RSS
niedziela, 01 sierpnia 2010
Przedstawiamy się - FIL

Fot. - Foto'Ptah

Fil jest prezentem nie tylko od losu, ale przede wszystkim od mamy Barana. Mimo że drocząc się ze mną ciągle twierdzi przy różnych rodzinych okazjach, że „podstepnie ukradliśmy jej kota” Fil była wtedy (i jest do teraz) naszym prezentem przedgwiazdkowym. :)

Jak dziś pamiętam ten grudniowy wieczór (9 grudnia 2003 r.) i telefon od NzT ze słowami „Weźcie mi tego kota, bo go wrzucę w zaspę” co było oczywiście jawną prowokacją, bo NzT prędzej by się sama w tę zaspę rzuciła, niż zrobiła krzywdę jakiemuś żywemu stworzeniu.

Okazało się, że ktoś przyniósł jej do domu małego kota ze słowami „bo pani się opiekuje kotami” jak gdyby to wszystko wyjaśniało. Faktem jest to, że NzT miała wtedy sporo kocich istnień pod opieką i kolejne (na pewno chorowite i wyrwane – jak zwykle – śmierci spod ogona) tylko komplikowało sprawę zamiast ją ułatwiać… Pamiętam, że Baran odpowiedział jej tylko, że „zaraz przyjdzie, weźmie, żeby pokazać kota Owcy”.

A co ja nie widziałam kota? – pomyślałam sobie wtedy? Przecież jest Mała, a jeden kot w zupełności wystarczy. Jeden, nie dwa, bo dwa to już jakieś szaleństwo jest (gdybym ja wtedy wiedziała co mnie czeka…).

A potem NzM przyniósł małą, puchatą kulkę futra, z mordką tak słodką, że trudno było odwrócić od niej wzrok, ulokował ją sobie na kolanach i zaczęliśmy rozmawiać. Siedzieliśmy w przedpokoju (jak zwykle, kiedy rozmawiamy o czymś ważnym), puchata kulka „bardzo przejęła się” naszymi rozmowami mrucząc najpierw tak, że wibrował cały przedpokój, a potem wdzięcznie zasypiając jakby wiedziała, że jej los jest już przypięczętowany (i zostanie u nas, bo przecież sama nas wybrała), bo jej urokowi nie da się oprzeć. Miała rację. Jedyny głos „przeciw” wyraziła Mała, która na nasze pytanie: „Maleństwo, chcesz kotka? Będziesz miała się z kim bawić, nie będzie Ci smutno jak nas nie będzie. No co? Chcesz kotka?” zrobiła wielkie „Phhh!” zarzuciła chudym ogonem i wyszła ostentacyjnie. Była jednak przegłosowana i puchata kulka miała zostać z nami jako kolejny, niezbędny element Pasionka.

Szukanie imienia dla puchatej kulki nie było konieczne, bo znalezisko chodziło za Małą krok w krok zachowując się jak Filemon z bajki o Filemonie i Bonifacym. I tak: Mała złościła się i prychała, a Fil chodziła za nią z pytającym wyrazem mordki: A co robisz? A czemu tam wskakujesz? A czy to się je? A czy tam można wejść? A co się stanie jak ja też tam wejdę? A dlaczego burczysz?. I w ten sposób zasłużyła sobie na swoje męskie imię.

Kiedy Fil miała sprawdzane uzębienie, uszy albo cokolwiek, co nie wywoływało jej entuzjazmu – wołała Małą, a ta pojawiała się natychmiast broniąc swojego Filemonka przez nami-barbarzyńcami. Mała była wtedy przywódcą dwukociego stada.

Teraz jest trochę inaczej. Fil jest szarą eminencją. Nikt nie stoi wyżej w hierarchii niż ta łaciata kocica. Kiedy koty się biją, Fil biegnie wymierzyć swoją własną sprawiedliwość.  Mówimy o niej, że jest przyjacielem wszystkich zwierząt pod warunkiem, że te zwierzęta są grzeczne. ;) Owca chyba musi być jakoś wybitnie grzeczna, bo Fil lubi mnie bardzo (ja z kolei uwielbiam ją do niemożliwości wręcz). Śpi na mnie, leży kiedy jej się podoba, kłaczy i obślinia mnie jak jest szczególnie zadowolona, traktuje mnie jak swoją własność. Barana zresztą też.

Jest kotem mądrym, niekonfliktowym (jeśli podopieczne są grzeczne) i kochanym tak, jak tylko kot potrafi być.

Filemon w ogóle uwielbia przesiadywać lub leżeć na człowieku. Na przykład na kolanach, gdy któreś z nas czyta (wtedy czasami uwala się całym puchatym cielskiem  na książce lub gazecie słusznie podejrzewając, że nie ma nic ciekawszego niż ona sama), je obiad lub patrzy na film. Ponad wszystko lubi spać na mnie z nosem przytkniętym do mojej brody. Jednym z jej ulubionych zajęć są „wykopki”. Korzystanie z kuwety nie jest prostą czynnością (według niej) kiedy trzeba przekopać żwirek w trzech kuwetach żeby wreszcie skorzystać z czwartej, zostawiając Owcy żwirek rozsypany w promieniu pół metra od nocników. Zazwyczaj zaraz po odkurzaniu…

Fil uwielbia polować na własne jedzenie. To, co jest misce – owszem, jest posiłkiem, który można spożyć dostojnie i normalnie. Wszelakie przysmaczki muszą „uciekać” i dopiero zostać upolowane. Uwielbia rybę oraz wszystko co mleczne: jogurty (może być wiśniowy), kefiry, mleko i serki.

Urodziła się prawdopodobnie w sierpniu 2003 roku, ma piękne puchate białe futro, różowy nos, bury fraczek na grzbiecie i jest najsłodszym kotem jakiego znam. :)

Suwaczek Fil

Tagi: fil koty
20:17, ofczasta
Link Komentarze (4) »
sobota, 31 lipca 2010
Tatoo...

Wreszcie, po dwóch miesiącach wybierania*, zamawiania i oczekiwania (ta część akurat była najkrótsza) udało nam się obkleić Fordkę. :)

*wybór nie był prosty. Ja chciałam kwiatuszki i motylki, Baran mówił, że "ładne i mogą być", po czym usłyszałam od Myszy, że "chcę nabyć biżuterię na jeden sezon i Fordka będzie wyglądać idiotycznie w zimie". Dzięki temu praniu mózgu mam eleganckie esyfloresy. I nikt takich nie ma... bo wszyscy mają kwiatuszki i motylki. :D

Wyszorowałam i wysuszyłam moje małe niebieskie autko (kolejny raz budząc zdziwienie sąsiadów), po czym zawołałam Barana. Logiczne - sprawca musi być, bo do kogo miałabym pretensje gdybym sama sobie krzywo nakleiła? ;) Towarzysząca do tej pory NzT ewakuowała się nieoczekiwanie, subtelnie dając do zrozumienia, że Owca przyklejająca naklejki dostaje świra. Subtelność nie była konieczna, bo to najprawdziwsza prawda jest. :) Poza tym wszyscy doskonale pamiętali proces naklejania czarnego kota na fordkowy zadek. :)

Procesu naklejania tu nie opiszę (baaardzo czasochłonne, komary nas zeżarły razem z butami) - powiem tylko, że Baran jak zwykle wymiótł, naklejki nakleił idealnie tak, jak chciałam, w pełni profesjonalnie wycinając fragmenty na klapkę z baczku. Dumna jak świeżo wyszczotkowana Owca odwiozłam obklejoną i blyszczącą z daleka Fordkę na "parking".

Po czym lało przez całą noc.

Dokumentacja fotograficzna - Foto'Ptah

Boczek :)

 

Tak, motylka też mam, tyle, że małego i na przedniej masce ;) może Bum nie zauważy ;)

 

Czarny kot - bo musi być. :)

 

Tagi: autko
00:11, ofczasta
Link Komentarze (1) »
piątek, 30 lipca 2010
"Pod kopułą" - Stephen King

obrazek pojawił się dzięki uprzejmości merlin.pl

To jedna z najlepszych książek Króla, jakie czytałam.

Myślę, że stać mnie na rzetelną ocenę, bo przełknęłam wszelakie badziewie, które wyszły spod jego pióra ciągle czekając na TĘ książkę. Zaryzykowałabym nawet, że to jego najlepsza książka, ale nie mogę tego zrobić z kilku powodów:

1) nie przeczytałam jeszcze kilku jego dzieł, żeby z czystym sumieniem oceniać całokształt twórczości (może akurat tamte są najlepsze?),

2) po "Historii Lisey", "Komórce", "Roku wilkołaka" i tomie opowiadań "Po zachodzie słońca" miałam taki głód PRAWDZIWEJ królowej prozy, że z tym rzeczywistym obiektywizmem może być jednak różnie,

3) zawsze na pierwszym miejscu będą stały "Lśnienie" i "Cmętaż zwieżąt" jako dwie pierwsze książki Kinga, które przeczytałam i uznałam za genialnie przez to jak mnie przeraziły. No i jeszcze przez emocje jaki z nimi kojarzę - obie książki pożyczył mi wtedy mój "jeszcze nie mąż" podpuszczając, że "nie zdążę ich przeczytać w tydzień". Zdążyłam oczywiście, a prowokacja się udała. :)

Jest więc "Pod kopułą". Ma ponad 900 stron i na każdej z nich coś się dzieje. Nie ma odpoczynku, nie ma oddechu. Jeśli czyta się książki Kinga tak jak ja, to nie ma również rzeczywistości, jest miasteczko, przykryte kloszem, a ja w nim - przerażona tak samo mocno jak reszta mieszkańców.

A potem jest majstersztyk. Człowiek chce wyć ze strachu i boi się czytać dalej, a jednocześnie coś go przyciąga, wciąga i zmusza do wnikania w tę historię. Jest książka, w której King doskonale zbudował społeczność małego miasteczka, szczegółowo scharakteryzował bohaterów i - w jakiś przedziwny, możliwy tylko  dzięki magii literatury sposób - umieścił nas, czytelników w samym środku tego, co się tam wyprawia.

Książka przeraża. Nie duchami, potworami ani innymi zombie. Przeraża wyobrażeniem o tym wszystkim, do czego zdolni są odizolowani ludzie.

Wyobraź sobie miasteczko, a w nim ludzi odciętych od świata. Wyobraź sobie najgorsze co się może stać. A potem patrz jak to wszystko się dzieje.

Ocena: 9,5/10 

p/s Żeby nie było zbyt różowo - znalazłam jedną niekonsekwencję. Bohater wie o czymś, o czym (wyraźnie było zaznaczone dwa rozdziały wcześniej) nie miał prawa wiedzieć. Jedną jedyną! przy takiej ilości bohaterów, na 923 stronach. Brawo Mistrzu, brawo....

Tagi: książki
14:00, ofczasta
Link Komentarze (2) »
Lusterko lewe czyli jak się "robi" pieniądze w naszym kraju

Zepsuło mi się lusterko. Tak - samo. Lewe lusterko w Fordce połamało mi się samo, bo nie sądzę, żeby miały na to wpływ śmietniki, które mijam każdego dnia wjeżdżając na parking*. Zepsuło się i tyle. Ulubieni panowie warsztatowi wraz z NzM urwali lusterko do końca (malowniczo dyndało) i stwierdzili, że "nie da się naprawić i trzeba kupić nowe". ;)

Zakontraktowany Baran znalazł więc wypasione lustrerko w znanym serwisie aukcyjnym, zadzwonił do sprzedawcy czy na pewno będzie pasować i czy na pewno jest dostępne i pojechaliśmy. Jechaliśmy do Z. 15 minut, a pozostałe pół godziny spędziliśmy w korkach. Na miejscu byliśmy o 16:00 - co nie obudziło szczególnego entuzjazmu obecnych tam osób. Na nic zdały się tłumaczenia, że przez środek Z. jedzie się pół godziny zamiast 5 minut. No ale lusterko. Przynieśli łaskawie. Co z tego, że inne niż na aukcji, co z tego, że odrapane i nijak nie przypominające tego wystawionego - ważne, że kosztowało 90 zł! Myślałam, że mnie szlag jasny trafi. Używane, odrapane lusterko (takie widziałam po 30 zł) w tak bezsensownej cenie i z tak wrednym podejściem do klienta (bo to nasza wina, że byliśmy na tyle naiwni żeby jechać aż do Z. po lusterko, które prawdopodobnie nie istnieje i jeszcze chcieliśmy za nie zapłacić 90 zł). "Lekko" podminowani oddaliliśmy się stamtąd niespiesznie, ale kilometry i czas już były stracone, droga już przejechana, nie wspominając o irytacji...

Lusterko jednak mam, tyle że NOWE, kupione gdzie indziej i za cenę, która jest odpowiednia dla nowego lusterka. Morał?

1) Cwaniaczków na świecie nie brakuje, szkoda tylko, że jednak za często "udaje" nam się na nich trafić.

2) W M. jest wypasiony sklep z częściami do Fordki (gdyby znowu jakaś brama albo śmietnik chciały odgryźć mi lusterko). 

3) Zerrikanka (nie łamiąc przepisów) dojedzie z Z. do M. w ciągu 20 minut wzbudzając mój niezmierzalny zachwyt. :)

* parking - miejsce w ogródku, pod chmurką, wspaniałomyślnie użyczone przez NzT, do którego należy się dostać wjeżdżając do bramy (szerokość Fordki ok. 1,60 m, szerokość bramy - o ok. 10 cm więcej niż "biodra" mojego autka), przejeżdżając obok śmietników i nachylonego, krzywego płotu, obok rosnących krzaków i rozrzuconych (latem) kotów.

Tagi: autko
09:02, ofczasta
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 lipca 2010
Wiatr w futrze

Znowu ogarnęło mnie to niesamowite uczucie: mam własny samochód, jadę w nim, zmieniam biegi, zmieniam pasy, wrzucam migacze, włączam wycieraczki, mam wiśniowy płyn do spryskiwaczy, jest mój, mój, MÓJ!
Uczucie JEST niesamowite i zna je tylko ktoś, kto siedział (i jechał!) we własnym, wyczekiwanym, wymarzonym samochodzie. Nie da się go porównać z niczym innym. To nie do końca było to, co czułam 10 czerwca jadąc o wpół do szóstej rano z lotniska (świt - pora zazwyczaj nie osiągalna dla owiec), kiedy budził się dzień, kiedy cała droga była moja, tylko mały, niebieski samochodzik i ja. To nie mogło być to samo uczucie co wtedy, bo do pracy mam jednak "trochę" bliżej niż do Pyrzowic. ;)

Wczoraj przyszły naklejki na Fordkę. Oczywiście, że musiały przyjść wczoraj. W końcu wybierałam je przez prawie dwa miesiące, a jak w końcu udało mi się wybrać (dzięki Monia) i zamówić i przyszły błyskawicznie, to musiało to być oczywiście wczoraj. Kiedy przez cały dzień lało (jak tu umyć i wysuszyć samochód), kiedy w domu byliśmy wieczorem, kiedy nie było już siły na nic. Jakże by inaczej.

Koty miały fochy. Byliśmy w domu przed 18-tą, a i tak twierdziły, że umierają z głodu i to jest skandal i one napiszą do Towarzystwa Kotów Uciśnionych. To wszystko dlatego, że Baran je rozpieszcza. I karmi co dwie godziny. I co gorsze - one twierdzą, że tak własnie ma być. A potem wraca Owca z pracy i wprowadza reżim.

Nic dziwnego, że potem łatwiej im szantażować Barana miaucząc pod lodówką i robiąc oczka jak Puszek ze Shreka do "jednego maleńkiego plasterka szyneczki". ;) Baran wymięka. ;)

Oprócz fochów była wojna. Najpierw rozrywkowo wyrywały sobie futra tricolorka z szylkretką, potem tłukły syjama (ulubiony sport), potem też Małą (która tłukła syjama po drodze), a za tą czwórką biegła Fil, która "wprowadzała wszystkim dyscyplinę". "Pióra" latały, wrzask nieziemski, Dwunożni usiłujący zapanowac nad tym pandemonium ostentacyjnie ignorowani...

Myślałam, że ucichło i im przeszło, ale to było tylko nocno-śniadaniowe zawieszenie broni. Już po śniadaniu było słychać ponowne: "Phhh! Głupia jesteś!", "A Ty tłusta!", "Ty też, wszystkie jesteśmy!", "Wcale nie, ja nie jestem!", "A Ty się nie myjesz!" itd. itp.

Uciekłam do pracy.

Rozpieszczanie kotów przez NzM ma też tę dobrą stronę (oprócz innych - rzecz jasna), że jest szansa na to, że uda mu się je jakoś doprowadzić do porządku w ciągu dnia.

Tagi: autko koty
08:36, ofczasta
Link Komentarze (4) »
środa, 28 lipca 2010
Prosiąt pięć czyli kaczka w pomidorach

Prawie codziennie mamy rano w kuchni pięć prosiąt. Nie takich różowych, łysych i tłuściutkich tylko puchatych i wielokolorowych (fragment o tłuściutkowatości celowo pomijam...).

"Prawie", bo czasami śniadanie jest w formie pasztetu, ale wtedy kiedy jest sosik (albo jak w przypadku tacek Felixa - supersosik), oooo, to wtedy jest koncert. Mlaskanie, siorbanie - jednym słowem te wszystkie dźwięki, jakie są w stanie wydać z siebie bardzo głodne koty (w końcu całą noc nie jadły!).

A że dzisiaj na śniadanie sierści dostały: duszone kawałki kaczki w sosie pomidorowo-szpinakowym (dzięki uprzejmości Gourmet Diamant), to "prosiakowanie" było zdecydowanie uzasadnione, prawda?

Trudno przecież mlaskać kanapką z ogórkiem...

Tagi: jedzonko koty
08:16, ofczasta
Link Komentarze (2) »
wtorek, 27 lipca 2010
Wielkie rozczarowanie czyli "Parnassus"

 

źródło obrazka: filmweb.pl

Szkoda (bo są lepsze), że ten film jako pierwszy zagości na Pasionku, ale niech będzie, że w dobrej wierze, czyli ku przestrodze. Nawet nie będąc tak brutalną w osądach szczerze odradzę każdemu, kto chce poświęcić mu czas.

Być może to moja wina, bo za bardzo się nakręcałam. Zresztą - prawie zawsze tak mam: kiedy nie udało nam się iść do kina i niecierpliwie oczekuję premiery DVD, film okazuje się totalną kichą. 

Na szczęście "prawie", a nie "zawsze", bo pozytywne zaskoczenie po Burtonowej "Alicji" nie mija do teraz (a Kapelusznik "wisi"  na tapecie na zmianę z uśmiechniętym kotem).

Nie twierdzę, że film jest kiszką, twierdzę, że nie tego się spodziewałam. Może w miare  upływu czasu i nabierania do niego dystansu spojrzę na niego łaskawszym okiem.

Słowo o obsadzie (bo to w niej szukałam najmocniejszych stron filmu). Christopher Plummer jest przekonywujący jako Dr Parnassus - niech będzie, ale - IMHO - Heath Ledger nie pokazał pełni swoich możliwości. Wiem, że to niedobrze, że porównuję go do roli, którą mnie zachwycił (Joker w "Mrocznym Rycerzu"), bo to zupełnie różne filmy, ale i tak... Jude Law i Colin Farrell spisali się poprawnie, ale bez rewelacji. Jeśli chodzi o Johnnego Deppa to naprawdę trudno być obiektywną. I to nie tylko dlatego, że jak ja na niego patrzę to NzM warczy ;)) Uważam, że Depp mógłby z powodzeniem zagrać nawet drzewo. Nie wiem czy istnieje rola, w której nie byłby przekonywujący więc czemu w "Parnassusie" go tak mało?

Plusy filmu? Nie wiem (nie szukałam) kto odpowiadał  za scenografię i kostiumy, ale należą mu/jej się brawa. Rewelacja. Uważam też, za genialny pomysł kolejnych przemian Tony'ego. Genialny, bo to chyba najlepsze wyjście, kiedy aktor grający jednego z głównych bohaterów umiera w czasie kręcenia filmu...

Ogólna ocena: 4/10. Obejrzeć można tylko dla plastycznej oprawy filmu i dobrego miejscami aktorstwa. I świadomości, że nieśmiertelności nie dostaje się za darmo i od byle kogo. ;) 

Tagi: filmy
22:23, ofczasta
Link Komentarze (1) »
Przedstawiamy się - MAŁA

Fot. - Foto'Ptah

Jest naszym najstarszym kotem. Urodziła się 9 sierpnia 2002 r. Nazywamy ją Maleństwem, Królikiem lub Indyczkiem. To ostatnie dlatego, że jak jest zła, to bulgocze jak indyk.

Małą przywieźliśmy 31 grudnia z Opola. Dlaczego akurat stamtąd? Bo tylko tam, po świętach czekał na nas nasz kot. Osiem lat temu ktoś, kto chciał mieć kota (a nie wiedział jeszcze, że niektóre koty same znajdują swoich ludzi) zaglądał do ogłoszeń w gazetach (teraz, po wpisaniu w wyszukiwarkę hasła „adopcja kota” wujek google wypluwa setki tysięcy wyników). No więc szukaliśmy. Dzwoniłam pod każdy numer podany w ogłoszeniu, w województwie śląskim. I za KAŻDYM razem słyszałam, że „kotek już znalazł dom”, albo „nieaktualne”. Zostało jedno, pod które nie miałam odwagi zadzwonić. Zadzwonił NzM. A potem…

To był najbardziej niesamowity Sylwester jaki było dane nam przeżyć. Pani, od której braliśmy Małą do tej pory pewnie zachodzi w głowę dlaczego aż z Katowic przyjechaliśmy po – jak wtedy powiedziała – „zwykłego” kota. Tyle, że Mała nie jest zwykła.

Jest charakterna, niezależna, piękna i obrażalska. Miewa swoje humory, ale też chwile nazywane przez nas „rozmrucz mnie”. Kiedy była mniejsza i kiedy nie było w domu konkurencji w tych zawodach - uwielbiała gonić, łapać i pożerać muchy. Jako jedna z niewielu szanuje nasze kwiaty (nie reorganizuje ich według własnego uznania niczym Bii).

Jeśli chodzi o sympatie i antypatie Małej, to z całą pewnością mogę powiedzieć, że lubi Filemona, chociaż w dniu, kiedy Fil zawitała do naszego domu Mała powitała ją krótkim i treściwym „Phhh!”. A potem wystarczyło miauknięcie Fil (przy przeglądzie paszczy na przykład) i Mała już była przy nas – czy aby nie krzywdzimy kotka. Teraz – wydaje mi się, że ustąpiła z tronu Władcy Całego Pasionka właśnie na rzecz Filemona.

Kiedyś Mała uwielbiała się bawić papierkiem, rozłożonymi spinaczami (doprowadzając tym NzT do palpitacji) i patyczkiem. Teraz (jeśli w ogóle) robi to tylko wtedy, gdy nikt nie patrzy (być może sądzi, że jest na to zbyt dorosła?). Uwielbia natomiast polować. Polowanie w wersji Indyka, to wynoszenie z biurka Barana lub Owcy czegoś, co akurat MUSI zostać upolowane, porzucanie tego czegoś w przedpokoju i darcie paszczy w niebogłosy („Upolowałam! Chodźcie podziwiać jakiego macie łownego kota!”). Prym wiodą koszulki na dokumenty, kawałki folii bąbelkowej, kartki z ważnymi informacjami zapisanymi przez Barana i paragony zostawiane przez Owcę („Zobacz kobieto ile wydałaś zamiast kupić nam Royalki!”)

Od zawsze Mała ignorowała drapak. Z dziką pasją w oczach ostrzyła pazury na (znienawidzonych przeze mnie) skórzanych fotelach „po babci” i chociaż foteli już dawno nie ma (na szczęście), a za to jest własnoręcznie przez nas wykonany drapak (według pomysłu NzM) – nadal go ignoruje. Mam dziwne wrażenie, że kiedy koty dostaną drapak z prawdziwego zdarzenia, Mała też będzie go ignorować.

Ulubione miejsce Indyka? Fotel Barani – wtedy kiedy ma dużo pracy do wykonania lub fotel Owczy kiedy mam coś pilnego do zrobienia przy komputerze.

Mała gości ignoruje ostentacyjnie, glaskać się nie pozwoli chyba, że jest akurat środek nocy (1:30 ostatnio), a „kotek ma smuteczki”.

Mała miała być czarną kocicą (jak zostanie opisane…). Ma więc przepiękne rudo-brązowe futro w prążki, białe skarpetki i golfik oraz niesamowicie różowy nos. :)

Indyczek przyszedł na świat 9 sierpnia 2002 r.

 

Tagi: koty mała
21:16, ofczasta
Link Komentarze (2) »
niedziela, 25 lipca 2010
Początek...

Najtrudniej jest coś zaczynać, ale - no cóż - wszystko w przyrodzie ma swój początek, a w większości przypadków koniec niestety też. Zaczynam więc pisać blog: o naszych kotach, o nas, czyli o wszystkich, którzy są niezbędnymi elementami Pasionka. Może dlatego własnie wybrałam kolor zielony. :)

Tagi: koty Pasionek
15:47, ofczasta
Link Komentarze (3) »
1 ... 36 , 37 , 38
 














Mała
(Indyczek, Królik, Pani Prezes)


Fil
(Pierożek)


Latte
(Kawa)


Amber
(Lady Amber Herbu Tricolor)


Bii
(Biisława, Szylkretka)


Ptaszki


Książki



Wojaże



Koty



Pasionek



Książki o kotach



Decoupage Owcy



Filmy



Krewni i znajomi



Autko



Jedzonko



Modele



Tubka









Licznik odwiedzin:



Gości na stronie:



free counters