Wpisy z tagiem: autko

poniedziałek, 06 czerwca 2011
Tylko tekst.

Dzisiaj (wraz z kolejnym deszczem) spłynęło na mnie olśnienie: prawie od tygodnia trwa czerwiec, a ja nie zajrzałam nawet na Pasionek.
Ten pierwszy tydzień czerwca był jednak na tyle intensywny, że czuję się usprawiedliwiona.

Pasionek.
Czyli my (tym razem zacznę od Dwunożnych). W ubiegłą sobotę udało nam się posadzić kwiatki na balkonie. Fotek na razie nie będzie (bo jeszcze nie ma całokształtu) podobnie jak pomidorów w tym roku, bo się zagapiliśmy. Będą więc zioła, petunie (ciotka Petunia...) i pięknie pachnące goździki. A za oknem kuchennym (tam gdzie był wrzos) kwitną, jak oszalałe, pelargonie.

Byliśmy wczoraj w Krakowie. Bez szczególnej przyczyny, chociaż w planie miałam odwiedziny na Targach Książki Dziecięcej i Młodzieżowej. Pogoda (upał) zniechęciła mnie jednak skutecznie i zamiast tego - posiedzieliśmy sobie znowu pod Wawelem nad Wisłą. W cieniu oczywiście. :)

Nie byłabym sobą, gdybym nie zaciągnęła Barana do krakowskiego Empiku (oczywiście z samozapewnieniem, że NIC nie kupuję). Skończyło się wiadomo jak. Pal licho zubożenie konta, pal licho postanowienie, że "na razie nie kupuję żadnych książek" - mam dla Barana nowego Pilipiuka (komiks tym razem) z autografem! Niestety nie zdobytym "własnoręcznie", a tylko dzięki uprzejmości pani kasjerki ("a czy nie chciałaby pani egzemplarza z autografem?"), ale mamy!

W Czekoladopijalni tym razem trochę zaszaleliśmy, dzięki czemu poznałam smak lemoniady grejpfrutowej z bazylią. Tego sie nie spodziewałam! Genialne! A potem już standardowo.

Dzisiaj spotkanie ślakich fajczarzy, po którym udowodniłam wszem i wobec, że certyfikatu Dobrej Żony nie dostałam na piękne owcze oczka. ;) Pozwoliłam Baranowi dokończyć fajkę w Fordce. Mimo, że nie był to Peterson (tytoń cudnie pachnący).  :)

NzM skończył grać w "Wiedźmina 2". Bardzo ciekawa byłam jego recenzji (uzależniam od niej swoje rozpoczęcie gry), no i wywiązał się taki dialog:

Owca: I jak oceniasz grę? Wiesz, tak ogólnie - w skali od 1 do 10, skoro większość recenzji daję ocenę 9,5.
Baran: Hm... tak z 6...
Owca: ?!?!?! Ale jak to? Przecież to jest takie super! I w ogóle! I jak możesz tak nisko oceniać?! Ale przecież!
Baran (spokojnie dokańczając): ... powyżej 10...
I za to (i nie tylko za to) go uwielbiam. :)

Fordka
27 maja minął rok od kiedy razem jeździmy. Przejechałyśmy ponad 3 tysiące kilometrów. A ja ciągle się uczę. Ciągle poznaję mój niebieski samochodzik. Każde kolejne "drapy" przeżywam jak osobiste rysy na honorze. Nauczę się w końcu. I będę śmigać jak "Błędny Rycerz" (autobus w cyklu o Harrym Potterze, który przejeżdżał... nawet tam gdzie pozornie nie było to możliwe). :)

Futra.
Przez wiekszą część dnia leżą "rozrzucone po całym domu, jak wyliniałe futra". Nie są oczywiście wyliniałe, są jednak futrzaste co pewnie im jakoś szczególnie nie pomaga - w taką pogodę. A NzM tylko śle mi mmsy naszych kiciusiów rozłożonych w różnych konstelacjach. Robi im też czasem sesje balkonowe (jeśli nie jest za gorąco na trzymanie aparatu, hi hi) czego efekty wrzucę niebawem.

Póki co - niedawna sesja fajkowa. Bardzo mi się podobają, szczególnie churchwardeny.

Praca.
Napisałam i oddałam. Teraz czekam. Czyli chwilowy spokój. Uzbrajam się w cierpliwość, bo wiem, że to dopiero początek. Nie zmienia to jednak faktu, że chciałabym mieć to wszystko za sobą.

Acha. I House się skończył. Mogę w sumie powiedzieć, że NARESZCIE, bo ta ostatnia seria, to była jakaś porażka. Niech sobie odpuszczą dalsze kręcenie i niech zostawią po sobie dobre wrażenie, a nie niesmak.

 

Chciałabym, żeby pewne rzeczy w życiu były prostsze...

czwartek, 19 maja 2011
Blachara, RPG-Owca i Piąta Jezdna Apokalipsy...

...a ponad to wszystko - nauczycielka na ścieżce awansu.
Ale niech będzie po kolei.

Tego, że jestem blacharą jakoś nigdy nie starałam się ukryć. :) Samochody lubię, lubię jeździć szybko (jako pasażerka NzM), lubię jeździć - chociaż sporo mi brakuje żeby nazywać się kierowcą. Jeżdżę od roku, prawo jazdy mam od ponad 8 lat. W tak zwanym międzyczasie jeździłam przez ponad rok bardzo intensywnie "maluchem" NzT, w każdych warunkach i dzięki temu najwięcej się na tym samochodzie nauczyłam (między innymi: jak jeździć i ruszyć na lodzie oraz jak zrobić żeby nie wkomponować się w przęsło mostu...).
Nic więc dziwnego, że wszystkie filmy z cyklu "Fast & Furious" zawsze mi się podobały. Tym bardziej nic dziwnego, że wczoraj jakimś cudem udało nam się iść do kina na piątą część serii.
Podobało mi się - przystojni panowie (jednego nawet wzięłam ze sobą do domu! i nie ważne, że też z nim przyszłam ;) ), ładne panie i... bardzo mało szybkich samochodów. Twórcy podeszli ambitnie do kolejnej części F&F i dodali tak zwaną OTOCZKĘ. Nie no, fajnie, ale przydałoby się więcej wyścigów, czyli tego, co w tego typu filmach najprzyjemniej się ogląda. Nie narzekam jednak - przyjemnie spędzony czas i kilka scen wartych zapamiętania (mnie najbardziej podobało się gdy najlepsi kierowcy F&F ścigali się radiowozami po ulicach Rio). Miodzio. :)

Trailer "Fast Five"

 Już jest. W pięknym opakowaniu, z jeszcze bardziej wypasiona zawartością. 20 zł tańszy, z kuponem za preorder, z mapką, instrukcją i ścieżką dźwiękową. Wiedźmin 2. :)
Do zagadnienia starałam się podejść rozsądnie - instalacja więc nie odbyła się na moim komputerze. Dlatego teraz zaglądam NzM przez ramię. I się zachwycam. I wysyłam go jutro po nową kartę graficzną. :)
A ja poczekam - zrobię co mam zrobić, napiszę co mam napisać, a potem pójdę z Geraltem tam, gdzie nas wypasiona grafika zaprowadzi.

Dzisiaj o 6:40 usłyszałam huk i łomot. Zamarłam ze szczoteczką w zębach. DOKŁADNIE wiedziałam co się stało, a ponieważ wiedziałam - bałam się wyjść z łazienki. Amber doszła do wniosku, że codziennie rozpoczynam dzień w zupełnie nieciekawy sposób - więc ona, genialna tricolorka, zorganizuje mi go  trochę bardziej interesująco.
Po wyjściu z łazienki (jednak się odważyłam) moim oczom ukazało się: pobojowisko z mokrej ziemi z dwóch kwiatków stojących na półce nad biurkiem, rozbite dwie duże doniczki w związku z tym oraz ogólny rozgardiasz z tym związany. Nie zapominajmy o rozbryzganym pawiu (made by Latte, z najwyższego hamaka drapaka).
Chciałam pokazać Amber czym są jeźdźcy apokalipsy, chciałam jej uświadomić, że mogę być piątą amazonką podążającą za tą czwórką, chciałam jej uświadomić ogrom strat, chciałam jej powiedzieć, że ma niewiarygodne szczęście, że mój monitor nie poległ w tym starciu, chciałam wiele rzeczy... ale żadna z nich nie miała sensu. Wzięłam więc odkurzacz, który po pół godzinie (spóźniłabym się do pracy kontynuując) przejął ode mnie obudzony Baran i tak sobie sprzątaliśmy. Obserwowani przez niepomiernie zdziwioną tricolorkę...

Zaczyna się. Uczestniczę (jako odpowiadający) w szybkich testach ustnych z prawa oświatowego, kseruję akty prawne, przekopuję antyczne Dzienniki Ustaw, przeglądam jakieś dokumenty, usiłuję ułożyć w głowie, coś, czego ogromu jeszcze nie ogarniam. Zaczyna się. I jestem przekonana, że jak jeszcze raz usłyszę (nie ma dla mnie nic bardziej demotywującego niż to) pytanie "A piszesz już sprawozdanie?" to eksploduję. Nie, nie piszę. Ale już niedługo zacznę.

poniedziałek, 02 maja 2011
Pasionkowo.

Czas mi przecieka przez palce. Już maj...

W pracy - o dziwo - hossa. Tymczasowa, dlatego nie popadam w euforię, ale miła to jednak odmiana. I nieskromnie dodam, że moje kółko czytelnicze jest "wypaśne". A dzieciaki czytają i czytają. :)

Pasionkowo - niezmiennie, chociaż nabyliśmy ostatnio PORZĄDNĄ szczotkę do wyczesywania kłaków. Co po... niech pomyślę... ponad 8 latach posiadania kotów jest dosyć oryginalnym osiągnięciem. Jednocześnie stwierdzam, że wyrzucam wszystko, co do tej pory miało czelność nazywać się "narzędziem wyczesywawczym", bo nowa szczotka jest po prostu genialna.

Fil stwierdziła, że o niczym innym nie marzyła, tylko właśnie o szczotkowaniu (rozmruczał się Pierożek na kolankach i nadstawiał to wąsiki, to bródkę), Mała również nie miała nic przeciwko, Latte ogarnęło totalne przerażenie (szczotka, to Twój wróg!), Amber mnie ukąsiła, a Bii uciekła. Sprawiedliwie było by napisać, że tricolorka wróciła za jakiś czas... do Barana żeby ją wyszczotkował i zdjął niepotrzebne już kłaki. Pff! A podobno to ja sobie ją złapałam z ulicy... ;)
Jestem dobrej myśli. Może Bii też uda się zreformować, chociaż ona jedna ma chyba najmniej kłopotliwe futro.

na dachu Fordki siedzi Łatek

Mniej Pasionkowo, a bardziej Fordkowo - niedługo minie rok odkąd jeżdżę swoim własnym samochodem. Podsumowanie będzie w dzień rocznicy, teraz tylko stwierdzę, że żyjemy w kraju, w którym OC za jedenastoletni samochód jest warte pół mojej wypłaty. A to już nie jest zabawne.

Na dobranoc scenki rodzajowe:
Noc. NzM na moją prośbę zabiera suszarkę z praniem z balkonu. Koty jak na komendę wychodzą za nim. Baran przegania je z powrotem do domu.
Owca: "Zostaw, one idą [w nocy] polować!"
Baran: "Taak, na mech chyba."
Hm... nie miałam pojęcia, że mamy mech na balkonie.

W tym rzadkich momentach kiedy NzM nie pracuje, nasza aktywność koncentruje się w innych częściach Pasionka. I drzwi do pokoju NzM są zamknięte. Wszystkie koty są tym faktem niezwykle zdegustowane. Nie dość, że nie można zaczepiać Glostera, to jeszcze nie da się buszować w papierach i skakać po komputerze. Tak więc gdy drzwi się wreszcie otwierają...
Baran: "No tak! Całe wycieczki tu teraz pielgrzymują!"
Owca: "No pewnie, a Amber siedzi w drzwiach i sprzedaje bilety, żeby mieć na jedzenie".

wtorek, 30 listopada 2010
Ciąg dalszy.

Zima. Mam tylko jeden (gigantyczny, przyznaję) powód żeby lubić tę porę roku, ale nawet on już nie wystarcza.

Tak teraz wygląda (za oknem, w kuchni) mój ulubiony wrzos.

No i jak można się było spodziewać dzisiaj był ciąg dalszy.
Totalny dzień świra (lub świrowcy jak kto woli).
Rano wyszłam z domu odpowiednio wcześniej, świadoma konieczności odkopania Fordki spod tego białego świństwa. NzM
stwierdził, że "jak mam pokrowiec to zajmie mi to chwilę". Tak więc moja chwila trwała 20 minut. Pokrowiec spełnił swoją rolę całkiem genialnie, ale to nie wystarczyło. Półmetrową zaspę musiałam zgarnąć tak, czy inaczej. Co było o tyleż zabawne, że wystrojona byłam jak stado owiec na otwarcie pastwiska (spotkanie z licealistami zobowiązuje), a niemal tarzałam się w śniegu do pasa. Sama radość. :/

Wykopałam Fordkę, odpaliłam, a ona wyskoczyła jak z procy przez te nieszczęsne zaspy. Dzielny samochodzik. Dzielny,
ale zamrożony. W drodze do pracy zastanawiałam się, czy odmrozi się zamek, czy też nie zamknę mojego autka w ogóle.
Może jutro już będzie lepiej, bo NzM posmarował uszczelki, poodmrażał zamki i napoił Fordkę płynem do -35 st.
Zobaczymy.

Nie lubię zimy. A od kiedy marzną mi kończyny niemal natychmiast po wyjściu z domu nie lubię jej jeszcze bardziej. To naprawdę nic fajnego. Zakładanie dzisiaj po południu pokrowca na Fordkę zajęło mi jakieś 10 minut. Czucie w palcach dłoni odzyskałam po jakiejś godzinie... Nie muszę wspominać, że gdy na termometrze pojawia się temperatura poniżej zera - ja ubieram dwie pary rękawic? (w tym jedne - narciarskie)

Ma ktoś może genialny pomysł na skuteczne "rozkrążenie" Owcy?

Pozytywne strony tej pogody są takie (jakieś podobno zawsze są), że już od jakiegoś czasu do podniebnej stołówki przylatują sikorki. A ostatnio zawitała nawet sójka. :) Wygoniliśmy z kuchni wszystkie futrzaste zainteresowane ornitologią pasjonatki (przesiadują na parapecie i "szczękają" do ptaszków) żeby jej nie przestraszyły. :)



I jedna z pasjonatek (Mała).

wtorek, 02 listopada 2010
Zmiana czasu? Jaka zmiana czasu?

To był dziwny dzień.
Po pierwsze. Najpierw koty urządziły pobudkę, że niby "jak natychmiast nie wstanę, to zaśpię do pracy, bo już jest
jasno", chociaż wszem i wobec było wiadomo, że chodzi o śniadanie. I czyja to była wina (ta wczesna pobudka)? Oczywiście nasza. Bo nikt kotkom nie powiedział, że przesuwamy czas i teraz 7:10 to 6:10 i kotki jeszcze mają godzinę spać, a nie narzekać, że głodne i że brzuszki puste. Nie dały sobie powiedzieć, ale łaskawie pozwoliły mi poleżeć do oszałamiającej pory - 6:22. Przyznaję jednak, że wstaje się o wiele przyjemniej, kiedy jest jeszcze trochę jasno.

Poniżej zdjęcie archiwalne (kocice jeszcze mają obróżki, a Amber nie robi na nim dinozaurzego grzbietu, jak zazwyczaj przy jedzeniu), ale ogólny (posiłkowy) sens zachowany. :)


Po drugie
. Przy okazji bytności w SCC zajrzeliśmy [jak zwykle] do CoffeeHeaven. NzM stwierdził na moją propozycję (kawa
piernikowa), że "pić tego nie będzie i mam sobie sama". :) Toteż właśnie dzisiaj, po dwóch miesiącach (!), wreszcie wchłonęłam w siebie Small Gingerbread Latte. I nie muszę chyba dodawać, że to istotnie była niebiańska kawa.

Po trzecie. Rozstaliśmy się dzisiaj z Mykanką. Ona rozpoczęła swoje trzecie życie, a my już zawsze będziemy ją wspominać z sympatią. Pięć lat radości z posiadania zawdzięczamy wyłącznie NzT i to właśnie dzięki niej mieliśmy pierwszy "dorosły" samochód. Mykanka nigdy nas nie zawiodła. Przejechała z nami ponad 50 tysięcy kilometrów, a gdy coś jej dolegało - psuła się dopiero w garażu - nigdy na środku ulicy, miasta, bez możliwości zrobienia czegokolwiek. Lubiła mnie jako kierowcę, chociaż bałam się nią jeździć, z Baranem za to stanowili jedność - idealne połączenie Kierowcy i Samochodu. Była z nami dwa razy nad morzem i w Niedzicy, kilka razy w Zakopanem, niezliczone ilości razy w Krakowie i Częstochowie, ale też w Warszawie i Lublinie. Była niesamowita. A kiedy zupełnie niedawno jechaliśmy do warsztatu, żeby ją naprawić, w ruszaniu ze świateł o trzy lata młodsza Fordka nie miała żadnych szans. Zostałyśmy w tyle, a babcia Mykanka gnała już przed siebie aż się kurzyło.
Lubiliśmy ją, a ona nas. Dobrze, że część jej duszy jest
teraz w Zerrikance. :)

Poniżej też archiwalne zdjęcie babci Mykanki.

 

poniedziałek, 04 października 2010
Kalejdoskop uczuć

Po pierwsze (tame): dziś jest Międzynarodowy Dzień Zwierząt. Futra dostały dodatkową porcję chrupek, ale nie raczyły zauważyć, że to z okazji. Było więc bez (okazji). Dobrze, że nie zażyczyły sobie diamentowych obróżek. ;)

Po drugie (challenge): dziś byłam pierwszy raz w pracy po dłuższej przerwie przeznaczonej na  pozbywanie się tego, co już mi nie będzie potrzebne… Powrót do pracy po takiej przerwie jest jak zderzenie z rozpędzonym pociągiem. Jutro będzie lepiej. Mam nadzieję.

Po trzecie (jealousy): dziś Fordka wróciła od mechanika. Małe niebieskie autko poczuło się urażone brakiem zainteresowania przez prawie miesiąc. Zarzęziła, zaćwierkała i strzeliła focha ostrzegawczego. Niepoświęcanie wystarczającej uwagi samochodzikowi okazało się dla mnie kosztowne...

Po czwarte (desire): dziś właśnie spędziłam z NzM bardzo przyjemny wieczór na spotkaniu fajczarzy. Napaliłam się biernie i nawąchałam wybornego tytoniu (zdaję sobie sprawę, że dla niektórych wypisuję herezje), naoglądałam przecudnych fajek różnych kształtów, poznałam ciekawych ludzi i przy okazji wypiłam biało-zieloną herbatę. I zaczynam budować nowe, dobre wspomnienia z Fanaberii.

Fotki Barana (love) z fajką nie będzie, bo na razie nie pozwala, ale jak mu kupię churchwardena, to go i tak ofocę. ;) 
Będzie za to wyguglany, tematyczny Aragorn. :)

poniedziałek, 06 września 2010
Summer Cars Party 2010

Wylądowaliśmy z NzM w sobotę na Summer Cars Party. Pogoda bezpośrednio narzucała zmianę nazwy imprezy na Winter Cars Party albo co najmniej Autumn Cars Party, ale w końcu wrzesień - jak owca - bywa kapryśny. Toteż przy oglądaniu wyścigów trochę zmokliśmy, trochę przyprażyło, moje przeziębienie się zaktywowało, ale oprócz tych niedogodności - było super.

Już w drodze na Muchowiec zaczynała się budzić we mnie "blachara" i Baran szykował się do wyjęcia większej ilości chusteczek higienicznych, na wypadek gdyby żona zaczęła mu się ślinić do przejeżdżających wypasionych bryk. ;)

A bryki były, oj były. I takie, przy których Owcę dopadał szczękopad i takie, przy których żałowałam, że Fordka została na parkingu pod Kakadu. Podobnie było w samych wyścigach: niektóre autka śmigały bez większego wysiłku, a niektóre - no cóż - 13-letnia Mykanka dała by radę... nie wspominając o 10-letniej Fordce. ;)

I znowu, po raz ochnasty sobie uświadomiłam - nie mogłabym mieć sportowego samochodu. Po pierwsze primo: mam za ciężką nogę, po drugie primo: moje umiejętności jako kierowczyni (taki neologizm) pozostawiają jeszcze wiele do życzenia. Co nie przeszkadza mi stworzyć wizji własnego garażu z wypasionymi brykami. A więc (oprócz Fordki rzecz jasna) w moim wirtualnym garażu stoją:

1. Cudne Audi TT, którym jeździłam w NFS strojąc go w węglowe włókna. ;)

Fot. Foto'Ptah

 2. Audi r8

3 i 4. Niewątpliwie składaki jakieś wypasione, ale cudnej urody. :)) 

5. I na koniec - w sam raz na szybkie zakupy:

Kiedy wróciłam do rzeczywistości zaczęłam się zastanawiać nad zmianą felg do Fordki. Ponieważ wybór był trudny, a możliwości jednak zbyt dużo (i zupełnie nie dlatego, że koszty zwalają z nóg, a niedawno Fordka dostała nowe oponki, ;) ) postanowiłam się na razie wstrzymać. A było w czym wybierać:

wypasione felgi nr 1  

wypasione felgi nr 2

wypasione felgi nr 3

Widziałam też młodszą o dziesięć lat wersję mojej Fordki. Ford Ka z 2010 roku z zewnątrz wygląda rewelacyjnie, a w środku natomiast to jakaś porażka. Przypuszczam, że większość samochodów wchodzących na rynek ma takie deski rozdzielcze, co nie znaczy, że mnie akurat ma się to podobać. Tak więc - Ford Ka - jak najbardziej, ale wersja z 2000 roku, hi hi. Poniżej fotka nowej wersji, w kolorze, który dla takiego samochodu (mały, wesoły) jest jakimś nieporozumieniem. Widziałam ostatnio w Katowicach nową Fordkę w kolorze ciemnoróżowym, wiem, że są też granatowe (ale nie ciemne). Jeszcze może: zielone i pomarańczowe, ale - na Wielką Melitele - nie czarne! To w końcu nie Porsche!

I z dumą stwierdzam, że takich naklejek jak mam na moim małym niebieskim autku - nikt nie miał. Tylko kilka samochodów miało mocno tuningowaną blacharkę - pozostali raczej ubogo. Mówię oczywiście o wizualnej stronie - bo co pod maską siedziało, to nie mnie osądzać. ;)

Może za rok wjadę na płytę lotniska Fordką? ;)

Tagi: autko wojaże
18:39, ofczasta
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 sierpnia 2010
Wracam znad morza...

Kiedy się poznałyśmy, miała przejechane tyle:

Niedawno obchodziłyśmy nasze własne "urodzinki":

Lubimy się. A jeszcze M. stwierdziła ostatnio, że Fordka z takimi tatuażami jest tylko jedna. :)

Myślę, że tak naprawdę już wróciłam znad morza. :) W końcu, w tej chwili za moim małym niebieskim autkiem i mną już ok. 1300 przejechanych kilometrów. :)

Tagi: autko
21:38, ofczasta
Link Dodaj komentarz »
sobota, 31 lipca 2010
Tatoo...

Wreszcie, po dwóch miesiącach wybierania*, zamawiania i oczekiwania (ta część akurat była najkrótsza) udało nam się obkleić Fordkę. :)

*wybór nie był prosty. Ja chciałam kwiatuszki i motylki, Baran mówił, że "ładne i mogą być", po czym usłyszałam od Myszy, że "chcę nabyć biżuterię na jeden sezon i Fordka będzie wyglądać idiotycznie w zimie". Dzięki temu praniu mózgu mam eleganckie esyfloresy. I nikt takich nie ma... bo wszyscy mają kwiatuszki i motylki. :D

Wyszorowałam i wysuszyłam moje małe niebieskie autko (kolejny raz budząc zdziwienie sąsiadów), po czym zawołałam Barana. Logiczne - sprawca musi być, bo do kogo miałabym pretensje gdybym sama sobie krzywo nakleiła? ;) Towarzysząca do tej pory NzT ewakuowała się nieoczekiwanie, subtelnie dając do zrozumienia, że Owca przyklejająca naklejki dostaje świra. Subtelność nie była konieczna, bo to najprawdziwsza prawda jest. :) Poza tym wszyscy doskonale pamiętali proces naklejania czarnego kota na fordkowy zadek. :)

Procesu naklejania tu nie opiszę (baaardzo czasochłonne, komary nas zeżarły razem z butami) - powiem tylko, że Baran jak zwykle wymiótł, naklejki nakleił idealnie tak, jak chciałam, w pełni profesjonalnie wycinając fragmenty na klapkę z baczku. Dumna jak świeżo wyszczotkowana Owca odwiozłam obklejoną i blyszczącą z daleka Fordkę na "parking".

Po czym lało przez całą noc.

Dokumentacja fotograficzna - Foto'Ptah

Boczek :)

 

Tak, motylka też mam, tyle, że małego i na przedniej masce ;) może Bum nie zauważy ;)

 

Czarny kot - bo musi być. :)

 

Tagi: autko
00:11, ofczasta
Link Komentarze (1) »
piątek, 30 lipca 2010
Lusterko lewe czyli jak się "robi" pieniądze w naszym kraju

Zepsuło mi się lusterko. Tak - samo. Lewe lusterko w Fordce połamało mi się samo, bo nie sądzę, żeby miały na to wpływ śmietniki, które mijam każdego dnia wjeżdżając na parking*. Zepsuło się i tyle. Ulubieni panowie warsztatowi wraz z NzM urwali lusterko do końca (malowniczo dyndało) i stwierdzili, że "nie da się naprawić i trzeba kupić nowe". ;)

Zakontraktowany Baran znalazł więc wypasione lustrerko w znanym serwisie aukcyjnym, zadzwonił do sprzedawcy czy na pewno będzie pasować i czy na pewno jest dostępne i pojechaliśmy. Jechaliśmy do Z. 15 minut, a pozostałe pół godziny spędziliśmy w korkach. Na miejscu byliśmy o 16:00 - co nie obudziło szczególnego entuzjazmu obecnych tam osób. Na nic zdały się tłumaczenia, że przez środek Z. jedzie się pół godziny zamiast 5 minut. No ale lusterko. Przynieśli łaskawie. Co z tego, że inne niż na aukcji, co z tego, że odrapane i nijak nie przypominające tego wystawionego - ważne, że kosztowało 90 zł! Myślałam, że mnie szlag jasny trafi. Używane, odrapane lusterko (takie widziałam po 30 zł) w tak bezsensownej cenie i z tak wrednym podejściem do klienta (bo to nasza wina, że byliśmy na tyle naiwni żeby jechać aż do Z. po lusterko, które prawdopodobnie nie istnieje i jeszcze chcieliśmy za nie zapłacić 90 zł). "Lekko" podminowani oddaliliśmy się stamtąd niespiesznie, ale kilometry i czas już były stracone, droga już przejechana, nie wspominając o irytacji...

Lusterko jednak mam, tyle że NOWE, kupione gdzie indziej i za cenę, która jest odpowiednia dla nowego lusterka. Morał?

1) Cwaniaczków na świecie nie brakuje, szkoda tylko, że jednak za często "udaje" nam się na nich trafić.

2) W M. jest wypasiony sklep z częściami do Fordki (gdyby znowu jakaś brama albo śmietnik chciały odgryźć mi lusterko). 

3) Zerrikanka (nie łamiąc przepisów) dojedzie z Z. do M. w ciągu 20 minut wzbudzając mój niezmierzalny zachwyt. :)

* parking - miejsce w ogródku, pod chmurką, wspaniałomyślnie użyczone przez NzT, do którego należy się dostać wjeżdżając do bramy (szerokość Fordki ok. 1,60 m, szerokość bramy - o ok. 10 cm więcej niż "biodra" mojego autka), przejeżdżając obok śmietników i nachylonego, krzywego płotu, obok rosnących krzaków i rozrzuconych (latem) kotów.

Tagi: autko
09:02, ofczasta
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2












Mała
(Indyczek, Królik, Pani Prezes)


Fil
(Pierożek)


Latte
(Kawa)


Amber
(Lady Amber Herbu Tricolor)


Bii
(Biisława, Szylkretka)


Ptaszki


Książki



Wojaże



Koty



Pasionek



Książki o kotach



Decoupage Owcy



Filmy



Krewni i znajomi



Autko



Jedzonko



Modele



Tubka









Licznik odwiedzin:



Gości na stronie: