Wpisy z tagiem: książki o kotach

wtorek, 23 lipca 2013
PWC - pierwsze podsumowanie

Kto i co przeczytał od 1 lipca w ramach Pasionkowego Wyzwania Czytelniczego:

Baraniasty: 
S. Lem: Profesor A. Dońda (opowiadanie)
Andrzej Pilipiuk: Acla (opowiadanie)
Arkadij i Borys Strugaccy: Fale tłumią wiatr
Arkadij i Borys Strugaccy: Miliard lat przed końcem świata
A. Pilipiuk: Hotel pod łupieżcą czyli wakacje Jakuba Wędrowycza (opowiadanie)
A. Pilipiuk: Szewc z Lichtenrade
A. Pilipiuk, A. Łaski: Dobić dziada (komiks)
S. King: Joyland
- dwie sprezentowane książki dla Owcy

Basia
S. King: Worek kości (1)
J. Chmielewska: Całe zdanie nieboszczyka (8)
J. Herriot: Kocie opowieści (9)

Temeko
- dwa prezenty książkowe - (10) "Dlaczego" Vaclava Suplata i "Spóźnieni kochankowie" W. Whartona
"Dlaczego łabędzie maja długie szyje" i "Dlaczego jeże mają kolce" (4) 
O. S. Card: "W przededniu" (2)
S. King - "Wielki marsz" (1)
 
Beith
S. King: "Joyland" (1)
- prezent (10) "Limes inferior" Janusza A. Zajdla 
polskie opowiadanie A. Pilipiuka "Czortek" z tomu "Trucizna" (7 i 8)
M. Musierowicz: "McDusia" (3)
komiks "Miasto grzechu" Franka Millera (6)
T. Pratchett: "Carpe jugulum" (2)
baśnie (4) "Dzikie łabędzie" i przerażające "Czerwone pantofelki" Andersena
 
Wilddzik
A. Marinina : "Kolacja z zabójcą", "Zabójca mimo woli", "Ukradziony sen" (3 i 5)
J. Broszkiewicz: "Długi deszczowy tydzień" (2 i 8)
M. Bułhakow: "Psie serce" (7)
H. J. Chmielewski: "Tytus, Romek i A'Tomek" (6)
 
M.
M. Witkowski "Drwal" (5)
M. Witkowski "Lubiewo bez cenzury" (8)
 
Owca
Przeczytałam "Brulion Bebe B.", czyli szóstą część Jeżycjady (3). Podobała mi się, chociaż nie tak bardzo jak wcześniejsze tomy. Mało Borejków, mało Kreski, mało Cesi. Dużo, DUŻO Anieli. Dla równowagi na szczęście też dużo Bernarda. Uwaga, spoiler. Kiedy brodacz ubierał białą bluzkę z miejscem na "pokaźny biust nosorożca", który spiął gumką - chichrałam się jak głupia. Kiedy w kulminacyjnym gumka puściła i strzeliła Pieroga - wyłam ze śmiechu. :)

Przeczytałam też kupione jakiś czas temu "Przygody kota Filemona"  Marka Nejmana i Sławomira Grabowskiego (4). Kupiłam to najnowsze, wypasione wydanie z "Naszej Księgarni". Jest piękne, eleganckie i.... nie kosztowało fortuny! O ile dobrze pamiętam, to z okazji Dnia Dziecka była w Empiku jakaś promocja i za dwie książki (ostatni tom "Poczytaj mi, mamo" i za Filemona) zapłaciłam tyle, ile zwykle płaci się za jeden tom z tej serii.
Cieszę się, bo przypomniałam sobie, jak bardzo lubiłam te bajki (nawet ilustracje są takie, jak w poprzednich wydaniach), jaki był Pierożek, jak była małym kotkiem i jaki straszny leniwiec z tego Bonifacego. :)
Duża przyjemność z lektury. :)
 
Mam za to problem z Kingiem. "Joyland" przeczytałam w czerwcu, a na PWC zostawiłam sobie "Wiatr przez dziurkę do klucza". I był to błąd, bo książkę odłożyłam po 15 stronach. Nie chcę wracać do czegoś, co miało już swój koniec. Wiem, jak się ta opowieść zakończyła (bardzo byłam zła na Króla...), wiem, co się stało z bohaterami i nie chcę - nagle - znaleźć się ponownie w środku tej historii. Szczególnie, jeśli sam King umiejscawia tę książkę gdzieś między tomami "Mrocznej Wieży".
Pozostaje mi jedynie: czekać na "Doctora Sleep" (wrzesień), przeczytać coś, czego jeszcze nie czytałam (niewiele tego zostało), albo wchłonąć jeszcze raz któreś z opowiadań. Zobaczymy.
 
Proszę uczestników o sprawdzenie czy wszystko się zgadza i uzupełnienie, jeśli coś w międzyczasie przeczytaliście.
Nowe punkty do PWC można uzupełniać w komentarzach również do tego wpisu. :)
czwartek, 05 stycznia 2012
11 pazurów.

Chciałabym Was zachęcić do przeczytania naprawdę dobrej książki.



Jest to kolejna kocia antologia (zbiór opowiadań) wydana przez wydawnictwo Supernowa. Opowiadań jest właśnie jedenaście - wszystkie autorstwa nieznanych mi do tej pory twórców.
Znalazłam bardzo dobrą recenzję tej książki - zerkniijcie tutaj.

Ponieważ jednak nie ze wszystkim się zgadzam - napiszę też co ja myślę.

Antologię otwiera wstęp Sapkosia, który jest tutaj naprawdę genialny (i wstęp i autor). Ma jedną zasadniczą wadę (znaną mi już z Wiedźmina) - jest za krótki. :)

Zaskoczył mnie natomiast czymś, o czym nie miałam pojęcia: Maria Skłodowska-Curie była ailurofilką! Przeczytałam kilka biografii wielkiej uczonej, a tam nie było nawet jednego słowa na temat tego, że lubiła koty. Dziękuję Sapkosiu. :) 

Pierwsze opowiadanie jest świetne. Jest dziewczynka (wcale nie taka zwykła), dziewczynka ma kota, mamusię (w tej kolejności) okropną babcię i tatusia, który poszedł sobie do innej pani. Jak Justynka potrafi sobie poradzić z tym całym bałaganem (z pomocą kota, rzecz jasna) - musicie sami przeczytać. 

Potem jest opowiadanie Łukasza Orbitowskiego, którego skojarzyłam dopiero później - to ten autor od "Prezesa i Kreski". Opowiadanie wywołało mój średni entuzjazm chociaż uważam, że pomysł był całkiem niezły. Zastanawialiście się kiedyś o czym śnią Wasze koty? ;)

Następnie jest fatalne opowiadanie Sędzikowskiej, które w zacytowanej wyżej recenzji autor nazwał "beznadziejnie prostą historyjką". Zgadzam się z nim w 100%, chociaż pewnie sama nie miałabym odwagi tak o czyimś "dziele" napisać. ;) Czytając można to opowiadanie nawet ominąć. Niczego nie wnosi, nie porywa, jest po prostu nijakie.

Jeśli tak zrobicie - traficie od razu na "Kociarkę". Utwór moim zdaniem całkiem niezły, choć początek mnie wzburzył. Potem jest jednak już tylko lepiej, no i na złoczyńców przychodzi sprawiedliwość dziejowa. A tak lubię. ;)

Kolejne opowiadanie to "Dobranocka" i mimo równie niezachwycającego początku, na szczęście finał znowu sponsorują literki S i D (te od sprawiedliwości dziejowej). ;)
Jest to opowiadanie o nekromancie. Pisane swoistym językiem, nie do końca mi się podoba (nie układa się ładnie w głowie), ale warto przeczytać
z dwóch powodów - finału właśnie oraz sceny, w której następuje zwrot akcji dzięki wypowiedzi głównej bohaterki. ;)

Potem u Marcina Wełnickiego poznajemy gadające koty i dowiadujemy się jak ponownie uratowały nasz świat, u Jabłońskiego jest bardzo egzotyczny, syberyjski "Kotik", którego działania śledzimy na tle powodzi z Zatorze, a później jest kolejne z opowiadań, które podobały mi się bardzo.

Recenzent z Nowej Fantastyki zasugerował, że Artur Baniewicz w swoim "Szczycie piramidy" przeliczył swoje siły. Nie zgadzam się. Opowiadanie jest dobre, w czasie czytania robi się okropnie realistyczne, choć na początku czytający nie wierzy własnym oczom - dinozaury na szczycie piramidy pokarmowej? Ludzie jako służący, pokarm i obiekt polowań? A potem jest już tylko bardziej interesująco. Trzeba koniecznie przeczytać i pokazać tym wszystkim, którzy jeszcze nie wiedzą lub nie rozumieją dlaczego powinniśmy wielbić koty. :)

Następnie szybko trzeba przeczytać "Paskudny dzień w mieście" o demonie detektywie (upijającym się mlekiem) wspomaganym przez dwa futrzaki w rozwiązaniu zagadki kryminalnej, a później jest totalna uczta - najlepsze opowiadanie z całej książki.

Uważam, że Marcin Przybyłek stworzył majstersztyk. I mówię to ja - Owca, która zazwyczaj nie trawi, nie rozumie SF i w ogóle - uważa, że Lem genialny był, ale czemu pisał w tak skomplikowany sposób? :)
"Aquila, Aquila" to sf w wersji "light". Byłam totalnie zachwycona. Językiem opowiadania (nawet uzasadnionymi
wulgaryzmami), stworzonymi postaciami, magią, fikcją w wersji science, tygrysami, bitwą. Wszystkim. Szczerze Wam polecam.

Na tym lekturę antologii można zakończyć, ponieważ myślę, że ostatnie opowiadanie nie jest warte Waszego czasu. Recenzent napisał, że opowiadanie "Podłe życie, podła śmierć "przeraża swoją schematycznością i skrajnym podporządkowaniem gatunkowi, czyli przeciętnością widoczną nawet w sposobie narracji". Ja powiem tylko tak - jest przygnębiające, niedobrze napisane (człowiek się męczy czytając) i co najgorsze - stawia koty w złym świetle. Jako pośrednią, ale główną przyczynę eksterminacji ludzkości. 
Do tego wydaje mi się jeszcze, że autor ma jakiś problem zwierzęcej natury. Może boi się kotów? Może stąd takie opowiadanie? Nie wnikam - mnie się po prostu nie podobało.

Bardzo podoba mi się za to podsumowanie z powyższej recenzji, gdzie autor napisał, że "paru autorów obok stworzenia, jakim jest kot przeszli pokrętnymi, zupełnie niezrozumiałymi drogami." Dokładnie tak - chwilami ma się wrażenie, że oni nie wiedzą o czym piszą, a my kociarze-blogowicze zrobilibyśmy to lepiej. ;) Na szczęście tylko chwilami.

Dla mnie to tom dobrej fantastyki. Fantastyki, na którą składa się też fantasy i sf. No i koty. Przede wszystkim KOTY. :)

Reasumując: możecie przeczytać wszystkie opowiadania, możecie tylko kilka, ale bardzo Was proszę: "Aquilę..." przeczytajcie koniecznie. :))

Spis treści antologii "Jedenaście pazurów":

Arcydzieło / Andrzej Sapkowski
Kot Szrekingera / Jaga Rydzewska
Koszmar w Providence / Łukasz Orbitowski
Nietak / Mirosława Sędzikowska
Kociarka / Piotr Patykiewicz
Dobranocka / Paweł Ciećwierz
Nocą czarną jak kot / Marcin Wełnicki
Kotik / Witold Jabłoński
Szczyt piramidy / Artur Baniewicz
Paskudny dzień w mieście / Donat Szyller
Aquila, Aquila / Marcin Przybyłek
Podłe życie, podła śmierć / Paweł Kempczyński 

niedziela, 04 grudnia 2011
K.

Marzy mi się takie zwykłe 5xK.
Kubek gorącej earl grey z cytryną, katarzynki (pierniki bez czekolady), ciepły kocyk i kot, czyli Pierożek na kolanach.
A póki co nadal, ciągle jestem w biegu.

Wykończyłam (jak to brzmi...) świąteczne prezenty i teraz po kolei będą się pojawiać na Dekupażu Owczym. Przy okazji zachęcam do odwiedzin, bo znalazłam czas żeby tam trochę odkurzyć, posprzątać i "pomalować". Tak więc nowości, nowości, nowości - na moim drugim, rękodzielniczym blogu.

klik

Na moim najpierwszym, najważniejszym Pasionku zmian szczególnych nie przewiduję, chociaż nadal rozważam przenosiny na WP. Zobaczymy jaka będzie ostateczna konkluzja. ;)

Pasionek nie jest co prawda blogiem książkowym ani filmowym dlatego też obszernych recenzji nie będzie, ale wspomnę dzisiaj o kilku pozycjach, które  przeczytałam i które - mimo nawału obowiązków - udało nam się obejrzeć.

Książek nie było dużo (bo i czasu było mało), ale wpadł mi w ręce drugi tom "Poczytaj mi mamo" (pierwszy jak na razie wydaje mi się lepszy) i miło było ponownie odbyć sentymentalną podróż do dzieciństwa.
To nie to samo co czytanie kwadratowych bajeczek o formacie 15 cm (strzelam, nie pamiętam dokładnie), ale
przecież liczy się treść. :)

Dzięki uprzejmości M. udało mi się też pochłonąć kolejny tom "Pamiętnika Kociłapki" (trzeci, tym razem). Jeśli lubicie komiksy - zachęcam, bo mnie się bardzo podobały perypetie właścicielki syjamki (a potem również innych trzech kociambrów), ale jeśli nie trawicie komiksu typu manga (ja tak mam...), to i tak nie powinniście czuć się zrażeni, bo wydaje mi się, że to nie jest typowa manga.
Czyta się szybko (za szybko!) i bardzo przyjemnie. :)


W międzyczasie była jeszcze "Tarantula", która zaskoczyła mnie do tego stopnia, że chcę zobaczyć film (Almodovara) i wtedy może będę w stanie powiedzieć chociaż co myślę. Bo teraz myślę jedynie: intrygujące.

Na poprawę humoru wchłonęłam pratchettowego "Kosiarza", który (standardowo) podobał mi się bardzo - może dlatego, że uważam iż postać Śmierci wyszła Mistrzowi Terry'emu naprawdę dobrze. Nie tylko w tym tomie.

Filmów natomiast było kilka, różnych, mniej lub bardziej wartych zapamiętania.

Podobał mi się "Wanted" (MIMO przeraźliwie chudej Andżeliny) i - skoro jesteśmy przy superbohaterach to - "X-men pierwsza klasa". Nie potrafię obiektywnie podejść do serii X-menów (lubię), ale wydaje, że to jedna z lepiej zrobionych części. Polecam wielbicielom tego gatunku, naprawdę mi się podobało. I nawet głębia psychologiczna tam jest ;) a podryw "profesora" Xaviera powinien przejść do klasyki cytatów filmowych. Podobnie jak scena w barze (z Wolverine'm). :)

Obejrzeliśmy też "Gnomea i Julię" (brawa, BRAWA za dubbing!) oraz Baranka Shaun'a (nadal oglądamy, bo to odcinki - jakie to jest fajne!).

Filmem, który mną mocno wstrząsnął i przeraził bardziej niż niejeden horror było "127 godzin", czyli film o uwięzionym grotołazie (speleologu?). Sporo  retrospekcji (facet siedzi uwięziony w kanionie, to co ma robić jak nie wspominać i przeprowadzać głęboką analizę swojego życia?), które uśpiły moją czujność.
Najważniejsza scena w całym tym filmie wgniotła mnie w fotel i zostawiła w tym miejscu jeszcze długo po napisach. Głównie dlatego, że to film
oparty na faktach - fikcję przyjęłabym bez mrugnięcia okiem. Czegoś, co naprawdę się zdarzyło już tak łatwo nie przetrawię... 

Jeśli chodzi o książki, to czeka już na mnie stosik (nie wiem kiedy ja to wszystko przeczytam...) a w nim między innymi listy M. Skłodowskiej-Curie do córek, Kompendium Wiedzy Smokologicznej ;) i inne cudeńka. A teraz czytam Wilta. ;)

W przypadku filmów ostrzę sobie kły na "Fightera" oraz "Conana" (mimo miażdżącej opinii M.) ;) a także na "Zmierzch vol. 4 part 1" (a czemu nie?).

Czy zauważyliście tę szaloną tendecję do dzielenia wszystkiego na połówki, dwuczęściówki, cokolwiek tylko możliwe?
Ja wiem, że chodzi o pieniądze (ponad wszystko!) ale żeby to miało jakiś, jakikolwiek sens? Co to za idiotyczna moda?
Ostatnia część Harrego Pottera - w
dwóch częściach, Zmierzch 4 - dwie części, Hobbit wejdzie na ekrany w dwóch częściach (!), a nowego, ostatniego już Eragona (książka!) również widziałam w dwóch częściach. Obłęd.

A przy okazji - gdy przygotowywałam dla dzieci spotkanie właśnie o "Hobbicie..." to trafiłam na plakaty z filmu, który ma za rok pojawić się na ekranach kin. 
I powiem tak - nigdy nie przypuszczałam, że Thorin tak może wyglądać. :) Sami zobaczcie :)

 
źródło 

Czy pamiętacie (bez pomocy googli) jak nazywał się ten piękny miecz Thorina? A kto poda wszystkie trzy nazwy? :)

poniedziałek, 17 października 2011
Czytamy.

Udało nam się wczoraj (w końcu) odebrać paczkę z Empiku.
W końcu, bo to, co działo się w trzeci łikend października w SCC graniczyło z obłędem.
Ale do sedna. W paczce był nowy kaledarz z kotem Simona na przyszły rok, "Kot Simona i kociokwik" oraz poniższa książka.

W tej małej, kwadratowej książeczce znajdziecie sporo mądrych kocich przysłów i fantastyczne ilustracje. I to właściwie wszystko. Uczta dla każdego kotoluba. :)
Zamieszczam skan tego, co podobało mi się najbardziej.

Skan z książki "Każdy kot ma dwa końce", aut. Przemek Wechterowicz, il. Anna Nowocińska-Kwiatkowska. Kraków: Wydawnictwo mg, 2011

Skoro mowa o książkach, to przeczytałam też ostatnio "Behemota" Scotta Westerfelda, czyli drugi tom "Lewiatana". 

Podoba mi się jeszcze bardziej niż tom pierwszy i coraz wyraźniej widać, że autor czerpał z bogatych źródeł literatury fantasy. W pewnym momencie mocno zapachniało mi "Mrocznymi materiami" i "Harrym Potterem". Niecierpliwie czekam na tom trzeci (ostatni w założeniu), ale jeszcze pewnie trochę poczekam, bo ukazał się dopiero w oryginale, a takiego nie podejmuję się czytać. :)

Skończyłam też "Hobbita", którym jestem zachwycona i nie potrafię zrozumieć dlaczego i po co ja tak długo zwlekałam z lekturą tej książki.

Układał mi się też od razu w głowie konspekt lekcji z wykorzystaniem tej pozycji na kółko czytelnicze, ale w to jeszcze pozostaje w sferze planów. ;)
Tymczasem niedługo czeka mnie "przerobienie" z dziećmi "W pustyni i w puszczy" naszego Noblisty, do czego nie pałam szczególnym entuzjazmem, ale dam z siebie wszystko z nadzieją, że może dzieciom się ta lektura spodoba. ;) Obejrzałam nawet trzygodzinną ekranizację (Ślesickiego)...

Teraz wchłaniam bardziej dorosłą lekturę, a potem może wrócę do Pratchetta, bo przerwa od Świata Dysku wydaje mi się już zbyt długa. :)

A skoro jesteśmy w temacie przypominam, że w piątek kończy się Konkurs Pasionkowy. :)

 

piątek, 04 marca 2011
Kocich książek ciąg dalszy.

Bardzo lubię Herriota. Pisze (a raczej - pisał) o  zwierzętach w sposób niesamowity. Tak może pisać jedynie ktoś, kto kochał wszystkie zwierzęta i poświęcił im życie.

Zachęcam do lektury całego cyklu zatytułowanego "Wszystkie stworzenia duże i małe", ale dzisiaj wisienka na torcie, czyli "Kocie opowieści". Książka napisana przez tego słynnego weterynarza (tu link do wikipedii) tylko kotach. Bardzo ją lubię. I jak zwykle czytając Herriota - chichram się i płaczę, na przemian...

"Kocie opowieści" James Herriot, Warszawa: Dom Wydawniczy Bellona, 2002

(fragment ze stron 56-58)

„Moim pierwszym pacjentem okazał się koci wyrostek, przerażone, puszyste, biało-czarne stworzonko, skulone w kącie. (…)

Sprzątnąłem ze stołu zdumiewającą ilość kocich misek, książek o kotach, kocich medykamentów. Potem rozpostarłem prześcieradło i znowu zbliżyłem się do pacjenta. W takiej sytuacji nie należy się spieszyć, zatem minęło z pięć minut podkradania się i „kici-kiciowania”, coraz bliżej podsuwałem rękę, aż wreszcie błyskawicznym ruchem chwyciłem George’a za kark. Kociak protestował wniebogłosy i na wszystkie strony wywijał łapkami. Przeniosłem go nad stół. Potem, wciąż mocno przytrzymując go za kark, posadziłem na prześcieradle i zacząłem owijać.

Tak należało zrobić, gdy miało się do czynienia z opornymi kociakami. Nie chcę się chwalić, ale byłem w tym całkiem niezły. Rzecz polegała na tym, by utworzyć schludny, ścisły rulonik, na wierzchu zostawiając jedynie tę część kota, którą należało się zająć. Mogła to być zraniona łapa, albo ogon, w tym przypadku chodziło o łebek. Przypuszczam, że wzbudziłem w pani Bond bezgraniczne zaufanie w chwili, w której ujrzała, jak szybko zawijam kota, aż widoczna została jedynie biało-czarna główka, wystająca z bawełnianego kokonu. Znaleźliśmy się z George’em twarzą w twarz, patrzyliśmy sobie prosto w oczy, a kociak nic nie mógł na to poradzić.

Jak już mówiłem byłem dumny z tego małego osiągnięcia i nawet dzisiaj moi koledzy weterynarze często powtarzają: „Stary Herriot może nie bardzo radzi sobie z tym lub owym, ale wielkie nieba, jak on potrafi owijać koty.”

poniedziałek, 27 grudnia 2010
Lektur ciąg dalszy.

Kocich głównie.
Bo oprócz "kocich" książek, które dostałam pod (wirtualną) choinkę, na półce stoją przecież te, których jeszcze nie opisałam.
A tak w ogóle to chłonę Pratchett'a. A że lubi on koty, to... nadal wszystko pozostaje w temacie. :)

Dzisiaj dwie pozycje, które czytałam dawno, dawno temu. Myślę jednak, że każdemu Kotolubowi mogą się spodobać.

"My mamy kota na punkcie kota - Najważniejsze wypisy z literatury przedmiotu". Anna Bańkowska. Wydawnictwo Znak

"Kolacja Niuni" Shirley Jackson

"Był chłodny wieczór, leżałam sobie na kanapie nakryta kocem i czytałam kryminał; mąż mój zaś siedział spokojnie w fotelu i przeglądał gazetę. (...) I wtedy właśnie z jadalni doszedł nas dziki, triumfalny wrzask naszej Niuni.

- Słuchaj - odezwałam się - błagam cie, jestem pewna, że ona znowu coś upolowała. Mysz albo coś podobnego. Idź i zmuś ją, żeby wyniosła to na dwór.

- Sama to zrobi.

- Ale najpierw będzie goniłą nieszczęsne stworzenie po całej jadalni, a potem zamorduje je - przełknęłam ślinę - i pożre. Uratuj je, póki czas.

- Nic podobnego - zaczął mąż, ale w tej samej chwili triumfalne piski Niuni zakończyły się tłumionym przekleństwem, a ona sama stanęła w drzwiach i spojrzała na mojego męża błagalnym wzrokiem.

_ Czy ty zawsze musisz żebrać o pomoc? - był wyraźnie zły. - Taka duża, silna kotka jak ty...

Wrzasnęłam.

Niunia uniosła głowę ruchem pełnym rezygnacji, jak gdyby chciała dać do zrozumienia, że oto sprawdził się jej najczarniejsze przeczucia; mój mąż syknął. Bo oto oczom naszym ukazała się kolacja kotki w postaci dużego i koszmarnie roztrzepotanego nietoperza, który kołował pod sufitem salonu.”


"Jak żyć z neurotycznym kotem" - Stephen Baker, il. Jackie Geyer. Wiedza i  życie

„Bóg stworzył puszysty kłębek, który z braku lepszego pomysłu nazwał Kotem. Przyjrzał się Swemu dziełu i pokręcił głową. To nie było dokładnie to, co zamyślił.

Uniósł stworzenie wysoko w powietrze, a ono zwisło bezwładnie z Jego dłoni. Wypuścił je z ręki, a ono plasnęło o ziemię i rozpłaszczyło się niczym naleśnik. Kiedy Bóg skrzyżował przednie łapy kota na jego piersiach, a tylne splótł w pozycję lotosu, stworzenie nawet nie drgnęło.

Zaciekawiony Bóg przewracał kota z boku na bok, rociągając jego ciało tak, że stało się prawie dwa razy dłuższe. Potem zwinął je w małą kulkę, skręcając, zginając i ugniatając. Stworzenie nawet nie otworzyło oczu.

Bóg podrapał się po brodzie z niedowierzaniem. Nie był pewien czy ma się śmiać, czy płakać. Wiedział, oczywiście, że to, co właśnie stworzył, trudno zaliczyć do cudów.

Ale nie miał już czasu na żadne zmiany - ostateczny termin siedmiu dni był tuż-tuż.

- No trudno. - Wzruszył ramionami. - Nie wszystko zawsze musi się udać.

Kot, nie poświęcając ani chwili uwagi swemu pojawieniu się na ziemi, zwinął się kłębek i znowu zasnął."

niedziela, 14 listopada 2010
Kocia literatura.

Wspominałam kiedyś o posiadanych przez nas książkach o kotach, czyli felinoliteraturze. :)
Wizualnie to będzie tak:

Na zdjęcia załapała się też (skromna) część mojej (znacznej) kolekcji kotów figurkowych i innych. Prawie wszystkie dostałam od NzM lub kupiłam sama, ale są też tutaj dwa koty od NzT - oba czarne i oba niezwykle eleganckie.

Osoby spostrzegawcze pewnie zauważą, że wśród kotów siedzi mysz z siana. :)

poniedziałek, 27 września 2010
"333 koty" Wiktora Czyżykowa, komentuje wierszem Natalia Usenko

To gigantyczne tomiszcze (33cmx25cm!), zawiera rewelacyjne wiersze i rysunki autorstwa Wiktora Czyżykowa, podzielone na różne (kocie oczywiście) kategorie tematyczne. Recenzje tej książki czytałam różne: od pień pochwalnych, po stwierdzenia infantylności, jakkolwiek - mnie się podoba i mam nadzieję, że innym Kotolubom spodoba się również. Książka ma dwie wady: zdecydowanie za szybko się ją czyta i kosztuje 99 zł...

kot z Cheshire

Jest wiele kocich ras na świecie:
dziwaczne, brzydkie i prześliczne.
Niektóre są jak koszmar senny.
A inne - bardzo sympatyczne.
Zwłaszcza te z Cheshire, które trzeba
pokochać i estymą darzyć
za miły głos, pogodę ducha
i wprost niezywkły wyraz twarzy!

Mieszkańcy Cheshire od stuleci
kochali kicie swe jak dzieci!
Drapali czule je po brzuszkach,
po pleckach,
szyjkach,
bródkach,
uszkach,
aż wydrapali, co się dało.
I z kotów wiele nie zostało...

Nie mają łapek ni ogonków.
Nie łapią myszy.
Siedzą w słonku
i każdy ptasich treli słucha,
od ucha śmiejąc się do ucha!

 

kot - bibliofil

Lampa. Noc. I biblioteka.
Puszkin. Szekspir. Durrenmatt.
Tennyson. Stendhal. Seneka.
Jaki piękny jest ten świat!

Cicho, cicho, cichuteńko,
słychać tylko szelest stron...
Szał czytania! Kot pochłania
pierwszy, drugi, trzeci tom!

Świta. Kot w foletlu drzemie
i pod lampą grzeje brzuch.
Kto korzystać z życia umie,
czyta, kocha, śpi za dwóch...

(oba wiersze zaczerpnięto ze stron kolejno 13 i 22, rysunek ze strony 51 z książki „333 koty - Galeria kotów Wiktora Czyżykowa, komentuje wierszem Natalia Usenko, na podstawie tekstu Andrieja Usaczowa”. Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2006)

"Pieśń Łowcy" Tad Williams

To jedna z tych książek, które mnie zachwyciły i której... zupełnie nie pamiętam. Jak zwykle w przypadku lektur, które mnie wchłonęły już od pierwszych stron - pamiętam jedynie uczucia towarzyszące mi przy czytaniu, a nie samą treść. Irytujące, ale nie przeszkadza w polecaniu tak dobrej książki. Bardziej dociekliwi co do treści, zaspokoją swoją ciekawość na Biblionetce chociażby. ;) 

Fragment wstępu (strona 9, "Pieśń Łowcy" Tad Williams. Poznań: Zysk i S-ka, 1994)

"W tej godzinie, gdy nie istniał jeszcze czas, wyszła z ciemności na chłodną ziemię Pramatka Meerclar. Była czarna i tak puszysta, jakby w jej futrze zebrała się miękkość całego świata. Meerclar wypędziła wieczną ciemność i wydała na świat Dwoje.

Harar Złotooki miał oczy gorące i pełne blasku jak słońce w Godzinie Krótkich Cieni, był w kolorze dnia, odwagi i tańca. Jego towarzyszka, Fela Niebiańska Tancerka, była piękna jak wolność, jak chmury, jak pieśń powracających wędrowców. Złotooki i Niebiańska Tancerka wydali na świat wiele dzieci, a wychowywali je w lesie, który w początkach Dawnych Dni okrywał świat. Śmigły, Przyjaciel Wilka, Znak Drzewa i Świetlisty Pazur, ich młode miały mocne zęby, bystre oczy, lekkie łapy - siła i odwaga wypełniała je aż po koniuszki ogonów.

Jednak najbardziej niezwykli i najpiękniejsi z całego niezliczonego potomstwa Harara i Feli byli trzej pierworodni. Najstarszym z Pierworodnych był Viror Biały Wicher, o barwie śniegu roziskrzonego słonecznym światłem, a szybki... Środkowy był Grizraz Pożeracz Serc, szary jak cień, a dziwny... Jako trzeci urodził się Tangaloor Ognista Stopa. Był czarny jak Pramatka Meerclar, lecz łapy miał czerwone jak płomień. Zawsze chodził samotnie i śpiewał sam dla siebie."

Zatem Nre'fa-o, Czytelnicy Pasionka. :)

czwartek, 02 września 2010
"Trzynaście kotów" antologia i "Alicja w Krainie Czarów" Tima Burtona

 

To podstawowa lektura każdego kotoluba.

Tę antologię lubię z co najmniej dwóch powodów. Cała jest o kotach i jest w niej moje ulubione kocie opowiadanie autorstwa Sapkosia. O tym, że Sapkowski jest geniuszem nie widzę potrzeby pisać - jest to oczywiste. :) Lubię go za Geralta, Yennefer i Ciri, za Zoltana i świszczący w paradzie wiedźmiński miecz. Za język i styl, za stworzenie historii, która - jestem przekonana - na pewno się wydarzyła, za humor, ironię, dygresje i podteksty, za... (mogę tak bez końca). :)

Dzisiaj więc będzie fragment "Złotego popołudnia" czyli Sapkosiowej wersji "Alicji w Krainie Czarów". Jego wersja tak bardzo przypomina mi wizję Tima Burtona, że przy okazji polecę film, każdemu, kto jeszcze nie widział (oceniam film wysoko: 9/10).
Burtonowska "Alicja w Krainie Czarów" mnie zachwyciła. Jak nie lubię "dzieła" L. Carrolla tak wersję Burtona mogę chłonąć z bezustannym zachwytem. Nie tylko z powodu J. Depp'a, H. Bonham Carter (chociaż już ta dwójka w obsadzie gwarantuje ucztę dla oka i ucha) czy A. Rickmana. "Alicja..." jest zrobiona po mistrzowsku i zachwyci każdego, kto lubi klimaty filmów i animacji Burtona (ja uwielbiam).
No i kot. Kot jest dokładnie taki, jakiego wyobraziłam sobie czytając "Złote popołudnie". :)

Antologia "Trzynaście kotów" (opowiadanie „Złote popołudnie”, cytat ze stron 74-75, Warszawa: Supernowa, 1997)

"Udałem się do lasu i wkroczyłem weń, lekceważąc ostrzegawczą tabliczkę: BEWARE THE JABBERWOCK, ustawioną na skraju.
Bez zgubnego w takich razach pośpiechu odszukałem odpowiadające kanonom sztuki drzewo i wlazłem na nie. Następnie dokonałem wyboru właściwego konara, kierując się w wyborze teorią o revolutionibus orbium coelestium. Za mądrze? Powiem więc prościej: wybrałem konar, na którym przez całe popołudnie słońce będzie wygrzewać mi futro.
Słoneczko przygrzewało, kora pachniała, ptaszęta i owady śpiewały na różne głosy swą odwieczną pieśń. Położyłem się na konarze, zwiesiłem malowniczo ogon, oparłem podbródek na łapach. Już miałem zapaść w błogi letarg, już gotów byłem zademonstrować całemu światu bezbrzeżne lekceważenie, gdy nagle wysoko na niebie dostrzegłem ciemny punkt."

Na deser Timowy kot z Cheshire (wygooglałam).

 

 
1 , 2














Mała
(Indyczek, Królik, Pani Prezes)


Fil
(Pierożek)


Latte
(Kawa)


Amber
(Lady Amber Herbu Tricolor)


Bii
(Biisława, Szylkretka)


Ptaszki


Książki



Wojaże



Koty



Pasionek



Książki o kotach



Decoupage Owcy



Filmy



Krewni i znajomi



Autko



Jedzonko



Modele



Tubka









Licznik odwiedzin:



Gości na stronie:



free counters