Wpisy z tagiem: tubka

niedziela, 05 stycznia 2014
Uśmiechowo.

Rowerowaliśmy dzisiaj. Rowerujemy tak sobie od 26 grudnia (o tym będzie osobny wpis), z przerwami, rzecz jasna, ale sam fakt, że w GRUDNIU można (w sensie: ja mogę!) jechać na rowerze do parku był dla mnie mocno zaskakujący. :)

Wróciłam z paną, ale i z uchachaną paszczą.

Głównym powodem mojej radości, było to Wspaniałe Zjawisko. Głównym, bo rowerowanie, spotkanie z Mo oraz dokarmianie wszelkich stworzeń parkowych, to kolejne powody, aby przez resztę dnia się uśmiechać. :)

Żeby więc nadal pozostać w tym pozytywnym klimacie, zobaczcie, co wymyślił Simon (z okazji Helołinu, ale się zagapiłam). :)

Arachnofobicy (arachnofobiarze? :) ) niech sobie może odpuszczą seansik. 

 źródło

czwartek, 04 lipca 2013
Pomoc w ogrodzie :)

Z dedykacją dla wszystkich, którzy lubią przesadzać roślinki z pomocą kociambrów. :)

źródło

piątek, 03 maja 2013
You have to let her go.

Nie wystarczą trzy zdania żeby pogodzić się z odejściem Indyczka.
Nie wystarczy tydzień, dwa, pięć.
Nie wystarczy przeglądanie zdjęć i wpisów na Pasionku.

Nadal przygotowuję 5 misek na śniadanie i dziwię się, że jedna zostaje. Nie umiem podzielić jedzenia na cztery koty.
Nie potrafię karmić Futrzastych przysmaczkami, bo patyczki jadła przecież przede wszystkim Mała.
Kiedy wołam
kociaste na kolację, to głos więźnie mi w gardle, gdy dociera do mnie, że Indyk nie jest zamknięty w pokoju z ptaszkami i po prostu nie przyjdzie.
Zamykam drzwi zewnętrzne na dwa zamki, nawet jeśli idę na chwilę do Fordki, bo przecież Mała sobie otworzy i wyjdzie (zrobiła to tylko raz, ale dla mnie wystarczyło).
Blokuję się, kiedy liczę koty (kilka razy dziennie: przy wyjściu z domu, przed włączeniem pralki, zamknięciem balkonu, pójściem spać). Doliczam do czterech i się zawieszam.
Nikt mi nie śpi na głowie, nie budzę się z futrem w ustach, nikt mnie nie budzi o trzeciej nad ranem, "żeby głaskać po wąskach".
Nie ma kota, który bawi się spinaczykami, który poluje na paragony, albo woreczki. Nikt nie drapie nam drzwi i framug do gołego drewna.
Nikt nie spuszcza pawi z szafy (z rozbryzgiem!) albo z pieca.
Nikt z
zapamiętaniem nie liże świeżo założonego na kubełku worka na śmieci.
Nikt mnie już nie sterroryzuje (Mała, to był jedyny kot, który jak na mnie s p o j r z a ł, to wychodziłam z pokoju. Mogłam sobie pozwolić na ten respekt w stosunku do Pani Prezes - bo samiec Alfa od dawna w naszym stadzie jest ustalony).

 

Mała odeszła 22 kwietnia, w Dzień Ziemi, Matki Ziemi, Wszechmatki, Wielkiej Melitele...
Wtedy zatrzymałam jej urodzinowy licznik.
Wiem, że Wielka Melitele dba o mojego Indyczka. Że nikt jej nie niepokoi (Mała lubiła tylko Pierożka), na śniadanie jest niebiańska skrobana wołowinka i że czeka na nas.
Bo przecież kiedyś znowu się zobaczymy, z naszym Pierwszym
Kotem - Małą, od której wszystko się zaczęło.

Dla wszystkich, którzy wsparli mnie słowem (dziękuję Wam), a przede wszystkim dla mojego wspaniałego NzM i dla mojej NzT, której mądre słowa zapadły mi głęboko w duszę - mój Indyczek, moje Maleństwo, na 85 zdjęciach. W większości takich sprzed 10 lat (wpółczesne były na bieżąco na Pasionku), w większości ze swoim ulubionym Pierożkiem, w większości, kiedy Indyczek była młodym kotkiem.

Miłego oglądania - mnie niestety nadal od razu "pocą się oczy" i mam zamazany obraz. :)

21:19, ofczasta
Link Komentarze (8) »
niedziela, 10 lutego 2013
Dzieje się.

W sprawie ptasiej u nas, proszę Państwa, dzieje się.
Dzieje się na przykład to:

źródło

O tym, że Bii jest naczelną ornitolożką pisałam tutaj.

Ale nie tylko Bii. Dowód na poniższym zdjęciu.

 

Szylkretka nie udaje, że ptaszki jej nie interesują, natomiast Trykotka chowa się pod regałem licząc na to, że Personel jej nie zauważy i wyjdzie z pokoju starannie zamykając za sobą drzwi... 

niedziela, 30 grudnia 2012
Mokro-pierzaste. :)

W połowie grudnia udaliśmy się z Baraniastym do Krakowa. Naszym głównym celem był Jarmark Bożonarodzeniowy, chociaż planowaliśmy też inne krakowskie atrakcje. 
Co nam z tego wyszło - zobaczcie sami. :) 

Kraków zimową porą, w obiektywie Owcy.

A tutaj przedsmak wizualnej uczty (mam nadzieję):

Zostawiłam nasze komentarze w tle dlatego, że najfajnieszy w tym wszystkim był wrzask pierzastych (NzM zdecydowanie za wolno rzucał chlebek). Po dodaniu muzyczki, nie byłoby ich słychać. 
W ten sposób idealnie też słychać, jak wielką radochę mamy z tego, że kaczki robią ziuuu lądując i ślizgając się na wysuniętym "podwoziu". I jak Owca karci jedną z kaczuch za poszczypywanie sąsiadek, określając ją uroczo: "ty zołzo". ;)
Oczywiście, od narratorów dowiecie się też tego, że Owca po raz pierwszy kręciła filmik ("gdzie to się wyłącza"), a także tego, że jak obraz się trzęsie, to znaczy, że operatorka chichotała. ;)
Poza tym - jestem z siebie dumna, bo zdjęć zrobiła około pół tysiąca. Przy Wiśle było mroźno, więc zamarzły mi dłonie, ale co tam - warto było. :)
 

sobota, 24 listopada 2012
Ptaszkowo.

Dzisiaj będzie wpis o pierzu. :)
Za każdym razem zastanawiam się co robią Futrzaste, kiedy przez cały dzień nie ma mnie w domu. Na szczęście NzM zdaje mi relacje (na bieżąco, lub wieczorem - kompleksowo).
Tak więc, oprócz stałych punktów programu takich, jak spanie, jedzenie i "pomaganie" Barankowi, Kociambry oglądają namiętnie "telewizję".
Nie wszystkie rzecz jasna, ale są stałe etuzjastki tej formy rozrywki.
A rozrywka jest przednia, bo przez cały dzień nadawany jest program ornitologiczny. :)
Siedząc na pudełku z prosem, albo po prostu - na parapecie, można zobaczyć następujące atrakcje:
- sikorki
- wróble
- gołębie
- a czasem nawet sójki!

Wygląda to mniej więcej tak:

 

Sejmik wróblowy.

Zdjęcie nie jest rewelacyjne, ale chciałam Wam pokazać "wykolegowaną" przez wróble sikorkę.

Ponieważ w sklepach (zwykłych, typu Lidek i zoologicznych) trwa ostatnio posucha na jedzonko dla dzikiego ptactwa - sami sobie zrobiliśmy karmidełka z wypełnieniem. Świetnie sprawdziły sie małe wiaderka po dużej porcji serka wiejskiego wypełnione stopioną słoninką wymieszaną z różnymi ziarnami - z przewagą słonecznika).



 

To wiaderko jest zawieszone bardzo blisko parapetu zewnętrznego - sikorki sobie wyjadają nie niepokojone przez wróble i gołębie, a (zazwyczaj) Amber i Bii mają rozrywkę. :)

 

(portreciki sikorek oraz poniższy filmik są autorstwa Baraniastego

A taki mamy ruch na bzie za oknem. :)

 

A jak już o ptactwie mowa, to jeszcze się znowu pochwalę NzM.
Pamiętacie zdjęcie Meli (Pani Glosterowej) z tego wpisu?
I znowu Baraniasty zwyciężył zdjęciem Pani Glosterowej w kolejnym konkursie na portalu kanarkowym. Dumna i blada jestem. :)

Domyślam się, że sporo osób śledzi na bieżąco zmiany w Glosterowie, ale jeśli ktoś jeszcze nie widział, to przestawiam nowe nabytki hodowlane:

To jest Cynamon - nasz naczelny agresor. :) Kiedy wszyscy chłopcy fruwali sobie w jednej klatce, to jedynie Cynamon był niegrzeczny i chciał wszystkich bić. Kiedy sam lata w klatce, to sprawia czasami wrażenie jakby [każda klatka] była dla niego za mała.
Cynamon lubi jak do niego mówię, wtedy mi odćwierkuje przechodząc po chwili w swoją arię. :)

 

Figa.
Figunia ma czuprynkę (uwielbiam koronki u glosterów!) - jest grzeczna i spokojna. Spędzając wspólnie czas z pozostałymi paniami (Szafirką i Melą) obserwuje ze zdumieniem jak ta dwójka na siebie skrzeczy i zaczepia się. 

 

Kardamon
Kardamon przyjechał razem z Figą i jest naszym drugim cynamonowym kanarkiem. 
Na razie nie bierze udziału w zawodach śpiewaczych pozostałej trójki.

 

Elegancką Straciatellę i jej koleżankę Pistację przywiózł Baraniasty w któryś poniedziałek rano. I dzięki temu mnie udało się zobaczyć obie księżniczki dopiero w środę po południu (z prostego powodu - w poniedziałek i wtorek wychodzę, jak kanarki jeszcze śpią, a wracam, gdy już śpią). 
I jak je wreszcie zobaczyłam, to mi szczęka opadła. Bardzo lubię nasze wszystkie ptaszki i uważam, że są piękne (kulawe, garbate i z oczu im się leje...). Ale te dwie panny naprawdę wyglądają jak księżniczki. Nic dziwnego, że hodowca, od którego zostały kupione deklasuje rywali na wszelkich mistrzostwach kanarkowych.

Straciatella.
Ona naprawdę wygląda jak lody śmietankowe z kawałkami czekolady... :)

 

Pistacja.
Jak sama nazwa wskazuje Pistacja jest kanarkiem zielonym, a to jasne na karczku, to jest to miejsce, gdzie pistacjowy orzeszek wychodzi ze skorupki. ;) Bardzo lubię pistacjowe orzeszki. :)

 

Już nie powiem, że obie przypominają mi [moje marzenie, czyli] norwiki... 

 

poniedziałek, 09 kwietnia 2012
Personel.

Chodzi oczywiście o Personel koci (i ptasi) i o to, jak spędza świąteczny czas.

O futrzastych i pierzastych będzie następnym razem, bo one głównie odpoczywają (no dobrze - odpoczywają tylko te z futrem, bo te z piórami mają mnóstwo pracy...). Dwunożni są natomiast ciągle czymś zajęci.

Mam takie dziwne wrażenie (obawę?), że zanim się zorientuję już będzie grudzień i koniec roku. Przesadzam? To jakim cudem już jest kwiecień?! 
Perspektywa dwóch wolnych dni świątecznych skurczyła mi się do jednego popołudnia przeznaczonego na blogowanie (a jeszcze powinnam dzisiaj przygotować kartki na PC).

Wczoraj odpoczywaliśmy po sprzątaniu sobotnim, okien jednak nie umyłam (czym znowu niewątpliwie gorszę niektórych sąsiadów), a Fordka też nadal wozi na sobie krajobraz zimowy...
Co ja poradzę na to, że nadal jest (dla mnie) zimno? Jak wyjściową temperaturą będzie 15 stopni (w cieniu) to bardzo chętnie. I okna i samochód.
Do tego czasu zgadzam się z Fil - akceptowalne są jedynie: mięciutki kocyk i nagrzany kominek. :)
Oprócz tego może być dobry film i dobra książka. :)

Jesli chodzi o książki, to wchłonęłam ostatnio "Dzienniki kołymskie" i byłam mocno zszokowana. Głównie własną ignoracją i niewiedzą. Wstyd mi, że nie miałam pojęcia o pewnych zagadnieniach, ale na szczęście człowiek uczy się przez całe życie.

Przeczytałam też "Pana Samochodzika i templariuszy" na lekcję z dziećmi i to też była dla mnie nowość. Nienackiego owszem, czytywałam w czasach młodości (jak to  brzmi...), ale wydaje mi się, że cyklu o Panu Samochodziku - nie. Nie miałam też pojęcia, że w sumie wydano ponad setkę książek związanych z przygodami pana Tomasza w dziwnym wehikule, jak również o tym, że autor (Nienacki) był postacią kontrowersyjną (i to nie tylko dlatego, że napisał też powieść erotyczną).

W międzyczasie trafiła w moje ręce fotobiografia Marii Skłodowskiej-Curie. Rozczarowałam się z dwóch powodów - większość fotografii była już mi znana (to tyle jeśli chodzi o zdjęcia, których "nigdy dotąd jeszcze nie publikowano" jak mnie zapewniano w opisie do tej pozycji), poza tym - mam wrażenie, że książkę wydano "z okazji" (ogłoszenia roku 2011 rokiem M.S-C) . Nie cierpię książek "z okazji", bo nie wnoszą one tak naprawdę żadnych rzetelnych treści, a są jedynie formą promocji, bo przecież "i tak ktoś to kupi". No i kupiła - Owca bibliotekarka za 55 zł. :/ 

Gorsze rozczarowanie spotkało mnie w przypadku przedostatniego tomu pewnego cyklu. Napiszę bardziej konkretnie, jak już skończę całość (jeśli w ogóle dam radę to dalej czytać), bo głupio by było później odszczekiwać, jeśli autor okaże się jednak twórcą wybitnym (ha ha, na pewno). 

Z filmów w miarę interesujących obejrzeliśmy ostatnio "Immortals" i "Thora". W drugim mocno irytowała mnie N. Portman, która niemal mdlała na widok gołej klaty nordyckiego boga, a w pierwszym podobały mi efekty i posoka ściekająca z ekranu (walka bogów z tytanami - miodzio). ;)
W międzyczasie do napędu wskoczyła też płytka z "Trzema muszkieterami" (świetny, odprężający, zabawny), w którym zachwycił mnie Orlando sprawiający wrażenie, jak gdyby bawił się swoją rolą i w którym aktor grający kardynała Richelieu zniechęcił mnie do siebie totalnie (duże znaczenie ma tutaj fakt, że wcześniej widziałam go w "Wodzie dla słoni").
Byli też "Giganci ze stali" (Wolverine sprawia wrażenie, jakby brał oddech od X-menów), "Przed świtem" cz. 1 (oczywiście, że wygryza, mimo że nie wygryza! ;)) ) i "Conan" (Małgoś, miałaś rację - chociaż jedna scena jest w tym filmie warta uwagi). 
Z filmów naprawdę godnych polecenia zachęcam do obejrzenia "Drive" (zamówione w Empiku OST do tego obrazu już do mnie idzie) i "O północy w Paryżu". Oba (skrajne różne) filmy naprawdę mi się podobały. Nie ma co opowiadać (a recenzji wszędzie pod dostatkiem) - sami musicie zobaczyć. :)

A na koniec, żeby wpis nie zawierał tylko samego tekstu, zwiastun od którego ciarki mi idą po krzyżu... ;)

źródło: YouTube (nadesłany przez CieonMovies 30 stycznia 2012)

niedziela, 11 marca 2012
Detale.

Dzisiaj będzie kocio (chociaż Baraniasty zrobił ostatnio sporo zdjęć pierzastej dwójki).

Najbliższy tydzień [znowu] zapowiada się intensywnie i zastanawiam się w związku z tym - czy teraz już tak będzie (już zawsze)? Zabieganie, nawał obowiązków i nieustający niedoczas?

Zrobiłam sobie Niezwykle Ważną Listę rzeczy, które muszę robić, i które chcę zrobić. Przygotowałam piękny harmonogram, podzieliłam go na dni tygodnia, zrobiłam piękną i kolorową rozpiskę i co? No nic, fajny ten harmonogram...

Dzisiaj udało mi się przygotować bieżące wpisy do kroniki ŚKF i obejrzeć kawałek filmu. Nie przeczytałam za to nic. Wczoraj cały dzień zajęło mi doprowadzanie domostwa do względnej czystości, bezżwirkowości i bezkłakowości. Do dzisiaj, bo kiciusie postarały się  o powrót do stanu "przed" (chociaż ja wolałabym stan "po").

Z rzeczy irytujących - jedna z moich kartek (postcrossingowych) do Chin "idzie" już od 35 dni. Mam pewne obawy co do samego faktu jej dotarcia na miejsce. Z rzeczy zaskakujących - kartka z USA dotarła do mnie w 4 dni. Nieprawdopodobne. 

Ale miały być koty, więc niech będą koty. A konkretniej jeden - trójkolorowy. :)

Łapeczka. 

 

Nochalek.

Śpiące wcielenie grzeczności ;)

A na koniec Amberzyca ornitolożka - dla wytrwałych, bo filmik ma ponad 4 minuty, a naprawdę niewiele się w nim dzieje. :)

"Radary" Amber pracują przez cały czas trwania filmiku, ale ok. 1 minuty widać to bardzo wyraźnie. Później, około 2 minuty prawdopodobnie pojawia się Bii (lub Mała), ale nie wzbudza szczególnego zainteresowania L. Amber. Przypuszczam, że w drugiej minucie (2:33) Mała marudzi Baraniastemu o chrupki, ale nie osiąga celu, bo Trikolorka nie zmienia swojej lokalizacji. Około 4 minuty (3:55) Amberzyca się przemieszcza. ;)

Utworzyłam sobie kanał na YT i to właśnie Słodka Tri poszła na pierwszy raz. :) 

czwartek, 08 marca 2012
Piórka.

Dużo piórek. :)

Bo dzisiaj wpis będzie o ptaszkach. 
Zmieniłam ikonkę w menu po prawej stronie, żeby Pani Glosterowa się nie gniewała o to, że sam Gloster tam siedzi. Więc teraz są oboje.

 

Sponsorem dzisiejszych zdjęć jest oczywiście NzM :)

A Pani Glosterowa, kiedy robi "puff!", to wygląda tak:

A tu Glosterek - jak zwykle - dumny ze swojej grzywki

 

A na koniec zdjęcie, które wygrało comiesięczny konkurs na portalu/forum poświęconym kanarkom. :) 

Brawo Baraniasty, jestem dumna i blada (jak zawsze). :*

Jeszcze na sam, samiuteńki koniec - podesłany filmik z jutuba, który bardzo mi się podoba.
Tak powinno wyglądać idealne ptasie mieszkanko. ;) 

(moim hitem są: ptasie "obuwie" przy wejściu, "poszukiwany" kot w ptasiej telewizji i ludzka kukułka) :)

źródło: YouTube (nadeslany przez StoneColde1971 28 maja 2009)

Acha, główny bohater filmiku to oczywiście gloster - tyle, że bez grzywki. :) 

niedziela, 12 lutego 2012
Czyścioch ;)

Ponieważ większą część łikendu zajęło mi pochłanianie pierwszego tomu "Tajemniczej wyspy" mistrza Verne'a (świetna książka) oraz lutowego numeru "Przyrody Polskiej" (doskonały periodyk), to dzisiaj będzie tylko tubka.

Tubka (wyczekana i wyproszona u NzM) z kąpiącym się Glosterkiem.
Mam nadzieję, że Wam się spodoba. :)

(niestety podkład muzyczny kończy się troche wcześniej niż kąpiel kanarka...)

 
1 , 2 , 3 , 4












Mała
(Indyczek, Królik, Pani Prezes)


Fil
(Pierożek)


Latte
(Kawa)


Amber
(Lady Amber Herbu Tricolor)


Bii
(Biisława, Szylkretka)


Ptaszki


Książki



Wojaże



Koty



Pasionek



Książki o kotach



Decoupage Owcy



Filmy



Krewni i znajomi



Autko



Jedzonko



Modele



Tubka









Licznik odwiedzin:



Gości na stronie: