Wpisy z tagiem: Amber

środa, 21 maja 2014
Dlaczego mnie nie ma,

gdzie jestem i co wtedy robię.

I dlaczego zawsze, ale to zawsze Pasionek przegrywa z nadmiarem "rzeczy do zrobienia".
W ciągu dnia jestem w pracy, logiczne. Nie robię niczego innego, angażuje mnie całkowicie.
Przeanalizujmy więc czas "po pracy". Tylko w jednym tygodniu.
Jeśli jakimś cudem uda mi się wrócić prosto z pracy do domu, to karmię koty, wymyślam obiad (NzM go przygotowuje), jemy i robimy później resztę rzeczy, ale zazwyczaj nie jest tak "dobrze".

PONIEDZIAŁEK, oczywiście zaraz po pracy:
- piekarnia, bo zamrażarka (ani chlebownik) nadal nie mają zainstalowanej funkcji: twórz chlebek. Najlepiej pokrojony. I nie zapomnij o bułeczkach. :)
Potem ogrodniczy (kupiłam piękne lwie paszczki, bo ostatnio jak tam byłam, to usiłowałam zwalczyć chęć nabywania kolejnych kwiatków - no i po co usiłowałam?), potem castorama - stały punkt programu ostatnio, w międzyczasie kerfur (coś na obiad). Gdy wróciliśmy do domku, nakarmiliśmy koty (Baraniasty), wyczyściliśmy nocniczki (Owca), nakarmiliśmy Hodowcę i jego Owcę, to okazało się, że jest 20:00. Dużo czasu do 22:00, o której zawsze planujemy iść spać, prawda? No to czas na kolejny punkt programu, czyli: glostery (o tym będzie zupełnie osobny wpis). Wróciliśmy przed 22:00 (wyjątkowo krótko tym razem) i okazało się, że Baraniasty musi jeszcze poodpisywać na mejle. No to Owca też, wyjątkowo, na te najpilniejsze. Godzinę później olśniło mnie, że miałam o coś zapytać mojego Padre. Wysyłam sms, Padre oddzwania. Rozmawiamy tym razem jakieś cztery razy krócej, niż zwykle, bo tylko 12 minut. Wieszam pranie, które się zdążyło wyprać. Czas na pluskanie, czyszczenie kuwet, ostatnie karmienie kotów. Zasypiam przed pierwszą. Nastaje

WTOREK, dzień dyżurowy, więc wysypiam się jak arystokracja. :D Pierwsze śniadanie Futrzastym organizuje dzisiaj NzM, więc jak wstanę, to tylko nocniczki i przygotowanie się do pracy, sprawdzenie co słychać na balkonie (koty jeszcze nie obgryzły lwich paszczek ani pelargonii, które czekają na przesadzenie), szybkie ogarnięcie hacjendy, chęć zrobienia zamówienia w kocim sklepie internetowym (zakończona porażką). Potem praca. Po pracy odebranie zamówienia, załatwianie spraw Baraniastego, potem do Lidka, bo Pierzaki nie mają brokuła. W domu - standardowe czynności oraz zamówienie w zoo+, zapłacenie rachunków, ostatnie ustalenia na jutro, karmienie kotów, kuwety, itd.. Obecność sprawdzałam o 23:45 (po cichu, bo wszyscy już spali)...

ŚRODA, po pracy - spotkanie. Będę w domu nie wcześniej, niż o 18:00 i będę usiłowała zrobić to wszystko, co powinnam w czasie krótszym, niż zwykle. A potem Baraniasty poprosi o pomoc przy glosterach i znowu dzień się skończy bardzo późno.

CZWARTEK jest dniem w całości zaplanowanym, więc - oprócz właśnie tych rzeczy zaplanowanych - nie zrobię nic. Ale oto nadchodzi

PIĄTEK. Na piątek po pracy nie mam na razie planów (wiem, że jak tylko to napiszę, to zaraz się znajdą), więc pewnie pojedziemy na większe zakupy jedzeniowe, może uda się przesadzić kwiaty na balkonie i za oknem w kuchni, może uda mi się nawet poodkurzać! Może, bo pewnie piątek będzie bardzo podobny do poniedziałku. Jak zwykle.
Zresztą... o czasie zaczynającym się od piątku "po pracy" do NIEDZIELI przed północą nawet nie piszę. Dlaczego? Dlatego, że czas wtedy biegnie dwa razy szybciej, a nam się wydaje, że jesteśmy w stanie zrobić wszystko, czego nie zrobiliśmy w ciągu tygodnia. Co za bzdura.

A potem znowu poniedziałek. I tak jest ciągle. Zmieniają się tylko konfiguracje, godziny, dnie, miesiące, lata, niektóre rzeczy do załatwienia. Nie zmieniają się obowiązki. :) Kiedy koty, przy naszym jedynym posiłku, który mamy szansę zjeść razem, obsiadają nas w komplecie, to zaczynamy sobie zdawać sprawę, że "długo nas nie było" i nie mieliśmy dla nich tyle czasu, ile powinniśmy.

W tym tygodniu nie mam zaplanowanych żadnych lekcji ani zajęć, na szczęście (jeśli chodzi o czas), bo do całokształtu doszłoby jeszcze: wymyślanie quizów, konkursów, rozsypanek, rebusów i krzyżówek, które mogą zainteresować dzieciarnię, drukowanie tego wszystkiego, wycinanie, przygotowywanie. Fontanny i wodotryski. Kiedy? Zazwyczaj "w czasie wolnym", czyli od 22:00 do oporu materii wełnistej.

Czego - od dłuższego czasu - nie zrobiłam:
- nadal nie wyprasowałam tej sterty prania. Często w stanie skrajnej paniki (nie mam naszykowanych rzeczy na jutro!) i ku zdumieniu Baraniastego wyjmuję ze sterty bluzeczkę "na jutro", rozkładam deskę, wyjmuję żelazko i prasuję. Zazwyczaj jest to na jakieś pół godziny przed północą.
- od dłuższego czasu nie jestem w stanie odpocząć. Tak po prostu. Wyspać pewnie też nie, bo zazwyczaj "padam kłodą" jak już znajdę się w łóżku i budzę się na upierdliwy dźwięk budzika.
- zdjęć. Nie miałam czasu na obróbkę zdjęć. Nie przestaję ich robić, więc narasta ich coraz więcej. Same się nie przygotują i nie umieszczą na Pasionku, nie mówiąc już o emocjach, które towarzyszyły przy ich wykonywaniu, a które już powoli zapominam. Nie miałam też kiedy nauczyć się darmowego programu do obróbki zdjęć i nadal korzystam z picmonkey. Super, do momentu, kiedy nie okazuje się, że znowu coś się zawiesiło i dziesięć minut dłubaniny (nad jednym zdjęciem) poszło na marne.
- nie przeczytałam ostatnio żadnej książki. Tak od początku do końca. Czytam z doskoku, przy okazji, kiedy tylko się da. Ale ciągle za mało, ciągle stos się nie zmniejsza, a ja już tyle nowych, interesujących książek widziałam!

- nadal nie odpisałam na ważne dla mnie mejle...

Rzeczy, które zrobiłam zamiast tego ^ wszystkiego, jest na pewno więcej, ale przecież i tak pamięta się tylko te niezrobione i "zawalone"...

Na koniec (gratuluję temu, kto dotrwał do tego miejsca :) ) powiem tylko, że cieszę się z mojego Instagramu. Raduje mnie umieszczanie tam codziennych zdjęć, które nie potrzebują jakieś specjalnej obróbki, a pomagają mi zapisywać rzeczywistość obrazem. Nieustannie zapraszam tutaj. :)

Na koniec zupełnie wyluzowana Amber, wielbiąca nowe panele. :D


poniedziałek, 31 marca 2014
Cztery kolory.

To znaczy: biały, czarny i rudy (podstawowa kolorystyka okrycia wierzchniego Lady Amber) oraz fioletowy - kolor niedawno kupionego koszyka.

Koszyk jest miętki (miękki), koszyk jest pojemny, koszyk jest na zakupy.
Więc wlazła do niego Trikolorka. :)

Amberzyco! 

 

Tak, słucham Cię miau?

 

Nie przypominam sobie, żeby mi dali do zakupów takiego puchatego, trójkolorowego kotka...

Ty popatrz, to mnie zaczepiło! Ja to złapię!

 

Taak, "to" jest nieodłącznie z Tobą związane. 

Ja to złapię, już prawie mam! 

 

Trykociu, przecież to Twój...

Ogonek! Złapałam! Co teraz z tym zrobić?

 

Zostawić w spokoju, ewentualnie umyć. Jesteś bardzo łownym kotkiem! 

Czyżbym słyszała chrupeczki?!

 

Ja wiem, że teraz napiszę oczywistą oczywistość, ale każde pudełko, każdy koszyk, każdy pojemnik - najlepiej puste lub pusty, ale nie upierajmy się - generuje kota. Trójkolorowego nawet bardziej. :) 

czwartek, 02 stycznia 2014
O tym, jak...

Amber wrzos jadła.
Ale to za chwilę.

W pierwszym wpisie nie będzie więc podsumowań, nie będzie planów i postanowień.
Publicznie eksponowanych, rzecz jasna. :) Bo liczne (wewnątrzowcze) są, oczywiście. 
I niektóre nawet udaje się już realizować. :)

Będą życzenia - dla wszystkich odwiedzających Pasionek, aby nie tylko Nowy Rok*, ale cały nowy rok przyniósł jedynie dobre niespodzianki i dobre zdarzenia. :)

*to już jest choroba zawodowa, wybaczcie. 

Będzie stwierdzenie, że nie cierpię Sylwestra i życzenia w stylu "aby humory były jak w Sylwestra" (autentyk!) uważam za gruby nietakt. 

Będzie wspomnienie o tym, jak 31 grudnia 2002 roku przywieźliśmy do domu Kota, którego już nie ma.

Będzie też o tym, że bardzo się baliśmy o ptaszki i kotki i o tym, że Pierożek spędził cały ten cyrk zawinięty w szlafrok Baraniastego, pod kołderką, słuchając morskich piosenek (czy teraz będzie jak Myszołów?) i o tym, że Amber siedziała na parapecie robiąc wielkie oczyska i zastanawiając się: skąd na świecie jest tylu idiotów. 

A na koniec będzie obiecana Lady Tri.

Od strony puchatego zadka. :)

 

Trykot przestań wcinać mój wrzos! 

 

Kompletnie tu nic nie słychać, w tym wrzosie...

 

Mlask!

 

Amberzyco!
Ale o co Ci chodzi?
O żarcie mojego wrzosu! Nawet z paszczy Ci jeszcze kawałek wystaje.

 

Nie wiem o czym mówisz, Owco.
=^..^= 

sobota, 02 listopada 2013
Dyńki.

Jedną przygotowałam na przedwczorajszy wpis z okazji All Hallows' Eve.
Ale mi nie wyszło, więc będzie teraz.

 

Wszyscy mają dyńki - mamy i my. :)
Bodajże w maju kupiłam w kastoramie dwie helołinowe dyńki w promocji. Jedna (duża) miała znaleźć się w miejscu, w którym się na razie nie znajdzie, a druga na balkonie. Stanęło jednak na tym, że duża świeci z doniczki balkonowej, a mała w domu, jako lampka.
Zastanawiam się, czy kłapią, mrugają, uśmiechają się do siebie razem z dyńkami wystawionymi u sąsiadów?

Na zdjęciu [nocnym] dyńka domowa, ozdobniki z programu używanego do obróbki zdjęć (PicMonkey).

Natomiast druga dyńka jest nie tylko pomarańczowa, nabiera futra na zimę i tak wygląda, kiedy przeszkadza Baraniastemu w pracy (należy zwrócić uwagę na umiejscowienie myszy, którą ktoś zepchnął wielkim puchatym zadkiem...).

 

wtorek, 27 sierpnia 2013
Ważna sprawa.

Ona doskonale wie, że jej tam nie wolno, bo trzymam tam bieżące dokumenty (na przykład rachunki) - ogólnie: ważne sprawy do załatwienia.

Więc okazało się, że nie ma nic ważniejszego niż Amber [i jej ogon].

Jeśli ktoś się dziwi, czemu robię zdjęcie zamiast przeganiać koteczka, to zapewniam, że od tego zaczęłam (Trykot, wyłaź stamtąd!), ale - jak widać - wiele to nie dało (Lady Trikolorka kompletnie głuchnie, kiedy słyszy, że czegoś jej nie wolno, a jak mówi M. - niepełnosprawnych kotów nie wolno karać) więc pozostało jedynie wyjąć aparat...

piątek, 26 lipca 2013
Politowanie.

Na tym zdjęciu (robionym Galaktyką, z ogródka) tak dobrze tego nie widać, więc musicie mi wierzyć na słowo.

Trikolorka patrzy na mnie z politowaniem i jestem pewna, że w jej rozumku układają się słowa:

"Czy Ty już całkiem na wełnę upadłaś? W taką pogodę i o tej porze do pracy idziesz? W piątek? W wakacje?!" 

 

 

Lubię swoją pracę, ale potrzeba mi już urlopu, skoro nawet Lady A. to widzi...

09:18, ofczasta
Link Komentarze (4) »
niedziela, 30 czerwca 2013
Amber pomaga.

Wypowiedziałam dzisiaj wojnę kłakom i wszechobecnemu żwirkowi.
Czasami mam wrażenie, że Futrzastym Pannom najbardziej odpowiadałaby kuweta "all over the place" - znaczy: żwirasek wszędzie. 
I jakim cudem one jeszcze się tak kłaczą? Acha - nie zapominajmy o piórkach, ponieważ Pierzaści się pierzą. Gloster znowu wygląda jak zielony kurczak z grzywką (pozbył się piór z ogona), a dzieci jak banda wypłoszków. :D

A oto jaką pomoc uzyskałam od Lady Amber:

Bo ośmieliłam się przygotować kuchnię do umycia podłogi.
M. powiedziała, że powinnam była wytrzeć tę podłogę pod pilnym okiem Trykotki, która z pewnością nadzorowałaby z takim zaangażowaniem, że nie byłoby mowy o smugach.

No cóż, nie tym razem, bo ja pamiętliwa jestem* i zabrałam trójkolorowe futro pod pachę i zamknęłam z resztą towarzystwa (poza kuchnią).

* kiedy Kolorowe były małe, to potrafiły się gonić po świeżo umytych podłogach robiąc  tysiące "tuptów" i ślizgając się (i wywracając) na zakrętach. :)

Pani Kierownik Nadzoru: 

 

 

sobota, 23 marca 2013
Rogaliki.

Dzisiaj (za sprawą NzT, która uświadomiła mi tenże fakt) dotarło do mnie, że rok temu o tej porze, to już rowerowaliśmy. O, tutaj jest dowód.

Tymczasem mamy zimę. No chyba, że ktoś uważa, że temperatura w stylu -10, inkluding śnieg, jest charakterystyczna dla pory roku znanej jako wiosna.

W mijającym tygodniu doszłam do wniosku, że już mnie nic nie zdziwi i że już jest tak źle, że lepiej żeby nie było gorzej, bo nie ogarnę.
A potem okazało się, że gdzie tam Owco, bierz na plecy jeszcze trochę, dasz radę. Jak nie, jak tak? Przecież i tak nie masz wyjścia. A masz na dokładkę jeszcze okoliczności przyrody.

W chwili obecnej czekam na dno, bo dwa metry mułu już minęłam. Potem pozostanie się tylko od tego dna odbić.

Znalazłam dzisiaj na stronie z demotywatorami coś takiego:
Jumanji
i bardzo mi się podoba. 

A wpis ma być o rogalikach. Więc komplet pieczywa poniżej:

Pani Prezes

 

Syjam Strachliwy 

 

Biisława Torbiasta

 

Pani Baronowa Pierożek

Lady Amber

Bonusik ;)

 

 

Pragnę dodać, że od dzisiaj (do: aż mi się znudzi) mamy w nagłówku ciasteczka pomarańczowe według przepisu Szarlotki, które przygotowałam (oczywiście nie sama - Baraniasty ugniatał i turlał, a ja wycinałam) na Dzień Kota w bibliotece. 

niedziela, 10 lutego 2013
Dzieje się.

W sprawie ptasiej u nas, proszę Państwa, dzieje się.
Dzieje się na przykład to:

źródło

O tym, że Bii jest naczelną ornitolożką pisałam tutaj.

Ale nie tylko Bii. Dowód na poniższym zdjęciu.

 

Szylkretka nie udaje, że ptaszki jej nie interesują, natomiast Trykotka chowa się pod regałem licząc na to, że Personel jej nie zauważy i wyjdzie z pokoju starannie zamykając za sobą drzwi... 

niedziela, 13 stycznia 2013
Precelek.

Jeśli czas w tym roku też będzie pędził tak bardzo, jak do tej pory, to ja się poddaję... Gdzie sie podziały dwa tygodnie stycznia?! :(

Tymczasem takie obrazki są u nas na porządku dziennym. :) 

Najpierw widzi się masę trójkolorowo-szylkretowego futra.

 

A kiedy człowiek (Owca, znaczy się...) pójdzie po stołeczek i podłączy lampę do aparatu, to okazuje się, że

 

futrzasty precelek, to Szylkrecia i Trykotka (nowe przezwisko Lady Amber). ;)
Razem, na jednym hamaczku, bo twierdzą, że tak cieplej (chociaż drapak stoi przy ciepłym piecu). 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10














Mała
(Indyczek, Królik, Pani Prezes)


Fil
(Pierożek)


Latte
(Kawa)


Amber
(Lady Amber Herbu Tricolor)


Bii
(Biisława, Szylkretka)


Ptaszki


Książki



Wojaże



Koty



Pasionek



Książki o kotach



Decoupage Owcy



Filmy



Krewni i znajomi



Autko



Jedzonko



Modele



Tubka









Licznik odwiedzin:



Gości na stronie:



free counters