Wpisy z tagiem: latte

poniedziałek, 10 lutego 2014
Słodka jak wata cukrowa. :)

Niby nie jest zimno. Mogłoby być przecież gorzej, mógłby być mróz i śniegu zaspy.
Czasami jednak miewamy z Pierożkiem słabsze dni, standardowa ciepłota domowa nam nie wystarcza i wtedy prosimy Baraniastego aby rozpalił w kominku.

Wtedy Owca się z radości (i ciepła) napuchaca, a Pierożek? A Pierożek wygląda tak. :)

 

Jest to jedyna okazja, kiedy Pierożek leży NA, a nie - jak zwykle - POD kocykiem. 

To za Filemonem, to oczywiście Kawa syjamska. 

 

Jest coraz cieplej, więc różowy nosek robi się ciemnoróżowy. :)

 

Tutaj widać lepiej. I łapeczki "na krewetkę". 

 

I jeszcze uszki. Nie zapominajmy o uszkach. Też są ciemnoróżowe. Znaczy - Pani Baronowa osiągnęła właściwą temperaturę. :)

 

 

sobota, 04 stycznia 2014
7 patyczków.

Jeśli zapomnimy na noc schować rozpoczętą czekoladę lub otwartą paczkę czekoladowych cukierków (zawiniętych też osobno w jakieś sreberka albo papierki), to jest kot, który na pewno się tym zajmie. A rano zastaniemy rozgryzione osłonki, oblizane, nadgryzione, albo zjedzone słodycze. 

Wczoraj karmiliśmy (podwieczorek Dwunożnych obliguje podwieczorek Czterołapnych) kotki patyczkami z L. Pycha! (zdaniem Futrzastych)
Resztę należało odnieść do kuchni i schować.

Ale zapomnieliśmy.

Rano zastaliśmy to:

 

oraz Kawę z poczuciem winy wypisanym na brązowo-czarnej paszczy. 

Ja wiem, że to nasza wina (nie schowaliśmy), ale to nie jest mądry kot. Myślałam, że czasy, kiedy wygryzła i zeżarła pół metra kwadratowego narzuty już minęły.
Ale nie: 7 patyczków. Z opakowaniem.

sobota, 07 grudnia 2013
Pierożek z Kawą.

Kiedy patrzę na to zdjęcie,

to myślę sobie, że dobrze, że Fil ma z kim się przyjaźnić. Jasne, że to nie to samo, co przyjaźń z Indyczkiem, ale dobrze, że wybrała sobie kogoś, kogo lubi bardziej, niż innych. A Syjamka Strachliwa ma teraz TAKĄ obrończynię. :)

Pierożek lubi też oczywiście Amber - pociesza ją (myje jej ten wielki, puchaty łeb) kiedy Trykocia ma smuteczki, śpią też razem na mojej kołdrze (czasem we trójkę, co daje mi kołdrę o wadze ok. 15 kg - spróbujcie sobie to w nocy naciągnąć na plecy). :)

 

Kiedy Kawa zje za szybko chrupki, albo nazbiera jej się kłaków, to wbogaca nam hacjendę o liczne hafty.
Nie można jej dać pasty odkłaczającej, bo jako JEDYNA jej nie je normalnie podanej. Wymyśliłam, że dam jej to (pastę) do chrupek, na co NzM wyraził sceptycyzm:
I co Owco? Będzie sobie z tej pasty dip do chrupek robić? 
:)

Czasami, kiedy nie chce nam się iść po aparat, a chcemy zrobić zdjęcia kociambrom, to telefony okazują się najlepszym (najszybszym!) pomysłem. :) Niedawno Baraniasty bawił się moją Galaktyką, która rozpoznaje twarz i włączył sobie tę opcję robiąc zdjęcie Pierożkowi. Chwilę później usłyszałyśmy z Pierożkiem:
Fil, pokaż twarz!
:)

Tak, czasami jest u nas całkiem wesoło. :)

środa, 17 lipca 2013
Łindoł.

O moich pomysłach było już wielokrotnie.
Wczoraj zrealizowałam kolejny. Właściwie - nie ja, tylko my i nie pomysł, ale konieczność.

Słowotok oczywiście można przewinąć na dół, gdzie są zdjęcia Szylkreci i  informacja o  PWC. :)

Postanowiłam umyć okno u Owcy. Ojejku, też mi wydarzenie - pomyślą niektórzy. Nic bardziej mylnego. To JEST wydarzenie, nie tylko dlatego, że ma miejsce może raz na dwa lata...

Normalnym ludziom mycie okna zajmuje - jak sądzę - pół godziny. Może ze 40 minut. Nam to zajęło wczoraj dokładnie 5 godzin (wyraźnie nie jesteśmy normalni)...
Proces przebiega w ten sposób: od momentu, kiedy pomysł objawi się i zaczyna łomotać z tyłu czaszki, Owca zastanawia się nad tym, kiedy najlepiej umyć okno (analizując liczne prognozy), potem umawia się z Baraniastym, a potem zaczyna się irytować. O wszystko, a jeśli okno jest duże, to nawet może zechcieć trzaskać drzwiami. Nienawidzę mycia okien! Mogę zamiast tego odkurzyć i umyć podłogi ze trzy razy (nie lubię, ale to bułka z koniczyną w porównaniu z myciem okien).
Następnie, kiedy wszyscy są już mocno wkurzeni, rozpoczyna się czynność główna, czyli: zdejmowanie kwiatów (NzM), narzekanie i mycie okien (ja), przesadzanie kwiatów (Baraniasty), narzekanie (ja), ustawianie kwiatów na dotychczasowych i nowych miejscach (NzM), narzekanie (zgadnijcie kto..). 
Tych, którzy nie mają pojęcia o tym, w jakiej dżungli mieszkamy zapraszam tu.
O 21:30 myłam okno balkonowe (zaczęliśmy po 16:00)...
Uwielbiam nasze kwiaty, cieszę się, że są, ale wtedy, kiedy mam myć okna, doprowadzają mnie do szału.
Później (ale później później, kiedy już nie czujemy się jak para zombie) już jest lepiej i można się cieszyć z umytego okna, możliwości niewłączania światła w pokoju w słoneczny dzień oraz faktu, że ekspansję terenową rozpoczęły: aloes, monstera oraz fi[s]kus. Jak zwykle. :)

Koty też nie lubią mycia okien, z dwóch głównych powodów: nikt się nimi nie zajmuje (i nie podaje przysmaczków na każde zawołanie) przez dłuższy czas, a poza tym Owca się wścieka, czepia a nawet trzaska drzwiami.

A jak pomyślę, że czekają mnie jeszcze co najmniej dwie takie "imprezy", to mi się robi słabo.  

 

Obiecane zdjęcia Bii (w tle Kawa) - robione Galaktyką i w dodatku szybko, bo sekundę później Biisława Torbiasta już była przy misce.
Fotki pokazują, że Szylkrecia bywa grzecznym kotkiem, kiedy siedzi półdupkiem na stopniu, żeby Pierożek miał jak wejść na stół (po stołeczku), albo Amber miała gdzie się rozsiąść. :)

 

 

Krótkie podsumowanie (chociaż ciągle czekam na jedną decyzję ;) ):

Pasionkowego Wyzwania Czytelniczego podjęli się (według kolejności zgłoszeń):
- Baraniasty
- Basia
- Temeko
- Beith
- Wilddzik
- M.
- mbmm
- Anek7
- AniaMW

i ja ;)

 

Jeszcze jedna uwaga, czyli
 ANEKS (1) do regulaminu Wyzwania:
zgłoszenia udziału do PWC przyjmuję do końca lipca, do godz. 23:59. :)

 

A w następnym podsumowaniu napiszę kto i co już - do tej pory - przeczytał. 
sobota, 23 marca 2013
Rogaliki.

Dzisiaj (za sprawą NzT, która uświadomiła mi tenże fakt) dotarło do mnie, że rok temu o tej porze, to już rowerowaliśmy. O, tutaj jest dowód.

Tymczasem mamy zimę. No chyba, że ktoś uważa, że temperatura w stylu -10, inkluding śnieg, jest charakterystyczna dla pory roku znanej jako wiosna.

W mijającym tygodniu doszłam do wniosku, że już mnie nic nie zdziwi i że już jest tak źle, że lepiej żeby nie było gorzej, bo nie ogarnę.
A potem okazało się, że gdzie tam Owco, bierz na plecy jeszcze trochę, dasz radę. Jak nie, jak tak? Przecież i tak nie masz wyjścia. A masz na dokładkę jeszcze okoliczności przyrody.

W chwili obecnej czekam na dno, bo dwa metry mułu już minęłam. Potem pozostanie się tylko od tego dna odbić.

Znalazłam dzisiaj na stronie z demotywatorami coś takiego:
Jumanji
i bardzo mi się podoba. 

A wpis ma być o rogalikach. Więc komplet pieczywa poniżej:

Pani Prezes

 

Syjam Strachliwy 

 

Biisława Torbiasta

 

Pani Baronowa Pierożek

Lady Amber

Bonusik ;)

 

 

Pragnę dodać, że od dzisiaj (do: aż mi się znudzi) mamy w nagłówku ciasteczka pomarańczowe według przepisu Szarlotki, które przygotowałam (oczywiście nie sama - Baraniasty ugniatał i turlał, a ja wycinałam) na Dzień Kota w bibliotece. 

niedziela, 24 lutego 2013
Piżama Day.

Wracamy do systemu, w którym niedziela jest jedynym dniem wolnym.
A jak dzień wolny, to: odsypianie zaległości, mizianie kotków, objadanie się budyniem malinowym zamiast obiadu i chodzenie w piżamie. Przez cały dzień. :D

No i sprzątanie po wczorajszym szale twórczym. Ponieważ wczoraj nie przyszło mi to do głowy - dzisiaj od NzM usłyszałam zagadkę (a nawet dwie):
- Owco ile dzbanków masz w pokoju?
- Dwa!
- Trzy. A ile naczyń, z których można pić herbatę? Możesz sie pomylić o siedem...

No cóż. Zmieściłam się w marginesie błędu. ;)
No co ja mogę, że do pracy niezbędne mi są hektolitry herbaty? :) 

Niedzielną bohaterką wpisu jest Latte - Syjam, który zapawiował nam dzisiaj pół chatki.


 

I na koniec mała, prosta - a raczej długa i chuda - zagadka. :)
Czyj omiatacz tapla się w wodopoju (fontannie)?

 

czwartek, 13 grudnia 2012
Kawa zimową porą...

...podobno jest najlepsza, żeby rozgrzać organizm o tej porze roku. A najlepiej taka z cynamonem, goździkami, kardamonem i syropem imbirowym.
Tyle, że Owca ostatnio kawy nie pija (mam nadzieję, że ta niechęć za niedługo mi przejdzie) i, żeby mi smutno nie było, to moja ulubiona kawiarnia wymyśliła grzaniec!
Wielbię ich za to niezmiernie, bo grzaniec (bezalkoholowy) jest doskonały, aromatyczny (i upiornie słodki) i rozgrzewa tak bardzo, że ma się wrażenie, jakby w brzuszku siedziała grzejąca poduszka elektryczna. :)
Tak więc nowości w menu, w mojej ulubionej kawiarni pomagają mi smakowo przetrwać jakoś zimę. ;)

A oprócz tego? Przerwa w zajęciach (niedługa, ale chociaż tyle) i w związku z tym euforia. No przynajmniej w założeniu, bo jak owczy organizm odpuścił sobie "pionizację stresową" (czyli świadomość, że muszę być, muszę robić, muszę dać radę) to przypomniał mi, że zatoki są zatkane, boli gardło, a w ogóle to mam przecież gorączkę...

Ale nie dam się. A przynajmniej taki mam plan, ponieważ tych krótkich chwil bez obłędnej nauki i fachowej lektury nie mam zamiaru spędzić anihilując kolejne pudełka chusteczek, pochłaniając kilogramy cytryn czy też dezintegrując sok malinowy...

Mam zamiar je za to poświęcić na nadrobienie zaległości pracowych (muszę przygotować nowe lekcje z dziećmi), czytelniczych (stosik rośnie i rosnąć nie przestanie, bo księgarnie internetowe prześcigają się w ofertach promocyjnych, a ja mam tyle książek do kupienia!) oraz filmowych. :)
Że nie wspomnę o ogarnięciu domku na święta.  Najlepiej dzień przed Wigilią, żeby nie okazało się, że Futrzaste przyjęły własną wersję porządku zwaną zwykle przeze mnie: "Chaos".
A jeszcze muszę kupić jemiołę! :)

A potem nastąpi czas świąteczny: Baraniasty i Owca będą mieć czas dla siebie, kotów i bliskich. I będą rozdawać i przyjmować prezenty, objadać się pierożkami made by NzT i opijać barszczem i objadać rybką i... :))

No ale miało być o kawie przecież. 
Latte w takim razie pozwolę sobie Państwu zaserwować. :)

Oczywiście, że zdjęcie nie jest aktualne, ale miło przypomnieć sobie czasy, kiedy za oknem było zielono, a nie biało, prawda? Tym bardziej, że Syjamka Lękliwa od tego czasu raczej się nie zmieniła. :) 

 

niedziela, 30 września 2012
Nie tylko wrzos.

Dzisiaj rano Baraniasty pojechał uczyć się o kolorach i czuprynkach, a ja - widząc piękne słońce - wzięłam aparat i udałam się (ale wyprawa!) na balkon, żeby zgodnie z obietnicą ofocić wrzos. Zapomniałam oczywiście o wrzosach za oknem w kuchni - one więc będą innym razem.

Nie mogę tutaj nie wspomnieć, że takie ilości rośliny nabyłam na Festynie Kwiatów (pierwszy raz taka impreza odbyła się poza Kapeluszem - i całe szczęście), o którym dowiedziałam się od p. Oli (dziękuję ponownie). :) I tylko i wyłącznie dlatego balkon tonie we wrzosie, bo zazwyczaj ograniczałam się do dwóch egzemplarzy w doniczce  na balkonie i trzech w doniczce za oknem w kuchni.

W tej chwili mam 11 rodzajów wrzosów...

Kilka z nich - poniżej. Nie jestem z dzisiejszych zdjęć szczególnie dumna, bo w kilku miejscach "poleciała" mi ostrość ze względu na źle dobraną wartość przysłony. Udajcie proszę, że tego nie widzicie i zachwycajcie się wrzosem. ;)

To jest dokładnie ten sam wrzos, który mam w nagłówku Pasionka. 

 



A potem się okazało, że co to za robienie zdjęć, jak nie ma Najważniejszej Pomocnicy.

Z pomocnicą zdjęcia od razu zaczęły wychodzić takie, jak powinny. Bo na każdym zdjęciu powinny być wąsy, prawda?

Tu już nawet widać czyje te wąsy. :)

 

Szanowna Pomocnica, czyli Baronowa Pierożek w (prawie) całej okazałości :)

 

Nie byłyśmy jednak same na tym balkonie przecież. ;)
Chwilę później pojawiła się entuzjastka pelargoni - Lady Amber,

 

Biisława Torbiasta

i Syjam Lękliwy.

 

A kiedy Owca skończyła już sesję i schowała aparat, a 4 Kociaste ułożyły się do snu - na balkonie pojawiła się Pani Prezes. 
Poszłam więc po aparat. I pięknie pozująca Mała zaczęła robić dokładnie takie miny, jak Chandler w tym odcinku "Friendsów". :D Powiedziałam jej, że jeśli nie przestanie, to jej zrobię zdjęcie z taką miną i wrzucę na Pasionek. Efekt? Ależ proszę bardzo:

 

I tak to właśnie spędziłyśmy dzisiejszy poranek. :) 

wtorek, 07 sierpnia 2012
Latte.

Są tacy, którzy urodziny mają co najmniej dwa razy w roku. ;)
Są i tacy, którzy urodzin nie obchodzą w ogóle.
A są i tacy, którzy celebrują swój ważny dzień przeganiając Pierożka od miski ze śniadankiem.

Mowa oczywiście o dzisiejszej solenizantce (5 urodzinki), czyli syjamskiej Kawusi :)

Hm? To jakieś wstrętne pomówienie!

Zupełnie nie wiem o czym mówisz!

Zmęczyła mnie ta rozmowa.
:)

Jutro w (umowne) urodziny Pierożka pewnie będzie rewanż. Jestem o tym przekonana, bo na śniadanie kotki dostaną gurmetowego króliczka - najlepsiejsze śniadanie Filemonka. :)
A w czwartek (urodziny Małej) Pani Prezes zrobi swój porządek. :)

niedziela, 24 czerwca 2012
Niedziela, 27 stopni w cieniu.

Mam ochotę popełnić wpis na temat bezczelności, wredności i bezinteresownej złośliwości ludzkiej. Naprawdę. Ale dopóki nie wymyślę jak to zrobić żeby nie zniżać się to poziomu takich "ludzi", to temat sobie odpuszczę. Kiedyś jednak na pewno nastąpi taki moment, taki czas, kiedy Owca wybuchnie i "poleci" hurtem po tych wszystkich, którym wydaje się, że ich podłe czyny nie mają, lub nie będą miały żadnych konsekwencji...

Tymczasem mija kolejna upalna niedziela, koty znowu porozrzucane po domu (zniknęły po trzecim śniadaniu), kartki do Rosji idą już od 40 dni, w pracy stagnacja (pewnie jak to napiszę dzisiaj, to jutro będzie urwanie głowy), a wakacji jakoś na horyzoncie nie widać.

Wróćmy zatem do Futer. :) 

Biisława Torbiasta bardzo lubi spać "na wisząco". Idealnie jest, kiedy wisi jej głowa, ale noga też może być.

 

Nogę można oczywiście podciągnąć, ale nie dlatego, że Szylkretce jest niewygodnie, tylko dlatego, że Baraniasty przyszedł i się dziwi. 

 

A ponieważ jeszcze zawołał Owcę, która też się dziwi, to już w ogóle trzeba było ułożyć się jak normalny kot. ;)

 

Poniższe zdjęcie świetnie nadaje się na zagadkę w stylu: ile kotów widzisz na zdjęciu?
Ponieważ jednak nie do końca mi się udało i nie widać dokładnie tak, jakbym chciała, to od razu wyjaśniam, że na zdjęciu są dwa prawdziwe koty (i jeden naszyty na kocyku). 
Lady Amber widzicie, a tam, gdzie wskazuje strzałka (czyli pod kocykiem)...

 

siedzi sobie Kawa Syjamska. ;) 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6














Mała
(Indyczek, Królik, Pani Prezes)


Fil
(Pierożek)


Latte
(Kawa)


Amber
(Lady Amber Herbu Tricolor)


Bii
(Biisława, Szylkretka)


Ptaszki


Książki



Wojaże



Koty



Pasionek



Książki o kotach



Decoupage Owcy



Filmy



Krewni i znajomi



Autko



Jedzonko



Modele



Tubka









Licznik odwiedzin:



Gości na stronie:



free counters