Wpisy z tagiem: Bii

niedziela, 09 lutego 2014
Ptasia stołówka.

Jak to z tym naszym Ptakoliczeniem było?
Tak naprawdę to nijak. :)
Zarówno w sobotę, jak i w niedzielę obserwacja zaokiennej stołówki wykazała głównie... wróble.
Wróble, których w zimie 2012/2013 nie było prawie w ogóle (było za to mnóstwo dzwońców, których teraz nie ma).
Były oczywiście sikorki - zarówno bogatki, jak i sporo modraszek i stali bywalcy - dwa gołębie, wydaje mi się, że grzywacze.

Celem ilustracji tego, kto może odwiedzić naszą zaookieną stołówkę, podrzucam link:

klik

Jego pojawieniu się towarzyszył dialog pełen emocji:

Baraniasty (z kuchni): Owco, chodź tu szybko!

Owca: Pędzę.

Baraniasty: Zobacz i powiedz, co to jest!

Takie przywoływanie Owcy miało miejsce już nie raz, więc się nie zdziwiłam. Identyfikowałam już sójki, wszelakie sikorki, kosy, trznadle i szpaki, ale to, co zobaczyłam za oknem tym razem po prostu odjęło mi mowę... a potem orzekłam:

Owca: To, mój drogi Mężu, jest przepiękny pan dzięcioł. :)

(To, że jest to pan dzięcioł, a nie pani dzięciołowa wiemy dlatego, że pan dzięcioł ma czerwoną plamkę na potylicy :) ).  

A to jest Bii - Naczelna Ornitolożka. Ona też - jak widać - brała udział w Ptakoliczeniu. ;) 

 

wtorek, 29 października 2013
Fil i Bii.

Zdjęcia stare, z poprzedniej pory roku.
W czasach, kiedy Fil jeszcze tolerowała Bii.

Wspólna kąpiel słoneczna na chodniczku. 

 

 

 

 

 

Pasionkowanie było zawsze dobrą odskocznią - może tym razem też pomoże?  

niedziela, 01 września 2013
Bii i owce.

Dzisiaj będzie kolejna fotka z cyklu "gdzie kotom nie wolno".

Prasuję zazwyczaj w nocy. Tak wyszło. Nie jest to czynność jakoś szczególnie przeze mnie znienawidzona. Chyba nawet lubię prasować, chociaż mój kręgosłup ma zazwyczaj inne zdanie na ten temat. ;)

Koty mają moje prasowanie gdzieś (tylko Mała bała się żelazka, które nieoczekiwanie robiło puff!).

Za to Bii czeka cierpliwie i starannie wykorzystuje moment, kiedy zanoszę wyprasowane rzeczy do szafy. Żelazko już jest wtedy wyniesione, a deska jeszcze trochę ciepła. Efekt?

Grzanie szylkretowej dupki :)

Tak, to stado owiec, to mój pokrOwiec na deskę do prasowania.
A zdjęcia są tak tandetnej jakości, bo był środek nocy, nie chciało mi się szukać obiektywu do aparatu i fociłam Galaktyką.

Bii nauczyła się dwóch rzeczy od Indyczka. Jedną z nich jest warczenie pod drzwiami wyjściowymi. Kiedy słyszy, że coś dzieje się na korytarzu, to jest w stanie biec przez całe mieszkanie warcząc na intruza. Tylko Mała tak robiła. 

20:34, ofczasta
Link Komentarze (3) »
środa, 17 lipca 2013
Łindoł.

O moich pomysłach było już wielokrotnie.
Wczoraj zrealizowałam kolejny. Właściwie - nie ja, tylko my i nie pomysł, ale konieczność.

Słowotok oczywiście można przewinąć na dół, gdzie są zdjęcia Szylkreci i  informacja o  PWC. :)

Postanowiłam umyć okno u Owcy. Ojejku, też mi wydarzenie - pomyślą niektórzy. Nic bardziej mylnego. To JEST wydarzenie, nie tylko dlatego, że ma miejsce może raz na dwa lata...

Normalnym ludziom mycie okna zajmuje - jak sądzę - pół godziny. Może ze 40 minut. Nam to zajęło wczoraj dokładnie 5 godzin (wyraźnie nie jesteśmy normalni)...
Proces przebiega w ten sposób: od momentu, kiedy pomysł objawi się i zaczyna łomotać z tyłu czaszki, Owca zastanawia się nad tym, kiedy najlepiej umyć okno (analizując liczne prognozy), potem umawia się z Baraniastym, a potem zaczyna się irytować. O wszystko, a jeśli okno jest duże, to nawet może zechcieć trzaskać drzwiami. Nienawidzę mycia okien! Mogę zamiast tego odkurzyć i umyć podłogi ze trzy razy (nie lubię, ale to bułka z koniczyną w porównaniu z myciem okien).
Następnie, kiedy wszyscy są już mocno wkurzeni, rozpoczyna się czynność główna, czyli: zdejmowanie kwiatów (NzM), narzekanie i mycie okien (ja), przesadzanie kwiatów (Baraniasty), narzekanie (ja), ustawianie kwiatów na dotychczasowych i nowych miejscach (NzM), narzekanie (zgadnijcie kto..). 
Tych, którzy nie mają pojęcia o tym, w jakiej dżungli mieszkamy zapraszam tu.
O 21:30 myłam okno balkonowe (zaczęliśmy po 16:00)...
Uwielbiam nasze kwiaty, cieszę się, że są, ale wtedy, kiedy mam myć okna, doprowadzają mnie do szału.
Później (ale później później, kiedy już nie czujemy się jak para zombie) już jest lepiej i można się cieszyć z umytego okna, możliwości niewłączania światła w pokoju w słoneczny dzień oraz faktu, że ekspansję terenową rozpoczęły: aloes, monstera oraz fi[s]kus. Jak zwykle. :)

Koty też nie lubią mycia okien, z dwóch głównych powodów: nikt się nimi nie zajmuje (i nie podaje przysmaczków na każde zawołanie) przez dłuższy czas, a poza tym Owca się wścieka, czepia a nawet trzaska drzwiami.

A jak pomyślę, że czekają mnie jeszcze co najmniej dwie takie "imprezy", to mi się robi słabo.  

 

Obiecane zdjęcia Bii (w tle Kawa) - robione Galaktyką i w dodatku szybko, bo sekundę później Biisława Torbiasta już była przy misce.
Fotki pokazują, że Szylkrecia bywa grzecznym kotkiem, kiedy siedzi półdupkiem na stopniu, żeby Pierożek miał jak wejść na stół (po stołeczku), albo Amber miała gdzie się rozsiąść. :)

 

 

Krótkie podsumowanie (chociaż ciągle czekam na jedną decyzję ;) ):

Pasionkowego Wyzwania Czytelniczego podjęli się (według kolejności zgłoszeń):
- Baraniasty
- Basia
- Temeko
- Beith
- Wilddzik
- M.
- mbmm
- Anek7
- AniaMW

i ja ;)

 

Jeszcze jedna uwaga, czyli
 ANEKS (1) do regulaminu Wyzwania:
zgłoszenia udziału do PWC przyjmuję do końca lipca, do godz. 23:59. :)

 

A w następnym podsumowaniu napiszę kto i co już - do tej pory - przeczytał. 
sobota, 23 marca 2013
Rogaliki.

Dzisiaj (za sprawą NzT, która uświadomiła mi tenże fakt) dotarło do mnie, że rok temu o tej porze, to już rowerowaliśmy. O, tutaj jest dowód.

Tymczasem mamy zimę. No chyba, że ktoś uważa, że temperatura w stylu -10, inkluding śnieg, jest charakterystyczna dla pory roku znanej jako wiosna.

W mijającym tygodniu doszłam do wniosku, że już mnie nic nie zdziwi i że już jest tak źle, że lepiej żeby nie było gorzej, bo nie ogarnę.
A potem okazało się, że gdzie tam Owco, bierz na plecy jeszcze trochę, dasz radę. Jak nie, jak tak? Przecież i tak nie masz wyjścia. A masz na dokładkę jeszcze okoliczności przyrody.

W chwili obecnej czekam na dno, bo dwa metry mułu już minęłam. Potem pozostanie się tylko od tego dna odbić.

Znalazłam dzisiaj na stronie z demotywatorami coś takiego:
Jumanji
i bardzo mi się podoba. 

A wpis ma być o rogalikach. Więc komplet pieczywa poniżej:

Pani Prezes

 

Syjam Strachliwy 

 

Biisława Torbiasta

 

Pani Baronowa Pierożek

Lady Amber

Bonusik ;)

 

 

Pragnę dodać, że od dzisiaj (do: aż mi się znudzi) mamy w nagłówku ciasteczka pomarańczowe według przepisu Szarlotki, które przygotowałam (oczywiście nie sama - Baraniasty ugniatał i turlał, a ja wycinałam) na Dzień Kota w bibliotece. 

niedziela, 10 lutego 2013
Dzieje się.

W sprawie ptasiej u nas, proszę Państwa, dzieje się.
Dzieje się na przykład to:

źródło

O tym, że Bii jest naczelną ornitolożką pisałam tutaj.

Ale nie tylko Bii. Dowód na poniższym zdjęciu.

 

Szylkretka nie udaje, że ptaszki jej nie interesują, natomiast Trykotka chowa się pod regałem licząc na to, że Personel jej nie zauważy i wyjdzie z pokoju starannie zamykając za sobą drzwi... 

niedziela, 13 stycznia 2013
Precelek.

Jeśli czas w tym roku też będzie pędził tak bardzo, jak do tej pory, to ja się poddaję... Gdzie sie podziały dwa tygodnie stycznia?! :(

Tymczasem takie obrazki są u nas na porządku dziennym. :) 

Najpierw widzi się masę trójkolorowo-szylkretowego futra.

 

A kiedy człowiek (Owca, znaczy się...) pójdzie po stołeczek i podłączy lampę do aparatu, to okazuje się, że

 

futrzasty precelek, to Szylkrecia i Trykotka (nowe przezwisko Lady Amber). ;)
Razem, na jednym hamaczku, bo twierdzą, że tak cieplej (chociaż drapak stoi przy ciepłym piecu). 

niedziela, 11 listopada 2012
Owieczka.... Dolly.

Zastanawialiście się kiedyś nad tym genialnym "wynalazkiem", jakim jest sobota?
Wolna sobota - dzień, w którym nie trzeba iść do pracy! 

Ponieważ ostatnio pracuję w trybie 6/7 (sześć dni pracujących na siedem dni w tygodniu), to dzień wczorajszy, moją wolną sobotę, przyjęłam z wielkim zdziwieniem. Nie muszę wstać bladym świtem, nie muszę iść do pracy, nie muszę iść nigdzie! Szok.
Niedziela już nie jest taka fajna - skażona jest poniedziałkiem i tym wszystkim, co Owca zostawia sobie na ostatni moment. ;) Poza tym - jeśli niedziela jest JEDYNYM dniem wolnym w tygodniu, to nie robi już takiego wrażenia jak WOLNA sobota. :)

A w ogóle to doszłam ostatnio do wniosku, że się sklonuję. I dzięki temu:
- jedna ja będzie spędzać czas z NzM. Tylko i wyłącznie. Pojedzie na wystawę, omówi ważne i mniej ważne kwestie, obejrzy z nim film, przygotuje zdjęcia... 

- kolejna ja zajmie się kotami i ptaszkami. Poświęci mnóstwo uwagi Pierożkowi, żeby Fil nie miała już czasu na nerwowe wylizywanie brzuszka i łapek, rzuci Amber grzechoczącą kuleczkę co najmniej tysiąc razy, zwróci uwagę na piszczenie Bii i na miauki Małej oraz wyczochra Kawę. A do tego porozmawia z Glosterem i cierpliwie wysłucha co ma reszta pierzastych do powiedzenia.

- moja trzecia wersja zajmie się ogarnięciem naszej hacjendy. Posprząta tak, żeby błyszczało, umyje okna, napali w piecach, schowa letnie rzeczy na dno szafy, poukłada książki zanim zaanektują pozostałe wolne miejsca w domu, odkurzy żwirek piętnaście razy na godzinę, ugotuje obiad, zrobi kolację i śniadanie też, do tego sałatkę (bo trzeba się zdrowo odżywiać, a nie samym serem żółtym żyje człowiek...), herbatkę, galaretkę i ciasteczka, przesadzi kwiatki i obierze je ze starych liści, no i koniecznie wytrze podłogę za pralką. ;)

- moja czwarta ja odda się pracy oraz doskonaleniu zawodowemu. Przygotuje to wszystko, co chcę przygotować, a na co nie mam czasu, zrobi z dziećmi co najmniej cztery lekcje w tygodniu, przygotuje warsztaty dla nauczycieli oraz oczywiście ogarnie całe samokształcenie.

- piąta wersja mojego jestestwa zajmie się czytaniem i oglądaniem filmów. Słuchaniem muzyki też (żebym potem drugi raz nie była zaskoczona, że Skyfall, to piękny utwór Adele do nowego Bonda, a Riri za niedługo wypuszcza nową "diamentową" płytę). Piąta ja przeczyta wszystkie książki, które czekają na moim stosie "do przeczytania", a także weźmie się za klasykę, której nadal jeszcze nie przeczytałam. Będzie na bieżąco w lekturze czasopism fachowych oraz premier filmowych, które koniecznie trzeba zobaczyć. A jeśli nie filmowych, to chociaż dvd.

- a szósta ja znajdzie sobie jakąś dobrze płatną pracę. Bo fakt, że wszystko zdrożało niemal dwukrotnie, a nikt pensji nawet "półkrotnie" nie podniósł, mocno mnie dobija...

I to wszystko będą robić moje klony w czasie, kiedy ja będę... spać. A jak już wstanę (może tydzień nieprzerwanego snu mi wystarczy), to będę robić wszystko po trochu i tylko to, czego sobie zażyczę.
Mam jeszcze kilka zadań dla klonów o numerach: siedem i osiem, ale może nie przesadzajmy. Póki co - sześć wystarczy. ;)

 

Tymczasem, ponieważ dawno nie było kłaczków na Pasionku - dziwne pozy Biisławy.

Standardowy kłębuszek. 

Poza niestandardowa :)

 

A tu kolejna - i nawet rude majtaski widać. ;)

 

A na koniec portrecik.

 

 

A teraz wracam do lektury i analizy "pasjonującego" artykułu na zajęcia... 

Tagi: Bii Pasionek
21:53, ofczasta
Link Komentarze (10) »
niedziela, 30 września 2012
Nie tylko wrzos.

Dzisiaj rano Baraniasty pojechał uczyć się o kolorach i czuprynkach, a ja - widząc piękne słońce - wzięłam aparat i udałam się (ale wyprawa!) na balkon, żeby zgodnie z obietnicą ofocić wrzos. Zapomniałam oczywiście o wrzosach za oknem w kuchni - one więc będą innym razem.

Nie mogę tutaj nie wspomnieć, że takie ilości rośliny nabyłam na Festynie Kwiatów (pierwszy raz taka impreza odbyła się poza Kapeluszem - i całe szczęście), o którym dowiedziałam się od p. Oli (dziękuję ponownie). :) I tylko i wyłącznie dlatego balkon tonie we wrzosie, bo zazwyczaj ograniczałam się do dwóch egzemplarzy w doniczce  na balkonie i trzech w doniczce za oknem w kuchni.

W tej chwili mam 11 rodzajów wrzosów...

Kilka z nich - poniżej. Nie jestem z dzisiejszych zdjęć szczególnie dumna, bo w kilku miejscach "poleciała" mi ostrość ze względu na źle dobraną wartość przysłony. Udajcie proszę, że tego nie widzicie i zachwycajcie się wrzosem. ;)

To jest dokładnie ten sam wrzos, który mam w nagłówku Pasionka. 

 



A potem się okazało, że co to za robienie zdjęć, jak nie ma Najważniejszej Pomocnicy.

Z pomocnicą zdjęcia od razu zaczęły wychodzić takie, jak powinny. Bo na każdym zdjęciu powinny być wąsy, prawda?

Tu już nawet widać czyje te wąsy. :)

 

Szanowna Pomocnica, czyli Baronowa Pierożek w (prawie) całej okazałości :)

 

Nie byłyśmy jednak same na tym balkonie przecież. ;)
Chwilę później pojawiła się entuzjastka pelargoni - Lady Amber,

 

Biisława Torbiasta

i Syjam Lękliwy.

 

A kiedy Owca skończyła już sesję i schowała aparat, a 4 Kociaste ułożyły się do snu - na balkonie pojawiła się Pani Prezes. 
Poszłam więc po aparat. I pięknie pozująca Mała zaczęła robić dokładnie takie miny, jak Chandler w tym odcinku "Friendsów". :D Powiedziałam jej, że jeśli nie przestanie, to jej zrobię zdjęcie z taką miną i wrzucę na Pasionek. Efekt? Ależ proszę bardzo:

 

I tak to właśnie spędziłyśmy dzisiejszy poranek. :) 

sobota, 08 września 2012
Autumn&heather.

Wrzesień.
Początek roku szkolnego, moje urodziny, nasza rocznica.
Lubię wrzesień.

Jesień.
Chłodne wieczory, zimne poranki, wrzos - dużo pięknego wrzosu.
Dlaczego pan Czesław śpiewał, że mimozami, skoro właśnie wrzosem jesień się zaczyna?
Moja ulubiona pora roku, mimo że poprzedza zimę.

Jestem.
Chociaż czasami mniej niż bardziej.

Koty.
Kolorowe, w wersji oczekującej. :)

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8












Mała
(Indyczek, Królik, Pani Prezes)


Fil
(Pierożek)


Latte
(Kawa)


Amber
(Lady Amber Herbu Tricolor)


Bii
(Biisława, Szylkretka)


Ptaszki


Książki



Wojaże



Koty



Pasionek



Książki o kotach



Decoupage Owcy



Filmy



Krewni i znajomi



Autko



Jedzonko



Modele



Tubka









Licznik odwiedzin:



Gości na stronie: