Wpisy z tagiem: krewni i znajomi królika

niedziela, 18 marca 2012
Wiosna (?) w parku.

To był kolejny niełatwy tydzień, ale nagrodą za niego był dla mnie kawałek wczorajszego i cały dzisiejszy dzień. :)

Wczoraj po pracy (jesli komuś wydaje się, że w tak piękną pogodę nie pojawią się w sobotę czytelnicy w bibliotece, to mocno się myli) gościliśmy Sowę i Przemka (od Bazyla i Filemonka).

Cała piątka Futrzastych Panienek objawiła im swe jestestwo. Nawet Latte przed którą zamknęłam łazienkę, żeby goście nie musieli włazić pod wannę...
Przypuszczam, że w tej sytuacji nie uwierzyli nam, że to najbardziej strachliwy z syjamów. ;)

Pierożek zaszczyciła Gości chwilową (bardzo chwilową) obecnością, po czym udała się na zasłużony odpoczynek, Mała ledwo zerknęła, natomiast Kolorowa Młodzież zachowywała się jak najistotniejsze persony w domu.
Amber towarzyszyła nam przez cały czas, a Bii - o, Szylkretka przeszła samą siebie. Najpierw napiszczała na
Przemka, potem przymilała się jak szalona, a na sam koniec (kiedy Goście wychodzili) postanowiła poprzytulać trochę czółko do czółka (Przemek ubierał buty, więc dla Bii stojącej na szafce był to idealny pomysł!). Na szczęście Sowa też się Szylkretce spodobała i nastawiała (Bii, nie Sowa) głowę do głaskania. :)
To świetne spotkanie było wczoraj.

A dzisiaj? Dzisiaj wyjęliśmy rowery, Owca wrzuciła aparat do plecaka i z zamiarem poszukiwania szeroko reklamowanej wiosny udaliśmy się do parku.
A w parku dzikie tłumy (tak mi się na początku wydawało, ale w porównaniu z tym ilu ludzi szło/jechało w stronę parku, gdy my z niego wyjeżdżaliśmy, musiałam zmienić zdanie) i całe mnóstwo:
- śmieci
- brudu
- śmieci.
Wymieniłam śmieci dwukrotnie? To dodam jeszcze: śmieci, śmieci i jeszcze raz ŚMIECI! Ja wiem, że to "po zimie", ale aż przykro się na to wszystko patrzało. Dlaczego niektórzy ludzie nie potrafią po sobie sprzątać?
Pozostawało więc zamknięcie oczu i jechanie przed siebie ;) tyle że tak się nie dało, bo szukałam przecież wiosny.
A tymczasem znalazłam:

 

wylegującą się "rodzinę"

 

oraz dalekich "krewnych". 

Opalające się lamy



i kaczuszkę z pomarańczowymi nogami (była w gościach u owiec).

Jadąc do parku bierzemy zazwyczaj "coś do latania", więc Baraniasty uskuteczniał akrobacje - tym razem tym modelem

 

(sfociłam go celowo na tym kretowisku).

A ja biegałam z aparatem i dokumentowałam

 

kwitnącą leszczynę
oraz fakt, iż wspomniane w mądrym periodyku żaby raczej jeszcze nie mają warunków do zakładania rodziny.

 

 

To pierwsza znaleziona wiosenna stokrotka. Był też pierwszy motylek - cytrynek, ale jego nie udało mi się upolować aparatem. :) 

Ponieważ  większość stawów i stawików w parku wygląda jeszcze tak,

to mogliśmy podziwiać ptactwo chodzące po wodzie

 

 

 

lodołamacz ;)

 

przedarł się! :) 

 

Tak sobie jednak myślę, że Wiosna już się powoli wprowadza, ale jeszcze z Panią Zimą siedzą, ploteczkują i jakoś nie zamierzają na razie się rozstawać. ;)

O tym, jaki wiosenny dzień miały dzisiaj Jaśniepanny będzie następnym razem. :)

niedziela, 26 lutego 2012
Relacja z łikendu.

Czasami jest tak, że jakkolwiek bym się nie starała i jak bardzo doskonały plan dnia układała, to w końcu braknie mi na coś czasu. Ostatnio brakuje go na Pasionek i dekupażowanie.

A w zamian za to (z czynności wartych uwagi):
- w ciągu ostatnich dwóch dni miałam dwa dyżury, z czego jeden mocno wyczerpujący, bo czytelnicy zdecydowali się mnie wykończyć. Dziwne, bo tylko ja tam byłam i gdyby im się udało, to nie miałby im kto udzielać informacji, wypisywać rewersów, przeczesywać katalogu, kartoteki zagadanieniowej, przygotowywać bibliografii, przynosić stosów książek, czasopism, itd.

- byliśmy na kociej wystawie, mimo że poprzednim razem (a było to kilka lat temu) stwierdziłam, że nie powinnam w ogóle na nie chodzić. Dlaczego? Bo pochłania mnie jakiś bliżej nieokreślony obłęd i irracjonalna chęć posiadania maine coona, ale również syberyjczyka, norwega, brytyjczyka... i tak dalej. Łażę więc za Baranem, robię "proszące owcze oczka", bo nagle ulatnia się cały mój zdrowy rozsądek. Wyprowadzić mnie stamtąd należy zanim totalnie mi się w głowie poprzestawia. ;)
Zdjęć nie robiliśmy, ale wiemy Kto (klik) robił. 

- odwiedziliśmy Puchatych Panów i ich Personel. :) Filemonek - na początku trochę onieśmielony - rozpoczął wczesnowieczorne szaleństwa, a Bazylek schował się do szafy, bo zobaczył Owcę, która przejawiała niecną chęć poczochrania mu futra. :) Personel w tym czasie usiłował się "narozmawiać" za wszystkie czasy. :)

- przygotowałam materiały na dwie (pracowe) wystawy i na lekcję o "Tajemniczej wyspie" Verne'a

- oraz obejrzałam - zżymając się na własną głupotę i tracąc prawie dwie godzinny (cennego) czasu - "Niebezpieczną metodę". Warty uwagi w tym filmie jest jedynie Viggo Mortensen w roli Freuda. Keira jest za to wysoce irytująca...

Oprócz tego, rzecz jasna, należało wykonać całą resztę ważnych "codziennych" rzeczy i usiłować jeszcze kiedyś odpocząć przed (zapowiadającym się równie intensywnie) nowym tygodniem. Na to ostatnie jak zwykle nie było czasu. ;)

Na dobranoc - piękne oczęta Lady Amber. :)



niedziela, 22 stycznia 2012
Zagadka.

Nasze Futra były ważone jakiś tydzień temu i chciałam od razu o tym napisać, ale jakoś mi brakło czasu. I tak upłynął tydzień.

Tymczasem wymyśliliśmy z Baraniastym zagadkę:
Futrzastych Panien jest 5, a każdej poświęcony jest inny kolor na wykresie. Który należy do której kotki?
(z lewej jest waga, na dole są daty, którymi nie trzeba się sugerować)

wykres turkusowy należy do:
wykres ciemnogranatowy należy do:

wykres różowy należy do:
wykres żółty należy do:
wykres fioletowy należy do: 

Na osłodę po tak ciężkim zadaniu - pierogi leniwe, to znaczy: 
Pierożek, Indyk i Kawa. :)

 

A na koniec:
- usunęłam z panelu bocznego okienko z samograjem z YT - i tak musiałabym zmieniać na kolejne single Rihanny, bo chyba nie ma takiego, który by mi się nie podobał na jej nowej płycie, a w zamian za to
- dodałam linka do candy u Basi - może uda mi się wygrać piękną bransoletkę z kotem? ;)
- a link do Everestu już widzieliście? 
- a chustecznik z kotami? ;)

wtorek, 20 grudnia 2011
"I'm a little teapot...

...short and stout."

Kto zna słowa, niech sobie nuci dalej, a kto oglądał Kingowy "Sztorm stulecia" i tak się nie odważy. ;)

Wczoraj był dobry dzień. Ciężko w pracy (jak zwykle, kiedy niektórzy czytelnicy chcą przed świętami zrobić NATYCHMIAST i WSZYSTKO, na co mieli czas w ciągu roku ;) ), ale potem przyszły gifty! Nic tak nie poprawia humoru jak gifty! :)

Jeden prezent był od Kogoś, kto zna mnie już długo (i lepiej niż ja siebie samą), a drugi od Osoby, która zna mnie od niedawna i mimo tego (i bez żadnych podpowiedzi) dokładnie trafiła w sedno moich zapatrywań. :)

Zobaczcie, dostałam piękny imbryk i herbatę, którą niezwłocznie w nim zaparzyłam.

 

Dziki zachwyt mnie ogarnął i uśmiechałam się do końca dnia. Dziękuję moim Darczyńcom. :)

Tymczasem dzisiaj okazało się, że giftom nie ma końca, bo znowu przyszła przesyłka - tym razem od Tajemniczej Podczytywaczki Pasionka - dekupażowana bombka tak ładna, że zastanawiałam się czy nie powinnam schować do szuflady wszelkich własnych narzędzi do dekupażu. :) Ale może też się nauczę kiedyś takie robić. :)

Dziękujemy. :)  

sobota, 15 października 2011
W różu, ale na poważnie.

Kiedy przeczytałam u Szarlotki o różowej akcji zaczęłam się zastanawiać jak mogę zaznaczyć w niej swój udział.Najpierw pomyślałam o wiśniowym dzbanku, który zrobiłam dla Babci. Ale on jest wiśniowy, a nie różowy.
Potem zaczęłam kojarzyć bardziej "kulinarnie", ale jedyne co mi przyszło do głowy, to różowe frugo (bardzo smaczne zresztą), które zalega nam ostatnio w 
spiżarce. :)
Ale to ciągle nie było to.
W końcu mnie olśniło. Ma być różowa wstążka? Będzie różowa wstążka.


Oto koszulka - konkretniej jej "plecy" (z przodu jest gładka-czarna), którą kupił mi niedawno NzM.

Różowy tydzień w październiku to czas, w którym intensywniej zwraca się uwagę na zabójczą chorobę jaką jest rak piersi. Powinnyśmy jednak myśleć o tym (o profilaktyce!) przez cały rok, a nie tylko w tym szczególnym tygodniu. 

Od siebie dodam tylko tyle (bo jest to, moim zdaniem, temat bardzo osobisty i nie dla każdego łatwy): 
Kobiety, dbajmy o siebie. 
Mężczyźni, dbajcie o bliskie Wam Kobiety, o swoje: matki, żony i córki. 

piątek, 19 sierpnia 2011
An Award :)

I do mnie dotarła blogowa nagroda



- dziękuję Ci Aniu. :)

Drugi aspekt tej sprawy jest mniej zabawny, bo muszę zdradzić Wam 7 rzeczy, których jeszcze o mnie nie wiecie. :)
A przecież prawie codziennie uprawiam na Pasionku ekshibicjonizm (kontrolowany na szczęście). :)

No to lecimy:

1) napisałam pracę magisterską o robalach pożerających książki.

2) mam zerową orientację w terenie. Nie potrafię trafić w miejsce, w którym już kiedyś byłam. Jestem w stanie się zgubić w znanym mi miejscu, jeśli tylko wygląda ono z innej strony choć odrobinę inaczej. Nie mam poczucia kierunku, a korzystanie z mapy jest sporym wyzwaniem (najchętniej stanęłabym na niej jak Joey w "Przyjaciołach" żeby załapać w którą stronę iść/jechać), chociaż przed erą GPSów prowadziłam Barana-kierowcę przez pół Polski z atlasem w ręku. :)

3) nigdy, w całym swoim życiu nie zapaliłam papierosa (choć dwukrotnie byłam tego bardzo bliska). Nie przeszkadza mi to oczywiście palić biernie (tytoń fajkowy) i wspominać czasy (bynajmniej nie rozrzewnieniem) dzieciństwa, kiedy babcia z dziadkiem wędzili mnie "Klubowymi".

4) cierpię na koumpounofobię - czuję irracjonalny, absurdalny i paniczny strach (i obrzydzenie) przed guzikami. Im mniejsze, tym przerażają mnie bardziej.

5) zawsze chciałam zrobić sobie tatuaż. Najpierw wstrzymywał mnie przed tym faktem nadzór rodzicielski, a teraz małżeński i własna obawa, że na jednym by się nie skończyło. :)

6) nigdy nie byłam w Bieszczadach i w mocno wschodniej części kraju. Choć bardzo bym chciała. 

7) cierpię na skrajną empatię i chorobliwą chęć pomocy. Nawet komuś, kto o nią nie prosi. Leczę się ;) ale wcale nie łatwo z tym w sobie walczyć. :)

Do dalszej zabawy wybrałabym Was wszystkie/wszystkich, ale ponieważ większość już nagrody dostąpiła - wymienię jeszcze:

Małgosię, która prowadzi blog o swoim Potomstwie (i - od niedawna - dwóch kotach) od prawie 5 lat i choć nie zawsze się zgadzamy, a często mamy wręcz odmienne zdanie, to w wielu aspektach jednak myślimy bardzo podobnie. :)

Anię z Mirmiłowa, która niedługo (czas szybko minie) będzie bibliotekarką - jak ja, i która ma kochanego męża (jak ja) i niebieskie koty (jak... nie, nie jak ja). :))

Hanię od Darmozjadów, za wszystko - za doświadczenie życiowe, mądrość i miłość do zwierząt. :)

Miłej zabawy, Moje Drogie. :)

środa, 17 sierpnia 2011
Zapach.
Owca jest jedną z tych osób, które postrzegają i zapamiętują świat zapachami.
Jasne, że węch jest jednym z ważniejszych zmysłów, ale to wcale nie jest takie oczywiste dla niektórych ludzi - są tacy, którym wystarczy określenie, że coś ładnie pachnie, albo śmierdzi.
A ja pamiętam zapachy, kojarzę je z dobrymi wydarzeniami, ale też z takimi, o których nie chcę już pamiętać.
Zapachem można mnie do czegoś zachęcić, ale można też zrazić.
Pamiętam jak pachniał polar mojego (jeszcze wtedy nie) męża, którym otulał mnie w kinie. Pamiętam zapach własnych perfum w dniu ślubu.
Pamiętam i kojarzę różne zapachowe sytuacje.
 
Koty też pachną.
Zastanawialiście się kiedyś jak pachnie Wasz kot?  Ta myśl mnie zainfekowała po rozmowie z Szarlotką (dzięki) i do tej pory zajmuje moją wyobraźnię (jak ją wypiszę, to przejdzie).
Bo każdy kot pachnie inaczej, a nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę.
O ile chyba nie rozpoznałabym zapachu każdej z futrzastych panien osobna, to wydaje mi się, że niektóre - bez problemu.
Człowiek pachnie (lub śmierdzi) radością, uczuciem, złością i strachem.
Kot też.
 
Futro Pierożka pachnie pyłem ze żwirku, w którym koteńka (niczym szynszyl) "nurkuje", Mała pachnie jak Mała (nie do pomylenia) a stopy Amber wymagają częstego mycia, o czym nie omieszkam jej przypominać zawsze wtedy, gdy po mnie spaceruje. :)
 
Pachną też "obce" koty, w innych domach.
Zapachu Armentariusów nie pomylę z niczym innym i kiedy tylko mam okazję, to zanurzam się w puchate futra i wącham :) Może tak pachną wszystkie mejnkuny? Nie, niemożliwe. Tak pachną tylko koty A. i I.
 
Zawsze będę pamiętać jak pachniał Minio - kot NzT. Wspaniały kot, którego bardzo lubiłam. Minio lubił wylegiwać się na stercie wyrwanych chwastów w ogródku. Kiedy niosłam go czasem do domu NzT, to jego czarne futro pachniało ziołami, sianem, kocią starością i słońcem. To był zapach Minia....
 
A już to, jak pachną małe koty i małe psy, trudno porównać z czymkolwiek innym. :)
 
Czym pachną Wasze koty? :)
sobota, 13 sierpnia 2011
13 sierpnia 2011 r.

Wiedziałam, że płaczę na filmach. 

Miałam świadomość tego, że niektóre książki poruszają mnie dogłębnie.

Nie miałam jednak pojęcia, że się rozkleję na ślubie M&M. Ale co ja poradzę, że on tak do niej mówił... a ona na niego tak patrzyła... i w ogóle. ;)

Zupełnie nie wiem dlaczego, ale akurat ta piosenka mi najbardziej na dzisiaj pasuje. :)

czwartek, 28 kwietnia 2011
Graficznie.

Poszukiwałam dzisiaj materiałów na lekcję o Mikołajku. Biografii autorów, ilustracji, ciekawostek i tym podobnych. Człowiek uczy się przez całe życie - ja na przykład dowiedziałam się przed chwilą w jaki sposób Goscinny wymyślił imię dla Mikołajka. :)
A poszukując grafik Sempe trafiłam na coś takiego.

Zdjęcie pochodzi z blogu Elliot Scribblings, który przed chwilą dodałam do swoich ulubionych. Chętnie bym też napisała w komentarzach pana Elliota, o tym, jak bardzo podobają mi się jego rysunki, jak lubię tego typu kreskę i parę innych miłych rzeczy. Napisałabym, ale tego nie zrobię. Mój angielski uwstecznił się w tak tragiczny sposób, że zaczynam się zastanawiać jakim cudem zdałam FCE... Od jakichś ośmiu lat, nie rozmawiałam, nie pisałam, nie uczyłam się angielskiego. Masakra. :(

poniedziałek, 25 kwietnia 2011
Kwiatowo.

Buszowałam wczoraj po ogródku z "dużym" (baranim) aparatem. Nie był to do końca genialny pomysł, bo już w domu okazało się, że mam duuuuży problem ze: światłem, ostrością, kadrowaniem, trybem manualnym, czyli jednym słowem ZE WSZYSTKIM.
No cóż, nie będę nawet udawać, że "duży" aparat jest dla mnie. Swojego G9 jeszcze jestem w stanie okiełznać, chociaż on zazwyczaj wymięka (a ja z nim) jak nie ma wystarczającej ilości światła. Tym razem jednak do tematu podeszłam (zbyt) ambitnie i oto co mi wyszło...

I tryptyk z moich ulubionych bratków. :)

Miała być jeszcze ofocona piękna magnolia u sąsiadów, ale zamiast robić zdjęcia - poszłam do Lazarków pogadać. :) I dlatego zdjęć magnolii nie ma. :)

 
1 , 2









Mała
(Indyczek, Królik, Pani Prezes)


Fil
(Pierożek)


Latte
(Kawa)


Amber
(Lady Amber Herbu Tricolor)


Bii
(Biisława, Szylkretka)


Glosterowscy


Książki



Wojaże



Koty



Pasionek



Książki o kotach



Filmy



Krewni i znajomi



Autko



Jedzonko



Modele



Tubka









Licznik odwiedzin:



Gości na stronie:



free counters




























WYGRAŁAM U BASI