Wpisy z tagiem: książki o kotach
czwartek, 05 stycznia 2012
11 pazurów.
Chciałabym Was zachęcić do przeczytania naprawdę dobrej książki.
Antologię otwiera wstęp Sapkosia, który jest tutaj naprawdę genialny (i wstęp i autor). Ma jedną zasadniczą wadę (znaną mi już z Wiedźmina) - jest za krótki. :) Zaskoczył mnie natomiast czymś, o czym nie miałam pojęcia: Maria Skłodowska-Curie była ailurofilką! Przeczytałam kilka biografii wielkiej uczonej, a tam nie było nawet jednego słowa na temat tego, że lubiła koty. Dziękuję Sapkosiu. :) Jeśli tak zrobicie - traficie od razu na "Kociarkę". Utwór moim zdaniem całkiem niezły, choć początek mnie wzburzył. Potem jest jednak już tylko lepiej, no i na złoczyńców przychodzi sprawiedliwość dziejowa. A tak lubię. ;) Recenzent z Nowej Fantastyki zasugerował, że Artur Baniewicz w swoim "Szczycie piramidy" przeliczył swoje siły. Nie zgadzam się. Opowiadanie jest dobre, w czasie czytania robi się okropnie realistyczne, choć na początku czytający nie wierzy własnym oczom - dinozaury na szczycie piramidy pokarmowej? Ludzie jako służący, pokarm i obiekt polowań? A potem jest już tylko bardziej interesująco. Trzeba koniecznie przeczytać i pokazać tym wszystkim, którzy jeszcze nie wiedzą lub nie rozumieją dlaczego powinniśmy wielbić koty. :) Uważam, że Marcin Przybyłek stworzył majstersztyk. I mówię to ja - Owca, która zazwyczaj nie trawi, nie rozumie SF i w ogóle - uważa, że Lem genialny był, ale czemu pisał w tak skomplikowany sposób? :) Dla mnie to tom dobrej fantastyki. Fantastyki, na którą składa się też fantasy i sf. No i koty. Przede wszystkim KOTY. :) Reasumując: możecie przeczytać wszystkie opowiadania, możecie tylko kilka, ale bardzo Was proszę: "Aquilę..." przeczytajcie koniecznie. :)) Spis treści antologii "Jedenaście pazurów": Arcydzieło / Andrzej Sapkowski
niedziela, 04 grudnia 2011
K.
Marzy mi się takie zwykłe 5xK. klik Książek nie było dużo (bo i czasu było mało), ale wpadł mi w ręce drugi tom "Poczytaj mi mamo" (pierwszy jak na razie wydaje mi się lepszy) i miło było ponownie odbyć sentymentalną podróż do dzieciństwa. Dzięki uprzejmości M. udało mi się też pochłonąć kolejny tom "Pamiętnika Kociłapki" (trzeci, tym razem). Jeśli lubicie komiksy - zachęcam, bo mnie się bardzo podobały perypetie właścicielki syjamki (a potem również innych trzech kociambrów), ale jeśli nie trawicie komiksu typu manga (ja tak mam...), to i tak nie powinniście czuć się zrażeni, bo wydaje mi się, że to nie jest typowa manga. Na poprawę humoru wchłonęłam pratchettowego "Kosiarza", który (standardowo) podobał mi się bardzo - może dlatego, że uważam iż postać Śmierci wyszła Mistrzowi Terry'emu naprawdę dobrze. Nie tylko w tym tomie. Filmów natomiast było kilka, różnych, mniej lub bardziej wartych zapamiętania. Podobał mi się "Wanted" (MIMO przeraźliwie chudej Andżeliny) i - skoro jesteśmy przy superbohaterach to - "X-men pierwsza klasa". Nie potrafię obiektywnie podejść do serii X-menów (lubię), ale wydaje, że to jedna z lepiej zrobionych części. Polecam wielbicielom tego gatunku, naprawdę mi się podobało. I nawet głębia psychologiczna tam jest ;) a podryw "profesora" Xaviera powinien przejść do klasyki cytatów filmowych. Podobnie jak scena w barze (z Wolverine'm). :) Obejrzeliśmy też "Gnomea i Julię" (brawa, BRAWA za dubbing!) oraz Baranka Shaun'a (nadal oglądamy, bo to odcinki - jakie to jest fajne!). Filmem, który mną mocno wstrząsnął i przeraził bardziej niż niejeden horror było "127 godzin", czyli film o uwięzionym grotołazie (speleologu?). Sporo retrospekcji (facet siedzi uwięziony w kanionie, to co ma robić jak nie wspominać i przeprowadzać głęboką analizę swojego życia?), które uśpiły moją czujność. W przypadku filmów ostrzę sobie kły na "Fightera" oraz "Conana" (mimo miażdżącej opinii M.) ;) a także na "Zmierzch vol. 4 part 1" (a czemu nie?). Czy zauważyliście tę szaloną tendecję do dzielenia wszystkiego na połówki, dwuczęściówki, cokolwiek tylko możliwe? A przy okazji - gdy przygotowywałam dla dzieci spotkanie właśnie o "Hobbicie..." to trafiłam na plakaty z filmu, który ma za rok pojawić się na ekranach kin. Czy pamiętacie (bez pomocy googli) jak nazywał się ten piękny miecz Thorina? A kto poda wszystkie trzy nazwy? :)
poniedziałek, 17 października 2011
Czytamy.
Udało nam się wczoraj (w końcu) odebrać paczkę z Empiku.
W tej małej, kwadratowej książeczce znajdziecie sporo mądrych kocich przysłów i fantastyczne ilustracje. I to właściwie wszystko. Uczta dla każdego kotoluba. :)
Skan z książki "Każdy kot ma dwa końce", aut. Przemek Wechterowicz, il. Anna Nowocińska-Kwiatkowska. Kraków: Wydawnictwo mg, 2011 Skoro mowa o książkach, to przeczytałam też ostatnio "Behemota" Scotta Westerfelda, czyli drugi tom "Lewiatana".
Podoba mi się jeszcze bardziej niż tom pierwszy i coraz wyraźniej widać, że autor czerpał z bogatych źródeł literatury fantasy. W pewnym momencie mocno zapachniało mi "Mrocznymi materiami" i "Harrym Potterem". Niecierpliwie czekam na tom trzeci (ostatni w założeniu), ale jeszcze pewnie trochę poczekam, bo ukazał się dopiero w oryginale, a takiego nie podejmuję się czytać. :) Skończyłam też "Hobbita", którym jestem zachwycona i nie potrafię zrozumieć dlaczego i po co ja tak długo zwlekałam z lekturą tej książki.
Układał mi się też od razu w głowie konspekt lekcji z wykorzystaniem tej pozycji na kółko czytelnicze, ale w to jeszcze pozostaje w sferze planów. ;) Teraz wchłaniam bardziej dorosłą lekturę, a potem może wrócę do Pratchetta, bo przerwa od Świata Dysku wydaje mi się już zbyt długa. :) A skoro jesteśmy w temacie przypominam, że w piątek kończy się Konkurs Pasionkowy. :)
piątek, 04 marca 2011
Kocich książek ciąg dalszy.
Bardzo lubię Herriota. Pisze (a raczej - pisał) o zwierzętach w sposób niesamowity. Tak może pisać jedynie ktoś, kto kochał wszystkie zwierzęta i poświęcił im życie.
Zachęcam do lektury całego cyklu zatytułowanego "Wszystkie stworzenia duże i małe", ale dzisiaj wisienka na torcie, czyli "Kocie opowieści". Książka napisana przez tego słynnego weterynarza (tu link do wikipedii) tylko kotach. Bardzo ją lubię. I jak zwykle czytając Herriota - chichram się i płaczę, na przemian...
"Kocie opowieści" James Herriot, Warszawa: Dom Wydawniczy Bellona, 2002
(fragment ze stron 56-58)
„Moim pierwszym pacjentem okazał się koci wyrostek, przerażone, puszyste, biało-czarne stworzonko, skulone w kącie. (…)
Sprzątnąłem ze stołu zdumiewającą ilość kocich misek, książek o kotach, kocich medykamentów. Potem rozpostarłem prześcieradło i znowu zbliżyłem się do pacjenta. W takiej sytuacji nie należy się spieszyć, zatem minęło z pięć minut podkradania się i „kici-kiciowania”, coraz bliżej podsuwałem rękę, aż wreszcie błyskawicznym ruchem chwyciłem George’a za kark. Kociak protestował wniebogłosy i na wszystkie strony wywijał łapkami. Przeniosłem go nad stół. Potem, wciąż mocno przytrzymując go za kark, posadziłem na prześcieradle i zacząłem owijać.
Tak należało zrobić, gdy miało się do czynienia z opornymi kociakami. Nie chcę się chwalić, ale byłem w tym całkiem niezły. Rzecz polegała na tym, by utworzyć schludny, ścisły rulonik, na wierzchu zostawiając jedynie tę część kota, którą należało się zająć. Mogła to być zraniona łapa, albo ogon, w tym przypadku chodziło o łebek. Przypuszczam, że wzbudziłem w pani Bond bezgraniczne zaufanie w chwili, w której ujrzała, jak szybko zawijam kota, aż widoczna została jedynie biało-czarna główka, wystająca z bawełnianego kokonu. Znaleźliśmy się z George’em twarzą w twarz, patrzyliśmy sobie prosto w oczy, a kociak nic nie mógł na to poradzić.
Jak już mówiłem byłem dumny z tego małego osiągnięcia i nawet dzisiaj moi koledzy weterynarze często powtarzają: „Stary Herriot może nie bardzo radzi sobie z tym lub owym, ale wielkie nieba, jak on potrafi owijać koty.”
poniedziałek, 27 grudnia 2010
Lektur ciąg dalszy.
Kocich głównie.
Dzisiaj dwie pozycje, które czytałam dawno, dawno temu. Myślę jednak, że każdemu Kotolubowi mogą się spodobać.
"My mamy kota na punkcie kota - Najważniejsze wypisy z literatury przedmiotu". Anna Bańkowska. Wydawnictwo Znak
"Kolacja Niuni" Shirley Jackson
"Był chłodny wieczór, leżałam sobie na kanapie nakryta kocem i czytałam kryminał; mąż mój zaś siedział spokojnie w fotelu i przeglądał gazetę. (...) I wtedy właśnie z jadalni doszedł nas dziki, triumfalny wrzask naszej Niuni.
- Słuchaj - odezwałam się - błagam cie, jestem pewna, że ona znowu coś upolowała. Mysz albo coś podobnego. Idź i zmuś ją, żeby wyniosła to na dwór.
- Sama to zrobi.
- Ale najpierw będzie goniłą nieszczęsne stworzenie po całej jadalni, a potem zamorduje je - przełknęłam ślinę - i pożre. Uratuj je, póki czas.
- Nic podobnego - zaczął mąż, ale w tej samej chwili triumfalne piski Niuni zakończyły się tłumionym przekleństwem, a ona sama stanęła w drzwiach i spojrzała na mojego męża błagalnym wzrokiem.
_ Czy ty zawsze musisz żebrać o pomoc? - był wyraźnie zły. - Taka duża, silna kotka jak ty...
Wrzasnęłam.
Niunia uniosła głowę ruchem pełnym rezygnacji, jak gdyby chciała dać do zrozumienia, że oto sprawdził się jej najczarniejsze przeczucia; mój mąż syknął. Bo oto oczom naszym ukazała się kolacja kotki w postaci dużego i koszmarnie roztrzepotanego nietoperza, który kołował pod sufitem salonu.”
"Jak żyć z neurotycznym kotem" - Stephen Baker, il. Jackie Geyer. Wiedza i życie
„Bóg stworzył puszysty kłębek, który z braku lepszego pomysłu nazwał Kotem. Przyjrzał się Swemu dziełu i pokręcił głową. To nie było dokładnie to, co zamyślił.
Uniósł stworzenie wysoko w powietrze, a ono zwisło bezwładnie z Jego dłoni. Wypuścił je z ręki, a ono plasnęło o ziemię i rozpłaszczyło się niczym naleśnik. Kiedy Bóg skrzyżował przednie łapy kota na jego piersiach, a tylne splótł w pozycję lotosu, stworzenie nawet nie drgnęło.
Zaciekawiony Bóg przewracał kota z boku na bok, rociągając jego ciało tak, że stało się prawie dwa razy dłuższe. Potem zwinął je w małą kulkę, skręcając, zginając i ugniatając. Stworzenie nawet nie otworzyło oczu.
Bóg podrapał się po brodzie z niedowierzaniem. Nie był pewien czy ma się śmiać, czy płakać. Wiedział, oczywiście, że to, co właśnie stworzył, trudno zaliczyć do cudów.
Ale nie miał już czasu na żadne zmiany - ostateczny termin siedmiu dni był tuż-tuż.
- No trudno. - Wzruszył ramionami. - Nie wszystko zawsze musi się udać.
Kot, nie poświęcając ani chwili uwagi swemu pojawieniu się na ziemi, zwinął się kłębek i znowu zasnął."
niedziela, 14 listopada 2010
Kocia literatura.
Wspominałam kiedyś o posiadanych przez nas książkach o kotach, czyli felinoliteraturze. :) Na zdjęcia załapała się też (skromna) część mojej (znacznej) kolekcji kotów figurkowych i innych. Prawie wszystkie dostałam od NzM lub kupiłam sama, ale są też tutaj dwa koty od NzT - oba czarne i oba niezwykle eleganckie. Osoby spostrzegawcze pewnie zauważą, że wśród kotów siedzi mysz z siana. :)
poniedziałek, 27 września 2010
"333 koty" Wiktora Czyżykowa, komentuje wierszem Natalia Usenko
To gigantyczne tomiszcze (33cmx25cm!), zawiera rewelacyjne wiersze i rysunki autorstwa Wiktora Czyżykowa, podzielone na różne (kocie oczywiście) kategorie tematyczne. Recenzje tej książki czytałam różne: od pień pochwalnych, po stwierdzenia infantylności, jakkolwiek - mnie się podoba i mam nadzieję, że innym Kotolubom spodoba się również. Książka ma dwie wady: zdecydowanie za szybko się ją czyta i kosztuje 99 zł... kot z Cheshire Jest wiele kocich ras na świecie: Mieszkańcy Cheshire od stuleci Nie mają łapek ni ogonków.
kot - bibliofil Lampa. Noc. I biblioteka. Cicho, cicho, cichuteńko, Świta. Kot w foletlu drzemie (oba wiersze zaczerpnięto ze stron kolejno 13 i 22, rysunek ze strony 51 z książki „333 koty - Galeria kotów Wiktora Czyżykowa, komentuje wierszem Natalia Usenko, na podstawie tekstu Andrieja Usaczowa”. Warszawa: Wydawnictwo Egmont, 2006) "Pieśń Łowcy" Tad Williams
To jedna z tych książek, które mnie zachwyciły i której... zupełnie nie pamiętam. Jak zwykle w przypadku lektur, które mnie wchłonęły już od pierwszych stron - pamiętam jedynie uczucia towarzyszące mi przy czytaniu, a nie samą treść. Irytujące, ale nie przeszkadza w polecaniu tak dobrej książki. Bardziej dociekliwi co do treści, zaspokoją swoją ciekawość na Biblionetce chociażby. ;) Fragment wstępu (strona 9, "Pieśń Łowcy" Tad Williams. Poznań: Zysk i S-ka, 1994) "W tej godzinie, gdy nie istniał jeszcze czas, wyszła z ciemności na chłodną ziemię Pramatka Meerclar. Była czarna i tak puszysta, jakby w jej futrze zebrała się miękkość całego świata. Meerclar wypędziła wieczną ciemność i wydała na świat Dwoje. Harar Złotooki miał oczy gorące i pełne blasku jak słońce w Godzinie Krótkich Cieni, był w kolorze dnia, odwagi i tańca. Jego towarzyszka, Fela Niebiańska Tancerka, była piękna jak wolność, jak chmury, jak pieśń powracających wędrowców. Złotooki i Niebiańska Tancerka wydali na świat wiele dzieci, a wychowywali je w lesie, który w początkach Dawnych Dni okrywał świat. Śmigły, Przyjaciel Wilka, Znak Drzewa i Świetlisty Pazur, ich młode miały mocne zęby, bystre oczy, lekkie łapy - siła i odwaga wypełniała je aż po koniuszki ogonów. Jednak najbardziej niezwykli i najpiękniejsi z całego niezliczonego potomstwa Harara i Feli byli trzej pierworodni. Najstarszym z Pierworodnych był Viror Biały Wicher, o barwie śniegu roziskrzonego słonecznym światłem, a szybki... Środkowy był Grizraz Pożeracz Serc, szary jak cień, a dziwny... Jako trzeci urodził się Tangaloor Ognista Stopa. Był czarny jak Pramatka Meerclar, lecz łapy miał czerwone jak płomień. Zawsze chodził samotnie i śpiewał sam dla siebie." Zatem Nre'fa-o, Czytelnicy Pasionka. :)
czwartek, 02 września 2010
"Trzynaście kotów" antologia i "Alicja w Krainie Czarów" Tima Burtona
To podstawowa lektura każdego kotoluba. Tę antologię lubię z co najmniej dwóch powodów. Cała jest o kotach i jest w niej moje ulubione kocie opowiadanie autorstwa Sapkosia. O tym, że Sapkowski jest geniuszem nie widzę potrzeby pisać - jest to oczywiste. :) Lubię go za Geralta, Yennefer i Ciri, za Zoltana i świszczący w paradzie wiedźmiński miecz. Za język i styl, za stworzenie historii, która - jestem przekonana - na pewno się wydarzyła, za humor, ironię, dygresje i podteksty, za... (mogę tak bez końca). :) Dzisiaj więc będzie fragment "Złotego popołudnia" czyli Sapkosiowej wersji "Alicji w Krainie Czarów". Jego wersja tak bardzo przypomina mi wizję Tima Burtona, że przy okazji polecę film, każdemu, kto jeszcze nie widział (oceniam film wysoko: 9/10). Antologia "Trzynaście kotów" (opowiadanie „Złote popołudnie”, cytat ze stron 74-75, Warszawa: Supernowa, 1997) "Udałem się do lasu i wkroczyłem weń, lekceważąc ostrzegawczą tabliczkę: BEWARE THE JABBERWOCK, ustawioną na skraju. Na deser Timowy kot z Cheshire (wygooglałam).
czwartek, 26 sierpnia 2010
"Prezes i Kreska : jak koty tłumaczą sobie świat" - Łukasz Orbitowski
Książka jest piękna, ciepła i pełna miłości. Bardzo kocia i bardzo ludzka zarazem. Była moim bezokazyjnym prezentem dla Barana (bo Prezes kocha Kreskę, a Kreska uwielbia Prezesa...) i myślę, że całkiem udanym. :) Ma (książka) jedną wadę. Kończy się niestety.
Pozwolę sobie zacytować jeden rozdział z tej pozycji - chłonie się ją błyskawicznie i trudno się od niej oderwać (8/10): "Plecak. Kreska lizała plecak. Oczy wyszły jej na wierzch, a ogonek się wyprężył. Prezes, któremu znudziło się bieganie po meblach, przyszedł i zagadnął, co właściwie Kreska robi. Ta udzieliła jedynej możliwej odpowiedzi. (cytat ze stron: 21-22, z książki: "Prezes i Kreska : jak koty tlumaczą sobie świat / Łukasz Orbitowski. - Warszawa : Powergraph, 2008) |
Archiwum
Zakładki:
Hobby moje i nie tylko :)
KOTY (i ludzie)
Koty zagraniczne
Kulinaria
LUDZIE (i Koty)
Ptaszki
Rękodzieło
Zwierzaki, które lubię, a które nie są kotami :)
![]() ![]() (Indyczek, Królik, Pani Prezes) (Pierożek) (Kawa) (Lady Amber Herbu Tricolor) (Biisława, Szylkretka) ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Licznik odwiedzin: Gości na stronie: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() WYGRAŁAM U BASI ![]() |