Wpisy z tagiem: książki

piątek, 04 kwietnia 2014
GP

Niedawno (kiedy skończyłam zajęcia na uczelni) pisałam, że wreszcie będę mogła zabrać się za zalegające stosy książek. Zamiar ten staram się realizować tak często, jak to tylko możliwe, mimo że nie napisałam o tym ani słowa na Pasionku. :)

Pomyślałam sobie, że o tym wszystkim co czytam - napiszę w osobnym miejscu.
Zakładanie kolejnego blogu wydało mi się niepoważnym pomysłem, więc na przeczytane książki znalazłam miejsce w Galerii Pasionkowej. Tak, dokładnie tam, gdzie miały być tylko zdjęcia. Są tam nadal, ale teraz mają dobre towarzystwo - moich lektur. :)

Jeśli kogoś interesują moje notatki z przeczytanych książek i czasopism, to można sobie zajrzeć tutaj

Galeria Pasionkowa

albo kliknąć w odpowiedni obrazek po prawej stronie (pod menu).

PS A ten dzisiejszy wpis, to oczywiście taka "zapchajdziura" przed wpisem ptasio-konkursowym. :) Żeby jednak nie było zupełnie bezobrazkowo, to:



źródło

Taki kubek sobie kiedyś nabędę. :) 

wtorek, 22 października 2013
PWC - wyniki.

Dziekuję wszystkim, którzy wzięli udział w Pasionkowym Wyzwaniu Czytelniczym.
Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na wyniki, ale nie wszyscy ułatwili mi życie (podsumowując swoje wyzwania w jednym komentarzu lub linkując mi do blogów) i trochę czasu zajęło mi grzebanie w czeluściach internetu i szukanie poszczególnych punktów PWC, które zrealizowałyście...

Pasionkowe Wyzwanie Czytelnicze ukończyli:

1-Baraniasty
2-Fille
3-AniaMW
4-Basia
5-Beith
6-Mbmm
7-Pani Wu
8-Temeko
9-Wilddzik

 

Machina losująca ruszyła i pokazała Zwycięzcę:

Żeby jednak ktoś nie miał pretensji, że Rodzina Organizatora nie może brać udziału w losowaniu nagród (a kto tak powiedział?) :), to losowałam jeszcze nagrodę pocieszenia i okazało się, że:

Gratuluję więc Baraniastemu i Małgosi. :)  

wtorek, 23 lipca 2013
PWC - pierwsze podsumowanie

Kto i co przeczytał od 1 lipca w ramach Pasionkowego Wyzwania Czytelniczego:

Baraniasty: 
S. Lem: Profesor A. Dońda (opowiadanie)
Andrzej Pilipiuk: Acla (opowiadanie)
Arkadij i Borys Strugaccy: Fale tłumią wiatr
Arkadij i Borys Strugaccy: Miliard lat przed końcem świata
A. Pilipiuk: Hotel pod łupieżcą czyli wakacje Jakuba Wędrowycza (opowiadanie)
A. Pilipiuk: Szewc z Lichtenrade
A. Pilipiuk, A. Łaski: Dobić dziada (komiks)
S. King: Joyland
- dwie sprezentowane książki dla Owcy

Basia
S. King: Worek kości (1)
J. Chmielewska: Całe zdanie nieboszczyka (8)
J. Herriot: Kocie opowieści (9)

Temeko
- dwa prezenty książkowe - (10) "Dlaczego" Vaclava Suplata i "Spóźnieni kochankowie" W. Whartona
"Dlaczego łabędzie maja długie szyje" i "Dlaczego jeże mają kolce" (4) 
O. S. Card: "W przededniu" (2)
S. King - "Wielki marsz" (1)
 
Beith
S. King: "Joyland" (1)
- prezent (10) "Limes inferior" Janusza A. Zajdla 
polskie opowiadanie A. Pilipiuka "Czortek" z tomu "Trucizna" (7 i 8)
M. Musierowicz: "McDusia" (3)
komiks "Miasto grzechu" Franka Millera (6)
T. Pratchett: "Carpe jugulum" (2)
baśnie (4) "Dzikie łabędzie" i przerażające "Czerwone pantofelki" Andersena
 
Wilddzik
A. Marinina : "Kolacja z zabójcą", "Zabójca mimo woli", "Ukradziony sen" (3 i 5)
J. Broszkiewicz: "Długi deszczowy tydzień" (2 i 8)
M. Bułhakow: "Psie serce" (7)
H. J. Chmielewski: "Tytus, Romek i A'Tomek" (6)
 
M.
M. Witkowski "Drwal" (5)
M. Witkowski "Lubiewo bez cenzury" (8)
 
Owca
Przeczytałam "Brulion Bebe B.", czyli szóstą część Jeżycjady (3). Podobała mi się, chociaż nie tak bardzo jak wcześniejsze tomy. Mało Borejków, mało Kreski, mało Cesi. Dużo, DUŻO Anieli. Dla równowagi na szczęście też dużo Bernarda. Uwaga, spoiler. Kiedy brodacz ubierał białą bluzkę z miejscem na "pokaźny biust nosorożca", który spiął gumką - chichrałam się jak głupia. Kiedy w kulminacyjnym gumka puściła i strzeliła Pieroga - wyłam ze śmiechu. :)

Przeczytałam też kupione jakiś czas temu "Przygody kota Filemona"  Marka Nejmana i Sławomira Grabowskiego (4). Kupiłam to najnowsze, wypasione wydanie z "Naszej Księgarni". Jest piękne, eleganckie i.... nie kosztowało fortuny! O ile dobrze pamiętam, to z okazji Dnia Dziecka była w Empiku jakaś promocja i za dwie książki (ostatni tom "Poczytaj mi, mamo" i za Filemona) zapłaciłam tyle, ile zwykle płaci się za jeden tom z tej serii.
Cieszę się, bo przypomniałam sobie, jak bardzo lubiłam te bajki (nawet ilustracje są takie, jak w poprzednich wydaniach), jaki był Pierożek, jak była małym kotkiem i jaki straszny leniwiec z tego Bonifacego. :)
Duża przyjemność z lektury. :)
 
Mam za to problem z Kingiem. "Joyland" przeczytałam w czerwcu, a na PWC zostawiłam sobie "Wiatr przez dziurkę do klucza". I był to błąd, bo książkę odłożyłam po 15 stronach. Nie chcę wracać do czegoś, co miało już swój koniec. Wiem, jak się ta opowieść zakończyła (bardzo byłam zła na Króla...), wiem, co się stało z bohaterami i nie chcę - nagle - znaleźć się ponownie w środku tej historii. Szczególnie, jeśli sam King umiejscawia tę książkę gdzieś między tomami "Mrocznej Wieży".
Pozostaje mi jedynie: czekać na "Doctora Sleep" (wrzesień), przeczytać coś, czego jeszcze nie czytałam (niewiele tego zostało), albo wchłonąć jeszcze raz któreś z opowiadań. Zobaczymy.
 
Proszę uczestników o sprawdzenie czy wszystko się zgadza i uzupełnienie, jeśli coś w międzyczasie przeczytaliście.
Nowe punkty do PWC można uzupełniać w komentarzach również do tego wpisu. :)
czwartek, 18 lipca 2013
Król jest wszędzie ;)

Dzisiaj na Wącham Książki odkryłam takie oto zdjęcie:

 

źródło

I opadła mi szczęka. Jakim cudem ja nie miałam pojęcia o ekranizacji "Pod kopułą"?!
Ostatnio moja czaszka jest bombardowana sporą ilością informacji różnego typu i muszę odsiewać, przecedzać... Źle odsiałam? Jak mogło mi to umknąć? 
"Chodźmy sitkiem czerpać wodę..."*

*kto pamięta skąd to cytat?

Ale nie ma tego złego i tak dalej, bo już wiem, co będziemy z Baraniastym teraz oglądać. :)
Na khaleesi i Lukrecję musimy czekać aż do kwietnia przyszłego roku, na Meredith do września bieżącego, więc teraz jest czas idealny. :)

Ktoś już oglądał? Z tego, co wiem, to już są ze cztery odcinki...

 

Prywata: dzięki Ci, NzT, za znalezienie tego, co znalazłaś ;), bo mielibyśmy psinco, a nie oglądanie Kinga, smoków, chętnych do objęcia Żelaznego Tronu, borgiowskiej rozpusty i  Cristiny Yang trzymającej czyjeś serce w dłoniach. Że o Gregorym Housie nie wspomnę. :) 

poniedziałek, 01 lipca 2013
Pasionkowe Wyzwanie Czytelnicze.

Tysiące razy pisałam już o wyjątkowych rocznicach Pasionkowych (wirtualnych i realnych). :)
A że nadchodzą kolejne, to wymyśliłam Wyzwanie.
Nazwijmy je Pasionkowym Wyzwaniem Czytelniczym, ponieważ 25 lipca Pasionek będzie obchodził swoje 3 urodziny. :)
Pozostałe okazje (wrześniowe) miejmy póki co "w rozumie". :)
Wyzwanie będzie oczywiście dotyczyło książek i czytania :)

Pierożek zaprasza na Pasionkowe Wyzwanie Czytelnicze:

 

ZASADY:

do końca września proszę, żeby przeczytać:

1) jedną książkę Stephena Kinga

Właśnie Kinga i nikogo innego. Bo to właśnie od książek Króla wszystko się zaczęło... :)

W tym względzie będę tolerancyjna, bo jestem w stanie zrozumieć, że ktoś może nie lubić (?) czytać książek tego autora - dopuszczam więc możliwość wchłonięcia tylko jednego opowiadania. :) Gdyby ktoś się zastanawiał od czego zacząć - służę pomocą ;)  

2) jedną książkę przygodową lub fantastyczną (w tym sf, fantasy, steampunk itd.)

Więc albo (na przykład) Szklarski i Niziurski, albo Pratchett, O. S. Card, S. Lem czy Strugaccy. :)

3) jedną książkę obyczajową 

Pisząc to, miałam na myśli książki M. Musierowicz, które ostatnio chłonę, ale wybór należy do czytających :)

4) jedną bajkę lub baśń

5) jeden kryminał lub horror

6) jeden komiks

Zakładam, że jeden strip Garfielda lub Fistaszków, to trochę mało :)

7) jedno opowiadanie

8) książkę polskiego autora/autorki

9) książkę /opowiadanie o kotach / psach / ptakach

10) Ostatnie wyzwanie polega na podarowaniu komuś książki. Może być to książka kupiona (nowa, w cenie regularnej, albo kupiona za 1 zł w antykwariacie lub na wyprzedaży) lub nie (na przykład znaleziona na bookcrossingu). Ważne jest, żeby książka została podarowana i ważne jest komu. 

Wiem, że czasu jest niewiele, ale proszę o nietworzenie kumulacji większej niż trzyelementowej na przykład: 

"Złote popołudnie" Sapkosia, to fantastyczne opowiadanie polskiego autora (głównie) o kocie, z elementami bajkowymi. Tu elementów jest pięć. Należałoby więc zdecydować się na najwyżej trzy (mogą być: opowiadanie, polski autor, kot).

Inny przykład: "Mgła" S. Kinga to opowiadanie (nawet jeśli udaje nowelę) i w dodatku horror (są więc trzy elementy).

Przygotowując to wyzwanie myślałam o książkach w formie tradycyjnej. Po dłuższym namyśle dochodzę jednak do wniosku, że chodzi przede wszystkim o CZYTANIE. Więc e-booki też mogą być. Ale a-booki już nie. :)

INWIGILACJA, czyli jak mam zamiar sprawdzić to, co i czy przeczytaliście? :) No cóż - będę liczyła na Waszą uczciwość, tak po prostu. :) Chciałabym, żebyście pisali na bieżąco na swoich blogach (jeśli ktoś ma), albo w komentarzach do tego wpisu o tym, co czytacie i jak Wam się podoba. Może być w kilku słowach, może być w obszernej recenzji.

Jeśli ktoś pisze blog, to proszę o umieszczenie banerka z Pierożkiem i linkiem do Wyzwania. :)

 

A ja na końcu zrobię wielkie podsumowanie: kto i co przeczytał oraz kto i co komu podarował. :)

Co z tego wszystkiego będzie miał Uczestnik?

Satysfakcję i - o ile wszystkie kryteria zostaną spełnione - specjalnie przygotowaną nagrodę, którą może otrzymać w drodze losowania.

Najbardziej bym chciała, żeby w wyzwaniu wzięły udział moi stali Pasionkowi Czytacze. Ale jeśli ktoś do tej pory "obcy" też będzie chciał, to serdecznie zapraszam. :)

Małgosiu, Aniu M.W., Wilddziku, Beith, Temeko - nie ukrywam, że o Was myślałam, kiedy przygotowywałam to Wyzwanie. :)

Sarenzir, Mamo Pietruszki i Zochacza - nie znam Waszych preferencji czytelniczych, ale może się skusicie? :)

 NzT, p. Olu - dacie się namówić? :) 

sobota, 29 czerwca 2013
Park uciech (?)

Kinga [czytać] albo się lubi albo nie. Ja lubię i to bardzo. A jednak znak zapytania w tytule jest...

"Joyland" zostawiłam sobie na wakacje (od uczelni) - jak zawsze w przypadku nowej "uczty" i w myśl zasady, że do lektury Króla muszę mieć czas i nastrój.
Zasiadam więc, celebruję i co? Koniec książki.

W związku z tym moje odczucia są ambiwalentne. Z jednej strony, to przecież King, czyta się świetnie, a z drugiej... Książka sprawia wrażenie, jakby została napisana "na kolanie". Jakby Autor przy obiedzie wpadł na pomysł, po podwieczorku zebrał informacje, wieczorem "machnął" książkę i przed śniadaniem zaniósł ją do wydawcy. 
Kupimy? No pewnie, że kupimy, a już na pewno przeczytamy - my, bezkrytyczni fani chłonący każde słowo, które wyszło spod palców Króla...

Z przeczytanych kilku recenzji wynikało, że Autor skupił się na przedstawieniu działalności i zasad panujących w wesołym miasteczku oraz na wątku romansowym, zamiast na stworzeniu horroru z krwi i kości. Wszystko się zgadza, ale nie uważam tego za zarzut. Przypuszczam, że gdyby King napisał esej o wędkarstwie spinningowym, to też czytałabym go z wypiekami na twarzy. ;)

Jaki więc jest "Joyland"? Krótki. Niezły, ale po cegłach-majstersztykach takich, jak "Pod kopułą", czy "Dallas '63", po prostu czegoś tej książce brakuje. Ledwo się człowiek rozpędzi, a tu posłowie. Ano właśnie. Posłowie. U Króla zawsze (co najmniej) kilkustronicowe, z licznymi wyjaśnieniami.
A teraz? Półtorej strony. Opływające w ironię półtorej strony! Argh.

Ale jest jedna rzecz, za którą Króla uwielbiam. No dobrze - kilka, ale ta jest najbardziej znacząca: jego przekonanie, że w bibliotece można znaleźć wszystkie informacje, jakich się potrzebuje. Co robią bohaterowie, kiedy chcą się czegoś dowiedzieć? Idą do biblioteki. I nie ważne czy sami szukają, czy pomaga im bibliotekarka/bibliotekarz. IDĄ DO BIBLIOTEKI. I za to, panie King, ma pan moją nieskończoną wdzięczność. :)

Podsumowując: polecam, ale z uprzedzeniem, że niektóre opowiadania Kinga są obszerniejsze i bardziej złożone niż ta lekturka. :)

Acha. I już nigdy, przenigdy nie wejdę do domu strachów w wesołym miasteczku. 

niedziela, 15 lipca 2012
Miazga.

Macie tak czasami, że po lekturze naprawdę świetnej książki nie potraficie przez jakiś czas dojść do siebie?

Pisałam ostatnio, że dawno nie czytałam książki, która poruszyłaby mnie dogłębnie, która pozostawiłaby po sobie żal, że już się skończyła.
No i się doczekałam. Sama chciałam.
Książka mnie nie poruszła, nie zaskoczyła mnie, o nie. Ona mnie zmiażdżyła. 

Przez dwa dni dochodziłam do siebie i nie byłam w stanie sięgnąć po następną, bo jakakolwiek inna wzięta do ręki książka nie była w stanie zmienić tego, że poprzednia się skończyła.

I tak naprawdę wcale nie chodzi o motyw przewodni, bo historia Stanów Zjednoczonych nigdy mnie nie fascynowała. Nie chodzi również o podróże w czasie, bo te bywają skomplikowane, a ciąg przyczynowo-skutkowy nie zawsze jest zrozumiały i logiczny.
Chodzi o dwoje głównych bohaterów. Chodzi o to, że on jest nauczycielem, a ona jest bibliotekarką...

A potem jest już tak, jak zawsze: czasami bardzo krwawo i przerażająco, ale od początku do ostatniej - 850 strony - jest fascynująco. 
Napisana jest idealnie, dokładnie tak, jak lubię - zdania w głowie układają się właśnie tak, jak powinny. Przy kolejnych stronach miałam coraz większe wrażenie, że autor pisze tak, jak ja myślę, więc i zakończenie nie będzie dla mnie zaskoczeniem.
I jak zwykle - bardzo, bardzo się pomyliłam.

Dobrze, że epilog czytałam późną nocą, bo nikt (nawet śpiący NzM i koty) nie widział wstrząśniętej Owcy...

Nie jest tak dobra jak poprzednia, ale jest genialna. 
Jest doskonała, bo jest moja (nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć, ani użyć innego słowa).
JEST i trzeba ją przeczytać.
"Dallas '63" Stephena Kinga. 

Tagi: książki
21:05, ofczasta
Link Komentarze (5) »
piątek, 29 czerwca 2012
Read&watch

Ponieważ od nowego roku szkolnego wiele się zmieni, to nadchodzący czas muszę wykorzystać tak bardzo, jak tylko mogę.
Dzisiaj więc będzie o przeczytanych niedawno książkach i obejrzanych filmach.

Książki:
- T. Pratchett: Panowie i Damy. Jedna ze słabszych w cyklu, ale nie najgorsza. Głównie dlatego że tam, gdzie jest babcia Weatherwax, to zawsze "się dzieje". Nie można też nie wspomnieć o niani Ogg. I jej słynnej piosence o zwierzęciu kolczastym... Uwielbiam humor praczetowy. :)
NzT prowokuje mnie do czytania klasyki twierdząc, że na studiach (jeśli je zacznę - przyp. Owcy) takich rzeczy się nie czytuje (?). Nie pozostaje mi więc nic innego jak NACZYTAĆ się na zapas ;), a klasykę czytać wtedy, kiedy będzie to konieczne. :)
- Firmin (aut. Sam Savage) - książka, na którą strasznie się napaliłam przeczytawszy recenzję na jednym z blogów ksiązkowych. I co? I szału nie było, a nawet uważam, że straciłam czas - naprawdę nie musiałam tej książki czytać. Narratorem jest szczurek, który pożera ksiązki (najpierw dosłownie, potem już niekoniecznie). I nie, nie jest to książka dla dzieci. Niczego nie wniosła, niczego nie zmieniła w moim życiu (tak, wiem, nie każda książka to czyni), a moje podejście do tych gryzoni jakoś szczególnie się nie zmieniło (nawet jest pani Sumińska twierdzi, że to zwierzęta nadzwyczaj inteligentne). Można sobie odpuścić, albo przeczytać w czasach wielkiej nudy.
- ostatnia część cyklu o Eragonie (czyli Dziedzictwo t. 2, Ch. Paolini). I tutaj wypadałoby zamieścić elaborat na temat całego cyklu i moich przeżyć w trakcie czytania... Tymczasem napiszę jedynie: nareszcie koniec. I wrażenie potęguje sam młodociany autor, który przez karty swojego "dzieła" daje do zrozumienia, że chce wreszcie ten cykl skończyć. Podobno miał stworzyć trylogię - "wyszło" mu 5 tomów. Specjaliści od pijaru widać mieli decydujący głos. Cykl ma tyle uchybień logicznych, stylistycznych i składniowych że strach się bać. Może to wina tłumacza - może wina autora. Nie mnie osądzać. Polecać młodzieży będę - bo przed nimi jeszcze wiele innych (lepszych) lektur, a historia o Eragonie i jego niebieskiej Smoczycy jest zdecydowanie warta uwagi.
- Kobieta w lustrze Schmitta. Kolejne rozczarowanie. Czy E.E. stworzy jeszcze kiedyś coś, na miarę "Oskara...", "Przypadku Adolfa H." i innych? Bo ostatnie jego powieści wyglądają jak odcinanie kuponów od popularności. Przykre i irytujące, bo to kolejna książka, na którą dałam się nabrać (że bardzo chcę ją przeczytać).

Przeczesuję pamięć i nie mogę sobie przypomnieć chociaż jednej książki, która czytałam niedawno, a która wywarła na mnie na tyle pozytywne wrażenie, że żal było ją skończyć. Pratchetta czyta się świetnie, ale zawsze jest kolejny tom (przynajmniej na moim etapie czytania) i nie ma obaw, że szybko się skończy.
Ale książka wartościowa, taka, którą naprawdę żal było kończyć? Nie pamiętam.
Kilka dni temu odebrałam paczkę w Empiku (była promocja 25% ;) ) - są w niej dwie książki dla mnie i dwie dla Baraniastego. Jeśli żadna z tych dwóch, ani nowy King (który został na wakacje) nie wywoła we mnie pozytywnego wrażenia, to chyba wezmę sobie "Nędzników" i przeczytam jeszcze raz (!) żeby przeżyć prawdziwą ucztę  czytelniczą...


Filmy:
- do godnych uwagi zaliczyłabym Avengers - ze względu na świetne dialogi, zachęcenie mnie do obejrzenia "Iron Mana" oraz oczywiście na Thora, Lokiego i Hawkeye'a, rzecz jasna. ;) Scarlett J. (Black Widow) jedynie mi przeszkadzała - trudno ukryć, że w tym filmie najważniejsi są superbohaterowie. ;)
-  Faceci w czerni 3 to jakieś nieporozumienie. Nie wiem co mnie podkusiło żeby chcieć iść na to do kina. Na szczęście nie mieliśmy czasu i uniknęliśmy kolejnego rozczarowania. O ile zabawy z wehikułem czasu są często bardzo intrygujące, o tyle tutaj... nie było tak naprawdę na co patrzeć i czym się emocjonować. Może w 3d chociaż efekty "robiły robotę".
 - Fighter jedna wielka rewelacja - a rola Ch. Bale'a naprawdę powinna  przejść do historii kinematografii, chociaż w tym filmie niemal wszyscy są doskonali.
- Mission imposible: Ghost Protocol - możecie się śmiać, ale ja to (serię MI) naprawdę lubię. :) I jakkimkolwiek nawiedzonym wariatem (w życiu prywatnym) Tom C. by nie był - nie ma sobie równych biegając po Burdż Chalifie. No nie ma bata. Zabawa jest przednia. :)
- Służące - bardzo gorąco polecam. Film jest świetny, mądry, poruszający. Doskonały. Naprawdę trzeba go zobaczyć.
- a kiedy polegiwałam z Pierożkiem (bynajmniej nie z powodu niedyspozycji Fil...) wpadły mi w oko jeszcze: "Footloose" (znośne, ale poprzednia wersja bardziej mi się podobała) i "Jak ona to robi" (zdecydowanie wolę, żeby S. J. Parker została przy serialu SATC).
- ucztą filmową (kinową) miał być za to film Królewna Śnieżka i Łowca. I film naprawdę jest niezły - zupełnie niebajkowy, mroczny. Doskonałą rolę zagrała Ch. Theron (Królowa) - w większości scen jest tak piękna, że miałam ochotę zasłonić Baraniastemu oczy ;), Chris Hemsworth jest boski, ale tylko jako ozdoba ekranu, bo oglądający ma wrażenie, że temu panu zdecydowanie bardziej pasuje czerwona peleryna i zaczarowany młot. Natomiast o Krystynie S. można powiedzieć wiele, ale niestety niczego pochlebnego. Chciałam jej dać szansę, żeby nie kojarzyć dziewczyny tylko z cyklem o wampirach, ale nie ma takiej możliwości. Naprawdę przez dwie godziny nie widziałam, żeby zmieniła mimikę twarzy (ma wiecznie rozchylone usta!) i już po dłuższej chwili człowiek chce błagać, żeby podmienili aktorkę, bo tej nie da się zdzierżyć. ;) Całość jednak - raczej na plus, dzięki Królowej i Krasnoludom. :)

A na koniec najnowsza kartka postcrossingowa - bardzo mi się podoba. :)
Baraniasty stwierdził, że kiedyś tak będzie wyglądać nasze mieszkanie i my sami, jak Owca nie przestanie kupować książek "na reklamówki". A że nie przestanie.... ;)

Kartka o numerze 1436759, przyszła z Niemiec.

21:45, ofczasta
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 09 kwietnia 2012
Personel.

Chodzi oczywiście o Personel koci (i ptasi) i o to, jak spędza świąteczny czas.

O futrzastych i pierzastych będzie następnym razem, bo one głównie odpoczywają (no dobrze - odpoczywają tylko te z futrem, bo te z piórami mają mnóstwo pracy...). Dwunożni są natomiast ciągle czymś zajęci.

Mam takie dziwne wrażenie (obawę?), że zanim się zorientuję już będzie grudzień i koniec roku. Przesadzam? To jakim cudem już jest kwiecień?! 
Perspektywa dwóch wolnych dni świątecznych skurczyła mi się do jednego popołudnia przeznaczonego na blogowanie (a jeszcze powinnam dzisiaj przygotować kartki na PC).

Wczoraj odpoczywaliśmy po sprzątaniu sobotnim, okien jednak nie umyłam (czym znowu niewątpliwie gorszę niektórych sąsiadów), a Fordka też nadal wozi na sobie krajobraz zimowy...
Co ja poradzę na to, że nadal jest (dla mnie) zimno? Jak wyjściową temperaturą będzie 15 stopni (w cieniu) to bardzo chętnie. I okna i samochód.
Do tego czasu zgadzam się z Fil - akceptowalne są jedynie: mięciutki kocyk i nagrzany kominek. :)
Oprócz tego może być dobry film i dobra książka. :)

Jesli chodzi o książki, to wchłonęłam ostatnio "Dzienniki kołymskie" i byłam mocno zszokowana. Głównie własną ignoracją i niewiedzą. Wstyd mi, że nie miałam pojęcia o pewnych zagadnieniach, ale na szczęście człowiek uczy się przez całe życie.

Przeczytałam też "Pana Samochodzika i templariuszy" na lekcję z dziećmi i to też była dla mnie nowość. Nienackiego owszem, czytywałam w czasach młodości (jak to  brzmi...), ale wydaje mi się, że cyklu o Panu Samochodziku - nie. Nie miałam też pojęcia, że w sumie wydano ponad setkę książek związanych z przygodami pana Tomasza w dziwnym wehikule, jak również o tym, że autor (Nienacki) był postacią kontrowersyjną (i to nie tylko dlatego, że napisał też powieść erotyczną).

W międzyczasie trafiła w moje ręce fotobiografia Marii Skłodowskiej-Curie. Rozczarowałam się z dwóch powodów - większość fotografii była już mi znana (to tyle jeśli chodzi o zdjęcia, których "nigdy dotąd jeszcze nie publikowano" jak mnie zapewniano w opisie do tej pozycji), poza tym - mam wrażenie, że książkę wydano "z okazji" (ogłoszenia roku 2011 rokiem M.S-C) . Nie cierpię książek "z okazji", bo nie wnoszą one tak naprawdę żadnych rzetelnych treści, a są jedynie formą promocji, bo przecież "i tak ktoś to kupi". No i kupiła - Owca bibliotekarka za 55 zł. :/ 

Gorsze rozczarowanie spotkało mnie w przypadku przedostatniego tomu pewnego cyklu. Napiszę bardziej konkretnie, jak już skończę całość (jeśli w ogóle dam radę to dalej czytać), bo głupio by było później odszczekiwać, jeśli autor okaże się jednak twórcą wybitnym (ha ha, na pewno). 

Z filmów w miarę interesujących obejrzeliśmy ostatnio "Immortals" i "Thora". W drugim mocno irytowała mnie N. Portman, która niemal mdlała na widok gołej klaty nordyckiego boga, a w pierwszym podobały mi efekty i posoka ściekająca z ekranu (walka bogów z tytanami - miodzio). ;)
W międzyczasie do napędu wskoczyła też płytka z "Trzema muszkieterami" (świetny, odprężający, zabawny), w którym zachwycił mnie Orlando sprawiający wrażenie, jak gdyby bawił się swoją rolą i w którym aktor grający kardynała Richelieu zniechęcił mnie do siebie totalnie (duże znaczenie ma tutaj fakt, że wcześniej widziałam go w "Wodzie dla słoni").
Byli też "Giganci ze stali" (Wolverine sprawia wrażenie, jakby brał oddech od X-menów), "Przed świtem" cz. 1 (oczywiście, że wygryza, mimo że nie wygryza! ;)) ) i "Conan" (Małgoś, miałaś rację - chociaż jedna scena jest w tym filmie warta uwagi). 
Z filmów naprawdę godnych polecenia zachęcam do obejrzenia "Drive" (zamówione w Empiku OST do tego obrazu już do mnie idzie) i "O północy w Paryżu". Oba (skrajne różne) filmy naprawdę mi się podobały. Nie ma co opowiadać (a recenzji wszędzie pod dostatkiem) - sami musicie zobaczyć. :)

A na koniec, żeby wpis nie zawierał tylko samego tekstu, zwiastun od którego ciarki mi idą po krzyżu... ;)

źródło: YouTube (nadesłany przez CieonMovies 30 stycznia 2012)

niedziela, 04 grudnia 2011
K.

Marzy mi się takie zwykłe 5xK.
Kubek gorącej earl grey z cytryną, katarzynki (pierniki bez czekolady), ciepły kocyk i kot, czyli Pierożek na kolanach.
A póki co nadal, ciągle jestem w biegu.

Wykończyłam (jak to brzmi...) świąteczne prezenty i teraz po kolei będą się pojawiać na Dekupażu Owczym. Przy okazji zachęcam do odwiedzin, bo znalazłam czas żeby tam trochę odkurzyć, posprzątać i "pomalować". Tak więc nowości, nowości, nowości - na moim drugim, rękodzielniczym blogu.

klik

Na moim najpierwszym, najważniejszym Pasionku zmian szczególnych nie przewiduję, chociaż nadal rozważam przenosiny na WP. Zobaczymy jaka będzie ostateczna konkluzja. ;)

Pasionek nie jest co prawda blogiem książkowym ani filmowym dlatego też obszernych recenzji nie będzie, ale wspomnę dzisiaj o kilku pozycjach, które  przeczytałam i które - mimo nawału obowiązków - udało nam się obejrzeć.

Książek nie było dużo (bo i czasu było mało), ale wpadł mi w ręce drugi tom "Poczytaj mi mamo" (pierwszy jak na razie wydaje mi się lepszy) i miło było ponownie odbyć sentymentalną podróż do dzieciństwa.
To nie to samo co czytanie kwadratowych bajeczek o formacie 15 cm (strzelam, nie pamiętam dokładnie), ale
przecież liczy się treść. :)

Dzięki uprzejmości M. udało mi się też pochłonąć kolejny tom "Pamiętnika Kociłapki" (trzeci, tym razem). Jeśli lubicie komiksy - zachęcam, bo mnie się bardzo podobały perypetie właścicielki syjamki (a potem również innych trzech kociambrów), ale jeśli nie trawicie komiksu typu manga (ja tak mam...), to i tak nie powinniście czuć się zrażeni, bo wydaje mi się, że to nie jest typowa manga.
Czyta się szybko (za szybko!) i bardzo przyjemnie. :)


W międzyczasie była jeszcze "Tarantula", która zaskoczyła mnie do tego stopnia, że chcę zobaczyć film (Almodovara) i wtedy może będę w stanie powiedzieć chociaż co myślę. Bo teraz myślę jedynie: intrygujące.

Na poprawę humoru wchłonęłam pratchettowego "Kosiarza", który (standardowo) podobał mi się bardzo - może dlatego, że uważam iż postać Śmierci wyszła Mistrzowi Terry'emu naprawdę dobrze. Nie tylko w tym tomie.

Filmów natomiast było kilka, różnych, mniej lub bardziej wartych zapamiętania.

Podobał mi się "Wanted" (MIMO przeraźliwie chudej Andżeliny) i - skoro jesteśmy przy superbohaterach to - "X-men pierwsza klasa". Nie potrafię obiektywnie podejść do serii X-menów (lubię), ale wydaje, że to jedna z lepiej zrobionych części. Polecam wielbicielom tego gatunku, naprawdę mi się podobało. I nawet głębia psychologiczna tam jest ;) a podryw "profesora" Xaviera powinien przejść do klasyki cytatów filmowych. Podobnie jak scena w barze (z Wolverine'm). :)

Obejrzeliśmy też "Gnomea i Julię" (brawa, BRAWA za dubbing!) oraz Baranka Shaun'a (nadal oglądamy, bo to odcinki - jakie to jest fajne!).

Filmem, który mną mocno wstrząsnął i przeraził bardziej niż niejeden horror było "127 godzin", czyli film o uwięzionym grotołazie (speleologu?). Sporo  retrospekcji (facet siedzi uwięziony w kanionie, to co ma robić jak nie wspominać i przeprowadzać głęboką analizę swojego życia?), które uśpiły moją czujność.
Najważniejsza scena w całym tym filmie wgniotła mnie w fotel i zostawiła w tym miejscu jeszcze długo po napisach. Głównie dlatego, że to film
oparty na faktach - fikcję przyjęłabym bez mrugnięcia okiem. Czegoś, co naprawdę się zdarzyło już tak łatwo nie przetrawię... 

Jeśli chodzi o książki, to czeka już na mnie stosik (nie wiem kiedy ja to wszystko przeczytam...) a w nim między innymi listy M. Skłodowskiej-Curie do córek, Kompendium Wiedzy Smokologicznej ;) i inne cudeńka. A teraz czytam Wilta. ;)

W przypadku filmów ostrzę sobie kły na "Fightera" oraz "Conana" (mimo miażdżącej opinii M.) ;) a także na "Zmierzch vol. 4 part 1" (a czemu nie?).

Czy zauważyliście tę szaloną tendecję do dzielenia wszystkiego na połówki, dwuczęściówki, cokolwiek tylko możliwe?
Ja wiem, że chodzi o pieniądze (ponad wszystko!) ale żeby to miało jakiś, jakikolwiek sens? Co to za idiotyczna moda?
Ostatnia część Harrego Pottera - w
dwóch częściach, Zmierzch 4 - dwie części, Hobbit wejdzie na ekrany w dwóch częściach (!), a nowego, ostatniego już Eragona (książka!) również widziałam w dwóch częściach. Obłęd.

A przy okazji - gdy przygotowywałam dla dzieci spotkanie właśnie o "Hobbicie..." to trafiłam na plakaty z filmu, który ma za rok pojawić się na ekranach kin. 
I powiem tak - nigdy nie przypuszczałam, że Thorin tak może wyglądać. :) Sami zobaczcie :)

 
źródło 

Czy pamiętacie (bez pomocy googli) jak nazywał się ten piękny miecz Thorina? A kto poda wszystkie trzy nazwy? :)

 
1 , 2 , 3 , 4














Mała
(Indyczek, Królik, Pani Prezes)


Fil
(Pierożek)


Latte
(Kawa)


Amber
(Lady Amber Herbu Tricolor)


Bii
(Biisława, Szylkretka)


Ptaszki


Książki



Wojaże



Koty



Pasionek



Książki o kotach



Decoupage Owcy



Filmy



Krewni i znajomi



Autko



Jedzonko



Modele



Tubka









Licznik odwiedzin:



Gości na stronie:



free counters