Wpisy z tagiem: krewni i znajomi królika
niedziela, 18 marca 2012
Wiosna (?) w parku.
To był kolejny niełatwy tydzień, ale nagrodą za niego był dla mnie kawałek wczorajszego i cały dzisiejszy dzień. :) Wczoraj po pracy (jesli komuś wydaje się, że w tak piękną pogodę nie pojawią się w sobotę czytelnicy w bibliotece, to mocno się myli) gościliśmy Sowę i Przemka (od Bazyla i Filemonka). Cała piątka Futrzastych Panienek objawiła im swe jestestwo. Nawet Latte przed którą zamknęłam łazienkę, żeby goście nie musieli włazić pod wannę... wylegującą się "rodzinę"
oraz dalekich "krewnych".
Opalające się lamy
i kaczuszkę z pomarańczowymi nogami (była w gościach u owiec). Jadąc do parku bierzemy zazwyczaj "coś do latania", więc Baraniasty uskuteczniał akrobacje - tym razem tym modelem
(sfociłam go celowo na tym kretowisku). A ja biegałam z aparatem i dokumentowałam
kwitnącą leszczynę
To pierwsza znaleziona wiosenna stokrotka. Był też pierwszy motylek - cytrynek, ale jego nie udało mi się upolować aparatem. :) Ponieważ większość stawów i stawików w parku wygląda jeszcze tak,
to mogliśmy podziwiać ptactwo chodzące po wodzie
lodołamacz ;)
przedarł się! :)
Tak sobie jednak myślę, że Wiosna już się powoli wprowadza, ale jeszcze z Panią Zimą siedzą, ploteczkują i jakoś nie zamierzają na razie się rozstawać. ;) O tym, jaki wiosenny dzień miały dzisiaj Jaśniepanny będzie następnym razem. :)
niedziela, 26 lutego 2012
Relacja z łikendu.
Czasami jest tak, że jakkolwiek bym się nie starała i jak bardzo doskonały plan dnia układała, to w końcu braknie mi na coś czasu. Ostatnio brakuje go na Pasionek i dekupażowanie. A w zamian za to (z czynności wartych uwagi): - byliśmy na kociej wystawie, mimo że poprzednim razem (a było to kilka lat temu) stwierdziłam, że nie powinnam w ogóle na nie chodzić. Dlaczego? Bo pochłania mnie jakiś bliżej nieokreślony obłęd i irracjonalna chęć posiadania maine coona, ale również syberyjczyka, norwega, brytyjczyka... i tak dalej. Łażę więc za Baranem, robię "proszące owcze oczka", bo nagle ulatnia się cały mój zdrowy rozsądek. Wyprowadzić mnie stamtąd należy zanim totalnie mi się w głowie poprzestawia. ;) - odwiedziliśmy Puchatych Panów i ich Personel. :) Filemonek - na początku trochę onieśmielony - rozpoczął wczesnowieczorne szaleństwa, a Bazylek schował się do szafy, bo zobaczył Owcę, która przejawiała niecną chęć poczochrania mu futra. :) Personel w tym czasie usiłował się "narozmawiać" za wszystkie czasy. :) - przygotowałam materiały na dwie (pracowe) wystawy i na lekcję o "Tajemniczej wyspie" Verne'a - oraz obejrzałam - zżymając się na własną głupotę i tracąc prawie dwie godzinny (cennego) czasu - "Niebezpieczną metodę". Warty uwagi w tym filmie jest jedynie Viggo Mortensen w roli Freuda. Keira jest za to wysoce irytująca... Oprócz tego, rzecz jasna, należało wykonać całą resztę ważnych "codziennych" rzeczy i usiłować jeszcze kiedyś odpocząć przed (zapowiadającym się równie intensywnie) nowym tygodniem. Na to ostatnie jak zwykle nie było czasu. ;) Na dobranoc - piękne oczęta Lady Amber. :)
niedziela, 22 stycznia 2012
Zagadka.
Nasze Futra były ważone jakiś tydzień temu i chciałam od razu o tym napisać, ale jakoś mi brakło czasu. I tak upłynął tydzień. Tymczasem wymyśliliśmy z Baraniastym zagadkę:
wykres turkusowy należy do: Na osłodę po tak ciężkim zadaniu - pierogi leniwe, to znaczy:
A na koniec:
wtorek, 20 grudnia 2011
"I'm a little teapot...
...short and stout." Kto zna słowa, niech sobie nuci dalej, a kto oglądał Kingowy "Sztorm stulecia" i tak się nie odważy. ;) Wczoraj był dobry dzień. Ciężko w pracy (jak zwykle, kiedy niektórzy czytelnicy chcą przed świętami zrobić NATYCHMIAST i WSZYSTKO, na co mieli czas w ciągu roku ;) ), ale potem przyszły gifty! Nic tak nie poprawia humoru jak gifty! :) Jeden prezent był od Kogoś, kto zna mnie już długo (i lepiej niż ja siebie samą), a drugi od Osoby, która zna mnie od niedawna i mimo tego (i bez żadnych podpowiedzi) dokładnie trafiła w sedno moich zapatrywań. :) Zobaczcie, dostałam piękny imbryk i herbatę, którą niezwłocznie w nim zaparzyłam.
Dziki zachwyt mnie ogarnął i uśmiechałam się do końca dnia. Dziękuję moim Darczyńcom. :) Tymczasem dzisiaj okazało się, że giftom nie ma końca, bo znowu przyszła przesyłka - tym razem od Tajemniczej Podczytywaczki Pasionka - dekupażowana bombka tak ładna, że zastanawiałam się czy nie powinnam schować do szuflady wszelkich własnych narzędzi do dekupażu. :) Ale może też się nauczę kiedyś takie robić. :) Dziękujemy. :)
sobota, 15 października 2011
W różu, ale na poważnie.
Kiedy przeczytałam u Szarlotki o różowej akcji zaczęłam się zastanawiać jak mogę zaznaczyć w niej swój udział.Najpierw pomyślałam o wiśniowym dzbanku, który zrobiłam dla Babci. Ale on jest wiśniowy, a nie różowy. Oto koszulka - konkretniej jej "plecy" (z przodu jest gładka-czarna), którą kupił mi niedawno NzM. Różowy tydzień w październiku to czas, w którym intensywniej zwraca się uwagę na zabójczą chorobę jaką jest rak piersi. Powinnyśmy jednak myśleć o tym (o profilaktyce!) przez cały rok, a nie tylko w tym szczególnym tygodniu. Od siebie dodam tylko tyle (bo jest to, moim zdaniem, temat bardzo osobisty i nie dla każdego łatwy):
piątek, 19 sierpnia 2011
An Award :)
I do mnie dotarła blogowa nagroda
- dziękuję Ci Aniu. :) Drugi aspekt tej sprawy jest mniej zabawny, bo muszę zdradzić Wam 7 rzeczy, których jeszcze o mnie nie wiecie. :) No to lecimy: 1) napisałam pracę magisterską o robalach pożerających książki. 2) mam zerową orientację w terenie. Nie potrafię trafić w miejsce, w którym już kiedyś byłam. Jestem w stanie się zgubić w znanym mi miejscu, jeśli tylko wygląda ono z innej strony choć odrobinę inaczej. Nie mam poczucia kierunku, a korzystanie z mapy jest sporym wyzwaniem (najchętniej stanęłabym na niej jak Joey w "Przyjaciołach" żeby załapać w którą stronę iść/jechać), chociaż przed erą GPSów prowadziłam Barana-kierowcę przez pół Polski z atlasem w ręku. :) 3) nigdy, w całym swoim życiu nie zapaliłam papierosa (choć dwukrotnie byłam tego bardzo bliska). Nie przeszkadza mi to oczywiście palić biernie (tytoń fajkowy) i wspominać czasy (bynajmniej nie rozrzewnieniem) dzieciństwa, kiedy babcia z dziadkiem wędzili mnie "Klubowymi". 4) cierpię na koumpounofobię - czuję irracjonalny, absurdalny i paniczny strach (i obrzydzenie) przed guzikami. Im mniejsze, tym przerażają mnie bardziej. 5) zawsze chciałam zrobić sobie tatuaż. Najpierw wstrzymywał mnie przed tym faktem nadzór rodzicielski, a teraz małżeński i własna obawa, że na jednym by się nie skończyło. :) 6) nigdy nie byłam w Bieszczadach i w mocno wschodniej części kraju. Choć bardzo bym chciała. 7) cierpię na skrajną empatię i chorobliwą chęć pomocy. Nawet komuś, kto o nią nie prosi. Leczę się ;) ale wcale nie łatwo z tym w sobie walczyć. :) Do dalszej zabawy wybrałabym Was wszystkie/wszystkich, ale ponieważ większość już nagrody dostąpiła - wymienię jeszcze: Małgosię, która prowadzi blog o swoim Potomstwie (i - od niedawna - dwóch kotach) od prawie 5 lat i choć nie zawsze się zgadzamy, a często mamy wręcz odmienne zdanie, to w wielu aspektach jednak myślimy bardzo podobnie. :) Anię z Mirmiłowa, która niedługo (czas szybko minie) będzie bibliotekarką - jak ja, i która ma kochanego męża (jak ja) i niebieskie koty (jak... nie, nie jak ja). :)) Hanię od Darmozjadów, za wszystko - za doświadczenie życiowe, mądrość i miłość do zwierząt. :) Miłej zabawy, Moje Drogie. :)
środa, 17 sierpnia 2011
Zapach.
Owca jest jedną z tych osób, które postrzegają i zapamiętują świat zapachami.
Jasne, że węch jest jednym z ważniejszych zmysłów, ale to wcale nie jest takie oczywiste dla niektórych ludzi - są tacy, którym wystarczy określenie, że coś ładnie pachnie, albo śmierdzi.
A ja pamiętam zapachy, kojarzę je z dobrymi wydarzeniami, ale też z takimi, o których nie chcę już pamiętać.
Zapachem można mnie do czegoś zachęcić, ale można też zrazić. Pamiętam jak pachniał polar mojego (jeszcze wtedy nie) męża, którym otulał mnie w kinie. Pamiętam zapach własnych perfum w dniu ślubu.
Pamiętam i kojarzę różne zapachowe sytuacje. Koty też pachną.
Zastanawialiście się kiedyś jak pachnie Wasz kot? Ta myśl mnie zainfekowała po rozmowie z Szarlotką (dzięki) i do tej pory zajmuje moją wyobraźnię (jak ją wypiszę, to przejdzie).
Bo każdy kot pachnie inaczej, a nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę.
O ile chyba nie rozpoznałabym zapachu każdej z futrzastych panien osobna, to wydaje mi się, że niektóre - bez problemu.
Człowiek pachnie (lub śmierdzi) radością, uczuciem, złością i strachem.
Kot też.
Futro Pierożka pachnie pyłem ze żwirku, w którym koteńka (niczym szynszyl) "nurkuje", Mała pachnie jak Mała (nie do pomylenia) a stopy Amber wymagają częstego mycia, o czym nie omieszkam jej przypominać zawsze wtedy, gdy po mnie spaceruje. :)
Pachną też "obce" koty, w innych domach.
Zapachu Armentariusów nie pomylę z niczym innym i kiedy tylko mam okazję, to zanurzam się w puchate futra i wącham :) Może tak pachną wszystkie mejnkuny? Nie, niemożliwe. Tak pachną tylko koty A. i I.
Zawsze będę pamiętać jak pachniał Minio - kot NzT. Wspaniały kot, którego bardzo lubiłam. Minio lubił wylegiwać się na stercie wyrwanych chwastów w ogródku. Kiedy niosłam go czasem do domu NzT, to jego czarne futro pachniało ziołami, sianem, kocią starością i słońcem. To był zapach Minia....
A już to, jak pachną małe koty i małe psy, trudno porównać z czymkolwiek innym. :)
Czym pachną Wasze koty? :)
sobota, 13 sierpnia 2011
13 sierpnia 2011 r.
Wiedziałam, że płaczę na filmach. Miałam świadomość tego, że niektóre książki poruszają mnie dogłębnie. Nie miałam jednak pojęcia, że się rozkleję na ślubie M&M. Ale co ja poradzę, że on tak do niej mówił... a ona na niego tak patrzyła... i w ogóle. ;) Zupełnie nie wiem dlaczego, ale akurat ta piosenka mi najbardziej na dzisiaj pasuje. :)
czwartek, 28 kwietnia 2011
Graficznie.
Poszukiwałam dzisiaj materiałów na lekcję o Mikołajku. Biografii autorów, ilustracji, ciekawostek i tym podobnych. Człowiek uczy się przez całe życie - ja na przykład dowiedziałam się przed chwilą w jaki sposób Goscinny wymyślił imię dla Mikołajka. :)
Zdjęcie pochodzi z blogu Elliot Scribblings, który przed chwilą dodałam do swoich ulubionych. Chętnie bym też napisała w komentarzach pana Elliota, o tym, jak bardzo podobają mi się jego rysunki, jak lubię tego typu kreskę i parę innych miłych rzeczy. Napisałabym, ale tego nie zrobię. Mój angielski uwstecznił się w tak tragiczny sposób, że zaczynam się zastanawiać jakim cudem zdałam FCE... Od jakichś ośmiu lat, nie rozmawiałam, nie pisałam, nie uczyłam się angielskiego. Masakra. :(
poniedziałek, 25 kwietnia 2011
Kwiatowo.
Buszowałam wczoraj po ogródku z "dużym" (baranim) aparatem. Nie był to do końca genialny pomysł, bo już w domu okazało się, że mam duuuuży problem ze: światłem, ostrością, kadrowaniem, trybem manualnym, czyli jednym słowem ZE WSZYSTKIM.
I tryptyk z moich ulubionych bratków. :)
Miała być jeszcze ofocona piękna magnolia u sąsiadów, ale zamiast robić zdjęcia - poszłam do Lazarków pogadać. :) I dlatego zdjęć magnolii nie ma. :) |
Archiwum
Zakładki:
Hobby moje i nie tylko :)
KOTY (i ludzie)
Koty zagraniczne
Kulinaria
LUDZIE (i Koty)
Ptaszki
Rękodzieło
Zwierzaki, które lubię, a które nie są kotami :)
![]() ![]() (Indyczek, Królik, Pani Prezes) (Pierożek) (Kawa) (Lady Amber Herbu Tricolor) (Biisława, Szylkretka) ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Licznik odwiedzin: Gości na stronie: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() WYGRAŁAM U BASI ![]() |