RSS
środa, 31 sierpnia 2011
Raczki Elbląskie, ale jeszcze nie Kotlina Danakilska.

Jeszcze wczoraj wydawało mi się, że jakoś to wszystko ogarniemy i że damy radę.
To było wczoraj. 

Dzisiaj po raz kolejny okazało się, że ktoś nas wykorzystał dla własnej korzyści. 

Mam dosyć.
Nie za dużo do udźwignięcia - nawet na nas dwoje? Kiedy się ta bessa skończy?
A skończy się w ogóle?

Zawsze marzyłam (ironia) o urlopie, w czasie którego będziemy usiłowali się wydostać spod tej sterty g*wna, która na nas spadła i w końcu (zgodnie z oczekiwaniami co poniektórych ) wreszcie nas zasypała. 

Jeśli jeszcze ktoś mi zawiści (nie mylić z zazdrością nieszkodliwą w małych ilościach) urlopu i tego jak jest mi "bosko", to ja mu życzę tych wszystkich problemów, które przygniotły mnie teraz i również nieumiejętności ich rozwiązania. :(

Tagi: Pasionek
21:52, ofczasta
Link Komentarze (8) »
wtorek, 30 sierpnia 2011
Szaleństwo.

Czasami, wieczorami, kiedy tricolorce nie chce się wygłupiać - Bii ogarnia (samotne) szaleństwo. :)

W zależności od humoru - szaleństwo szylkretki można określić jako naziemne, lotne, a tym razem było - drapakowe.

Zdjęcia są marnej jakości, bo złapać Bii w obiektyw, w tym wariackim pędzie jest naprawdę trudno, a nie chcę jej błyskać lampą po oczach.

1. Zbiera siły przed dalszym wyprawianiem. :) 

 

2. Rzut oka w stronę postronnego obserwatora.

 

3. Wariacki uśmiech "dla prasy" z wystawionym jednym kłem. :)

 

4. A na końcu: obkopywanie drapakowego słupka.

 

23:51, ofczasta
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Upał (i owce).

To też jest słowo na "u". ;)

Upał był i - najprawdopodobniej - już się skończył.

W sobotę nie dało się nawet oddychać, a farba (wodna) zasychała mi na pędzlu - pierwszy raz w życiu widziałam coś takiego. "Podmuchy" wiatru przypominały to, co czuje się zazwyczaj po otwarciu nagrzanego piekarnika.

Futra przypominały rozrzucone po domu szmatki i wyglądały tak, jak Mała na zdjęciu poniżej:

 

Niesamowite - i to pod koniec sierpnia!

Wczoraj i dzisiaj już było chłodniej, chociaż dzisiaj rano, przy uskutecznianiu nieprzyzwoitego wręcz lenistwa z książką, piekłam się na zalanym słońcem balkonie*, jak jakaś owcza potrawka.
Wrażenie było jednak dosyć oryginalne, bo było mi gorąco, a czytałam "Triumf owiec" - gdzie akcja przebiega głównie na śniegu, w zimie.  

*bo niektórzy mają balkon, a niektórzy "lodzię", prawda Asiu? :))  

Sama lektura bardzo mi się podobała, ale tylko dlatego, że były w niej sympatyczne owce, bo ja z założenia nie lubię kryminałów i jakoś nie chce mi się zastanawiać "kto zabił".
Polecam jednakowoż, bo logika owcza bywa często tak pokrętna, że "zwykły" człowiek usiłując za nią nadążyć, albo dostanie kręćka, albo weźmie go szaleńczy chichot. :)

Braków lub nieścisłości w tłumaczeniu nie znalazłam. Różnicy w przekładzie między pierwszą częścią ("Sprawiedliwość owiec") a drugą też nie. Przykro mi, droga W., taki już ze mnie przekładowy ignorant. :)
Na swoją obronę mam tylko tyle, że NIE ZAUWAŻYŁAM (ku rozbawieniu NzT) kiedyś w książce zdań typu "Eragon włożył głowę do miski i wyszedł na podwórze". ;)

 

środa, 24 sierpnia 2011
Słowo na "u" :)

Mam już całą listę rzeczy, które zrobię, gdy będę mieć urlop.
Jeśli będę chciała to wszystko zrealizować, to wspomniany urlop powinien mieć co najmniej ze dwa miesiące, ale co tam.
Nie wiem czy uda nam się gdziekolwiek teraz pojechać, ale wypoczynek i brak pracowego stresu jest dla mnie samą w sobie atrakcją.

Na początek "pójdzie" Wiedźmin2. Gratuluję sobie, że tak strasznie długo wytrzymałam i nawet nie zaczęłam gry. Ale teraz zacznę, bo nadszedł CZAS. :)

Potem zaległe książki, chociaż stos oczekujących (po egzaminie) dosyć znacznie się zmniejszył. Może czas wziąć się za (nieprzeczytaną jeszcze w oczekiwanej ilości) klasykę?

Dużo czasu poświęcę na tajne działanie hobbystyczne Owcy, o którym napiszę więcej, jak już coś mi się uda tak, jak powinno. :)

Będziemy jeździć na rowerze i latać Lamą, Betą czy innym Guciem. O ile oczywiście żar nie będzie lał się z nieba - jak teraz.

Nie omieszkam również focić Futrzastych Panien, które w tym upale wywalają się do góry kołami jak zużyte szmatki, po całym domu. Poza tym - mój G9 przeżywa drugą młodość, po chwilowym buncie, więc muszę to wykorzystać. :)

Przyjdzie też czas na potwory. Jak się nie mylę, to niedługo będą jabłka, a potem będziemy znowu robić jarzynkę. Znowu dwa dni obierania, tydzień mielenia i suszenia i rok radości z pysznych warzyw w zupie. :))
Przypuszczam, że to nie jedyne kulinarne "wariactwo" które popełnię.

Odpiszę na zaległe mejle, odwiedzę dawno niewidzianych znajomych i pomyślę nad niespodziankami z wrześniowych okazji. :)

Tak. Urlop. Zdecydowanie. :)

Gdyby ktoś kazał mi określić mój gust czytelniczy, to miałabym duży problem. Choć o książkach mogę rozmawiać godzinami,  trudno byłoby mi określić co lubię czytać. Bo chyba wszystko lubię. Niby nie lubię książek historycznych, ale jak jest dobrze napisana, to też nie pogardzę. Więc?
Dał mi do myślenia NzM kiedy oglądaliśmy po raz kolejny film "2012" i zrodziła mu się refleksja: :"Owco, jakie 4 książki wzięłabyś ze sobą na arkę?". Nie wiem czemu cztery, nie wiem czy to miałyby być pozycje, które chcę zachować dla ludzkości, czy tylko dla siebie, czy inni też wezmą inne książki? Zagwozdka. :)

Rozmawiałam wczoraj z Anią i wyszło mi z tej rozmowy, że ja chyba bardzo lubię fantastykę. :) Ale nie naukową, nie sf, tylko fantasy. I w dodatku w formie bardzo "soft" czyli dla dzieci i młodzieży. 
To co, że pomaga mi
to w pracy, w promocji czytelnictwa - ja po prostu lubię to czytać. :) Ta świadomość do mnie dotarła, kiedy okazało się, że nie czytałam na przykład "Gry o tron", Tolkien jeszcze przede mną, a wielu autorów "dorosłej" fantasy po prostu nie znam.

Przeczytałam ostatnio "Lewiatana" Scotta Westerfelda. I bardzo mi się podobało. Ta książka to podobno przykład literatury steampunkowej (aż musiałam wyguglać). Alternatywna wersja I wojny światowej w której po przeciwnych stronach walczą twory mechaniczne oraz efekty krzyżówek zwierzęcych DNA. O biologii molekularnej nie wiem nic, o mechanice jeszcze mniej, więc pewnie nie wyłapię oczywistych absurdów (oraz niemożliwych technicznie rozwiązań) zawartych w książce, ale to jakoś nie przeszkadza mi czerpać radości z lektury.



Czyta się błyskawicznie, bo z każdym rozdziałem akcja przeskakuje od bohatera do bohatera (a konkretniej - bohaterki), aż w końcu łączy się, kiedy Ci dwaj (tych dwoje...) się spotykają. :)
To dopiero pierwszy tom. Nie pozostaje nic innego jak tylko czekać aż pojawi się następny.

piątek, 19 sierpnia 2011
An Award :)

I do mnie dotarła blogowa nagroda



- dziękuję Ci Aniu. :)

Drugi aspekt tej sprawy jest mniej zabawny, bo muszę zdradzić Wam 7 rzeczy, których jeszcze o mnie nie wiecie. :)
A przecież prawie codziennie uprawiam na Pasionku ekshibicjonizm (kontrolowany na szczęście). :)

No to lecimy:

1) napisałam pracę magisterską o robalach pożerających książki.

2) mam zerową orientację w terenie. Nie potrafię trafić w miejsce, w którym już kiedyś byłam. Jestem w stanie się zgubić w znanym mi miejscu, jeśli tylko wygląda ono z innej strony choć odrobinę inaczej. Nie mam poczucia kierunku, a korzystanie z mapy jest sporym wyzwaniem (najchętniej stanęłabym na niej jak Joey w "Przyjaciołach" żeby załapać w którą stronę iść/jechać), chociaż przed erą GPSów prowadziłam Barana-kierowcę przez pół Polski z atlasem w ręku. :)

3) nigdy, w całym swoim życiu nie zapaliłam papierosa (choć dwukrotnie byłam tego bardzo bliska). Nie przeszkadza mi to oczywiście palić biernie (tytoń fajkowy) i wspominać czasy (bynajmniej nie rozrzewnieniem) dzieciństwa, kiedy babcia z dziadkiem wędzili mnie "Klubowymi".

4) cierpię na koumpounofobię - czuję irracjonalny, absurdalny i paniczny strach (i obrzydzenie) przed guzikami. Im mniejsze, tym przerażają mnie bardziej.

5) zawsze chciałam zrobić sobie tatuaż. Najpierw wstrzymywał mnie przed tym faktem nadzór rodzicielski, a teraz małżeński i własna obawa, że na jednym by się nie skończyło. :)

6) nigdy nie byłam w Bieszczadach i w mocno wschodniej części kraju. Choć bardzo bym chciała. 

7) cierpię na skrajną empatię i chorobliwą chęć pomocy. Nawet komuś, kto o nią nie prosi. Leczę się ;) ale wcale nie łatwo z tym w sobie walczyć. :)

Do dalszej zabawy wybrałabym Was wszystkie/wszystkich, ale ponieważ większość już nagrody dostąpiła - wymienię jeszcze:

Małgosię, która prowadzi blog o swoim Potomstwie (i - od niedawna - dwóch kotach) od prawie 5 lat i choć nie zawsze się zgadzamy, a często mamy wręcz odmienne zdanie, to w wielu aspektach jednak myślimy bardzo podobnie. :)

Anię z Mirmiłowa, która niedługo (czas szybko minie) będzie bibliotekarką - jak ja, i która ma kochanego męża (jak ja) i niebieskie koty (jak... nie, nie jak ja). :))

Hanię od Darmozjadów, za wszystko - za doświadczenie życiowe, mądrość i miłość do zwierząt. :)

Miłej zabawy, Moje Drogie. :)

czwartek, 18 sierpnia 2011
Sheepus.

Zaprosiłam wczoraj na Pasionek owcę. Wirtualną oczywiście.*

Nie jest kłopotliwa w utrzymaniu, nie narzeka, ciągle się uśmiecha (co tam rośnie, oprócz trawy, że ona się ciągle uśmiecha?!), a jak się kliknie na jej brzuszek to meeczy!
Można jej też pomajtać kursorem nad głową, to ją obraca tak, jak nie przymierzając - Amber za szynką. ;)

Można ją dokarmiać czymś zielonym (co wygląda jak pietruszka, albo mocno zmęczony brokuł) lub też czymś, co miało chyba być sianem (co jest głupie z założenia, bo owca pasionkująca na trawie nie będzie przecież jadła siana), ale ustalmy, że to kluseczki (makaron). Owce lubią kluseczki. ;)

Proszę jednak Szipusika nie przekarmiać, bo potem będą sensacje w kuwecie i zator koniczynowy. A tego byśmy nie chcieli. ;)

*umieściła się po prawej stronie, pod linkami.

Tagi: Pasionek
08:29, ofczasta
Link Komentarze (10) »
środa, 17 sierpnia 2011
Zapach.
Owca jest jedną z tych osób, które postrzegają i zapamiętują świat zapachami.
Jasne, że węch jest jednym z ważniejszych zmysłów, ale to wcale nie jest takie oczywiste dla niektórych ludzi - są tacy, którym wystarczy określenie, że coś ładnie pachnie, albo śmierdzi.
A ja pamiętam zapachy, kojarzę je z dobrymi wydarzeniami, ale też z takimi, o których nie chcę już pamiętać.
Zapachem można mnie do czegoś zachęcić, ale można też zrazić.
Pamiętam jak pachniał polar mojego (jeszcze wtedy nie) męża, którym otulał mnie w kinie. Pamiętam zapach własnych perfum w dniu ślubu.
Pamiętam i kojarzę różne zapachowe sytuacje.
 
Koty też pachną.
Zastanawialiście się kiedyś jak pachnie Wasz kot?  Ta myśl mnie zainfekowała po rozmowie z Szarlotką (dzięki) i do tej pory zajmuje moją wyobraźnię (jak ją wypiszę, to przejdzie).
Bo każdy kot pachnie inaczej, a nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę.
O ile chyba nie rozpoznałabym zapachu każdej z futrzastych panien osobna, to wydaje mi się, że niektóre - bez problemu.
Człowiek pachnie (lub śmierdzi) radością, uczuciem, złością i strachem.
Kot też.
 
Futro Pierożka pachnie pyłem ze żwirku, w którym koteńka (niczym szynszyl) "nurkuje", Mała pachnie jak Mała (nie do pomylenia) a stopy Amber wymagają częstego mycia, o czym nie omieszkam jej przypominać zawsze wtedy, gdy po mnie spaceruje. :)
 
Pachną też "obce" koty, w innych domach.
Zapachu Armentariusów nie pomylę z niczym innym i kiedy tylko mam okazję, to zanurzam się w puchate futra i wącham :) Może tak pachną wszystkie mejnkuny? Nie, niemożliwe. Tak pachną tylko koty A. i I.
 
Zawsze będę pamiętać jak pachniał Minio - kot NzT. Wspaniały kot, którego bardzo lubiłam. Minio lubił wylegiwać się na stercie wyrwanych chwastów w ogródku. Kiedy niosłam go czasem do domu NzT, to jego czarne futro pachniało ziołami, sianem, kocią starością i słońcem. To był zapach Minia....
 
A już to, jak pachną małe koty i małe psy, trudno porównać z czymkolwiek innym. :)
 
Czym pachną Wasze koty? :)
wtorek, 16 sierpnia 2011
Zsiadłe mleko ;)

Nie wiem, czy to dlatego, że jest pełnia, czy też to po prostu ZAWK (Zwyczajowa Aktywność Wieczorna Kotów) - w każdym razie futrzaste panny dostają dzisiaj małpiego rozumu.

Od momentu jak weszliśmy do domu (wczesnym wieczorem) do chwili obecnej - przestawiają nam Pasionek do góry łapami.

A właśnie przed chwilą przebiegł mi przed nosem pociąg:

Mała (wrzeszcząca jak opętana, bo tricolorka ją goni i bije) - Amber (bo jak Indyk ucieka, to trzeba ją gonić - świetna zabawa) - Fil (która bije Amber, bo tylko ona - Pierożek - ma w tym domu Karzącą Łapę Sprawiedliwości i tylko jej wolno bić innych, więc co ta tricolorka sobie myśli!) - Bii (która biegnie za tą trójcą tylko dlatego, że coś się dzieje).

A w tych rzadkich chwilach, kiedy są grzeczne, to pakują swe kolorowe futra do pudełka. Jednego (najlepiej).
Może być po zsiadłym mleku. :)

Amber i Bii

 

sobota, 13 sierpnia 2011
13 sierpnia 2011 r.

Wiedziałam, że płaczę na filmach. 

Miałam świadomość tego, że niektóre książki poruszają mnie dogłębnie.

Nie miałam jednak pojęcia, że się rozkleję na ślubie M&M. Ale co ja poradzę, że on tak do niej mówił... a ona na niego tak patrzyła... i w ogóle. ;)

Zupełnie nie wiem dlaczego, ale akurat ta piosenka mi najbardziej na dzisiaj pasuje. :)

wtorek, 09 sierpnia 2011
Triduum - cz. 3

Nasz Indyczek, Królik Puchaty, Maleństwo chudziutkie ma dzisiaj dziewiąte urodziny. :)

 

 
1 , 2














Mała
(Indyczek, Królik, Pani Prezes)


Fil
(Pierożek)


Latte
(Kawa)


Amber
(Lady Amber Herbu Tricolor)


Bii
(Biisława, Szylkretka)


Ptaszki


Książki



Wojaże



Koty



Pasionek



Książki o kotach



Decoupage Owcy



Filmy



Krewni i znajomi



Autko



Jedzonko



Modele



Tubka









Licznik odwiedzin:



Gości na stronie:



free counters