RSS
poniedziałek, 27 września 2010
"333 koty" Wiktora Czyżykowa, komentuje wierszem Natalia Usenko

To gigantyczne tomiszcze (33cmx25cm!), zawiera rewelacyjne wiersze i rysunki autorstwa Wiktora Czyżykowa, podzielone na różne (kocie oczywiście) kategorie tematyczne. Recenzje tej książki czytałam różne: od pień pochwalnych, po stwierdzenia infantylności, jakkolwiek - mnie się podoba i mam nadzieję, że innym Kotolubom spodoba się również. Książka ma dwie wady: zdecydowanie za szybko się ją czyta i kosztuje 99 zł...

kot z Cheshire

Jest wiele kocich ras na świecie:
dziwaczne, brzydkie i prześliczne.
Niektóre są jak koszmar senny.
A inne - bardzo sympatyczne.
Zwłaszcza te z Cheshire, które trzeba
pokochać i estymą darzyć
za miły głos, pogodę ducha
i wprost niezywkły wyraz twarzy!

Mieszkańcy Cheshire od stuleci
kochali kicie swe jak dzieci!
Drapali czule je po brzuszkach,
po pleckach,
szyjkach,
bródkach,
uszkach,
aż wydrapali, co się dało.
I z kotów wiele nie zostało...

Nie mają łapek ni ogonków.
Nie łapią myszy.
Siedzą w słonku
i każdy ptasich treli słucha,
od ucha śmiejąc się do ucha!

 

kot - bibliofil

Lampa. Noc. I biblioteka.
Puszkin. Szekspir. Durrenmatt.
Tennyson. Stendhal. Seneka.
Jaki piękny jest ten świat!

Cicho, cicho, cichuteńko,
słychać tylko szelest stron...
Szał czytania! Kot pochłania
pierwszy, drugi, trzeci tom!

Świta. Kot w foletlu drzemie
i pod lampą grzeje brzuch.
Kto korzystać z życia umie,
czyta, kocha, śpi za dwóch...

(oba wiersze zaczerpnięto ze stron kolejno 13 i 22, rysunek ze strony 51 z książki „333 koty - Galeria kotów Wiktora Czyżykowa, komentuje wierszem Natalia Usenko, na podstawie tekstu Andrieja Usaczowa”. Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2006)

"Pieśń Łowcy" Tad Williams

To jedna z tych książek, które mnie zachwyciły i której... zupełnie nie pamiętam. Jak zwykle w przypadku lektur, które mnie wchłonęły już od pierwszych stron - pamiętam jedynie uczucia towarzyszące mi przy czytaniu, a nie samą treść. Irytujące, ale nie przeszkadza w polecaniu tak dobrej książki. Bardziej dociekliwi co do treści, zaspokoją swoją ciekawość na Biblionetce chociażby. ;) 

Fragment wstępu (strona 9, "Pieśń Łowcy" Tad Williams. Poznań: Zysk i S-ka, 1994)

"W tej godzinie, gdy nie istniał jeszcze czas, wyszła z ciemności na chłodną ziemię Pramatka Meerclar. Była czarna i tak puszysta, jakby w jej futrze zebrała się miękkość całego świata. Meerclar wypędziła wieczną ciemność i wydała na świat Dwoje.

Harar Złotooki miał oczy gorące i pełne blasku jak słońce w Godzinie Krótkich Cieni, był w kolorze dnia, odwagi i tańca. Jego towarzyszka, Fela Niebiańska Tancerka, była piękna jak wolność, jak chmury, jak pieśń powracających wędrowców. Złotooki i Niebiańska Tancerka wydali na świat wiele dzieci, a wychowywali je w lesie, który w początkach Dawnych Dni okrywał świat. Śmigły, Przyjaciel Wilka, Znak Drzewa i Świetlisty Pazur, ich młode miały mocne zęby, bystre oczy, lekkie łapy - siła i odwaga wypełniała je aż po koniuszki ogonów.

Jednak najbardziej niezwykli i najpiękniejsi z całego niezliczonego potomstwa Harara i Feli byli trzej pierworodni. Najstarszym z Pierworodnych był Viror Biały Wicher, o barwie śniegu roziskrzonego słonecznym światłem, a szybki... Środkowy był Grizraz Pożeracz Serc, szary jak cień, a dziwny... Jako trzeci urodził się Tangaloor Ognista Stopa. Był czarny jak Pramatka Meerclar, lecz łapy miał czerwone jak płomień. Zawsze chodził samotnie i śpiewał sam dla siebie."

Zatem Nre'fa-o, Czytelnicy Pasionka. :)

niedziela, 19 września 2010
Wrzosowo

Jesień to moja ulubiona pora roku. Na kalendarzową trzeba jeszcze poczekać, ale wcale nie tak długo. :) Jesień to wrzesień mieniący się wszystkimi odcieniami żółci, czerwieni i brązu. To opadające liście, jeszcze ciepło grzejace słońce i spacer z Baranem po parku. Wrzesień to wrzosy we wszystkich kolorach, jakie tylko Natura miała kaprys je namalować.

Dzisiaj Owca wreszcie opuściła zacisze Pasionka i dała się Baranowi wyprowadzić na spacer. Pojechaliśmy do parku żeby wchłonąć trochę atmosfery Jesiennej Wystawy Kwiatów. W parku przystawaliśmy kilka razy, tłumy czyhające tylko by szturchnąć mnie w miejsce, które boli, zdecydowanie mnie przerażały i raz nawet odpoczywaliśmy na ławeczce. Ale i tak było pięknie.

Jeśli pachnący deszcz płynący strugami w dniu mojego wyjścia ze szpitala był dla mnie niespotykanie pięknym zjawiskiem atmosferycznym, to dzisiejsze popołudnie niewiele mu ustępowało.

No i wrzos. Tyle wrzosu! I znowu żałowałam, że mamy taką wąską doniczkę za oknem w kuchni, kiedy NzM kupował dla mnie kolejne doniczki... Ale już mam, posadzony i jest piękny. I jeszcze zanim uda mi się na dobre poczuć jesień w powietrzu u mnie już zawitała, już jest - jak tylko spojrzę za kuchenne okno. :)

Tagi: Pasionek
22:40, ofczasta
Link Dodaj komentarz »
Przedstawiamy się - BOLEK

Fot. Foto'Ptah

To już ostatni przedstawiciel czterołapnych na naszym Pasionku. Bolesław jest myszą kolczastą. Kiedyś mieszkał z bratem (Lolkiem), ale teraz niestety już tylko dla siebie ma całe swoje królestwo. Razem z bratem zachowywali się jak para starych kawalerów, z tą różnicą, że porządek w klatce ich przerażał i natychmiast po jej czyszczeniu robili taki bałagan, że trudno w to było uwierzyć.

Bolek schudł odkąd jest sam i nie jest już, jak mówi NzT, "kwadratową myszą", która nie zmieści się w rurce prowadzącej na górny podest. ;) Nadal jednak lubi i dopomina się (sępi przy kratkach patrząc jak kot ze "Shreka") o kocie chrupki, a gdy dostanie jednego, zwiewa do swojej budki z kokosu i chrupie przysmaczek zapamiętale. Gdy przychodzi pora karmienia kotów chrupkami - Bolek już czeka przy kratkach patrząc wymownie: "Żałujesz mi kobieto JEDNEGO chrupka?"

Fot. Foto'Ptah

M. zapytała mnie kiedyś, że czy mysz nie "zejdzie na zawał" przy piątce kotów, a szczególnie przy Bii. No cóż - Bolek lubi koty... podgryzać. Kiedy któraś z puchatych panienek pojawi się za blisko klatki - usiłuje ją ugryźć przez kratki. Bii kiedyś przesiadywała na mysiej klatce, ale dała dobie spokój kiedy okazało się, że ofiara nijak nie pasuje do stereotypu ofiary, nie można sie do niej dostać, poza tym bezczelnie się odgryza. I niech tak zostanie.

Kiedy kuchnia pustoszeje z futer i Bolesławowi wolno biegać po stole - w pierwszej kolejności porywa czosnek (i chowa się za doniczką). Przede wszystkim czosnek. To chyba jedyna na świecie mysz kolczasta, która uwielbia czosnek.

Bolek urodził się 4 czerwca 2006 roku.

Suwaczek Bolka

Tagi: Pasionek
21:08, ofczasta
Link Komentarze (2) »
piątek, 17 września 2010
Archiwalnie

Dziś będzie post archiwalny, ale bardzo, bardzo na czasie. :) Własnych sznytów nijak nie zamierzam prezentować publicznie, rzecz jasna, dlatego będzie okołotematycznie o Bii i Amber. To, co poniżej, napisaliśmy z Baranem ponad półtorej roku temu, kiedy jeszcze nasze koty gościły na stronie kotów NzT. :) Będzie więc o operacji i zdejmowaniu szwów.

25.02.2009 r.
Nasza Bii doszła do wniosku, że pomimo skończonych jedynie ok. 9 m-cy - będzie już dorosłym kotem. A konkretniej dorosłą, wrzaskliwą, "marcującą" się kotką. Zaczęliśmy podawać "małe niebieskie tabletki" z zamiarem podawania ich jak najkrócej (i "efektem"" w postaci sterylizacji). Bii miała jednak własne zdanie na ten temat - "rujkowała się" mimo podawanych tabletek, co tylko przyspieszyło naszą decyzję o operacji.

Po doświadczeniach z Latte i traumie jaką wszyscy czworo (kotka i troje ludzi) przeżyliśmy - z dużym wahaniem podchodziliśmy do kolejnej operacji na naszym kocie.

Tym większym szokiem okazało się to, co zobaczyliśmy na brzuszku Bii.

 Dla porównania brzuszek Filemona, dzień po operacji:

 Za 12 dni pojdziemy z Bii na "odcerowanie" czyli zdjęcie szwów. Mamy nadzieję, że do tego czasu wszystko będzie tak dobrze jak było wczoraj i dzisiaj. Bii po operacji zajęła się głównie: zabawą z ukochaną myszką i zaczepianiem Amber. Gdybyśmy jej pozwolili - opróżniłaby pewnie wszystkie dostępne miski. Po spokojnym przespaniu nocy - od rana zaczęło się nowe kocie szaleństwo.

Nasz szok wywołany jej zachowaniem "pooperacyjnym" jest większy, kiedy przypomnimy sobie Latte po operacji - nieprzytomną i nie reagującą na żadne bodźce...

Mamy nadzieję, że równie dobrze będzie czuła się Amber.
Póki co - dziękujemy A. i I. za polecenie doktora "Rybki", który mówi do naszej Bii (nie wiedzieć czemu) - "Szarlotko". :)

 

1.03.2009 r.
Bii i Amber są po operacji. Odpowiednio pięć i trzy dni.

Obie zachowują się jakby nigdy żadnej operacji w ogóle nie miały. Szaleństwo i wariacje kocie nie znają granic. Obie kocice są wszędzie: tam gdzie im wolno i tam (nawet częściej) gdzie im szczególnie nie wolno. Ze zgrozą patrzymy na to, co one wyprawiają, z obsesją oglądamy ich brzuszki, czy sobie czegoś nie zrobiły...

Zanim zdecydowaliśmy się na operację obu kocic, doszliśmy do wniosku, że już łatwiej dla nas będzie opiekować się obiema rekonwalescentkami niż zwracać uwagę żeby "chora" zdrowej po głowie nie skakała itp. Było to łatwe jednak tylko w teorii. Skaczą, szaleją, gonią się, biją, kopią - dokładnie tak samo jak przed operacją, z tą różnicą, że teraz my się coraz częściej rozglądamy czy którejś nie rozsypały się "trocinki" z zacerowanego niedawno brzuszka...

"Przecież jesteśmy grzeczne!"

"No pewnie, jak aniołki!"

 

10.03.2009 r. Przyjaciółeczki, czyli Szylkretka i Tricolorka na Ploteczkach


Czas akcji: godziny przedpołudniowe, powrót od weterynarza (zdjęcie szwów)
Miejsce akcji: samochód, kontenerek, a w nim kotki - sztuk 2
Bohaterowie: Amber i Bii w pozach "sfinksowych", w jednym kontenerku oraz MKM, w tej chwili w roli dzielnego kierowcy i biernego słuchacza


Bii (do Amber): To, co o niej myślisz?
Amber (odpowiadając): O kim? O Owcy? Nie no fajna jest, ale trochę za często bierze mnie na ręce, i za mało daje jeść, ale ja jej za to zrzucam to, co ma na półkach więc jesteśmy kwita.
Bii: Nie, nie o Owcy. Owca jest fajna, siedzenie na rękach też jest fajne, bo można się przytulić i mruczeć i wcale nie dostajemy za mało do jedzenia, bo nas co chwilę karmi, a Ty i tak jesz najwięcej!
Amber: A Ty niby jesz mało? Poza tym "przytulić i mruczeć", ale z Ciebie lizus! Żaden porządny kot w naszym domu oprócz Ciebie nie zachowuje się tak lizusowato! "Przytulić i mruczeć" no nie mogę....
(chwila ciszy przeznaczona na pozorne "się obrażanie")

 
Bii: No to co o niej myślisz, o tej dwunożnej w zielonym dziwnie pachnącym ubraniu, co nam rozpruwała brzuszki?
Amber: Taa, komu rozpruwała, temu rozpruwała, Tobie został jeden szew! Toś się popisała!
Bii (czerwieni się mocno pod czarno-rudym futrem): No bo, no bo już mi wcale nie były potrzebne! Poza tym Duzi za każdym razem jak sprawdzali brzuszki to mówili, że "ładnie się goi" więc się starałam żeby było jeszcze ładniej.
Amber: Wiesz smarkata, Ty czasami głupia jesteś jak Latte - po to nam dają szwy, żeby nic z nimi nie robić, bo potem trzeba jechać, tak jak dzisiaj i się szwy wyjmuje i już - problem z głowy.
Bii: A jak Ty niby jak taka mądra jesteś, to czemu się darłaś, jak ta inna pani doktor chciała Ci wyjąć szwy? "Precz z łapami, PRECZ Z ŁAPAMI!" tylko wstydu narobiłaś...
Amber: Wcale, że się nie darłam! (ciszej, odrobinę zawstydzona) myślisz, że zrozumieli co im mówiłam?
Bii: Nawet wieszak na płaszcze zrozumiał!
(chwila ciszy przeznaczona na pozorne "się obrażanie" i gryzienie po odcerowanych już brzuszkach)

 

 

Amber: Smarkata? A nie wiesz czemu nie było doktora Rybki?
Bii (rozmarzona Bii): Doktor Rybka... mówi do mnie "Szarlotko"...
Amber: A do mnie "aaach Trikolorka" i przestań już robić takie maślane oczęta! Ta pani doktor też fajna. Myślisz, że znowu nas do niego zabiorą?
Bii: Słyszałam jak Duzi mówili, że teraz już mają z nami spokój i mamy być zdrowe, bo oni tak samo jak my nie lubią jeździć do weterynarza, bo też uważają, że tam dziwnie pachnie.
Amber: Wiesz, to Twoje lizusostwo, mruczenie, przytulanie i spanie na Dużych czasami na coś się przydaje... Coś tak zwiesiła nos na kwintę?
Bii: Bo ta inna pani doktor jeszcze mi zajrzała do uszu i jeszcze nie wiadomo co w tych uszach mam i Duzi dopiero czekają na wyniki.
Amber: Uszy masz brudne, bo sobie ich nie myjesz, a mnie nie dajesz ich umyć, tylko od razu mnie gryziesz w szyję jak próbuję. Ale i tak jesteś dzielna Smarkata, wiesz? Ja bym sobie nie dała do uszu zajrzeć...

Dalsza podróż upłynęła w dobrej komitywie myjących się (i podgryzających się - a jakże) w jednym kontenerku Przyjaciółeczek.

Tagi: Amber Bii fil koty
21:59, ofczasta
Link Komentarze (1) »
czwartek, 16 września 2010
Saga o Wiedźminie - Andrzej Sapkowski

Skończyłam dzisiaj czytać Pięcioksiąg. Po raz drugi co prawda, ale pierwszy raz czytałam w totalnej euforii więc nie do końca się liczy. Były to czasy studiów, a kolejne tomy sagi krążyły z rąk do rąk. Nie było zmiłuj - trzeba było czytać, bo już ktoś "siedział Ci na plecach" i czekał aż Ty skończysz swój tom. Nie miało znaczenia, że sesja, egzaminy albo prace semestralne. Liczył się tylko kolejny tom...

Wtedy pożyczaliśmy Sapkosia od Dominiki, która jako jedyna miała całą sagę na własność (o wypożyczeniu tego dzieła z biblioteki nie było nawet co marzyć), włączając w to egzemplarze z dedykacją. Pamiętam jak któryś z nich jej zaginął, pamiętam jaką złość czułam w jej imieniu. Jeśli kiedyś to przeczyta, to musi wiedzieć, że jestem jej wdzięczna, że to właśnie dzięki niej poznałam przygody Geralta, Yennefer i Ciri. :)

Przeczytałam więc po raz drugi (tym razem już swój własny komplet), a rzadko COKOLWIEK czytam po raz drugi. To pewnie błąd, bo książka czytana każdy kolejny raz przynosi coś nowego i można w niej odkryć to, czego nie dostrzegło się do tej pory. Ale nie zdarzyło się jeszcze tak, żeby nie czekał na mnie stos kolejnych lektur "do przeczytania". A więc każda książka ma swój czas. Ma go jednak tylko raz.

Saga o Wiedźminie jest majstersztykiem. Nie odkryję tu pewnie niczego nowego, ale uważam, że książka jest doskonała. Pod względem budowania historii, stylu, języka, emocji, które wzbudza. Sapkowski jest dla mnie geniuszem - mało kto jest w stanie zafascynować mnie poczuciem humoru (nie licząc NzM) a Sapkoś robi to swoją sagą bez większego wysiłku.

I przyznaję rację NzT - książka, cała historia, jest tak naprawdę bardzo, bardzo smutna. Co nie zmienia faktu, że u mnie oscyluje w granicach 9,99/10. I tylko i wyłącznie dlatego, że na Najlepszą Książkę Jaką Kiedykolwiek Przeczytałam jeszcze czekam. :) Jest to jednak cykl jedyny w swoim rodzaju. Można go czytać z przerwami (jak ja: jeden tom sagi, potem zupełnie coś innego, potem znowu tom sagi - i tak w kółko, żeby się nie znudzić) albo "jednym cięgiem" jak NzT. Przeczytać jednak trzeba.

Historię tę darzę tym większym sentymentem, że rodzima ekranizacja (będąca kiszką totalną) o mało skomplikowanym tytule "Wiedźmin" (z gumowymi potworami i z całkiem dobrą rolą Żebrowskiego) była świadkiem naszej pierwszej randki z Baranem. :)

A na koniec obrazek z gry "Wiedźmin", w czasie przechodzenia której okazało się, że owce zdecydowanie lubią RPG.

Tu link do obrazka, a stronę warto odwiedzić ze względu na interesującą recenzję samej gry.

Tagi: książki
19:06, ofczasta
Link Dodaj komentarz »
Przedstawiamy się - Bii

Po tym jak zamieszkała z nami Amber przestałam mieć złudzenia, że jestem jeszcze w stanie zapanować na tym, co przygotował dla mnie los w „sprawie kociej”. Byłam jednak święcie przekonana, że po Amber – The Destroyer da nam chwilę odetchnąć. Nic bardziej mylnego.

Był 12 grudnia 2008 roku. Pojechaliśmy do Częstochowy, gdzie znajomi uczestniczyli w kiermaszu świątecznym wystawiając swoje produkty zdrowotne. Miałam błyskotliwy plan uzupełnienia jeszcze niektórych świątecznych prezentów i w ogóle „pokręcenia” się po kiermaszu w gorączce zakupów i oparach grzańca, ale nie udało się, bo zostaliśmy poproszeni o przypilnowanie stoiska. Stoimy więc sobie – Baran i ja - i patrzymy jak powoli zamiera ruch na głównej Alei tego miasta...

Nie pamiętam już kto zauważył ją pierwszy. Faktem jest, że biegała między zaparkowanymi i jeżdżącymi samochodami. Małe, czarne kocię. Wystarczyło zawołać. Przybiegła (piszcząc) od razu. Pamiętam, że przyszło mi wtedy do głowy, że musi być przeziębiona skoro nie potrafi normalnie zamiauczeć, a jedynie wydaje z siebie takie przedziwne dźwięki. Natychmiast wylądowała w ramionach NzM schowana pod jego kurtką, wystawiając tylko czarny nos. Nos, który potem okazał się z bliska i w świetle lampy czarno-rudy. O Wielka Melitele, pomyślałam sobie wtedy, jeszcze jedna (śladowo) ruda kocica i z Pasionka zostaną zgliszcza. Próbowałam nawet oponować, resztkami sił, resztkami rozsądku. Wiedziałam jednak, znałam tę postawę i wyraz twarzy NzM od kilku dobrych lat. Potem gdy dodał jeszcze „Chcesz żeby wpadła pod samochód?!” wiedziałam, że zawieziemy do domu piątego kota.

Wystawiliśmy ogłoszenie na stronie, straszyłam, że ja wcale nie chcę piątego kota, bo cztery to całkiem dobra liczba, że trzeba jej znaleźć dom, bo to co usiłujemy zrobić (pięć kotów) to jakiś fanatyzm! Po kilku tygodniach (i kompletnym braku zainteresowania) ogłoszenie zdjęliśmy. Szylkretka została.

Imię wymyślił dla niej Dobroczyńca, który zabrał to dzikie zwierzę z ulicy, do naszego domu. Imię przeszło transformację od BI (Bezimienna Istota) do Bii, czyli „pszczółka” (z ang. Bee) zważając na piękną kolorystykę jej futra i to, że jest słodka.

Bii jest jedynym z naszych kotów, który bez większego problemu poradziłby sobie na wolności. Ona poluje, ona używa kłów i pazurów nie tylko w zabawie z Amber i nie tylko do polowania na pluszową mysz.

Pozostawiona na stole „samopas” wędlina konsumowana jest od razu albo upolowywana i zanoszona pod łóżko (pod które Dwunożny nie zmieści się od razu żeby odebrać) albo zrzucana stojącej na dole (i mruczącej) Amber. Szylkretka dojada czasami po grymaszących panienkach i czyści miski w sposób profesjonalny nadal pozostając kotem chudym i zwinnym.

Bii wygląda i zachowuje się jak wydra (może była nią w poprzednim wcieleniu?). Ma błyszczące, przylegające czarno-rude futro i nieutajoną miłość do wody. W jakiejkolwiek formie. Bii lubi siedzieć w wannie i bawić się strumieniem wody, a kiedy Baran podlewając kwiaty naleje jej wody na głowę, piszczy, że chce jeszcze. Bo szylkretka nie miauczy – szylkretka piszczy. Piszczy kiedy każe sobie rzucać mysz (przynosi, rzuca pod nogi i piszczy), kiedy ma smuteczki i kiedy chce plasterek kiełbasy.

Gdy pojawiła się na Pasionku stała się spełnieniem modlitw Amber. Tricolorki, która po pędzelki w uszach miała fochów, syczenia i wrzasków syjama, z którym nie dało się bawić. O tak – Bii stała się najlepszą przyjaciółeczką do zabaw, szaleństw, podgryzania i podkradania myszek pluszowych. I bezpośrednim sprawcą końca męki Latte. No może nie do końca, bo gdy dwie pseudo-rude kocice się rozkręcą - gonią syjama stadnie…

Jest kotem inteligentnym i niesamowitym. Grzecznym, a jednocześnie dzikim i szalonym. Ale nie oddałabym mojej Biisławy za skarby tego świata. Nikomu. :)

Bii urodziła się prawdopodobnie na przełomie maja i czerwca 2008 roku. Jest więc młodsza od tricolorki o około trzy miesiące. I o jakieś 1,5 kg. ;)

Suwaczek Bii

Tagi: Bii koty
14:32, ofczasta
Link Komentarze (2) »
środa, 15 września 2010
Wróciłam...

...po tygodniu od samego wydarzenia - jestem.

Koty, które wiedziały, że "wyjechałam w delegację", były rozpieszczane przez Barana. Do tego stopnia, że konieczne okazało się ważenie klusek żeby potwierdzić lub zaprzeczyć moim podejrzeniom - ale o tym później. Faktem jest, że moją nieobecność - dzięki Baranowi - przeżyły najlżej jak się dało. Amber i Bii po ujrzeniu mnie stwierdziły "O, fajnie, że jesteś! To Cię nie było?", Mała i Fil boczyły się jeszcze przez dłuższą część dnia (Mała dłużej), a Latte się mnie wystraszyła, po czym gdy przyszła się miziać do Barana, to okazało się, że ja to jednak ja. Wszystkim futrom jednakowo nie podobał się zapach, który ze sobą przyniosłam - wcale się nie dziwię. Mnie się on też nie podoba.

Szpital to miejsce odczłowieczające. Godność i prawa człowieka przestają mieć jakiekolwiek znaczenie, a intymność nie istnieje. Czas płynie zupełnie inaczej, a dotychczasowe priorytety ulegają zmianie... 

Przetrwałam tylko dzięki NzM. Dziękuję Ci, Mężu.

Dom jest oazą, dom jest wszystkim. To mój Pasionek, w którym jest Baran i koty - wszystko co dla mnie ważne. Nawet jeśli główną rozrywką jest gapienie się w sufit. Dom, to Dom, there's no place like. :)

Dziś nastąpiło wielkie ważenie futer. Zgodnie z moimi podejrzeniami - Amberzycy podejrzanie zaokrągliły się boczki - i rzeczywiście - wiedzie prym z wagą 4,7 kg. Tuż za nią Indyczek - 4,4 kg, Latte - 4,3 kg i Filemon - 4,2 kg. Stawkę zamyka chudzielec, czyściciel misek, czyli Bii - 3,9 kg. Mamy ładne, puchate koty. A Amberzątko trzeba będzie znowu przypilnować... ;)

poniedziałek, 06 września 2010
6 września 2010 r.

Bo szósty września to nie tylko urodziny I., (jeszcze raz - wszystkiego najlepszego!) to również siódma rocznica ślubu Owcy i Barana.

To właśnie 7 lat temu formalnie założyliśmy nasz Pasionek. Było trudniej (życie nie rozpieszcza) było czasami też i łatwiej.

Ale poślubienie Ciebie, ukochany Baranie, to była najlepsza decyzja jaką było mi dane w życiu podjąć. Zrobiłabym to bez wahania jeszcze raz. :)

Tak więc dzisiaj Tobie - Najlepszy z Mężów i sobie również, życzę niezliczonej wielokrotności tej siódemki. I żeby było nam co najmniej tak samo dobrze ze sobą, jak było dotychczas. :)

 

Tagi: Pasionek
19:15, ofczasta
Link Komentarze (1) »
Summer Cars Party 2010

Wylądowaliśmy z NzM w sobotę na Summer Cars Party. Pogoda bezpośrednio narzucała zmianę nazwy imprezy na Winter Cars Party albo co najmniej Autumn Cars Party, ale w końcu wrzesień - jak owca - bywa kapryśny. Toteż przy oglądaniu wyścigów trochę zmokliśmy, trochę przyprażyło, moje przeziębienie się zaktywowało, ale oprócz tych niedogodności - było super.

Już w drodze na Muchowiec zaczynała się budzić we mnie "blachara" i Baran szykował się do wyjęcia większej ilości chusteczek higienicznych, na wypadek gdyby żona zaczęła mu się ślinić do przejeżdżających wypasionych bryk. ;)

A bryki były, oj były. I takie, przy których Owcę dopadał szczękopad i takie, przy których żałowałam, że Fordka została na parkingu pod Kakadu. Podobnie było w samych wyścigach: niektóre autka śmigały bez większego wysiłku, a niektóre - no cóż - 13-letnia Mykanka dała by radę... nie wspominając o 10-letniej Fordce. ;)

I znowu, po raz ochnasty sobie uświadomiłam - nie mogłabym mieć sportowego samochodu. Po pierwsze primo: mam za ciężką nogę, po drugie primo: moje umiejętności jako kierowczyni (taki neologizm) pozostawiają jeszcze wiele do życzenia. Co nie przeszkadza mi stworzyć wizji własnego garażu z wypasionymi brykami. A więc (oprócz Fordki rzecz jasna) w moim wirtualnym garażu stoją:

1. Cudne Audi TT, którym jeździłam w NFS strojąc go w węglowe włókna. ;)

Fot. Foto'Ptah

 2. Audi r8

3 i 4. Niewątpliwie składaki jakieś wypasione, ale cudnej urody. :)) 

5. I na koniec - w sam raz na szybkie zakupy:

Kiedy wróciłam do rzeczywistości zaczęłam się zastanawiać nad zmianą felg do Fordki. Ponieważ wybór był trudny, a możliwości jednak zbyt dużo (i zupełnie nie dlatego, że koszty zwalają z nóg, a niedawno Fordka dostała nowe oponki, ;) ) postanowiłam się na razie wstrzymać. A było w czym wybierać:

wypasione felgi nr 1  

wypasione felgi nr 2

wypasione felgi nr 3

Widziałam też młodszą o dziesięć lat wersję mojej Fordki. Ford Ka z 2010 roku z zewnątrz wygląda rewelacyjnie, a w środku natomiast to jakaś porażka. Przypuszczam, że większość samochodów wchodzących na rynek ma takie deski rozdzielcze, co nie znaczy, że mnie akurat ma się to podobać. Tak więc - Ford Ka - jak najbardziej, ale wersja z 2000 roku, hi hi. Poniżej fotka nowej wersji, w kolorze, który dla takiego samochodu (mały, wesoły) jest jakimś nieporozumieniem. Widziałam ostatnio w Katowicach nową Fordkę w kolorze ciemnoróżowym, wiem, że są też granatowe (ale nie ciemne). Jeszcze może: zielone i pomarańczowe, ale - na Wielką Melitele - nie czarne! To w końcu nie Porsche!

I z dumą stwierdzam, że takich naklejek jak mam na moim małym niebieskim autku - nikt nie miał. Tylko kilka samochodów miało mocno tuningowaną blacharkę - pozostali raczej ubogo. Mówię oczywiście o wizualnej stronie - bo co pod maską siedziało, to nie mnie osądzać. ;)

Może za rok wjadę na płytę lotniska Fordką? ;)

Tagi: autko wojaże
18:39, ofczasta
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2












Mała
(Indyczek, Królik, Pani Prezes)


Fil
(Pierożek)


Latte
(Kawa)


Amber
(Lady Amber Herbu Tricolor)


Bii
(Biisława, Szylkretka)


Ptaszki


Książki



Wojaże



Koty



Pasionek



Książki o kotach



Decoupage Owcy



Filmy



Krewni i znajomi



Autko



Jedzonko



Modele



Tubka









Licznik odwiedzin:



Gości na stronie: