedziałek, 02 lipca 2012
The Tempest.

Nigdy jeszcze mnie widziałam takiego zjawiska atmosferycznego, jak wczorajsza burza. 

To nie była zwykła burza, a ja po raz pierwszy w życiu się bałam (doskonale rozumiem już Pierożka). Bałam się o Baraniastego, który w najgorszym momencie obkładał mi Fordkę (wszystkim, co wpadło mu w ręce) biegając między kulkami gradu, o koty, o ptaki (Pierzaści o tej porze już śpią i bałam się, że wystraszą się tych grzmotów), o rośliny na balkonie (pomidory przeżyły, petunie mocno oklapły, nie wiem co będzie z pelargoniami).

Poczułam atawistyczny lęk naszych przodków.
Czy to, że mieszkamy w mieście dużo zmienia? Pewnie sporo (grad nie zniszczy nam upraw, piorun nie uderzy w stodołę paląc ją doszczętnie), ale to nadal grad, to nadal potężny wicher i ulewa wściekle siekąca w okna niczym stado szalonych stokrotek.
Okno przeciekło w dwóch miejscach, sąsiadów zalało. Straż pożarna nie nadążała (media podały, że wczoraj przyjęli na Śląsku ponad 700 zgłoszeń).

Jadąc rano do pracy widziałam czego duet burza&grad dokonał na osiedlu. Jasne, że to nie było to samo, co kilka lat temu w sierpniu (wybite szyby w samochodach, uszkodzone karoserie, zrujnowane przydomowe ogródki), ale wczoraj różowo też nie było.

Naprawdę nie lubię tak skrajnych temeratur (upałów i mrozów) i wszystkiego, co z tego wynika...

Żeby jednak nie kończyć aż tak pesymistycznie - pobłażliwie znudzona Biisława. :)

20:52, ofczasta
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2














Mała
(Indyczek, Królik, Pani Prezes)


Fil
(Pierożek)


Latte
(Kawa)


Amber
(Lady Amber Herbu Tricolor)


Bii
(Biisława, Szylkretka)


Ptaszki


Książki



Wojaże



Koty



Pasionek



Książki o kotach



Decoupage Owcy



Filmy



Krewni i znajomi



Autko



Jedzonko



Modele



Tubka









Licznik odwiedzin:



Gości na stronie:



free counters