Wpisy z tagiem: modele

wtorek, 10 kwietnia 2012
O lataniu.

Proszę Państwa, oto Feniks. :)
Żeby wyglądał tak, jak na poniższych zdjęciach potrzebowaliśmy całej niedzieli. 

Ale było warto, bo na tle błekitnego nieba prezentował się wczoraj bosko, wzbudzając zachwyt zebranej gawiedzi. :)

Feniks leżący na brzuszku (rozpiętość skrzydeł - ok. 2 metry) 

 

i na pleckach

 

(widać zamalowane serwa).

A tutaj i tutaj można zajrzeć, żeby zobaczyć świetne zdjęcia lotnicze. :) 

 

W następnym odcinku dowiemy się na co patrzy Szylkretka. ;)

 

niedziela, 18 marca 2012
Wiosna (?) w parku.

To był kolejny niełatwy tydzień, ale nagrodą za niego był dla mnie kawałek wczorajszego i cały dzisiejszy dzień. :)

Wczoraj po pracy (jesli komuś wydaje się, że w tak piękną pogodę nie pojawią się w sobotę czytelnicy w bibliotece, to mocno się myli) gościliśmy Sowę i Przemka (od Bazyla i Filemonka).

Cała piątka Futrzastych Panienek objawiła im swe jestestwo. Nawet Latte przed którą zamknęłam łazienkę, żeby goście nie musieli włazić pod wannę...
Przypuszczam, że w tej sytuacji nie uwierzyli nam, że to najbardziej strachliwy z syjamów. ;)

Pierożek zaszczyciła Gości chwilową (bardzo chwilową) obecnością, po czym udała się na zasłużony odpoczynek, Mała ledwo zerknęła, natomiast Kolorowa Młodzież zachowywała się jak najistotniejsze persony w domu.
Amber towarzyszyła nam przez cały czas, a Bii - o, Szylkretka przeszła samą siebie. Najpierw napiszczała na
Przemka, potem przymilała się jak szalona, a na sam koniec (kiedy Goście wychodzili) postanowiła poprzytulać trochę czółko do czółka (Przemek ubierał buty, więc dla Bii stojącej na szafce był to idealny pomysł!). Na szczęście Sowa też się Szylkretce spodobała i nastawiała (Bii, nie Sowa) głowę do głaskania. :)
To świetne spotkanie było wczoraj.

A dzisiaj? Dzisiaj wyjęliśmy rowery, Owca wrzuciła aparat do plecaka i z zamiarem poszukiwania szeroko reklamowanej wiosny udaliśmy się do parku.
A w parku dzikie tłumy (tak mi się na początku wydawało, ale w porównaniu z tym ilu ludzi szło/jechało w stronę parku, gdy my z niego wyjeżdżaliśmy, musiałam zmienić zdanie) i całe mnóstwo:
- śmieci
- brudu
- śmieci.
Wymieniłam śmieci dwukrotnie? To dodam jeszcze: śmieci, śmieci i jeszcze raz ŚMIECI! Ja wiem, że to "po zimie", ale aż przykro się na to wszystko patrzało. Dlaczego niektórzy ludzie nie potrafią po sobie sprzątać?
Pozostawało więc zamknięcie oczu i jechanie przed siebie ;) tyle że tak się nie dało, bo szukałam przecież wiosny.
A tymczasem znalazłam:

 

wylegującą się "rodzinę"

 

oraz dalekich "krewnych". 

Opalające się lamy



i kaczuszkę z pomarańczowymi nogami (była w gościach u owiec).

Jadąc do parku bierzemy zazwyczaj "coś do latania", więc Baraniasty uskuteczniał akrobacje - tym razem tym modelem

 

(sfociłam go celowo na tym kretowisku).

A ja biegałam z aparatem i dokumentowałam

 

kwitnącą leszczynę
oraz fakt, iż wspomniane w mądrym periodyku żaby raczej jeszcze nie mają warunków do zakładania rodziny.

 

 

To pierwsza znaleziona wiosenna stokrotka. Był też pierwszy motylek - cytrynek, ale jego nie udało mi się upolować aparatem. :) 

Ponieważ  większość stawów i stawików w parku wygląda jeszcze tak,

to mogliśmy podziwiać ptactwo chodzące po wodzie

 

 

 

lodołamacz ;)

 

przedarł się! :) 

 

Tak sobie jednak myślę, że Wiosna już się powoli wprowadza, ale jeszcze z Panią Zimą siedzą, ploteczkują i jakoś nie zamierzają na razie się rozstawać. ;)

O tym, jaki wiosenny dzień miały dzisiaj Jaśniepanny będzie następnym razem. :)

wtorek, 06 grudnia 2011
Pracowita sobota.

W sobotę udało nam się przygotować do oblotów (pomalować) podchoinkowy prezent Baraniastego, czyli Funjeta. 
Z góry wygląda tak:

 

A od spodu tak: (Fun-testerki okazały się oczywiście niezbędne)

Na koniec Pierożek "zapodał focha" ("bo nie zajmowaliśmy się nią przez cały wieczór, tylko czymś innym", mimo że bezustannie była z nami i obserwowała proces malowania i obklejania modelu):

 

a Bii stwierdziła, że jej to wszystko nie dotyczy - ona ŚPI. 

Taka to była pracowita sobota. :) 

wtorek, 04 października 2011
Pierwszy filmik na Pasionku :)

Zawarte w tytule filmu pytanie jest, rzecz jasna, retoryczne.

Jej tak NIE WOLNO.

NzM "złapał" jedną z naszych koteniek na "polowaniu" na wirtualny [moto]szybowiec. :)

Wirtualny, bo był na filmie wrzuconym przez AliShanMao na YT, oglądanym przez NzM. 

Wywołał - jak widać - duży entuzjazm u jednej z Futrzastych, u której? :) 

poniedziałek, 08 sierpnia 2011
Sztuka spadania.

Pierwotnie w tytule miało być: sztuka latania, ale od razu skojarzyła mi się ta

 

upiorna (i doskonała) animacja Bagińskiego.

Poniżej garść fotek (mojego autorstwa - od razu widać, hi hi) ustrzelonych w tych krótkich chwilach, kiedy nad śląską ziemią gościło słońce.

Czy to ptak? 

Samolot?

Co też wyłania się z mroku (no dobrze - cienia?) :)

Zgadliście, prawda?

To Beta1400 

I jak widać - w stanie spoczynku o wiele łatwiej mi ją fotografować. ;)

  

niedziela, 12 czerwca 2011
Niedziela.

I znowu zabrakło mi dnia.
Marzą mi się już wakacje, ale do września (najbliższy przewidywany termin urlopu) daleko, więc trzeba się wziąć w garść.
Byliśmy dzisiaj (we trójkę - czyli z NzT) w parku. Jeździliśmy dwie godzinki, co jak na Owcę, która miała dłuższą rowerową przerwę, jest całkiem dobrym osiągnięciem.

Moje biało-różowe cudeńko.

Przy okazji NzM "released the dragon" czyli latał Lamą, która usilnie opierała się wiatrowi, aż do momentu kiedy mimo usilnych starań Barana, wpadła na latarnię. I takie były efekty tego zderzenia... (ułamana łopata).

 

Potem oczywiście Lama latała dalej... (ucięłam kawałek koła, bo wcale nie łatwo zrobić zdjęcie w stylu: "atak wściekłej Lamy", hi hi - rower co prawda stoi, czego nie można powiedzieć o heli)

W parku było fantastycznie, pogoda piękna (wszyscy wrócili pięknie zaróżowieni oprócz mnie - jak zwykle przez całe lato będę udawać "córkę młynarza"), ludzi niestety też dużo, chociaż wyjechaliśmy rano (owcze rano - czyli ok. 9:30). Widzieliśmy faunę

i florę (te krzaczory za różowymi kwiatkami oszałamiająco pachną miodem. Czy ktoś może je rozpoznaje? Miło by było wiedzieć co tak pięknie pachnie. :)

W drodze powrotnej mocno się zdziwiłam, bo kolejka do chorzowskiego Zoo była trzy razy zawijana. Do tej pory mnie to zastanawia (mam wyrobione, raczej mało pozytywne zdanie o "naszym" Zoo).

Potem szalałam w kuchni, a Baran chichotał, że do tej pory jedliśmy ryż z warzywami, a od kiedy jego żona czyta blogi kulinarne, to spożywamy risotto ze szparagami. Przepis ponownie wzięłam od Dorotki i powiem, że całkiem dobrze to wszystko smakowało. Gdyby nie wybitnie irytujące obieranie szparagów - byłoby to danie idealne. ;)
Potem wizyta u babci, potem przygotowanie się na jutro, karmienie futer (które dzisiaj jadły chyba z piętnaście tysięcy razy) a na kolację gofry.
Boskie,
własnoręcznie robione przez NzM - gofry. Drożdżowe, puchate, z serkiem waniliowym i dżemem wiśniowym. Mniam.

Trudno określić jak bardzo optymistycznie taki dzień nastraja i jak dużą siłę daje, do zmierzenia się z nadchodzącym tygodniem (który wcale nie będzie łatwy). :)















Mała
(Indyczek, Królik, Pani Prezes)


Fil
(Pierożek)


Latte
(Kawa)


Amber
(Lady Amber Herbu Tricolor)


Bii
(Biisława, Szylkretka)


Ptaszki


Książki



Wojaże



Koty



Pasionek



Książki o kotach



Decoupage Owcy



Filmy



Krewni i znajomi



Autko



Jedzonko



Modele



Tubka









Licznik odwiedzin:



Gości na stronie:



free counters