Wpisy z tagiem: autko
poniedziałek, 06 czerwca 2011
Tylko tekst.
Dzisiaj (wraz z kolejnym deszczem) spłynęło na mnie olśnienie: prawie od tygodnia trwa czerwiec, a ja nie zajrzałam nawet na Pasionek. Pasionek. Byliśmy wczoraj w Krakowie. Bez szczególnej przyczyny, chociaż w planie miałam odwiedziny na Targach Książki Dziecięcej i Młodzieżowej. Pogoda (upał) zniechęciła mnie jednak skutecznie i zamiast tego - posiedzieliśmy sobie znowu pod Wawelem nad Wisłą. W cieniu oczywiście. :) Nie byłabym sobą, gdybym nie zaciągnęła Barana do krakowskiego Empiku (oczywiście z samozapewnieniem, że NIC nie kupuję). Skończyło się wiadomo jak. Pal licho zubożenie konta, pal licho postanowienie, że "na razie nie kupuję żadnych książek" - mam dla Barana nowego Pilipiuka (komiks tym razem) z autografem! Niestety nie zdobytym "własnoręcznie", a tylko dzięki uprzejmości pani kasjerki ("a czy nie chciałaby pani egzemplarza z autografem?"), ale mamy! W Czekoladopijalni tym razem trochę zaszaleliśmy, dzięki czemu poznałam smak lemoniady grejpfrutowej z bazylią. Tego sie nie spodziewałam! Genialne! A potem już standardowo. Dzisiaj spotkanie ślakich fajczarzy, po którym udowodniłam wszem i wobec, że certyfikatu Dobrej Żony nie dostałam na piękne owcze oczka. ;) Pozwoliłam Baranowi dokończyć fajkę w Fordce. Mimo, że nie był to Peterson (tytoń cudnie pachnący). :) NzM skończył grać w "Wiedźmina 2". Bardzo ciekawa byłam jego recenzji (uzależniam od niej swoje rozpoczęcie gry), no i wywiązał się taki dialog: Owca: I jak oceniasz grę? Wiesz, tak ogólnie - w skali od 1 do 10, skoro większość recenzji daję ocenę 9,5. Fordka Futra. Póki co - niedawna sesja fajkowa. Bardzo mi się podobają, szczególnie churchwardeny. Praca. Acha. I House się skończył. Mogę w sumie powiedzieć, że NARESZCIE, bo ta ostatnia seria, to była jakaś porażka. Niech sobie odpuszczą dalsze kręcenie i niech zostawią po sobie dobre wrażenie, a nie niesmak.
Chciałabym, żeby pewne rzeczy w życiu były prostsze...
czwartek, 19 maja 2011
Blachara, RPG-Owca i Piąta Jezdna Apokalipsy...
...a ponad to wszystko - nauczycielka na ścieżce awansu. Tego, że jestem blacharą jakoś nigdy nie starałam się ukryć. :) Samochody lubię, lubię jeździć szybko (jako pasażerka NzM), lubię jeździć - chociaż sporo mi brakuje żeby nazywać się kierowcą. Jeżdżę od roku, prawo jazdy mam od ponad 8 lat. W tak zwanym międzyczasie jeździłam przez ponad rok bardzo intensywnie "maluchem" NzT, w każdych warunkach i dzięki temu najwięcej się na tym samochodzie nauczyłam (między innymi: jak jeździć i ruszyć na lodzie oraz jak zrobić żeby nie wkomponować się w przęsło mostu...). Trailer "Fast Five"
Już jest. W pięknym opakowaniu, z jeszcze bardziej wypasiona zawartością. 20 zł tańszy, z kuponem za preorder, z mapką, instrukcją i ścieżką dźwiękową. Wiedźmin 2. :)
Dzisiaj o 6:40 usłyszałam huk i łomot. Zamarłam ze szczoteczką w zębach. DOKŁADNIE wiedziałam co się stało, a ponieważ wiedziałam - bałam się wyjść z łazienki. Amber doszła do wniosku, że codziennie rozpoczynam dzień w zupełnie nieciekawy sposób - więc ona, genialna tricolorka, zorganizuje mi go trochę bardziej interesująco.
Zaczyna się. Uczestniczę (jako odpowiadający) w szybkich testach ustnych z prawa oświatowego, kseruję akty prawne, przekopuję antyczne Dzienniki Ustaw, przeglądam jakieś dokumenty, usiłuję ułożyć w głowie, coś, czego ogromu jeszcze nie ogarniam. Zaczyna się. I jestem przekonana, że jak jeszcze raz usłyszę (nie ma dla mnie nic bardziej demotywującego niż to) pytanie "A piszesz już sprawozdanie?" to eksploduję. Nie, nie piszę. Ale już niedługo zacznę.
poniedziałek, 02 maja 2011
Pasionkowo.
Czas mi przecieka przez palce. Już maj... W pracy - o dziwo - hossa. Tymczasowa, dlatego nie popadam w euforię, ale miła to jednak odmiana. I nieskromnie dodam, że moje kółko czytelnicze jest "wypaśne". A dzieciaki czytają i czytają. :) Pasionkowo - niezmiennie, chociaż nabyliśmy ostatnio PORZĄDNĄ szczotkę do wyczesywania kłaków. Co po... niech pomyślę... ponad 8 latach posiadania kotów jest dosyć oryginalnym osiągnięciem. Jednocześnie stwierdzam, że wyrzucam wszystko, co do tej pory miało czelność nazywać się "narzędziem wyczesywawczym", bo nowa szczotka jest po prostu genialna. Fil stwierdziła, że o niczym innym nie marzyła, tylko właśnie o szczotkowaniu (rozmruczał się Pierożek na kolankach i nadstawiał to wąsiki, to bródkę), Mała również nie miała nic przeciwko, Latte ogarnęło totalne przerażenie (szczotka, to Twój wróg!), Amber mnie ukąsiła, a Bii uciekła. Sprawiedliwie było by napisać, że tricolorka wróciła za jakiś czas... do Barana żeby ją wyszczotkował i zdjął niepotrzebne już kłaki. Pff! A podobno to ja sobie ją złapałam z ulicy... ;) na dachu Fordki siedzi Łatek Mniej Pasionkowo, a bardziej Fordkowo - niedługo minie rok odkąd jeżdżę swoim własnym samochodem. Podsumowanie będzie w dzień rocznicy, teraz tylko stwierdzę, że żyjemy w kraju, w którym OC za jedenastoletni samochód jest warte pół mojej wypłaty. A to już nie jest zabawne. Na dobranoc scenki rodzajowe: W tym rzadkich momentach kiedy NzM nie pracuje, nasza aktywność koncentruje się w innych częściach Pasionka. I drzwi do pokoju NzM są zamknięte. Wszystkie koty są tym faktem niezwykle zdegustowane. Nie dość, że nie można zaczepiać Glostera, to jeszcze nie da się buszować w papierach i skakać po komputerze. Tak więc gdy drzwi się wreszcie otwierają...
wtorek, 30 listopada 2010
Ciąg dalszy.
Zima. Mam tylko jeden (gigantyczny, przyznaję) powód żeby lubić tę porę roku, ale nawet on już nie wystarcza. Tak teraz wygląda (za oknem, w kuchni) mój ulubiony wrzos. No i jak można się było spodziewać dzisiaj był ciąg dalszy. Nie lubię zimy. A od kiedy marzną mi kończyny niemal natychmiast po wyjściu z domu nie lubię jej jeszcze bardziej. To naprawdę nic fajnego. Zakładanie dzisiaj po południu pokrowca na Fordkę zajęło mi jakieś 10 minut. Czucie w palcach dłoni odzyskałam po jakiejś godzinie... Nie muszę wspominać, że gdy na termometrze pojawia się temperatura poniżej zera - ja ubieram dwie pary rękawic? (w tym jedne - narciarskie) Pozytywne strony tej pogody są takie (jakieś podobno zawsze są), że już od jakiegoś czasu do podniebnej stołówki przylatują sikorki. A ostatnio zawitała nawet sójka. :) Wygoniliśmy z kuchni wszystkie futrzaste zainteresowane ornitologią pasjonatki (przesiadują na parapecie i "szczękają" do ptaszków) żeby jej nie przestraszyły. :)
wtorek, 02 listopada 2010
Zmiana czasu? Jaka zmiana czasu?
To był dziwny dzień. Poniżej zdjęcie archiwalne (kocice jeszcze mają obróżki, a Amber nie robi na nim dinozaurzego grzbietu, jak zazwyczaj przy jedzeniu), ale ogólny (posiłkowy) sens zachowany. :)
Po trzecie. Rozstaliśmy się dzisiaj z Mykanką. Ona rozpoczęła swoje trzecie życie, a my już zawsze będziemy ją wspominać z sympatią. Pięć lat radości z posiadania zawdzięczamy wyłącznie NzT i to właśnie dzięki niej mieliśmy pierwszy "dorosły" samochód. Mykanka nigdy nas nie zawiodła. Przejechała z nami ponad 50 tysięcy kilometrów, a gdy coś jej dolegało - psuła się dopiero w garażu - nigdy na środku ulicy, miasta, bez możliwości zrobienia czegokolwiek. Lubiła mnie jako kierowcę, chociaż bałam się nią jeździć, z Baranem za to stanowili jedność - idealne połączenie Kierowcy i Samochodu. Była z nami dwa razy nad morzem i w Niedzicy, kilka razy w Zakopanem, niezliczone ilości razy w Krakowie i Częstochowie, ale też w Warszawie i Lublinie. Była niesamowita. A kiedy zupełnie niedawno jechaliśmy do warsztatu, żeby ją naprawić, w ruszaniu ze świateł o trzy lata młodsza Fordka nie miała żadnych szans. Zostałyśmy w tyle, a babcia Mykanka gnała już przed siebie aż się kurzyło. Poniżej też archiwalne zdjęcie babci Mykanki.
poniedziałek, 04 października 2010
Kalejdoskop uczuć
Po pierwsze (tame): dziś jest Międzynarodowy Dzień Zwierząt. Futra dostały dodatkową porcję chrupek, ale nie raczyły zauważyć, że to z okazji. Było więc bez (okazji). Dobrze, że nie zażyczyły sobie diamentowych obróżek. ;) Po drugie (challenge): dziś byłam pierwszy raz w pracy po dłuższej przerwie przeznaczonej na pozbywanie się tego, co już mi nie będzie potrzebne… Powrót do pracy po takiej przerwie jest jak zderzenie z rozpędzonym pociągiem. Jutro będzie lepiej. Mam nadzieję. Po trzecie (jealousy): dziś Fordka wróciła od mechanika. Małe niebieskie autko poczuło się urażone brakiem zainteresowania przez prawie miesiąc. Zarzęziła, zaćwierkała i strzeliła focha ostrzegawczego. Niepoświęcanie wystarczającej uwagi samochodzikowi okazało się dla mnie kosztowne... Po czwarte (desire): dziś właśnie spędziłam z NzM bardzo przyjemny wieczór na spotkaniu fajczarzy. Napaliłam się biernie i nawąchałam wybornego tytoniu (zdaję sobie sprawę, że dla niektórych wypisuję herezje), naoglądałam przecudnych fajek różnych kształtów, poznałam ciekawych ludzi i przy okazji wypiłam biało-zieloną herbatę. I zaczynam budować nowe, dobre wspomnienia z Fanaberii. Fotki Barana (love) z fajką nie będzie, bo na razie nie pozwala, ale jak mu kupię churchwardena, to go i tak ofocę. ;)
poniedziałek, 06 września 2010
Summer Cars Party 2010
Wylądowaliśmy z NzM w sobotę na Summer Cars Party. Pogoda bezpośrednio narzucała zmianę nazwy imprezy na Winter Cars Party albo co najmniej Autumn Cars Party, ale w końcu wrzesień - jak owca - bywa kapryśny. Toteż przy oglądaniu wyścigów trochę zmokliśmy, trochę przyprażyło, moje przeziębienie się zaktywowało, ale oprócz tych niedogodności - było super. Już w drodze na Muchowiec zaczynała się budzić we mnie "blachara" i Baran szykował się do wyjęcia większej ilości chusteczek higienicznych, na wypadek gdyby żona zaczęła mu się ślinić do przejeżdżających wypasionych bryk. ;) A bryki były, oj były. I takie, przy których Owcę dopadał szczękopad i takie, przy których żałowałam, że Fordka została na parkingu pod Kakadu. Podobnie było w samych wyścigach: niektóre autka śmigały bez większego wysiłku, a niektóre - no cóż - 13-letnia Mykanka dała by radę... nie wspominając o 10-letniej Fordce. ;) I znowu, po raz ochnasty sobie uświadomiłam - nie mogłabym mieć sportowego samochodu. Po pierwsze primo: mam za ciężką nogę, po drugie primo: moje umiejętności jako kierowczyni (taki neologizm) pozostawiają jeszcze wiele do życzenia. Co nie przeszkadza mi stworzyć wizji własnego garażu z wypasionymi brykami. A więc (oprócz Fordki rzecz jasna) w moim wirtualnym garażu stoją: 1. Cudne Audi TT, którym jeździłam w NFS strojąc go w węglowe włókna. ;) Fot. Foto'Ptah 2. Audi r8 3 i 4. Niewątpliwie składaki jakieś wypasione, ale cudnej urody. :)) 5. I na koniec - w sam raz na szybkie zakupy: Kiedy wróciłam do rzeczywistości zaczęłam się zastanawiać nad zmianą felg do Fordki. Ponieważ wybór był trudny, a możliwości jednak zbyt dużo (i zupełnie nie dlatego, że koszty zwalają z nóg, a niedawno Fordka dostała nowe oponki, ;) ) postanowiłam się na razie wstrzymać. A było w czym wybierać: wypasione felgi nr 1 wypasione felgi nr 2 wypasione felgi nr 3 Widziałam też młodszą o dziesięć lat wersję mojej Fordki. Ford Ka z 2010 roku z zewnątrz wygląda rewelacyjnie, a w środku natomiast to jakaś porażka. Przypuszczam, że większość samochodów wchodzących na rynek ma takie deski rozdzielcze, co nie znaczy, że mnie akurat ma się to podobać. Tak więc - Ford Ka - jak najbardziej, ale wersja z 2000 roku, hi hi. Poniżej fotka nowej wersji, w kolorze, który dla takiego samochodu (mały, wesoły) jest jakimś nieporozumieniem. Widziałam ostatnio w Katowicach nową Fordkę w kolorze ciemnoróżowym, wiem, że są też granatowe (ale nie ciemne). Jeszcze może: zielone i pomarańczowe, ale - na Wielką Melitele - nie czarne! To w końcu nie Porsche! I z dumą stwierdzam, że takich naklejek jak mam na moim małym niebieskim autku - nikt nie miał. Tylko kilka samochodów miało mocno tuningowaną blacharkę - pozostali raczej ubogo. Mówię oczywiście o wizualnej stronie - bo co pod maską siedziało, to nie mnie osądzać. ;) Może za rok wjadę na płytę lotniska Fordką? ;)
wtorek, 24 sierpnia 2010
Wracam znad morza...
Kiedy się poznałyśmy, miała przejechane tyle:
Niedawno obchodziłyśmy nasze własne "urodzinki":
Lubimy się. A jeszcze M. stwierdziła ostatnio, że Fordka z takimi tatuażami jest tylko jedna. :) Myślę, że tak naprawdę już wróciłam znad morza. :) W końcu, w tej chwili za moim małym niebieskim autkiem i mną już ok. 1300 przejechanych kilometrów. :)
sobota, 31 lipca 2010
Tatoo...
Wreszcie, po dwóch miesiącach wybierania*, zamawiania i oczekiwania (ta część akurat była najkrótsza) udało nam się obkleić Fordkę. :) *wybór nie był prosty. Ja chciałam kwiatuszki i motylki, Baran mówił, że "ładne i mogą być", po czym usłyszałam od Myszy, że "chcę nabyć biżuterię na jeden sezon i Fordka będzie wyglądać idiotycznie w zimie". Dzięki temu praniu mózgu mam eleganckie esyfloresy. I nikt takich nie ma... bo wszyscy mają kwiatuszki i motylki. :D Wyszorowałam i wysuszyłam moje małe niebieskie autko (kolejny raz budząc zdziwienie sąsiadów), po czym zawołałam Barana. Logiczne - sprawca musi być, bo do kogo miałabym pretensje gdybym sama sobie krzywo nakleiła? ;) Towarzysząca do tej pory NzT ewakuowała się nieoczekiwanie, subtelnie dając do zrozumienia, że Owca przyklejająca naklejki dostaje świra. Subtelność nie była konieczna, bo to najprawdziwsza prawda jest. :) Poza tym wszyscy doskonale pamiętali proces naklejania czarnego kota na fordkowy zadek. :) Procesu naklejania tu nie opiszę (baaardzo czasochłonne, komary nas zeżarły razem z butami) - powiem tylko, że Baran jak zwykle wymiótł, naklejki nakleił idealnie tak, jak chciałam, w pełni profesjonalnie wycinając fragmenty na klapkę z baczku. Dumna jak świeżo wyszczotkowana Owca odwiozłam obklejoną i blyszczącą z daleka Fordkę na "parking". Po czym lało przez całą noc. Dokumentacja fotograficzna - Foto'Ptah Boczek :)
Tak, motylka też mam, tyle, że małego i na przedniej masce ;) może Bum nie zauważy ;)
Czarny kot - bo musi być. :)
piątek, 30 lipca 2010
Lusterko lewe czyli jak się "robi" pieniądze w naszym kraju
Zepsuło mi się lusterko. Tak - samo. Lewe lusterko w Fordce połamało mi się samo, bo nie sądzę, żeby miały na to wpływ śmietniki, które mijam każdego dnia wjeżdżając na parking*. Zepsuło się i tyle. Ulubieni panowie warsztatowi wraz z NzM urwali lusterko do końca (malowniczo dyndało) i stwierdzili, że "nie da się naprawić i trzeba kupić nowe". ;) Zakontraktowany Baran znalazł więc wypasione lustrerko w znanym serwisie aukcyjnym, zadzwonił do sprzedawcy czy na pewno będzie pasować i czy na pewno jest dostępne i pojechaliśmy. Jechaliśmy do Z. 15 minut, a pozostałe pół godziny spędziliśmy w korkach. Na miejscu byliśmy o 16:00 - co nie obudziło szczególnego entuzjazmu obecnych tam osób. Na nic zdały się tłumaczenia, że przez środek Z. jedzie się pół godziny zamiast 5 minut. No ale lusterko. Przynieśli łaskawie. Co z tego, że inne niż na aukcji, co z tego, że odrapane i nijak nie przypominające tego wystawionego - ważne, że kosztowało 90 zł! Myślałam, że mnie szlag jasny trafi. Używane, odrapane lusterko (takie widziałam po 30 zł) w tak bezsensownej cenie i z tak wrednym podejściem do klienta (bo to nasza wina, że byliśmy na tyle naiwni żeby jechać aż do Z. po lusterko, które prawdopodobnie nie istnieje i jeszcze chcieliśmy za nie zapłacić 90 zł). "Lekko" podminowani oddaliliśmy się stamtąd niespiesznie, ale kilometry i czas już były stracone, droga już przejechana, nie wspominając o irytacji... Lusterko jednak mam, tyle że NOWE, kupione gdzie indziej i za cenę, która jest odpowiednia dla nowego lusterka. Morał? 1) Cwaniaczków na świecie nie brakuje, szkoda tylko, że jednak za często "udaje" nam się na nich trafić. 2) W M. jest wypasiony sklep z częściami do Fordki (gdyby znowu jakaś brama albo śmietnik chciały odgryźć mi lusterko). 3) Zerrikanka (nie łamiąc przepisów) dojedzie z Z. do M. w ciągu 20 minut wzbudzając mój niezmierzalny zachwyt. :) * parking - miejsce w ogródku, pod chmurką, wspaniałomyślnie użyczone przez NzT, do którego należy się dostać wjeżdżając do bramy (szerokość Fordki ok. 1,60 m, szerokość bramy - o ok. 10 cm więcej niż "biodra" mojego autka), przejeżdżając obok śmietników i nachylonego, krzywego płotu, obok rosnących krzaków i rozrzuconych (latem) kotów. |
Archiwum
Zakładki:
Hobby moje i nie tylko :)
KOTY (i ludzie)
Koty zagraniczne
Kulinaria
LUDZIE (i Koty)
Ptaszki
Rękodzieło
Zwierzaki, które lubię, a które nie są kotami :)
![]() ![]() (Indyczek, Królik, Pani Prezes) (Pierożek) (Kawa) (Lady Amber Herbu Tricolor) (Biisława, Szylkretka) ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Licznik odwiedzin: Gości na stronie: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() WYGRAŁAM U BASI ![]() |