Wpisy z tagiem: ptaszki

środa, 04 czerwca 2014
Nadaj imię małemu glosterowi - wyniki konkursu.

Już dawno konkursowe "doświadczenie" powinno mnie czegoś nauczyć. A nadal nie uczy.

Nie uczy, że w niedzielę (jedynym wolnym od pracy dniu w tamtym tygodniu) nie będę miała czasu przygotować podsumowania konkursu. Nie uczy, że w poniedziałek też tego nie zrobię, bo po pracy będę myła podłogi i sprzątała balkon (Latte rozdyźdała swoją kupę na całych panelach, a Amber zrzuciła ciężkim zadkiem doniczkę  - w wyniku czego miałam okazję sprzątać błoto z ziemi i deszczu, w deszczu oczywiście) i przygotowywała się na lekcję (skończyłam po pierwszej, we wtorek). Że we wtorek też tego nie zrobię, bo zajmę się odrabianiem zaległości domowych (z zeszłego tygodnia)...

Razem z losowaniem chciałam zrobić wielkie podsumowanie - takie, jak ostatnio - ze zdjęciami i informacjami, który ptaszek jakie imię dostał. Potrzebuję jednak na to sporo czasu, więc dzisiaj tylko wyniki. :)

1- Temeko
2- Kasia
3- Gosiak
4- M.
5- Baraniasty
6- Gość
7- Sarenzir
8- mniszeklekarski
9- zu

Gratulacje dla Kasi!
Napisz proszę do mnie, bo nagroda już czeka. :)

wtorek, 27 maja 2014
Jeden dzień z życia glosterów.

Cześć, nazywam się Aloes. Jestem ulubionym kanarkiem Owcy (tylko nie mówcie Arabelowi, bo jemu się wydaje, że on jest), opowiem Wam, jak wygląda jeden dzień z naszego pierzastego życia.

Wstajemy o 6:00. Prostujemy piórka, przeciągamy się, Arcydzięgiel drze dziób.  On twierdzi, że "sprawdza czy nadal umie tak pięknie i głośno śpiewać jak wieczorem", ale nie ukrywajmy - drze dziób. W końcu całą noc nie śpiewał. Moi bracia (Arabel i Aronij), kilku sąsiadów i ja - usiłujemy do niego dołączyć, ale odpuszczamy. Trzeba posprawdzać czy u naszych żon wszystko dobrze, sprawdzić czy ładnie wysiadują jajka, nakarmić kobiety i - jeśli ktoś już ma - dzieci. 
Czekamy na Hodowcę, bo da świeże ziarno i/lub pokarm jajeczny, czasem zieleninkę. Lubimy. Wczoraj dali nam arbuza, dobry był, chociaż wolę brokuła. Albo mleczyk, a najbardziej to babkę. Owca ostatnio mi dała babkę, ale niedużo, bo akurat mieliśmy kilkudniowie pisklęta i Hodowca mówił, że nie wolno. Niech mu będzie.

Arcydzięgiel nadal drze dziób, ale co on ma do roboty? Ma uczyć Dzieci (które już opuściły swoje rodzinne domy) jak jeść, jak się kąpać, jak się bujać na sznurku... A co robi? No właśnie - słychać wyraźnie.

Pojawia się Hodowca. Nasypuje ziarna, wyjmuje puste spodeczki, czyści pojniki (poidełka) i trochę się denerwuje, że znowu się w nich kąpaliśmy. Przewrażliwiony jakiś. Dziewczyny z klatki D to nawet powrzucały tam zrąbki (to jest to, co mamy w klatkach, w miejscu, w którym ludzie mają dywany) i papier. Zrąbki można porzuć, czemu nie, ale wrzucać do pojnika? Bezsęsu. 
Hodowcy zawsze witki opadają jak to widzi i szykuje kąpiele dla tych, co wypultali wszystko z pojników. Ja w tym względzie zachowuję się wzorowo, a Goplana (moja żona), to tylko do basenu wchodzi. 

Następnie Hodowca sprawdza co słychać w gniazdach. U nas Goplana zawsze grzecznie wstaje  i pokazuje, co wysiaduje oraz w jakiej czystości utrzymuje gniazdo, ale wiem, że niektóre sąsiadki trzeba po kilka razy prosić żeby ruszyły z gniazd pierzaste zadki i pokazały jajka albo dzieci. Wiem też (to z kolei powiedział mi Aronij, że u sąsiadów tak było), że czasem rodzice nie nadążają i trzeba dzieci dokarmić. Hodowca przygotowuje wtedy specjalny pokarm i napełnia głodne dzioby. My nie mieliśmy takiego przypadku, bo świetnie sobie z Goplaną radzimy.

Potem Bezpierzasty sprawdza czy wszyscy są w dobrej formie. Dobrze jeśli tylko obserwuje, gorzej jak wsadza łapska do klatek i nas łapie. Nie lubimy, a Młodzież to taką panikę sieje, że czasami aż piórka na głowie dęba stają (nawet Glosterowi, a on w końcu ma grzywkę). Kto ma dostać lekarstwo albo witaminy, to dostaje, a potem mamy wolne. 
Czasem Hodowca zostaje dłużej i czyści jakąś klatkę. Lubię, jak czyści moją, bo wtedy mogę wyjść na spacer PRZED spacerem. Wczoraj słyszałem, jak Hodowca mówił Owcy, że pierwszy raz kanarek mu wylazł z klatki w czasie sprzątania. A po co miałem czekać? Z tego co Gloster mi mówił, to Hodowca też wychodzi, jak Wełnista sprząta (podobno po to, żeby nie zawadzać). To co się dziwi.

 Potem załatwiamy wszystkie ważne sprawy, o których Personel nie ma pojęcia. Jemy, karmimy żony i dzieci, kąpiemy się, oblizujemy ściany (Cydr bardzo lubi - twierdzi, że ściany mają niespotykane walory smakowe). Ja tam nie wiem, nie oblizuję, ale może on wie lepiej? W końcu jest przyjezdny, kawał świata już zwiedził. Tyle, że latać nie potrafi. W sensie - na spacery. Nie wie gdzie lecieć, gdzie lądować, panikuje jak Bezpierzaści usiłują go złapać. Katastrofa. Nie to, co ja.
Dzień mija i nastaje wieczór. Przychodzi Hodowca, a z nim Owca. Najpierw jesteśmy cicho, w końcu to oni przychodzą, niech się pierwsi przywitają, ale potem już nie możemy wytrzymać i gadamy wszyscy na raz. 
Zaczyna oczywiście Arcydzięgiel. Że Dzieci były niegrzeczne (nieprawda) i niczego się nie nauczyły (jeszcze większa nieprawda) i co on ma zrobić. W tym momencie zaczyna Cynamon (który ma więcej powodów do narzekań, bo Młodzież dosłownie mu wchodzi na głowę), ale cicho, bo wrzaskliwy szafir nie daje mu dojść do słowa. Wtedy dołącza Aronij, Arabel i ja. Frodo, Orzech i Omlet też dodają coś od siebie (oczywiście Bezpierzaści nie są w stanie niczego zrozumieć w tym wrzasku), Adonis czasem też, ale rzadko. Wtedy wkurza się Artur - też zaczyna śpiewać (Molly jest oczywiście zachwycona) i na chwilę jest spokój. Na chwilę, bo Litwor (Arcydzięgiel) znowu zaczyna.
Personel zazwyczaj wtedy już odpuszcza sobie wszelkie rozmowy (i tak nie słyszą się nawzajem) i przystępują do swoich zadań. Owca zamiata i odkurza (niektórzy z nas zaczęli już wymieniać pióra), sprząta kupy, które pisklaki zrobiły "przez okno". Ja swoim dzieciom nie pozwalam tego robić, ale inni wychowują pisklęta bezstresowo i pozwalają na wypinanie kuprów poza gniazdo, w efekcie czego kupy są robione "przez okno".
Potem Owca jedzie "do Irlandii na zmywak". Na początku nie wiedziałem co to znaczy (bałem się co będzie z moim spacerem!), ale Gloster mi powiedział (on jest bliżej zlewozmywaka...). Po prostu zbiera z wszystkich klatek spodeczki (czasem przypadają po dwie na lęgówkę, a we fruwajkach u Dzieci i Młodzieży to nawet po trzy) i szoruje je, żeby Hodowca miał nam w czym podać kolację i śniadanie. Potem wyciera podłogę. Potem (tym razem z Hodowcą) robią przegląd i czyszczenie gniazdek. Często myją całą klatkę. U nas jest (prawie zawsze) wzorowo, ale po pisklętach w innych rodzinach trzeba posprzątać, a nawet umyć całą budkę. 
Zazwyczaj wtedy, któryś z sąsiadów wychodzi (w końcu nie ma budki i dzieci, a żona rozprostowuje nogi, bo dopiero wstała z gniazda), ale jeśli to nie jest któryś z moich braci (tylko ktoś z "przyjezdnych") to za bardzo im te spacery nie wychodzą. No cóż, nikt nie jest doskonały, nie każdy może się nauczyć tak szybko, jak ja.

Muszę przyznać, że jak widzę, że ktoś fruwa mi przed nosem, to się denerwuję i ochrzaniam Owcę, że też już chcę na spacer! Muszę jednak czekać dopóki Personel nie posprawdza wszystkich gniazdek i (jeśli trzeba) nie zaobrączkuje dzieciarni. Bardzo tego nie lubię (tego czekania).
Ale jak już jest posprzątane, wszyscy napojeni i nakarmieni, zaobrączkowani i zadowoleni, to wtedy jest czas dla mnie i dla Owcy. Wełnista otwiera mi drzwiczki i fruuu! Najpierw ląduję na wierzbowych gałązkach i je obgryzam. Wypuściły takie smaczne listki! Potem na chwilę wracam do Goplany - niech też coś ma z mojego latania, bo sama nie chce wychodzić z klatki. Potem lecę do Aronija i Arabela. Napyskuję im trochę, ale to w końcu moi bracia, więc mi wolno. Potem skręcam w prawo, do klatki dziewczyn (nie mówcie Goplanie), bo całkiem ładne są. Cynamonowe - jak je pierwszy raz zobaczyłem, to myślałem, że z drążka spadnę! W życiu nie widziałem takich babeczek! Myślałem, że wszystkie są tak śliczne, jak Goplana - zielone i z grzywką, szczególnie jak się okazało, że Arabel też ma zieloną żonę (Asparagus ma na imię), ale potem się dowiedziałem, że żoną Aronija jest Aromat, a ona jest płowa. Potem mi Gloster powiedział, że są też żony żółte, jak jego - Pani Glosterowa i jej identyczna córka - Ananas. Widzicie sami - to wcale nie jest takie proste.

Od dziewczyn z klatki D lecę do Artura, ale nie zagaduję go za długo, bo nie wypada - to bardzo stateczny jegomość, potem zaglądam do Froda. Z nim często polemizuję na temat zalet posiadania rodziny wielodzietnej (on teraz ma czwórkę, ja jedynaka, ale wcześniej też miałem cztery pisklaki), ale Owca tego nie rozumie, mówi "Aloes, zaczynasz być krnąbrny" i bierze patyczek.
Patyczek jest windą - służy do tego, żebym usiadł i został odtransportowany do klatki (ostatnio się uczę podróżować na owczym kopytku, ale na razie jeszcze mi nie wychodzi), ale ja nie chcę i usiłuję wytłumaczyć Wełnistej, że przecież prowadzę dyskusję z Frodem! Owca wtedy chichocze i mówi do Hodowcy: "Zobacz, mam kanarka na patyczku, który śpiewa". Jestem tak zaskoczony tym, że ona myśli, że to patyczek śpiewa, a nie ja, że nawet nie zauważam, a już jestem w klatce. Podjem trochę, zerknę do Goplany i lecę dalej. Do Glostera. Jego nie ma co zaczepiać, bo się szybko denerwuje, więc przyczepiam się do klatki Arcydzięgla (Owca nie daje mi tam żerdki, na której mogę usiąść, bo twierdzi, że się kłócę z Litworem - ciekawe skąd ona to wie) i mówię mu co myślę o darciu dzioba przez cały dzień!

Zaraz potem mam eksmisję do klatki ("Aloes, nie wolno zaczepiać innych kanarków!"), ale to nic, bo już jestem zmęczony, więc jem, piję i karmię rodzinę. 
Potem obserwuję, jak czasami Bezpierzaści wypuszczają młodzież. Teraz trochę rzadziej, bo okazało się, że Młodzież jest zachwycona, wychodzą prawie wszyscy i  więcej kanarków jest poza niż w klatce (Cynamon twierdzi, że takich chwilach kompletnie siwieje), rozłażą się i rozfruwają, a Owca nie jest w stanie ich połapać. Hodowca wtedy się śmieje,  idzie po aparat i robi jej zdjęcia, kiedy trzyma sześć kanarków na jednym patyczku i usiłuje złapać pozostałe. Przyznaję, że Wełnista naprawdę wygląda wtedy zabawnie. A kiedy już zagoni Młodzież do klatki i usiłuje ich policzyć - też. :)
 
Potem jeszcze trochę pośpiewamy, podjemy i zaczynamy się kulkować (układać do snu). 
Strasznie pracowite z nas kanarki, prawda?
To mówiłem ja - Aloes. :)
 
PS W ogóle nie widać mi oczu, bo brwi mam takie pierzaste, jak mój tata - Limon.
Pióra z brwi zawsze mu wchodziły do oczu i Hodowca musiał je przycinać. Był "zachwycony" (przycinaliście kiedyś piórka kanarkowi przy oku?) - Hodowca, bo mój tata się nie bał i nigdy nie miał nic przeciwko. :)
 
Konsultacja: Hodowca&Owca 
niedziela, 13 kwietnia 2014
Flower power.

Dzisiaj będzie o tym, co nowego widać na balkonie. :) 

Tak naprawdę, to najchętniej bym napisała co słychać u glosterów (tam się codziennie tyle dzieje!), ale na razie się powstrzymam. Głodni ptasi niusów mogą zajrzeć TUTAJ - do najnowszych zdjęć. :)

Kilka dni temu odwiedziłam jeden z moich (dwóch...) ulubionych sklepów z roślinami. Moim głównym celem były bratki, bo przecież na pelargonie i zioła jeszcze za wcześnie. Tak mi się przynajmniej wydawało...

Jakiś czas temu (przez zimą), kiedy kupiłam żółtą malinę, Baraniasty lekko zbladł. To mnie otrzeźwiło (ale tylko trochę), że powoli kończy mi się miejsce na balkonie. :)

Zimę (dzięki temu, że nie była mroźna ani długa) przetrwały zapakowane w chochołki: cyprysik, wierzba (tak, mamy wierzbę na balkonie, zawsze chciałam mieć wierzbę), borówka (kupiona po sezonie, zakładam, że zaowocuje w tym roku), malina oraz lawenda (tylko syberyjska, reszta jednak nie dała rady). Nie wiem co będzie z pelargoniami ze strychu, bo wyglądają nieciekawie. :(

W sklepie natomiast nie zaszalałam (tak od razu) i kupiłam: kilka bratków, dwie pelargonie i jedną miętę. Tak mało (pelargonii i ziół), bo grzecznie poczekam do maja. Wtedy dopiero będzie zabawa! :)

A potem go zobaczyłam. Stał sobie i wabił mnie. Udawałam, że nie widzę. Że zupełnie mnie nie obchodzi jak wygląda. Walczyłam resztkami zdrowego rozsądku, na co NzM stwierdził krótko: naprawdę chce Ci się dwa razy jeździć? Kiedy usiłowam (nieśmiało, bądźmy szczerzy) oponować, dodał tylko: przecież i tak jutro po niego przyjedziesz. No cóż - jutro rzeczywiście nastąpiło: migdałOwiec jest mój i jest cudny. :)

Nowe balkonowe nabytki można zobaczyć w Galerii Pasionkowej.

PS Przekonałam się do Instagramu. Gdyby ktoś chciał poobserwować owcze zdjęcia, to zapraszam TUTAJ. Przy okazji anegdotka:

Po udanej rejestracji Baraniasty z szatańskim uśmiechem spytał: Owco, chcesz iść do łazienki? :D

Niewtajemniczonym spieszę wytłumaczyć nasz hermetyczny żart o "fociach" (własnoręcznych) na "Insta" i "Fejsa" robionych przez (zazwyczaj) dziewoje w łazience, na tle ubikacji (albo chociaż żeby się odbijała w lustrze). :D

Oczywiście nie chciałam :) i na moim "Insta" jako pierwsza pojawiła się Fil. :) 

wtorek, 08 kwietnia 2014
Nadaj imię małemu glosterowi :)

Pierwszy glosterowy lęg jest już całkiem duży, ptaszki za niedługo się wyprowadzą, pójdą na uczelnie, "zrobią" prawa jazdy... ;) a ja jeszcze nie przygotowałam żadnego oficjalnego ogłoszenia o konkursie.
Tak więc teraz - tadam! (fanfary też, a czemu nie) ogłaszam konkurs na imię dla małego glostera. :)

Co trzeba zrobić?

1. Wymyślić imię dla małego glostera. Tak jak pisałam wcześniej: 
- na literkę "B",
- najlepiej żeby było związane z roślinami (np. Bratek, Bawełna, Begonia, Bazylia, Banan, Bambus, Brukselka)
- lub z kulinariami :)

Większość ptaszków to zielone glostery, ale mogą się też zdarzyć szafiry (gloster biało-czarny), cynamony (gloster żółto-brązowy) i ptaszki płowe (gloster biało-brązowy).

2. Napisać swoją propozycję/swoje propozycje w komentarzu.

3. Cieszyć się i odczuwać satysfakcję z dobrych pomysłów. :)

4. Czekać cierpliwie na losowanie nagrody. :)

Swoje propozycje można składać do końca maja, a w Dzień Dziecka postaram się zrobić podsumowanie i losowanie.

Do tej pory pojawiły się genialne pomysły:
(uwaga, powtarzające się propozycje wyrzucam)

Temeko
Bodziszek, Barwinek, Bluszcz, Bakopa, Baobab, Bób, Brzoza, Budleja, Babka (lancetowata), Bylica, Bławatek, Bakłażan, Borówka, Berberys, Brzoskwinia

(jesteśmy z Baraniastym zachwyceni Borówką, a mnie się bardzo podoba Brzoskwinia :) )

Kasia
BELLIS (stokrotka), Bez, Barszcz (jednocześnie kulinarny;), Burak, Brokuł, Bukszpan, Biszkopt, Bagietka, Bryndza, Bakalie

(Biszkopt, to rewelacyjny pomysł - już mamy kanarka, którego tak nazwę!)

Gosiak
Bergenia (Bergusia!:)), Bobik, Bezik, Bergamotka, Bekon, Bigos, Bulion, Bogracz, Beszamel, Budyń, Brownie

(Bergamotka jest piękna! Mam nadzieję, że uda mi się nadać to imię ptasiej dziewczynie :) ) 

Kto da więcej? :D 

sobota, 22 marca 2014
Co słychać u glosterów?

Dzieje się. I to sporo. :)

Na początek gorąco polecam onlajnowy przekaz "z zakładania rodziny".

Glostery online 

Na gnieździe siedzi Asparagus - zielona pani glosterowa, a dogląda jej, karmi i przygotowuje się do bycia dzielnym tatą ptasząt - Arabel (jeden z moich ulubieńców) - intensywny zielony pan gloster, pióra (i charakter) zdjęte z tatusia Limona.
Już za niedługo pojawią się małe, "zielone" głodomory. :)

Kanarki (jak koty) są różne. Przy dobieraniu w pary i przenoszeniu do klatek lęgowych* okazało się, że:

- kanarki kupione od pewnego (wybitnego zresztą) hodowcy zwiewają, nie dają się złapać i trzeba za nimi gonić po całym pokoju :)
- za naszymi (w sensie: wyhodowanymi osobiście) też ;)
- Aloes ma "gdzieś" siedzenie w klatce, biega (nie - fruwa) po pokoju, przysiada gdziekolwiek i śpiewa jak wariat. Łapany ucieka kurcgalopkiem (ostatecznie - odfruwa) po czym siada i śpiewa głośniej (Niepierzaści Dwunożni tu się śpiewa! I lepiej mnie słychać, niż w klatce!). Słowem - wyjątkowo bezstresowy kanarek :)
- niedawno kupiona ptasia pani z grzywką, czekając w osobnej lęgówce na swojego narzeczonego, nagle zaczęła śpiewać i okazała się Orzechem, a nie Goplaną ;)
- Alabaster (nasza cynamonowa dziewczynka) stwierdziła, że przenosiny do klatki to świetna okazja, żeby... nie uciekać. Pospacerować po dłoniach, posiedzieć grzecznie na palcu, nie wiercić się przy obcinaniu pazurków. Wygląda na to, że ona jedna nie posłuchała, kiedy mamusia Straciatella uczyła wszystkie dzieci, że się mają wszystkiego bać. :)

* Ja tę czynność opisałam jednym zdaniem, ale zapewniam, że wymagała ona sporej ilości czasu, dobrej logistyki i przypomnienia sobie "kto, gdzie, kiedy i z kim" ;), że o poprzedzającej tę czynność wnikliwej obserwacji kanarków nie wspomnę... 

Na koniec jeszcze dwie rzeczy. Zmokłe glostery, czyli zdjęcia Baraniastego, które zrobił ptaszkom po kąpieli. Więcej tutaj.

Na pierwszym (które zdobyło tytuł zdjęcia miesiąca na wortalu kanarkowym ;) ) jest Ananas. To jej ulubione miejsce. :)

 

Na drugim - obok Ananas siedzi Aromat. Obie zmokłe "poprysznicowo".

 

Druga rzecz, to zapowiedź konkursu.  :)
Już można się zastanawiać nad imionami dla ptasich dzieci. Oczywiście na literkę "B" i najlepiej, żeby były związane z roślinami (np. Bratek, Bawełna, Begonia, Bazylia, Banan, Bambus) w pierwszej kolejności, a w drugiej kolejności (podobnie jak rok temu) mogą być kulinarne. :)
Nagrody oczywiście przewidziano. ;)  

niedziela, 09 lutego 2014
Ptasia stołówka.

Jak to z tym naszym Ptakoliczeniem było?
Tak naprawdę to nijak. :)
Zarówno w sobotę, jak i w niedzielę obserwacja zaokiennej stołówki wykazała głównie... wróble.
Wróble, których w zimie 2012/2013 nie było prawie w ogóle (było za to mnóstwo dzwońców, których teraz nie ma).
Były oczywiście sikorki - zarówno bogatki, jak i sporo modraszek i stali bywalcy - dwa gołębie, wydaje mi się, że grzywacze.

Celem ilustracji tego, kto może odwiedzić naszą zaookieną stołówkę, podrzucam link:

klik

Jego pojawieniu się towarzyszył dialog pełen emocji:

Baraniasty (z kuchni): Owco, chodź tu szybko!

Owca: Pędzę.

Baraniasty: Zobacz i powiedz, co to jest!

Takie przywoływanie Owcy miało miejsce już nie raz, więc się nie zdziwiłam. Identyfikowałam już sójki, wszelakie sikorki, kosy, trznadle i szpaki, ale to, co zobaczyłam za oknem tym razem po prostu odjęło mi mowę... a potem orzekłam:

Owca: To, mój drogi Mężu, jest przepiękny pan dzięcioł. :)

(To, że jest to pan dzięcioł, a nie pani dzięciołowa wiemy dlatego, że pan dzięcioł ma czerwoną plamkę na potylicy :) ).  

A to jest Bii - Naczelna Ornitolożka. Ona też - jak widać - brała udział w Ptakoliczeniu. ;) 

 

piątek, 24 stycznia 2014
5/5/5

Czuję się, jak owca uwolniona z postronka w pobliżu bardzo smacznej koniczyny. :)
Mam stosy książek do czytania, a już mogę!
Dlatego, że stało się to:

Jest to fragment mojej karty egzaminacyjnej (na ostatni semestr studiów). 

NzM powiedział, że to nieco "monotonne" (w końcu widział też resztę ocen - w indeksie ;) ), ale również, że jestem niezwykle dzielną Owcą, NzT, że "wiedziała" :), a M., że zdecydowanie dobrze na mnie wpływa trzymanie kciuków, w taki sposób, w jaki ona to robi. :)

Na razie trwa euforia, ale powoli się uspokajam. :)

Tymczasem jutro Ptakoliczenie, a ja - wyjątkowo - w tym roku nie zamierzam tego przegapić! 

Szczegóły można znaleźć tutaj, albo w dodatku do styczniowej (1/2014) "Przyrody Polskiej" (mogę podesłać bardziej szczegółowe informacje, jeśli ktoś sobie życzy).

poniedziałek, 11 listopada 2013
Teraz ja.

Sezon się rozpoczął.
Tak więc byliśmy w zeszłym miesiącu z Baraniastym (i NzT) na wystawie kanarków w Łaziskach G.
Baraniasty oczywiście profesjonalnie ofocił całą wystawę, a ja zrobiłam tylko kilka zdjęć Galaktyką.
Nie zabierałam aparatu, bo lampę mamy jedną i podzielić się nią trudno. :) 
Poza tym - wyzwanie fotograficzne podjęłam rok temu (i tu powinien być link do mojej galerii z zeszłego roku, ale nie będzie, bo różnica między zdjęciami z ubiegłego roku, a tegorocznymi jest zbyt duża ;) ), teraz wystarczyło mi tylko kilka fotek norwików.

Czemu tylko norwików, skoro można było podziwiać mnóstwo pięknych glosterów?
Bo Gloster i Arabel się denerwują, kiedy robię zdjęcia obcym kanarkom. :D
Cynamon się nie denerwuje - on ma to gdzieś, bo i tak - jak twierdzi -  jest najprzystojniejszy. ;)

Zobaczcie, jakie puchate te norwiki.

 

A tu z perspektywy kopytkowej - norwik się dziwi. ;) 

 

Tyle ich było (tych onych kanarków). Zdjęcie z jednej tylko sali. ;) 

 

Poważny pomarańczowy norwik. 

 

Portret borderka. 

 

A na koniec: 

 

to jest karta oceny (kolekcji) kanarków kędzierzawych paryskich (po punktacji i wstążkach po prawej stronie można poznać, że wysoko utytułowanych). Jeśli nie widać wyraźnie, to piszę poniżej co podlega ocenie (u tych kanarków kształtnych):

- głowa, koloratka, bokobrody
- płaszcz, barki, bukiet
- żabot
- wachlarz
- pióra kogucie, nogawki

dalej już jest jak zwykle. :) 

 

Wczoraj byliśmy też na "wystawie" w Szopienicach. Nie napiszę o tym fakcie ani słowa więcej (bo nie warto). Jeśli ktoś jest zainteresowany, to wie gdzie znaleźć informacje.  

sobota, 24 sierpnia 2013
Tak, ale nie.

Urlop - tak. Wakacje - nie.
Niechodzenie do pracy - tak. Odpoczynek - nie.

 

Wybory, jakich kiedyś dokonaliśmy i dokonujemy nadal, nadają kształt naszemu życiu. Naszemu, ale także żywotom naszych Futrzaków i Pierzaków.

Trudno się zdecydować na wyjazd, jeśli...

Nasze koteczki jedzą co dwie, względnie trzy godziny. W tak zwanym międzyczasie należy się z nimi bawić, głaskać i zapewniać, że są najmądrzejsze i najśliczniejsze na świecie.
I czyścić nocniczki. Tryliard razy dziennie, bo Amber nie siusia do brudnego, a jak siusia do czystego, to kupę też robi do czystego - w kuwecie obok. Należy nasypać dużo żwirku (ale nie do wszystkich kuwet, bo Amber nie lubi), bo Pierożek lubi nurkować i wysypywać, a Bii robić siusiu "na górce".
Acha - i należy obserwować czy nie tańcuje i nie kręci dupką w kuwecie (nadal Amber), bo wtedy (jak wężem strażackim) zasikuje wszystko dookoła.

Najsamwpierw należałoby zacząć od obsługi Pierożka, która przecież w ogóle nie lubi zostawać sama. I za którą biega się z miską, a jeśli nie wyrazi zgody na posiłek, to należy szukać czegoś, co kotek zje (do skutku). I podawać chrupeczki (tajne, schowane, tylko dla niej) tyle razy, ile sobie zażyczy.
I wpuszczać do pokoju Baraniastego (i pilnować, bo to w końcu kot, a tam są ptaszki) i wypuszczać, jak się znudzi.
I otwierać okno w sypialni, gdy jest słoneczko i pilnować, żeby za długo na nim nie leżała (widać po uszkach - bardzo różowe, to Pierożek zagotowany). Głaskać i uspokajać, kiedy zdenerwuje się na pospólstwo i zbije Zapazurzoną Łapą Sprawiedliwości.
I karmić trawką (doniczka za oknem w kuchni) - jak krówki (razem z Amber), kiedy tylko sobie zażyczą. Przede wszystkim obserwować czy nie wylizuje brzuszka i łapek - wtedy czymś kotka zająć, najlepiej głaskaniem. I dużo leżeć, bo Fil lubi leżeć na człowieku.
Oraz zapewniać kompleksowy (i ekskluzywny) standard usług.
To koteczki.

A jeszcze są ptaszeczki. Tym trzeba przygotować pokarm jajeczny (całość jednorazowo - załóżymy jakieś 1,5 godziny), dbać o świeżość owocków i warzywek, uzupełniać ziarno, usuwać łuski ze starego, wymieniać wodę (bo albo się w niej kąpią, albo wrzucają tam różne rzeczy) w pojnikach, przygotowywać kąpiele (z solą)...

Oczywiście obserwować czy dobrze się czują, a jeśli nie, to odmierzyć, przygotować i podać lekarstwo, prowadzić mediacje, kiedy się biją i na siebie skrzeczą, rozmawiać z Glosterem (bo lubi), zapewniać, że są śliczne, mimo że wyglądają jak straszydła (po pierzeniu). :)

No i nie zapominajmy, że jeśli jest lato, to jeszcze należy podlewać naszą dżunglę kwiecia. :D

Macie podobnie? Też się Wam wydaje, że nikt nie zajmie się lepiej Waszym zwierzyńcem, niż Wy sami? :)

 

Fil ostatnio przeszła samą siebie w wychowywaniu Dwunożnych. Wstaje tylko na posiłki "mokre" (też nie na wszystkie), chrupeczki natomiast życzy sobie podawać na posłanie, na którym aktualnie się wyleguje, z miseczką pod mordką.
Tak, żeby nie musiała wstawać...

 

O tym, że musiałam sobie kupić fotel, bo Pierożek trwale zaanektował dotychczasowy nie powinnam wspominać? ;)

 

A w ogóle, to chyba jasne, że nie jeździmy na wakacje dlatego, że Pierożek nie lubi długich podróży. ;) 

czwartek, 25 lipca 2013
Zaczęło się.

Wiedziałam, że ten moment kiedyś nastąpi, ale nie sądziłam, że tak szybko.

Przecież to jeszcze dzieci... 

No dobrze. Powiedzmy sobie szczerze: to nie dzieci, tylko banda pierzastych panien i młodzieńców. :)

Co nie znaczy, że łatwiej mi będzie, jak sobie pójdą, by zamieszkać w nowych domkach. 

 

Baraniasty zaprasza TUTAJ

a ja pochwalę się (jego fotką) Ambrożego (Ambrozyja), który ma dokładnie taki charakter, jak pokazuje zdjęcie: 

 

 źródło zdjęcia

A dzisiaj Pasionek ma trzecie urodziny.

 

źródło obrazka

Jestem nie mniej zdziwiona niż Baranek Shaun i inne owce. :)

To już trzy lata minęły?! 

 

 
1 , 2 , 3












Mała
(Indyczek, Królik, Pani Prezes)


Fil
(Pierożek)


Latte
(Kawa)


Amber
(Lady Amber Herbu Tricolor)


Bii
(Biisława, Szylkretka)


Ptaszki


Książki



Wojaże



Koty



Pasionek



Książki o kotach



Decoupage Owcy



Filmy



Krewni i znajomi



Autko



Jedzonko



Modele



Tubka









Licznik odwiedzin:



Gości na stronie: